Archive for 2 kwietnia, 2010

Komu służy ekspert?

Posted on 2 kwietnia 2010. Filed under: dr Enji, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, Sprzedajni dziennikarze, Zero prawdy | Tagi: , , |


Światem rządzą eksperci. Podpowiadają politykom najważniejsze decyzje; objaśniając rzeczywistość, kreują zagrożenia albo je bagatelizują.

Świat stał się zbyt skomplikowany, dlatego potrzebujemy ekspertów. Ale jednocześnie – skazani na ich łaskę i niełaskę. Jak wybrnąć z tego zaklętego koła? Zapraszamy do debaty na naszym forum.

Trudno wyobrazić sobie sytuację, że rządy demokratycznych krajów decydują się wydać ogromne pieniądze podatników bez opinii ekspertów. Po ogłoszeniu przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) pandemii świńskiej grypy decyzja o masowym zakupie szczepionek wydawała się oczywista – eksperci WHO nie mieli przecież wątpliwości, że zagrożenie jest ogromne. Rządy wielu krajów wydały setki milionów euro na szczepionki, których teraz usiłują się pozbyć. Identycznie postąpił rząd fiński, mający w grupie doradców strategicznych WHO swojego człowieka. Jest nim prof. Juhani Eskola. Tymczasem duńska prasa niedawno doniosła, że kierowany przez niego Fiński Narodowy Instytut Zdrowia i Opieki Społecznej tylko w 2009 r. otrzymał na badania od GlaxoSmithKline, czołowego producenta szczepionek, ponad 6 mln euro i 9 mln dol. Pointą tego skandalu jest fakt, że inni eksperci WHO badający sprawę orzekli, że żadnego konfliktu interesów nie było. Grupa ekspertów WHO, związanych finansowo z koncernami farmaceutycznymi, jest zresztą dużo większa. Zidentyfikowała ją komisja śledcza powołana przez Komisję Europejską.

Prof. Andrzeja Górskiego, wiceprezesa Polskiej Akademii Nauk, próba ukrycia przez WHO skandalu pod dywanem nie dziwi. – W prasie naukowej od dawna już pojawiają się głosy, że autorytety ze Światowej Organizacji Zdrowia lobbują na rzecz przemysłu farmaceutycznego. Przed kilku laty WHO w cudowny sposób rozmnożyła grupę chorych na nadciśnienie wyrokując, że stan, który do tej pory uważany był za zadowalający (ciśnienie 140 na 90), teraz kwalifikuje się do leczenia. Rzesze ludzi, dotąd nieprzyjmujących leków kardiologicznych, ruszyły do aptek.

Wiele naszych sław medycznych też nie dostrzeże w postępowaniu fińskiego kolegi nic nagannego. Przecież nie wziął tych pieniędzy do kieszeni, tylko przeznaczył na rozwój instytutu. Dla dobra nauki, młodszych lekarzy i pacjentów. W świetle badań innych ekspertów postępowanie prof. Eskoli wydaje się mniej oczywiste. Andrzej Górski na jednej z konferencji naukowych prezentował badanie szympansów, które otrzymały cukierka. Małpy poczuwały się do wdzięczności wobec darczyńcy. W przypadku ludzi sprawa wygląda podobnie, a poczucie wdzięczności powoduje coś, co nazwano efektem sponsora. Czyli że o wynikach badań naukowych w znacznym stopniu decyduje ten, kto płaci.

Amerykańskie badaczki Deborah Barnes i Lisa Bero przestudiowały wyniki stu publikacji naukowych poświęconych szkodliwości palenia. Okazało się, że w przypadku artykułów pisanych przez ekspertów sponsorowanych przez przemysł tytoniowy ich autorzy w 94 proc. udowadniali, że bierne palenie jest dla zdrowia nieszkodliwe. Kiedy jednak badania prowadziły osoby niezwiązane z firmami tytoniowymi, w 87 proc. okazywało się, że bierne palenie szkodzi.

Na rodzimym gruncie efekt sponsora wywołał przed laty głośną wojnę masła z margaryną. Naukowcy robiący badania na zlecenie międzynarodowych koncernów, które przejęły polskie zakłady tłuszczowe, zdecydowanie orzekli, że dla naszego zdrowia margaryna jest lepsza. Inna grupa lekarzy żywieniowców, którzy – za pieniądze związku mleczarskiego – potwierdzili zdrowotne walory masła, usiłowała dać im odpór. W rezultacie w głowach konsumentów powstał kompletny zamęt, a medialną wojnę zakończyła śmierć aktora, który reklamował margarynę, zapewniając, iż dzięki niej ma serce jak dzwon. Umarł na zawał.

Eksperci naukowcy

Prof. Sheldon Krimsky z Uniwersytetu Tuftsa w swojej głośnej książce „Nauka skorumpowana?” twierdzi, że tylko nauka finansowana z pieniędzy publicznych może pozostać niezależna. W USA, gdzie coraz więcej badań finansuje biznes, ta niezależność zaczyna być niepokojąco problematyczna. Prof. Andrzej Górski uważa, że jeszcze gorzej może być w Polsce. Koncerny farmaceutyczne na badania kliniczne w naszym kraju wydają już kilka miliardów euro rocznie – to kilka razy więcej, niż wynosi budżet Ministerstwa Nauki.

Kłopot polega na tym, że trudno odpowiedzieć na pytanie, czyim interesem kierują się badacze? Nauki? Pacjentów? Czy koncernu farmaceutycznego, który za badania płaci? Etycy nie potrafią na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Gdyby bowiem badania kliniczne nowego leku prowadzono dla dobra nauki, to ich wyniki byłyby dostępne dla innych naukowców, mogłyby się przyczyniać do rozszerzania ich wiedzy. Tak jednak się nie dzieje, efekt badań jest własnością sponsora i pozostaje tajny. Bywa, że badania się przerywa i wtedy tym bardziej ukrywa przyczynę. A więc dobro nauki jako beneficjenta badań klinicznych raczej nie wchodzi w grę.

Dobro pacjentów też bywa problematyczne. Nie tylko dlatego, że czasem sponsor badacza pogania, gdyż konkurent pracuje nad podobnym lekiem i jeśli zarejestruje go pierwszy, zgarnie z rynku śmietankę. Wątpliwości etyków budzi też fakt, że w niektórych badaniach części pacjentów podaje się testowany lek, a innej grupie – placebo. W Polsce takie badania nie są rzadkością, w innych krajach lekarze zaczynają być im przeciwni.

Mamy coraz więcej przykładów, że lek, który po badaniach klinicznych ogłasza się jako cudowne remedium na jakieś schorzenie, potem okazuje się zabójczy. Jak głośny przed kilkoma laty Viox, który z powodu przypadków śmiertelnych wycofano z rynku, czy kilka specyfików psychiatrycznych, które powodowały u pacjentów skłonności samobójcze. Nie odpowiemy jednak na pytanie, czy można było ich uniknąć, gdyby badania kliniczne nadzorowało na przykład państwo.

Czy to źle, że coraz więcej badań klinicznych przeprowadza się w Polsce? Bardzo dobrze! – odpowiada prof. Andrzej Górski. – Ale nie może być tak, że ja w Internecie mogę znaleźć, jakie badania robi się na myszach, a nie ma informacji o badaniach klinicznych na ludziach. Ani kto, ani gdzie, nie mówiąc już o tym, za ile. Nikt zresztą nie postuluje, żeby ujawniać wysokość zarobków, chodzi o sam fakt gratyfikacji. Każda próba ucywilizowania tego zjawiska spotyka się z histeryczną reakcją badaczy, straszących, że koncerny wyniosą się z badaniami do Chin. W USA koncerny muszą na swoich stronach internetowych pokazywać, z jakimi lekarzami współpracują, w Polsce jest to kwestia ich dobrej woli. Tajemnicą poliszynela jest, że popularni badacze w koncernach farmaceutycznych zarabiają wielekroć więcej niż w klinice, w której robione są badania. Ale ich pacjenci o tym nie wiedzą. Powszechnie znany jest tylko jeden, publiczny, pracodawca. Kiedy więc w mediach ci sami eksperci domagają się, by państwo zapłaciło za lek, na testowaniu którego sporo zarobili, skąd mamy mieć pewność, że kierują się interesem pacjentów, a nie jest to efekt sponsora?

Forum, na którym najłatwiej odwdzięczyć się sponsorowi, są posiedzenia Rady Konsultacyjnej państwowej Agencji Oceny Technologii Medycznych. To tutaj medyczne autorytety decydują, czy rekomendować Ministerstwu Zdrowia wpisanie leku na listę refundacyjną, czyli że za specyfik zapłacą podatnicy. Dla koncernu oznacza to możliwość zarobienia ogromnych pieniędzy. Informacja, czy lekarz usilnie namawiający państwo do wydania pieniędzy na jakiś specyfik nie jest powiązany z firmą, która zarobi na tej decyzji ciężkie pieniądze, wydawała się bardzo istotna. Agencja zażądała więc od ekspertów wypełnienia oświadczenia, że w ich przypadku nie zachodzi konflikt interesów. – Grono ekspertów poważnie się uszczupliło – mówi Wojciech Matusewicz, szef AOTM.

Efekt sponsora utrudnia też funkcjonowanie publicznej służby zdrowia na niższych szczeblach. Kiedy Ministerstwo Zdrowia zaleciło szpitalom, by wyeliminować z przetargów na zakup leków czy sprzętu osoby powiązane finansowo z ich dostawcami, procedura zakupów niesamowicie się wydłużyła. Przetargów nie ma kto rozstrzygać.

Ekspert dwóch panów

Kiedy ekspert jest nie w porządku? Prof. Zbigniew Szawarski, etyk z Uniwersytetu Warszawskiego, ma krótką definicję – wtedy, gdy jest sługą dwóch panów, ale my wiemy tylko o jednym. Nie ma więc nic zdrożnego w tym, że wybitny naukowiec sprzedaje jednocześnie swoją wiedzę np. firmie biotechnologicznej. Konflikt interesów zaczyna się wtedy, gdy te role się mieszają albo też zainteresowany miesza je celowo. Jak Charles W. Thomas, profesor Uniwersytetu Florydy. W specjalistycznym piśmie zamieścił on artykuł, w którym zaprezentował swoje badania na temat recydywy wśród nieletnich skazanych.

Z analizy porównującej pensjonariuszy więzień prywatnych i publicznych wynikało, że nieletni odbywający karę w więzieniach prywatnych rzadziej stają się recydywistami. Wyniki tych badań stanowiły argument wspierający inicjatywy zmierzające do przekształcenia państwowych więzień w prywatne instytucje komercyjne.

Socjologom przyglądającym się badaniu wydawało się ono tendencyjne. Thomas byłych więźniów obserwował tylko przez rok, tymczasem większość przypadków recydywy pojawia się po 6-10 latach od odbycia kary. Okazało się, że autor badania był związany z Projektem Prywatnego Więziennictwa i zarobił na nim ponad 25 tys. dol. U nas nie ma wprawdzie prywatnych więzień, ale właśnie pojawił się pomysł sprywatyzowania Służby Granicznej na lotniskach. Warto przyglądać się, czy nie zostanie poparty jakimiś naukowymi dowodami na większą skuteczność ochroniarzy sprawdzających bagaże pasażerów. Niewykluczone, że będą to autorytety zagraniczne.

Naukowców-biznesmenów jest coraz więcej. W Ministerstwie Zdrowia twierdzą, że NFZ chętnie zakontraktowałby więcej procedur medycznych w renomowanym Instytucie Matki i Dziecka, do którego pacjentom bardzo trudno się dostać. Kłopot w tym, że nie zależy na tym samemu Instytutowi, który nie wykonuje nawet obecnych kontraktów. Zarabia bowiem nie na leczeniu, ale na rekomendacjach. Czyli na tym, żeby producenci różnych wyrobów dla dzieci mogli napisać na opakowaniu albo pochwalić się w reklamie telewizyjnej, że „danonki polecane są przez Instytut Matki i Dziecka”. Ile muszą za to zapłacić? – Umowy negocjowane są indywidualnie, zależą m.in. od tego, czy firma jest duża, czy mała – mówi pracownik IMiD. Producentom bardzo zależy na rekomendacjach, dla nich podparcie się marką Instytutu także przekłada się na pieniądze. Biznes robią obie strony, a chorzy nie mają o tym pojęcia.

Narzekamy, że polska nauka tak rzadko współpracuje z przemysłem, chyba jednak nie o taką współpracę powinno chodzić. Mali pacjenci, którzy z braku miejsc nie mają szans leczyć się w renomowanej publicznej placówce medycznej, nawet nie wiedzą, że powoli przestają być racją jej istnienia.

Eksperci akwizytorzy

Od kilku lat w polskich mediach pojawiają się eksperckie teksty znanych ekonomistów, ale do tytułu naukowego autora dodaje się nazwę jednej z kilku globalnych firm konsultingowych. Teksty są ciekawe, a merytoryczną wiedzą ich autorzy biją na głowę dziennikarzy. I można by się było tylko cieszyć, gdyby nie to logo. Dla czytelnika o wiarygodności eksperta świadczy jego tytuł naukowy i, ewentualnie, nazwa uczelni, w której prowadzi badania. Ale to nie publiczna uczelnia pojawia się w podpisie, tylko prywatny pracodawca. Intrygujące. – To eksperci akwizytorzy – stwierdza osoba z kręgów rządowych, która woli nie ujawniać swojego nazwiska.

– Rola partnera w firmie konsultingowej jest ściśle określona – uzasadnia swoją opinię mój rozmówca. – Ma zdobyć dla swojej firmy klientów, którzy sporo zapłacą za jej usługi, wiadomo, że doradztwo „wielkiej czwórki” słono kosztuje. Jeśli partner nie zdobywa klientów, przestaje być partnerem. Wielka aktywność medialna kilku znanych ekonomistów służy właśnie temu. Mój rozmówca ma dostęp do informacji, o których nie wie czytelnik. Nie jest więc do końca przekonany, że teksty pokazujące na przykład tragiczny stan polskiej nauki dyktowane są tylko obywatelską troską popularnego ekonomisty. – Po serii publikacji Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zamówiło w firmie doradczej, w której ich autor jest partnerem, strategię rozwoju polskiej nauki. Wartość zlecenia wynosi kilka milionów złotych.

Znany ekonomista jest teraz współautorem wielu tekstów, domagających się od rządu radykalnych reform. – Zabiega o następne zlecenie? – złośliwie komentuje mój rozmówca.

Medialna obecność w charakterze eksperta może być warta dużych pieniędzy, więc warto o nią zabiegać. Słuchacze czy czytelnicy mają do ekspertów zaufanie, są pewni, że opinie, które wygłaszają, wynikają z głębokiej wiedzy i podyktowane są troską o interes wspólny, warto się nimi kierować. Czasem eksperci jeżdżą po bandzie i wtedy przestajemy im ufać. Jak temu, który uparcie zapewniał w gazetach, że mieszkania będą drożeć, kiedy ceny już leciały w dół. Pomylił się? Nie, jest prezesem wielkiej firmy deweloperskiej i po prostu zabiegał o jej interesy. Przedstawiano go jednak nie jako biznesmena, ale eksperta.

Czasem ekspert z roli akwizytora próbuje wyjść z twarzą. Medyczny autorytet przyjmuje zaproszenie do wygłoszenia referatu dla młodszych lekarzy na temat jakiegoś schorzenia i leczącego go leku. Stara się nawet nie wymieniać jego nazwy. Pieniądze za wykład płaci mu firma PR, która spotkanie zorganizowała, dopiero jej zleceniodawcą jest koncern farmaceutyczny. Rozwieszone reklamy nie pozostawiają jednak słuchaczom wątpliwości, o jaki lek chodzi.

Eksperci od reumatyzmu i zaburzeń snu biorący udział w społecznej kampanii „Szlachetne zdrowie” także nie czuli się akwizytorami. Wszelkie pozory zostały zachowane. Współorganizatorem kampanii były uniwersytety trzeciego wieku, których słuchacze często cierpią zarówno na reumatyzm, jak i kłopoty ze snem. Lekarze zaś wyjaśniali, jak można je łagodzić. Niemałe znaczenie ma w tej sprawie pościel, w której śpimy. Sponsorem społecznej kampanii była firma Lama Gold, handlująca wełnianą pościelą „rehabilitacyjną”, zaś uczestnicy uniwersytetów trzeciego wieku docelową grupą jej klientów. – W trakcie wykładów pościeli nie oferowaliśmy – zapewnia były organizator kampanii. Efekty w postaci wzrostu sprzedaży miały się pojawić później.

Eksperci chałturnicy

Granicę między akwizycją a chałturą przechodzi się płynnie i, wbrew pozorom, chałtura nie oznacza wcale mniejszych pieniędzy. Zdaniem prof. Andrzeja Sławińskiego, członka odchodzącej właśnie Rady Polityki Pieniężnej, największa chałtura ostatnich lat stała się przyczyną obecnego kryzysu finansowego. – Renomowane światowe agencje ratingowe, oceniające wiarygodność instrumentów finansowych, najwyższą ocenę (AAA) dały obligacjom CDO emitowanym przez instytucje parabankowe – przypomina prof. Sławiński. Po wybuchu kryzysu nazwano je toksycznymi papierami bez wartości. Światowe agencje ratingowe ich nie badały, zadowalając się zapewnieniami emitentów. A oni słono płacili im za ocenę. Chałturnicy wzięli zapłatę za swoją markę.

Chałturnikiem wszech czasów okazał się amerykański prof. Charles Nemeroff, który w latach 2000-2007 zarobił w ten sposób 2,7 mln dol., służąc kilku panom jednocześnie. Ten znany psychiatra był jednocześnie redaktorem naczelnym prestiżowych pism naukowych z tej dziedziny. Jako redaktor sam do siebie pisał listy, w których zamawiał artykuły na temat jednego z leków, produkowanych przez firmę, na której liście płac figurował. Za napisanie jednego artykułu brał 1,5 tys. dol., za zorganizowanie napisania artykułu – 3 tys. dol.

Wykrycie, kto za kim stoi, nie jest wcale łatwe. Przypadek prof. Nemeroffa nie powinien był się w ogóle zdarzyć, prawo nakazywało mu bowiem każdy zarobek powyżej 10 tys. dol. rocznie zgłosić władzom macierzystej uczelni. Zapomniał. Wpadł na skutek pogromu skorumpowanych naukowców, jaki zorganizował senator Charles Grassley.

Grupa innych chałturników, zwanych ghostwriters, wpadła niedawno w USA na skutek procesu. Wytoczyła go liczna grupa Amerykanek, które zachorowały m.in. na raka piersi i przyjmowały lek, o którym czytały wiele entuzjastycznych artykułów w pismach naukowych. Zażądały odszkodowania od ich autorów, będących przecież autorytetami w medycynie. Dlaczego nie wspomnieli o niebezpiecznych skutkach ubocznych? W sądzie eksperci przyznali, że podpisali swoim nazwiskiem teksty dostarczone im przez producentów leku. Sprzedali nazwisko.

Zachowania poszczególnych ekspertów czy nawet całych środowisk nie muszą wynikać z nieuczciwości. Pismom branżowym czy nawet naukowym linię redakcyjną coraz częściej dyktują reklamodawcy. Konia z rzędem temu, kto w takim periodyku znajdzie artykuł krytykujący żywicieli pisma. Minie trochę czasu, zanim czytelnicy zorientują się, czyj interes pismo naprawdę reprezentuje.

Skandale związane z działalnością ekspertów biorących pieniądze od kilku panów wybuchają na całym świecie – nasz kraj wydaje się oazą spokoju. Zdaniem etyka prof. Zbigniewa Szawarskiego jest to spokój złudny. Jest członkiem komisji bioetycznych, których zadaniem jest m.in. pilnowanie prawidłowości badań klinicznych. Tymczasem badacze ujawniają komisjom tylko to, co chcą, a najczęściej chcą niewiele. Wyniki badań są przecież własnością sponsora, niekorzystne dla leku informacje są utajniane. Zdarzają się przypadki, że jeden naukowiec prowadzi jednocześnie aż 64 badania, a w komisji zasiada członek lub szef zespołu badawczego. Typowy konflikt interesów.

Nie da się go uniknąć. Nie można mieć pretensji, że ktoś, kto zdobył ogromną wiedzę w danej dziedzinie, zamienia ją na pieniądze. – Ale trzeba, żeby robił to jawnie – twierdzi prof. Andrzej Górski. Jeśli ktoś lobbuje za wpisaniem jakiegoś specyfiku na listę refundacyjną, niech poda, ile zarobił w koncernie, który stanie się beneficjentem. Podobnie ktoś, kto w interesie przyszłych emerytów optuje za konkretnymi rozwiązaniami w drugim filarze, nie może ukrywać, że bierze, jako członek rady nadzorczej, pieniądze od PTE (powszechnego towarzystwa emerytalnego). Okazać się wtedy może, że przy nazwiskach niezależnych ekspertów pojawi się także długa lista pracodawców. Łatwo się będzie zorientować, czy mamy do czynienia z efektem sponsora.

Czasem jawność likwiduje konflikt interesów w zarodku. Łódzką filmówkę zelektryzowała wiadomość, że jej rektor, znany reżyser Robert Gliński, zaangażował się w tworzenie konkurencyjnej, prywatnej szkoły w Gdyni. Miał nawet obiecać przyszłym studentom praktyki w Łodzi. Od pełnomocnika rektora prof. Jerzego Woźniaka trudno dowiedzieć się, czy taka obietnica rzeczywiście została przez rektora złożona, ale pewne jest, że „na razie nic takiego się nie dzieje”. I o to właśnie chodzi.

Artykuł pochodzi z tygodnika POLITYKA

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Dziennikarz w Polsce to szycha

Posted on 2 kwietnia 2010. Filed under: dr Enji, enji, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, matactwo, oszukana polska, Oszustwa mediów, Sprzedajni dziennikarze, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , , , |


„Dziennikarzy można ukarać tylko za oszczerstwa”

Rozmawiamy z JERZYM NAUMANNEM – Czy dziennikarz powinien ponosić odpowiedzialność karną za ujawnienie informacji ze śledztwa?

Przepisy prawa  karnego są w tej sprawie jednoznaczne i odpowiadają na to pytanie twierdząco. Jednak prawo nie uwzględnia, moim zdaniem, rozmaitych komplikacji, które przynosi życie. Prokuratorzy zwykle rozpatrują rzecz czysto formalnie, pomijając aspekt społeczny, który niejednokrotnie przemawia silniej za ujawnieniem informacji niż interesy wąsko pojętego śledztwa. Co więcej, śledztwa toczą się za długo. Dotyczy to także spraw dziennikarskich.

Czy odpowiedzialność nie powinna spoczywać na osobie, która podała informacje dziennikarzowi?

Taka zasada obowiązuje w modelu brytyjskim. Ale proszę pamiętać, że w Świętej Anglii faktycznie funkcjonuje etyka dziennikarska. W ważnych sprawach państwowych interes wydawcy schodzi na dalszy plan i materiał nie ukazuje się. W ocenie redaktora naczelnego może on zagrażać istotnym interesom Korony. Pierwszą powinnością dziennikarza jest bowiem martwić się o ważkie interesy państwa, a dopiero w dalszej – o interesy swojego wydawcy. Niestety, polscy wydawcy, a także redaktorzy naczelni, ten podstawowy obowiązek lekceważą.

W pierwszej kolejności odpowiedzialność za rozpowszechnianie materiałów ze śledztwa powinien ponosić ten, który je ujawnił. Odpowiedzialność dziennikarza musi być zawsze oceniana ad casu, a więc w ścisłym kontekście konkretnego przypadku. Praktyka w tym zakresie dostarcza wielu przypadków, które uzasadniać mogą postawienie dziennikarza w stan oskarżenia. Bywa też i inaczej. Nie ma jednej reguły – wszystko zależy od okoliczności konkretnej sprawy.

Czy odpowiedzialność karna dziennikarzy powinna w ogóle być dopuszczalna? W innych krajach należy ona do rzadkości.

Tak, powinna być dopuszczalna. Jednak wyłącznie w zakresie oszczerstwa, które jest wyjątkowo paskudnym przestępstwem. Dziennikarz ma bezpośredni dostęp do platformy komunikacji zbiorowej, którą może wykorzystywać w rozmaitych celach. Nie można wykluczyć, że dziennikarz może świadomie i z premedytacją skupić się na wykańczaniu tego, kogo uważa za osobistego wroga, względnie tego, kogo mu wskaże redakcja. To u nas powszechna praktyka.

Czy dziennikarze rzeczywiście stanowią czwartą władzę?

Pozycja mediów z naszym kraju oraz ich faktyczny wpływ na bieg spraw państwowych, społecznych i obyczajowych graniczy z aberracją. Tylko media działają sprawnie i natychmiastowo. Wszelkie inne władze grzęzną w okowach procedur oraz wymagań narzucanych przez prawo.

W Polsce prasa jest władzą nie czwartą, lecz – pierwszą, a pozostałe trzy nie mogą (lub nie chcą) przyjąć tego do wiadomości.

* Jerzy Naumann

adwokat, prezes Wyższego Sądu Dyscyplinarnego Naczelnej Rady Adwokackiej

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

“Elektroniczna bransoleta”, kara pieniężna dla właścicielki sklepu zoologicznego za sprzedaż złotej rybki 14-latkowi

Posted on 2 kwietnia 2010. Filed under: Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , |


Opublikowano: 31.03.2010 

WIELKA BRYTANIA. Właścicielka sklepu zoologicznego Majors Pet Shop w Sale (Greater Manchester) oraz jej syn zostali skazani za… sprzedaż akwariowej złotej rybki 14-latkowi. Według wprowadzonego w Wielkiej Brytanii w 2006 roku prawa, sprzedawanie rybek osobom poniżej 16 roku życia, jest zabronione. Właścicielka nie sprawdziła wieku chłopca i nie udzieliła nakazanych prawem informacji o opiece nad rybką.

Wobec 66-letniej Joan Higgins sąd zasądził karę pieniężną w wysokości 1 tysiąca funtów oraz zarządził noszenie “elektronicznej bransolety” na nodze. Urządzenie to śledzi każdy ruch tak oznaczonej osoby i stosowane jest w systemie więziennictwa wobec pospolitych przestępców. Współprowadzącego sklep 47-letniego Marka Higgins, sąd skazał na karę 750 funtów oraz dodatkowo na 120 godzin pracy społecznej.

Z uwagi na nieskazitelną przeszłość skazanych, sąd łaskawie nie obarczył ich wszystkimi kosztami postępowania, wynoszącymi 20 tysięcy funtów. Koszty postępowania ścigania “przestępców” sprzedających rybkę akwariową, pokryje więc podatnik brytyjski.

Decyzja sądu o siedmiotygodniowej “godzinie policyjnej” oznacza dla pani Higgins również zakaz opieki nad prawnukiem w jej własnym domu, zakaz uczestniczenia w grze Bingo i zakaz wychodzenia na koncerty muzyczne. Pani Higgins, która prowadzi swój sklep od 28 lat, powiedziała, że trwające od 8 miesięcy postępowanie i sam proces “wykończył ją”.

Co jest równie istotne w sprawie to fakt, że sprzedaż rybki 14-latkowi została dokonana pod nadzorem władz miasta, które nasyłając chłopca urządziły w ten sposób pułapkę na sklep. Akcję przeprowadzono w ramach “wcielania w życie prawa ochrony zwierząt”. Maksymalna kara za sprzedaż osobom nieletnim zwierząt – w tym rybek akwariowych – wynosi 20 tysięcy funtów oraz pozbawienie wolności do 12 miesięcy.

Skazanych ostrzeżono, że w przypadku “recydywy”, grozi im kara więzienia.

Opracowanie: Bibula Information Service
Na podstawie: Daily Mail
Źródło: Bibuła

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Nie tylko rasizm w Polsce ale i w UE

Posted on 2 kwietnia 2010. Filed under: dr Enji, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, rasizm | Tagi: |


Polski przedsiębiorca budowlany bił i zmuszał do pracy pracowników

Opublikowano: 01.04.2010 

HISZPANIA. Polski przedsiębiorca budowlany Artur Z. K. został zatrzymany w miejscowości Buitrago koło Madrytu przez hiszpańską Gwardię Cywilną za wykorzystywanie swoich rodaków, zatrudnianych do pracy na budowach. Według poszkodowanych, mężczyzna zmuszał ich groźbami i biciem do pracy 16 godzin na dobę. Nie pozwalał też na wychodzenie z domu i kontaktowanie się z nikim z zewnątrz.

“Byli wystraszeni, kiedy z nimi rozmawialiśmy. Jeden ze strachu odmówił złożenia zeznań. Bał się, gdyż przedtem “szef” mocno go pobił. Miał rany i sińce na całym ciele, a mimo to powtarzał, żebyśmy zostawili go w spokoju, że nie chce nikogo oskarżać. […] Żyli i pracowali jak niewolnicy na polach bawełny – powiedział jeden z hiszpańskich policjantów.”

Przedsiębiorcy, którego murarze nazywali “szefem”, bali się wszyscy w środowisku polskim. Kilku murarzy, którzy odważyli się go zadenuncjować, powiedziało, że jako zapłatę otrzymywali dziennie jedną kanapkę, karton wina i paczkę papierosów. Nie mogli uciec, gdyż od rana do nocy byli obserwowani i pilnowani. – “Codziennie o 6 rano stawiał nas w rzędzie, rozdawał racje i wyznaczał obowiązki. […] Zawsze pilnował nas, groził i bił bez powodu” – powiedział jeden z nich.

Jeden z murarzy zdołał jednak zbiec i schronił się w domu innego rodaka w Buitrago. Miał rany na głowie i sińce na całym ciele. Wtedy czterech innych murarzy zdecydowało się na złożenie zeznań przeciwko przedsiębiorcy. Mężczyzna został oskarżony o handel ludźmi, ich nielegalne przetrzymywanie, poważne naruszenie prawa pracy, stosowanie gróźb i pobicia. Poszkodowani powrócili już do Polski dzięki pomocy Konsulatu RP w Madrycie. Na skutek kryzysu gospodarczego w Hiszpanii znacznie wzrosła liczba przypadków eksploatacji pracowników, zwłaszcza imigrantów, którzy gotowi są zaakceptować każde warunki pracy, aby przeżyć.

Opracowanie: Tomasso
Źródło: Centrum Informacji Anarchistycznej

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Fałszowana żywność w Stanach – serwis Medycyna Tybetańska

Posted on 2 kwietnia 2010. Filed under: bad food, z usa, żywność kiepskiej jakości | Tagi: , , |


Amerykanie nie wiedzą, co jedzą

Opublikowano: 01.04.2010 

STANY ZJEDNOCZONE. Zamiast oliwy z oliwek – barwiony olej sojowy, w butelce Pinot Noir – tańszy Merlot.

Znaczna część żywności sprzedawanej w Stanach Zjednoczonych trafia na rynek pod nieprawdziwymi nazwami. Według obliczeń naukowców z Uniwersytetu stanu Michigan, od 5 do 7 procent żywności sprzedawanej w USA trafia na półki sklepowe pod fałszywymi etykietkami.

W Nowym Jorku sprzedaje się jeszcze więcej oszukańczych artykułów spożywczych. Naukowcy z Uniwersytetu Rockefellera i Amerykańskiego Muzeum Historii Naturalnej wykryli w zeszłym roku, że 11 spośród 66 artykułów kupionych na Manhattanie opatrzonych jest fałszywymi etykietkami. Ustalono to na podstawie badania DNA tej żywności.

Sprzedawano tam np. mleko krowie jako mleko owcze, do miodu dodawano buraki cukrowe, zamiast oleju z oliwek, jak na etykietce, sprzedawano sztucznie barwiony olej sojowy. Tanie mrożone sumy miały etykietki “flądra”. Fałszowano też napoje – jako wino Pinot Noir sprzedawano tańsze wino Merlot albo Syrah.

Opracowanie: Tomasso
Źródło: Centrum Informacji Anarchistycznej

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Skazany za zabójtwo lekarza – serwis MEDYCYNA TYBETAŃSKA

Posted on 2 kwietnia 2010. Filed under: dr Enji, enji, zabójstwo | Tagi: , , , |


Chrześcijański fundamentalista skazany za morderstwo lekarza od aborcji

Opublikowano: 02.04.2010 

STANY ZJEDNOCZONE. Na dożywocie skazał amerykański sąd Scotta Roedera – mężczyznę, który w kościele, z zimną krwią zastrzelił lekarza przeprowadzającego późne aborcje. Ława przysięgłych uznała go winnym zabójstwa w styczniu, teraz zapadła decyzja o wysokości kary. 31 maja 2009 roku, podczas mszy w Luterańskim Kościele Reformowanym w Wichita w Kansas 51-letni Scott Roeder podszedł do 68-letniego George’e Tillera i z odległości niespełna metra strzelił mu w głowę, zabijając na miejscu.

Lekarz od ponad 10 lat, kiedy FBI poinformowała go, że jest na celowniku antyaborcyjnych ekstremistów, w miejscach publicznych zawsze nosił kamizelkę kuloodporną. Przeżył już jeden zamach, w 1993 roku. Feralnego dnia też miał ją na sobie.

Klinika, w której Tiller przeprowadzał tzw. późne aborcje, była wielokrotnie obiektem ataków radykalnych ruchów pro-life, a ich intensywność wahała się od manifestacji i blokad do podłożenia bomby.

Roeder przyznał się do winy. Wyjaśnił, że zabił lekarza po to, żeby ratować życia dzieci nienarodzonych i zapewnił, że nie żałuje swego czynu . – Nie można było nic zrobić, prawny proces został wyczerpany, a dzieci umierały każdego dnia. Czułem, że jeśli ktoś czegoś nie zrobi, on będzie to kontynuował – zeznał.

Pomysł przyszedł mu do głowy 17 lat temu. Jego ofiara była jednym z trzech lekarzy, którzy wykonywali późne aborcje. Początkowo chciał wejść na dach budynku niedaleko kliniki i zastrzelić go ze snajperskiego karabinu, albo wjechać z pełną prędkością swoim samochodem w jego. Myślał też o odcięciu Tillerowi dłoni mieczem, ale uznał, że lekarz dalej mógłby uczyć przeprowadzania aborcji, więc zrezygnował z tego pomysłu.

Opracowanie: Tomasso
Źródło: Centrum Informacji Anarchistycznej

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Chore Państwo Polskie – serwis Medycyna Tybetańska

Posted on 2 kwietnia 2010. Filed under: chora polska, dr Enji, enji, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, oszukana polska, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , , |


Polska to istotnie dzikie państwo!

Opublikowano: 02.04.2010 

Ponieważ niejeden komentator chciałby wpisać, że jestem nawiedzony a do tego homo sovieticus, przeto od razu informuję, że zapewne ma rację, zatem niech sobie taki wpis daruje…

MAMY CHORY I ZDZICZAŁY ORGANIZM PAŃSTWOWY

Formalnie rzecz biorąc, to nie kraj jest dziki, wszak to nasza piękna ojczyzna i w ten sposób nie powinniśmy mawiać. Natomiast Polska jako państwo, to i owszem – to jest dzikie państwo! Codziennie oglądamy interwencyjne programy typu “Prosto z Polski”, “Uwaga”, Superwizjer”, “Interwencja”. Kto z nas, oglądając te felietony, ma inne zdanie, czyli, że Polska nie jest dzikim państwem? Można byłoby wyliczyć setki dowodów (można codziennie dopisywać kolejne przykłady na kompromitującej nas liście) na to, że jest, ale co to da? Przestanie nim być?

POWOŁAĆ RZECZNIKA DS. INTERWENCJI

Szanowny Polaku, jeśli szlag Cię trafia, kiedy oglądasz taki program i dziwisz się a to głupocie urzędnika, a to idiotycznym przepisom uchwalonym przez naszych nieprofesjonalnych parlamentarzystów, to nie przychodzi Ci o głowy, że te programy powinien oglądać prezydent RP, premier, ministrowie, senatorowie, rzecznik praw obywatelskich? Czy nie sądzisz, że Polska mogłaby być jednak lepszym państwem, gdyby został powołany specjalny minister, którego psim obowiązkiem byłoby oglądać takie audycje w imieniu wymienionych ważnych osób (które mają czas na gry sportowe tudzież na zagraniczne wczasy) i natychmiast reagować? I to przy pomocy specjalnego oddziału, który miałby uprawnienia superpolicji. Ktoś powie – no tak, tacy to dopiero by robili, co im do głowy przyjdzie. Dlatego do tej grupy powinny wejść osoby o nieposzlakowanej przeszłości, ideowe, niepazerne na kasę i niezależne politycznie.

REZYGNACJA Z URLOPÓW I WAKACJI

Jeśli jesteś ministrem, posłem lub senatorem RP, to na czas pełnienia funkcji nie powinieneś mieć żadnych urlopów wypoczynkowych i przerw wakacyjnych! Budżet państwa się wali, projektów ustaw co niemiara, zatem trzeba się zdecydować – albo służysz społeczeństwu, albo wypoczywasz. Jeśli się nie zgadzasz, to nie musisz nas reprezentować! Owszem, jakiś krótki wypad za miasto nad jezioro, ale nie na zagraniczne wczasy – to lekceważenie wyborców! Co tam wyborców – całego Narodu!

MIAŁ RACJĘ, ALE…

Mirosław Drzewiecki miał rację, że Polska to dziki kraj (choć powinien jednak powiedzieć – państwo), natomiast nie powinien tego mówić jako polityk, który za to państwo jest odpowiedzialny (to jakby ksiądz powiedział, że Jezusa nikt nie ukrzyżował a na pewno On nie zmartwychwstał). W obu przypadkach wyjaśnienia, że przesadzili i że przepraszają, byłyby nieszczere i zbyteczne. Jeśli coś takiego się mówi, to trzeba być konsekwentnym i zmienić raczej partię (i wiarę).

CZY TO LEGALNE?

Ciekawym problemem jest legalność wyemitowania wywiadu (udzielonego przez p. Drzewieckiego zagranicznej telestacji X) przez polskie telestacje Y oraz Z i parę innych. Co z zezwoleniem i z prawami autorskimi? Czy były minister zgodził się na kopiowanie jego wypowiedzi? Czy jeśli ktoś napisze artykuł w gazecie A, to można bez zgody autora wydrukować go w gazecie B? Czy wypowiedziane przez nas słowa nie podlegają ochronie prawnej i czy nie trzeba mieć zgody na ich powielanie a do tego… bezpłatne?

STAWIAĆ NA RODZIMYCH POLAKÓW!

A przy okazji tego zamętu – polskie społeczeństwo powinno zastanowić się nad problemem, czy nasi przedstawiciele mogą mieć dwa obywatelstwa, czy możemy mianować na ważne stanowiska ludzi, którzy mieszkają (lub tylko pomieszkują) poza Polską; nie wiadomo, czym tam się zajmowali, często nieznane są ich mniej lub bardziej podejrzane interesy i zachowania. Mają tam interesy, posiadłości, często dzieci i wnuki. Można byłoby wyliczyć paru Polaków ze świecznika, którzy wpędzili nas w medialne żenujące kłopoty, bowiem ich zachowanie poza granicami Polski budziło spore obawy, ale – niestety – dowiedzieliśmy się o tym już po ich mianowaniu. Pytanie – czy nie mamy Polaków, którzy w Polsce byli na dobre i na złe, którzy nie wyjeżdżali z Polski za chlebem (albo chyba częściej “za chlebem”)? Jeśli chcemy budować nową Polskę oparta na patriotyzmie, to powinniśmy najważniejsze stanowiska obsadzać “naszymi” rodakami, nie zaś “obcymi” i to z dwóch powodów – tu ich lepiej znamy i możemy zapoznać się z ich dokonaniami oraz w razie rozterek nie wyjadą (a raczej – nie uciekną) do zagranicznej posiadłości, aby udzielać kłopotliwych wywiadów pomiędzy zagraniami w golfa. Przecież to kuriozalna sytuacja, kiedy media robią wywiad z polskim politykiem, który sobie spaceruje na drugim końcu świata, zaś nasze zadłużenie zbliża nas do dramatu zwanego grecką (w nowym znaczeniu) tragedią. Trzeba wysłać korespondenta i zapytać takiego ważniaka, kiedy i czy w ogóle ma zamiar powrócić do Polski. Taki polityk nawet mógłby zignorować wezwanie komisji sejmowej, choćby załatwiając sobie zwolnienie lekarskie zaoceanicznego doktora dowolnej specjalności.

ZAKAZ DLA BOGACZY!

Więcej – prezydentem RP, premierem, posłem, senatorem, ministrem itp. nie powinni być ludzie majętni, bowiem oni tracą z oczu prawdziwe problemy przeciętnych Polaków. Drzewiecki był w 2006 na liście 100 najbogatszych Polaków tygodnika “Wprost” i z pewnością nie powinien być ani posłem, ani ministrem, natomiast jeśli czułby się społecznikiem (z powołania), to mógłby być społecznym doradcą w wybranej dyscyplinie. Albo biznes, albo służba Polsce. Połączenie kasy i polityki grozi nam kazusem Berlusconiego – zapewne większość z nas nie chciałaby mieć takiego premiera. Polityk zostający bogaczem podczas pełnienia służby Narodowi, to całkiem podejrzana postać, która powinna być dokładnie i na bieżąco prześwietlana przez odpowiednie służby. Tacy ludzie powinni odchodzić ze stanowisk.

SYNDROM BRAKU SPADOCHRONU

Jako Polak postuluję, aby najważniejszymi osobami w Polsce byli rodzimi Polacy i to najlepiej ci, co nie mają za granicą majątku i rodziny, bowiem zawsze to dla nich będzie pokusa – jeśli w Polsce się skompromitują, to mają w odwodzie zagranicę. Tacy politycy powinni być jak piloci samolotów pasażerskich, którzy przecież nie mają… spadochronów!

ZBOJKOTUJĘ WYBORY

Za komuny bojkotowałem wybory, potem jednak uczestniczyłem w tych ważnych momentach historii wolnej Polski, bowiem wierzyłem w naszych rewolucjonistów. Ponieważ jednak nasi reprezentanci oszukują nas, ośmieszają i okradają Polskę oraz nie spełniają wyborczych obietnic, przeto jedyne co mogę uczynić, to przypomnieć sobie młode a naiwne lata i… nie iść na żadne wybory! Jestem zbyt stary, aby uwierzyć w czcze obietnice i w powołanie cwanych polityków, którzy garną ku sobie pełnymi garściami! Koniec mojej życiowej przygody, koniec z wiarą w lepszą sprawiedliwszą Polskę – przy takich wodzach nie będzie Polski naszych marzeń!

Autor: Mirosław Naleziński
Źródło: iThink

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Rasizm we Wrocławiu – komentarz MEDYCYNY TYBETAŃSKIEJ

Posted on 2 kwietnia 2010. Filed under: dr Enji, enji, neonazizm, rasizm | Tagi: , , |


ABW zatrzymała neonazistów

Opublikowano: 02.04.2010 

WROCŁAW. ABW zatrzymała trzech mężczyzn podejrzanych o udział w grupie przestępczej, która propagowała na Dolnym Śląsku ideologię faszyzmu i rasizmu.

Zatrzymana grupa organizowała koncerty z piosenkami zawierającymi treści nazistowskie. Zajmowała się też kolportażem ulotek i plakatów. Jeden z zatrzymanych jest z Lublina, dwaj pozostali to mieszkańcy Dolnego Śląska.

W związku z tym śledztwem zatrzymano już wcześniej sześć osób, które są podejrzane m.in. o rozwieszanie na przystankach komunikacji miejskiej we Wrocławiu plakatów i ulotek nawołujących do nienawiści na tle rasowym oraz o udział w zorganizowanej grupie przestępczej.

Opracowanie: Tomasso
Źródło: Centrum Informacji Anarchistycznej

Komentarz Medycyny Tybetańskiej

Zabawa z neonazistę jest w prawdzie fajna i pewnie dla młodych ludzi ekscytująca. Ważnym jest jednak aby mieć coś w głowie i potrafić to wyeksponować. Niestety próby takich działań jakie miały miejsce we Wrocławiu – całkowicie o tym przeczą.

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

  • Google Translator

  • STOP kłamstwu tvn!

    STOP TVN, TVN24, POLSAT I WYBIÓRCZEJ - stop zakłamaniu w mediach masowych
  • Chroń medycynę naturalną/ Protect natural medicine all over the world
  • Podpisz petycję w obronie medycyny naturalnej i tradycyjnych systemów medycznych
  • Medycyna Tybetańsko-Mongolska, Akupunktura, Moksa, Ziołolecznictwo na PINTEREST.COM
  • Polub nas na FB

  • Instagram prof Enji

    There was an error retrieving images from Instagram. An attempt will be remade in a few minutes.

  • Artykuł o nagonce

  • Czwarty Wymiar o nagonce medialnej

    Artykuł w "CZWARTYM WYMIARZE" o nagonce medialnej na lekarkę Enkhjargal Dovchin "ENJI"
  • Artykuły w „ZC”

    Znaki Czasu - to obecnie jedyne czasopismo, które ma odwagę pisać jawnie o najważniejszych sprawach dotyczących zdrowia ludzkiego czyli Kodeksie Żywnościowym, Szczepieniach oraz alternatywnych metodach leczniczych.
  • MTM in Poland

    Mongolska Tradycyjna Medycyna w Polsce - MTM in Poland
  • LIST OTWARTY

    LIST OTWARTY PUBLICYSTÓW W OBRONIE TOLERANCJI I WOLNOŚCI WYKONYWANIA ZAWODU
  • Chmurka kategorii

  • Ankiety

  • Szybkie menu

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...