Diagnoza Zbrodni

Posted on 19 Marzec 2010. Filed under: Chęć zysku w TVN, Oszustwa mediów, Propaganda medialna, Sprzedajni dziennikarze, Zero prawdy, Złe Prawo |


O tym, jak prokuratura może służyć załatwianiu interesów politycznych.

fot. lckidwell / www.sxc.hu
fot. lckidwell / http://www.sxc.huTo miała być gigantyczna afera korupcyjna. Z komunikatów prokuratury wynikało, że krakowska spółka „Diagnostyka” i dyrektorzy publicznych szpitali tworzyli zorganizowaną grupę przestępczą, która w całym kraju ustawiała przetargi w służbie zdrowia. Budżet państwa miał na tym tracić miliony.

Minęło prawie 1,5 roku od pierwszych aresztowań: skala zarzutów zmalała, aktu oskarżenia wciąż nie ma, biegły dotąd nie wyliczył strat. Żaden z zakwestionowanych przez śledczych przetargów nie został unieważniony. Krakowska „Diagnostyka”, która miała kierować zorganizowaną grupą przestępczą, podpisuje nowe umowy i utrwala pozycję lidera na rynku badań laboratoryjnych.

Afera wybuchła w połowie września 2007 r. W ciągu dwóch dni funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali 26 osób, w tym szefów krakowskiej firmy „Diagnostyka” i spółek zależnych – DPC Polska i Diag System – 5 przedstawicieli handlowych tych firm, 14 kierowników i dyrektorów szpitali oraz laboratoriów szpitalnych. 18 z nich trafiło za kraty pod zarzutem udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, która za łapówki ustawiała przetargi na dostawę sprzętu medycznego i odczynników do badań laboratoryjnych. Potem doszły zarzuty dotyczące dzierżawy przyszpitalnych laboratoriów.

W następnych miesiącach do aresztu trafili kolejni podejrzani, m.in. Włodzimierz Stelmach, były szef NFZ w Łodzi, i Jarosław Pinkas, były wiceminister zdrowia. Do dzisiaj zarzuty usłyszały już 32 osoby, wobec 19 zastosowano areszt. O aresztowaniach

było głośno w całym kraju.

Później nastąpiła cisza. W lipcu ub. roku – już bez rozgłosu – wobec 16 podejrzanych prokuratura umorzyła najpoważniejszy zarzut – udziału w zorganizowanej grupie przestępczej.

Prof. Iwona Stelmach, kierownik oddziału Klinicznego Interny Dziecięcej i Alergologii Katedry Pediatrii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, znana w środowisku medycznym m.in. z leczenia dzieci chorych na mukowiscydozę, została zatrzymana 15 września 2007 r.

– Pamiętam, jakby to było dzisiaj, wychodziłam około godz. 18 ze szpitala, kiedy podeszło do mnie trzech funkcjonariuszy ABW – opowiada. – Przedstawili się, powiedzieli że jestem zatrzymana i kazali mi wrócić z nimi do mojego gabinetu. Podczas przeszukania zabrano płyty i dyskietki, zawierające rozdziały wydanej przeze mnie książki „Astma dziecięca. Wybrane zagadnienia”, które określono jako „materiał dowodowy zawarty na nośnikach informatycznych”. Następnie przeprowadzono rewizję w domu i zabrano telewizor, który miał stanowić przyjętą korzyść materialną. Zabrano z domu wszystkie pieniądze i o godzinie 23 zamknięto mnie w celi izby zatrzymań. Rano zostałam przesłuchana. Przedstawiono mi zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, która ustawiała przetargi w szpitalach. Wyjaśniałam, że nigdy nie uczestniczyłam w żadnych procedurach przetargowych, nie znam właścicieli, dyrektorów ani prezesów firmy Diagnostyka i nie miałam z nimi kontaktu. Później potwierdził to materiał dowodowy, ale wtedy nikt nie chciał mnie słuchać. Na posiedzeniu sądu prokurator Adam Gierk przedstawił fikcyjny zarzut mojego udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Zostałam aresztowana na trzy miesiące. Następnego dnia przewieziono mnie do warszawskiego aresztu i umieszczono w celi dla szczególnie niebezpiecznych osób, z zarzutami udziału w grupach przestępczych.

Spędziła tam pięć tygodni. W tym czasie

został aresztowany jej mąż.

wówczas dyrektor łódzkiego Szpitala im M. Kopernika, a wcześniej szef tamtejszego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. Stawiane Włodzimierzowi Stelmachowi zarzuty dotyczą lat 2003-06. Według prokuratury jako szef funduszu przyjmował łapówki za ustawienie przetargów i wprowadzenie do szpitala w Zgierzu firmy „Diagnostyka” oraz wygrania przez nią przetargów na dostawę sprzętu laboratoryjnego i odczynników medycznych. Później – jako szef „Kopernika” – miał doprowadzić w tej placówce do rozwiązania umowy z jedną z firm, która świadczyła (a raczej miała świadczyć) usługi diagnostyczne w laboratorium i za łapówki zlecił ich wykonywanie „Diagnostyce”.

– Przyszli po mnie o 6 rano, trzy tygodnie po zatrzymaniu żony. Nie miałem pojęcia, że do tego dojdzie, bo z przetargami w ogóle nie miałem nic wspólnego. O tym, że odbył się w szpitalu w Zgierzu w ogóle nie wiedziałem. W „Koperniku” ogłosiłem przetarg, ale nie wiedziałem, jakie firmy biorą w nim udział. Zajmowała się tym komisja przetargowa, w której nie uczestniczyłem. Dziś wiem, że przetarg był rozpisany na trzy pakiety badań. Jeden wygrała „Diagnostyka”, dwa pozostałe – firma „Synevo”, która już wcześniej wykonywała badania w „Koperniku”. W obydwu przypadkach o rozstrzygnięciu zdecydowała cena. Do komisji przetargowej prokuratura nie miała żadnych zastrzeżeń, jej członkowie zostali przesłuchani dopiero na przełomie lipca i sierpnia ubiegłego roku – jako świadkowie. Obydwie firmy nadal wykonują badania, bo żaden przetarg nie został unieważniony, a każdy jest niezwykle korzystny dla szpitala i pacjentów. Nikt nie kwestionuje rzetelności badań, laboratorium działa na tych samych zasadach, co dwa lata temu – mówi Wło- dzimierz Stelmach, dzisiaj już były dyrektor Szpitala im. M. Kopernika w Łodzi, bo po aresztowaniu został odwołany ze stanowiska.

W październiku 2007 r. podczas pierwszych przesłuchań w prokuraturze

częściowo przyznał się do winy.

Prokurator Adam Gierk stwierdził, że zeznania te są nieprawdopodobne i jest z nich niezadowolony. Oprócz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej zarzucono mu przyjęcie korzyści majątkowych w kwocie niemal 180 tys. zł oraz telewizora plazmowego (wartego prawie 25 tys. zł) i specjalistycznych książek medycznych.

– Nie znam żadnego z szefów „Diagnostyki” i od nikogo nie wziąłem łapówki, ale przyznałem się, bo to było warunkiem zwolnienia mojej żony z aresztu – mówi dziś Włodzimierz Stelmach. – Całe przesłuchanie trwało 20 minut, jednak negocjacje z prokuratorem, za pośrednictwem adwokatów, na temat warunków uwolnienia żony – zajęły ponad 3 godziny. Nie miałem wyjścia: syn był w klasie maturalnej, w domu mieliśmy teściową po operacji ortopedycznej, która nie wstawała z łóżka. Oboje zostali bez środków do życia, bo funkcjonariusze ABW podczas przeszukania naszego mieszkania zabrali wszystkie pieniądze. Gdyby żona dłużej siedziała w areszcie, to pewnie nie miałaby już do czego wracać. Istniało też zagrożenie, że stworzony przez nią oddział alergologii i leczenia mukowiscydozy po prostu padnie.

Prof. Iwona Stelmach opuściła areszt, zgodnie z ustaleniami, po dwóch tygodniach od aresztowania męża. On sam spędził w nim 6 miesięcy. Najdłużej ze wszystkich zatrzymanych. Cały czas przebywał w więziennych szpitalach – najpierw w Łodzi, później w Poznaniu. Po raz drugi (i ostatni) prokurator przesłuchiwał go w areszcie śledczym tuż przed świętami Bożego Narodzenia 2007 r. Wtedy profesor odwołał swoje poprzednie wyjaśnienia. Stwierdził, że został do nich zmuszony i oświadczył, że do żadnego z zarzutów się nie poczuwa; skutkiem było wystąpienie prokuratora o kolejne 3 miesiące aresztu. W tym czasie do akt śledztwa wpłynęło kilka poręczeń, m.in. od prof. Władysława Bartoszewskiego, który oceniał dr. hab. Włodzimierza Stelmacha jako „wybitnego lekarza i uczciwego człowieka, powszechnie cieszącego się zaufaniem otoczenia”. Ręczył za niego również arcybiskup Ziółek, dr Marek Edelman, rektor i kierownicy klinik Uniwersytetu Medycznego w Łodzi oraz Okręgowa Izba Lekarska. Poręczenia nie poskutkowały. Ostatecznie Stelmach odzyskał wolność dopiero 9 kwietnia ub. roku, kiedy biegli lekarze stwierdzili, że stan zdrowia zagraża jego życiu. Razem z żoną wpłacili kaucję w wysokości 400 tys. zł. Zabezpieczono ich paszporty i samochody.

– Od tamtej pory byłem tylko raz przesłuchiwany w prokuratorze, natomiast żona – ani razu. W lipcu ub. roku otrzymaliśmy natomiast

postanowienie o umorzeniu

wobec nas śledztwa w zakresie udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Sęk w tym, że ten zarzut stanowił podstawę naszego aresztowania, czyli że sądy, które ten areszt stosowały, były oszukiwane – mówi Włodzimierz Stelmach.

Bogumiła Tarkowska, naczelnik łódzkiego wydziału Prokuratury Krajowej, potwierdza: – Postanowieniem z dnia 14 lipca ub. roku śledztwo częściowo umorzono w zakresie zarzutu z art. 258 § 1 kk, czyli udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, przedstawionego uprzednio 16 podejrzanym.

Do winy nie poczuwa się też Jarosław Pinkas, wiceminister zdrowia w rządzie PIS, który został zatrzymany 16 kwietnia ub. roku pod zarzutem przyjęcia korzyści majątkowej w czasie, gdy był zastępcą dyrektora (Zbigniewa Religi) w Instytucie Kardiologii im. Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie. Jego również miała skorumpować „Diagnostyka”.

W 2003 r. Instytut Kardiologii ogłosił przetarg na obsługę szpitalnego laboratorium.

– Zdecydowaliśmy się na outsourcing, czyli prowadzenie laboratorium przez firmę zewnętrzną, bo nasze laboratorium było totalnie niewydolne. Nie mieliśmy know-how, więc część badań i tak wykonywano na zewnątrz – mówi dziś Jarosław Pinkas.

Do przetargu stanęła „Diagnostyka”. Zdaniem prokuratury, by wesprzeć swoje szanse, posłużyła się „zachętą finansową”. Miała przekazać Pinkasowi 55 tys. zł oraz wieczne pióro o wartości 2920 zł. Wicedyrektor rzekomo dodał do tego jeszcze żądanie pokrycia kosztów remontu gabinetu profesora Zbigniewa Religi. Prokuratura dysponuje fakturą VAT na kwotę 54.995,98 zł za wykonane prace i fakturę tę uważa za

mocny dowód sprzedajności Pinkasa.

– Nie mam sobie nic do zarzucenia. Nigdy od nikogo nie wziąłem nawet złotówki „korzyści majątkowej”. Zresztą po co mieliby płacić, skoro do przetargu stanęła – jako jedyna – wyłącznie „Diagnostyka”? – pyta J. Pinkas.

Co do zarzutu wymuszenia na „Diagnostyce” przeprowadzenia remontu gabinetu prof. Religi, Pinkas uważa go za niedorzeczny:

– Już po wygraniu przez „Diagnostykę” przetargu podpisaliśmy umowę, w której zawarliśmy warunki: oni mieli włożyć w instytut pewną kwotę pieniędzy w postaci remontu obiektów, które im oddaliśmy oraz gabinetu prof. Religi. To zostało czarno na białym zapisane w kontrakcie. Jasno i uczciwie, bez żadnych podtekstów, tak, jak to się zwyczajowo robi – tłumaczy Jarosław Pinkas.

Diagnostyka potwierdza:

– Podpisując umowę na współpracę zawieramy kontrakt, na bazie którego deklarujemy się np. wyremontować pomieszczenia szpitalne. My, po prostu, musimy dostosować zastany poziom techniczny do standardu świadczonych przez nas usług. To nie jest prezent czy łapówka, to jest konieczność. Musimy trzymać jakość na odpowiednim poziomie, żeby potem żaden audyt nie przyczepił się do warunków, w jakich pracujemy. Tak działamy wszędzie. Na podobnej zasadzie przeprowadzamy informatyzację szpitala, tworzymy bazę danych elektronicznych, bo jest to częścią naszego systemu komputerowego – tłumaczy Grzegorz Polus, dyrektor działu marketingu „Diagnostyki” spółka z o.o.

Były wiceminister Pinkas podkreśla:

– Gdy zaczynaliśmy współpracę z „Diagnostyką”, zadłużenie instytutu wynosiło ok. 40 mln zł Już po pierwszym roku współpracy mieliśmy ponad 3 mln zysku. W ubiegłym roku zwiększył się on do 8 mln zł, w tym roku szacowany jest podobny. Zastaliśmy szpital powiatowy, a zostawiliśmy klinikę europejską. Do tej pory uważam, że jest to jeden z największych sukcesów menedżerskich – prof. Religi i mój. Okazało się, że za pomocą prostych metod można doprowadzić do prawdziwego partnerstwa publiczno-prywatnego, z którego obydwie strony mają korzyści, a przede wszystkim zyskali pacjenci.

Pinkas spędził w areszcie 5 tygodni. Przez cały ten czas nie miał kontaktu z rodziną, pierwszą paczkę od żony odebrał po 3 tygodniach od chwili zatrzymania. Jak się nieoficjalnie dowiadujemy, obciążające go zeznania złożyli zatrzymani prezesi „Diagnostyki”.

– Nie dziwię się. Jeśli zastosowano wobec nich tak restrykcyjny areszt i środki nacisku, jak wobec mnie, mogli się złamać. Ja nie mam do nich żalu. Nie chcę żyć nienawiścią i chęcią zemsty. Sam nie mam sobie niczego do zarzucenia. Gdyby historia się powtórzyła, drugi raz zrobiłbym wszystko dokładnie tak samo. Wierzę, że kiedy przyjdzie do pokazania dokumentów, to ja się zwyczajnie przed sądem oczyszczę. Czas jest ojcem prawdy. Od 16 kwietnia ubiegłego roku, to znaczy od dnia zatrzymania, nikt ze mną nie rozmawiał, choć mam status podejrzanego w sprawie. Jestem zawieszony w próżni.

Aktu oskarżenia w tej sprawie wciąż jednak nie ma.

Kiedy będzie? Nie wiadomo. Prokuratura wycofała się tylko z części zarzutów. Pozostałe podtrzymuje. Według niej łapówki przyjmowali przede wszystkim kierownicy laboratoriów i dyrektorzy szpitali, którzy ustalali takie warunki przetargu, że spełniała je tylko jedna firma – „Diagnostyka”. Łapówką miały być pieniądze (od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych), wyjazdy zagraniczne na tzw. kongresy diagnostów laboratoryjnych, telewizory plazmowe, wyposażenie gabinetów szpitalnych.

– Osoby odpowiedzialne za wybór teoretycznie najkorzystniejszej oferty przetargowej lub konkursowej w szpitalach lub mające wpływ na takie rozstrzygnięcie, wybierały jedynie towary bądź usługi świadczone przez spółki powiązane z Diagnostyką. Dotychczasowe śledztwo wykazało, iż przypadków tego rodzaju przestępstw było co najmniej kilkadziesiąt, obejmowały one szpitale na terenie całego kraju i dotyczyły przetargów, których limity wielokrotnie przekraczały kilkaset tysięcy złotych – twierdzi prok. Bogumiła Tarkowska.

Do korupcji miało dojść podczas przetargów w Zgierzu, Łodzi, Bełchatowie, Gliwicach, Starachowicach, Białymstoku, Częstochowie, Legnicy, Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu, Chrzanowie, Katowicach, Dąbrowie Górniczej, w Sosnowcu i w Warszawie. Problem w tym, że dopiero pod koniec grudnia ubiegłego roku został powołany biegły, który ma ocenić prawidłowość procedury przetargowej oraz wyliczyć straty, jakie miały ponieść szpitale w wyniku zawartych kontraktów. – Kwestia ta będzie dopiero przedmiotem badania przez biegłych – przyznaje prok. Tarkowska.

Skoro nikt dotychczas nie policzył strat, na jakiej podstawie o nich mówiono? I o co w tej sprawie tak naprawdę chodzi?

Tuż po aresztowaniu swych prezesów,

„Diagnostyka” wydała komunikat,

w którym zawarła deklarację współpracy z prokuraturą oraz sugestię, że cała ta sprawa może być robotą konkurencji, zalegającej z płatnościami.

– Ta deklaracja, to był wyraz naszego kompletnego zaskoczenia. Firma działa dobrze i rozwija się od 10 lat, pracuje na markę rzetelnego wykonawcy badań laboratoryjnych w wielu miejscach w Polsce i nagle grom z jasnego nieba – mówi dziś Grzegorz Polus, dyrektor działu marketingu „Diagnostyki”. – Oświadczenie, to był wyraz naszego zaskoczenia. Staraliśmy się w racjonalny sposób wytłumaczyć sobie, o co chodzi i co się stało. To była jedna z hipotez, która nam przyszła do głowy. Ale tak naprawdę do dziś nie wiemy, o co chodzi?

Dodaje, że zatrzymani półtora roku temu prezesi „Diagnostyki” nie kierują już spółką. Zapewnia też, że ich aresztowania nie miały wpływu na działalność firmy. – Wszystkie kontrakty nadal są realizowane. Wywiązujemy się z umów, które mamy podpisane, bierzemy udział w przetargach. W ciągu minionego roku zawarliśmy wiele następnych kontraktów, rozwinęliśmy działalność o 20 proc. – mówi.

Wkrótce po zatrzymaniu prezesów „Diagnostyka” wygrała przetarg w szpitalu w Sosnowcu. Dyrekcja nie przestraszyła się, że zostanie oskarżona o łapówki. Potem był Tarnobrzeg, otwarli też nowe laboratorium w Myślenicach, przejęli outsorcing laboratorium szpitalnego w Brzezinach itd. Dzisiaj „Diagnostyka” jest największą prywatną firmą diagnostyczną w Polsce. W sieci działa 8 oddziałów, 5 spółek-córek, które korzystają z know-how spółki-matki. W 2008 r. wykonali 15 mln badań dla ponad 5 mln pacjentów.

– Firma, która ma trochę oleju w głowie – a za taką się uważamy – przy takiej skali działania nie może sobie pozwolić na żaden błąd – powiada Grzegorz Polus.

Na pytanie, czy to niskie ceny powodują, że tak łatwo wchodzą do dużych szpitali, dyrektor tylko się uśmiecha. – Jesteśmy firmą na tyle dużą, że korzystamy z efektu skali. Staramy się działać w oparciu o zdrowe zasady konkurencji rynkowej, ale nie przez niskie ceny – nie jesteśmy instytucją charytatywną – tylko przez ilość badań, a nade wszystko jakość. Stawiamy na jakość – serwisu i obsługi. Z naszych usług korzystają nie tylko duże jednostki szpitalne w Polsce (jesteśmy w kilkunastu), ale także firmy prywatne.

W Krakowie

„Diagnostyka” współpracuje z dwoma szpitalami: MSWiA i im. S. Żeromskiego. Andrzej Ślęzak, dyr. Szpitala im. Żeromskiego mówi:

– „Diagnostyka” weszła do naszego szpitala kilka lat temu. Startowała do przetargu pośród innych firm i wygrała. Zaproponowali dość ekspansywny sposób rozwoju. Prawdę mówiąc, nie pamiętam, czy miałem obawy z tym związane, ale na pewno istniała potrzeba, aby oddać te usługi w ręce firmy zewnętrznej. Oczywiście, ludzie na początku buntowali się – ze strachu przed nowością. Mieli obawy, że nowy właściciel wszystkich pozwalnia. Ale dzisiaj, po kilku latach funkcjonowania, wszyscy jesteśmy zadowoleni. Osobiście muszę się przyznać, że nie wiem, czy oni działają dobrze, czy źle. Ponieważ jednak diagnostyka laboratoryjna nie stwarza dla szpitala żadnych problemów, mogę być pewny, że działają dobrze.

– Sukces bliźniego solą w oku drugiego. Gdy ta afera wybuchła, przeczytałem na jakimś portalu, że więcej od nas ma tylko ZUS. Nie wiem, kto ma więcej. My nie jesteśmy monopolistą na rynku, ale jesteśmy dużą, rozwijającą się i dobrze prosperującą firmą. Może to komuś przeszkadza? – zastanawia się Grzegorz Polus.

O innych przyczynach afery

mówią sami podejrzani. Były wiceminister Jarosław Pinkas uważa, że jego zatrzymanie było tylko pretekstem. – Analizując dokumenty myślę, że takie było zapotrzebowanie społeczne. To nie o mnie chodziło, ja byłem jedynie przypadkową ofiarą. Sięgano wyżej, ale ja nic nie miałem do powiedzenia – mówi.

Para znanych łódzkich lekarzy – Iwona i Włodzimierz Stelmachowie – twierdzą wprost, że aresztowano ich tylko po to, by przed wyborami w 2007 r. dostarczyli haków na polityków. Już kilka miesięcy temu zwrócili się do ministra sprawiedliwości, aby śledztwo zostało objęte nadzorem prokuratora generalnego.

– W czasie negocjacji przed formalnym przesłuchaniem w prokuraturze, usłyszałem, że w ogóle nie będzie żadnej sprawy, jeśli powiem coś na polityków. Podano mi nawet nazwisko posła PSL obecnej kadencji. Oczywiście, nie przystałem na tę propozycję – mówi Włodzimierz Stelmach.

W wyjaśnienie sprawy zaangażował się Maciej Grubski, łódzki senator PO. W jego oświadczeniu skierowanym do prokuratora generalnego czytamy m.in.: „W czasie przesłuchania pana Włodzimierza S. prokurator Adam Gierk (…) uzależnił uwolnienie jego żony od przyznania się do zarzucanych mu czynów, nawet jeśli ich nie popełnił (…). Prokurator, poprzez mecenasa Wojciecha W., w obecności mecenasa Mariana K. (…), przekazał również informację, że oczekuje zeznań obciążających polityków będących posłami obecnej kadencji Sejmu RP. W połowie listopada zaś, po opuszczeniu aresztu przez panią profesor Iwonę S., prokurator Adam Gierk poprzez mecenasa Wojciecha W. przekazał jej informację, że jedynym warunkiem uwolnienia męża z aresztu jest złożenie przez niego prawdziwych lub nieprawdziwych zeznań, obciążających osoby, które wskaże prokurator. Jeśli tego nie uczyni, będzie uwięziony przez długie lata”.

– Jeśli w śledztwie stosuje się takie metody, koniecznie trzeba to wyjaśnić. A że mogło tak być, wiem nie tylko od zainteresowanych małżonków – twierdzi senator Grubski.

Potwierdzeniem, że „mogło tak być”, jest zapis rozmowy nagranej z osobą, która miała pośredniczyć w negocjacjach na temat zwolnienia z aresztu Włodzimierza Stelmacha. To nagranie otrzymała niedawno łódzka prokuratura, która poddała je badaniom fonoskopijnym. Wyników jeszcze nie ma, ale Prokuratura Generalna odpowiedziała już senatorowi, że twierdzenia małżonków Stelmachów należy uznać za przyjętą linię obrony.

– W naszym przypadku najpierw postawiono zarzuty, dokonano aresztowania, zabezpieczenia mienia, a następnie próbowano znaleźć obciążające nas dowody. Udostępniono mi już akta śledztwa, które jednoznacznie potwierdzają naszą niewinność. Chciałabym opowiedzieć przed komisją śledczą na temat, jak u nas pracuje wymiar sprawiedliwości. Choć pewnie nikt by w to nie uwierzył. Sama nie uwierzyłabym, gdybym tego nie doświadczyła na własnej skórze – mówi prof. Iwona Stelmach.

Warto dodać, że prokurator Gierk nie pracuje już w Prokuraturze Krajowej, prokurator Agnieszka Kubicka, która również zajmowała się tą sprawą, została odsunięta od śledztwa, a prokurator Wojciech Górski, ówczesny naczelnik Prokuratury Krajowej w Łodzi, zrezygnował z pracy w prokuraturze.

Elżbieta Borek, Ewa Kopcik

źródło: dziennik.krakow.pl


Make a Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Odpowiedzi: 2 to “Diagnoza Zbrodni”

RSS Feed for Medycyna Tybetańska prof. Enkhjargal Dovchin " ENJI" – strona zwolenników naturalnych metrod leczniczych oraz wolnego dostępu do nich Comments RSS Feed

Ja również, byłem i jestem oskarżany w kilku sprawach przez prok. Adama Gierka. Nasze przesłuchania były prowadzone w bardzo nerwowej atmosferze , jeżeli nie mówiłem tego co życzył sobie pan i władca to nasza rozmowa kończyła się jego wybuchem, był poirytowany tym , że nie mówie to czego on żądał.. Był bardzo rozgoryczony moją postawą. Po takiej rozmowie było krótko, to jeszcze długo sobie posiedzisz. A tak wogóle to ty masz te zarzuty takie bzdurne, ale Sąd przyklepał Ci areszt i będzie za każdym razem to robił bo ja tak chcę, będziesz siedział tak długo jak zechcę. W pewnym momencie po kilku tygodniach Gierk mi powiedział . że jak powiem i podpisze się pod tym co on napisze to wyjdę z aresztu poddam się dobrowolnie jakiejjś małej karze i sprawa będzie zamknięta. Mówił to w obecności mecenasa Stanisława Owczarka, mówił ja wiem że, wiele z tyzh zarzutów jest nieprawdziwych ale ja muszę zapracować na awans

Jest bardzo wielu policjantów i nie tylko w takiej sytuacji, jak reszt wydobywczy, Mnie zatrzymano w Pabianicach o 6.15 w pełnej krasie w KPP. Przyjechało 4 panów i poinformowało mnie, że jestem aresztowany, przedstawiono mi 2 zarzuty tak bzdurne, że mało nie spadłem z fotela ale cóż ubieram się i jedziemy do mnie do domu na przeszukanie , nie wiem czego chcieli szukać ale szukali. Po dwóch godzinach wróciliśmy do Łodzi i zostałem przewieziony chyba na 7 piętro w KWP. Tam dość długo czekałem na mojego obrońcę, nie doczekałem się i zaczęła się jazda z a. Gierkiem. Na początku był miły prosił żebym opowiedział wszystko o Padyku i Kornelskim, a co ja mogłem wiedzieć o komendantach co oni robią. Miałem pytania gdzie jeżdżą po kwiaty odpowiadałem do kwiaciarni zła odpowiedź, pytałem więc gdzie jeżdżą i wtedy A. Gierk mówił mi gdzie jeżdżą po kwiaty ubrania garnitury itp. Jak zacząłem powtarzać, że nie wiem to pan gierk był bardzo poirytowany. Gdy zostałem aresztowany no okres 3 miesięcy A. Gierk po jakimś czasie zainteresował się moją osobą i zostałem wezwany na przesłuchanie. Przesłuchanie odbyło się w atmosferze jak powiesz na PADYKA, Kornelskiego i innych to cię wypuszczę i warunek , że nie wycofasz się z tego w sądzie. Dla śwętego spokoju powiedziałem to co mówił do mnie Gierk , pytał również co wiem o Komendantach Wojewódzkich i politykach jeżeli takowych znam. Wiem , że zmusił dwóch i nie tylko ich do podpisania i przyznania się do czynów których nie popełnili,proponując im albo topicie Płócienniczaka albo dzisiaj idziecie do aresztu więc co mieli robić podpisali to co im Gierk podłożył do podpisu, dzisiaj tego żałują bo to co podpisali jest nie prawdą gdyż nigdy takiej sytuacji nie było. Nie wiem dlaczego ludzie są tak podli do czego można się zniżyć, dla awansu. Mam jeden zarzut ja i ten sam zarzut ma drugi policjant ja zostaję za ten zarzut skazany prawomocnym wyrokiem a drugi policjant za ten sam zarzut który mieliśmy popełnić razem zostaje uniewinniony, to jest też ciekawe w naszym kraju. Chętnie spotkalibyśmy się z senatorem Grubskim lub inną kompetentną osobą. Byli funkcjonariusze Policji z odebranymi im emeryturami za 15, 20, 25,30 letnią pracę. Dodam , że nie znam policjanta który by się dorobili przez okres pracy w tej kochanej instytucji jaka jest Policja Państwowa. Pozdrawiam wszystkich funkcjonariuszy którzy są w takiej samej sytuacji. Dodam Niech PiS i L.Dorn będą zadowoleni z wprowadzenia ustawy z 2007 roku o zabraniu emerytur, mam nadzieję , że jeszcze trochę kar ich spotka, ale oni potrafią wybaczać bliźniemu są takimi miłującymi blźnich, że łza im się uroni gdy się dowiedzą ile doszło rodzin które nie mają za co żyć i będą musiały przejść do szarej strefy, która będzie musiała walczyć o byt w niekonwencjonalny sposób. Jarosław P.


Where's The Comment Form?

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...

%d bloggers like this: