enji

Zadbane nogi dzięki zastosowaniu ziół

Posted on 15 września 2010. Filed under: chińska medycyna, dr Enji, enji, leczenie ziołami, lekarka mongolska, lekarz Enji, medycyna alternatywna, medycyna chińska, medycyna mongolska, medycyna naturalna, medycyna tybetańska, mongolska lekarka, racjonalista.pl | Tagi: , , , , , |


Nogi w czasie ciąży są bardzo obciążone, ponieważ muszą unieść cały ciężar dziecka i matki często jest to zbyt duże obciążenie i nogi go nie wytrzymują, dlatego też trzeba o nie zadbać. U większości kobiet pod koniec ciąży nogi puchną i pojawiają się na nich czerwone przebarwienia. Można temu jednak skutecznie zapobiec albo złagodzić tego typu dolegliwości wystarczy tylko naszym nogom robić ciepło zimne prysznice i wszelkie objawy powinny zniknąć. Poza tym przyszłe mamy powinny zadbać o swoje obuwie, czyli rezygnujemy tutaj przede wszystkim z obcasów lepiej jest zainwestować w buty na płaskim obcasie, ponieważ te łagodzą objawy opuchniętych stóp i są przede wszystkim bardzo wygodne.

Dobrze jest też, jeśli kobieta ma siedzącą prace wykonywać drobną gimnastykę lub, chociaż by spacery, ponieważ wtedy nogi bardziej się ukrwią i nie będą nam dokuczały. Dbanie o nogi to również zabiegi typowo pielęgnacyjne, czyli ścieranie naskórka pilingowanie wszystko po Zioła- prof. Enjito a by nogi były piękne i nie pękały nam stopy. Do tego celu najczęściej stosujemy wszelkiego typu pilniki i tarki, ponieważ tylko one mogą poradzić sobie z grubym naskórkiem, jaki znajduje się na stopach. Z czasem jednak dbanie o stopy bardzo jest już uciążliwe, ponieważ kobiecie przeszkadza już widoczny brzuszek w tym czasie możemy pokusić się o zabiegi z zastosowaniem ziół. Jak już wcześniej wspomniałam dobrym lekarstwem na piękne stopy jest kąpiel wodna watro jednak dodatkowo ją wzbogacić o olejki eteryczne w tym celu znakomicie spisują się zioła. Wystarczy tylko przygotować odpowiedni napar i zanurzyć w cieplej wodzie nasze obolałe nogi.

Wystarczy nawet kilka minut dziennie, aby poczuć się zrelaksowanym i zadbać o swoje stopy. Oczywiście, jeśli chodzi o zioła nie mogą być to byle, jakie mieszanki, ponieważ każde zioło ma inne właściwości dobrze jest wykorzystać tutaj żeńszeń lub lawendę, ponieważ te wygładzają skore i oczyszczają. Dzięki tego typu ziołom nasze stopy będą zadbane i nawilżone. Nie można pominąć też tego, aby po każdej kąpieli wodnej kremować nogi, ponieważ woda bardzo wysusza nasz naskórek. Kolejne zalecenie to właściwa temperatura wody, nie może być ona zbyt gorąca, ponieważ wtedy zioła nie działają tak intensywnie poza tym nie może być ona zbyt zimna, ponieważ bardzo szybko można się przeziębić wystarczy, jeśli nasza woda będzie letnia. Zioła naturalnie zaparzamy we wrzątku i następnie w wszystko odkładamy do ostudzenia. Jak widać z powyższego zioła mają bardzo szerokie spektrum działania ponieważ poza leczeniem drobnych przypadłości znakomicie działają też na naszą skórę i chronią ją przed pękaniem.

Nogi są mało widoczną częścią ciała kobiecego jednak każda z kobiet chce mieć je zadbane, ponieważ są niejako jej wizytówką. Nie trzeba tutaj jednak specyfików czy leków wystarczy tylko kuracja odpowiednimi ziołami. Nie można tutaj na pewno eksperymentować, ponieważ wbrew powszechnemu myśleniu stopy są bardzo wrażliwe i nie zwykle unerwione, dlatego też należy obchodzić się z nimi bardzo ostrożnie.

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Medycyna nie konwencjonalna – zioła – Zespół Medycyna Tybetańsko-Mongolska

Posted on 15 września 2010. Filed under: apteka ziołowa, dr Enji, enji, gabinet medycyny naturalnej, herbal medicine, leczenie ziołami, lekarka mongolska, lekarz Enji, medycyna alternatywna, medycyna chińska, medycyna mongolska, medycyna naturalna, medycyna tybetańska, mongolska lekarka, racjonalista.pl, tradycyjan medycyna chińska, zabójcza medycyna, zakłamane media | Tagi: , , , , , |


Zioła występują w medycynie już do dawien dawna, jako pierwsi korzystali z nich Indianie to oni znali tajemną moZioła-prof. Enjic roślin i umieli je właściwie zastosować tak, aby nie wyrządzić krzywdy choremu. Zazwyczaj lekarzem takim był tylko jeden człowiek w wiosce, którego nazywano szamanem. Dzięki temu, że umiał on leczyć zajmował bardzo ważne miejsce w swoje osadzie był prawie na tym samym poziomie ważności, co wódz plemienia. Następnie nauka ta została rozpowszechniona i dziś możemy leczyć się ziołami już do woli. Co jest bardzo ważne ziołami leczą się zazwyczaj starsze osoby jest tak, ponieważ oni wierzą ich uzdrowicielką moc.

Drugim powodem są zbyt drogie leki, często ceny lęków są po prostu nie adekwatne do wynagrodzenia i wielu ludzi na nie, nie stać. Tym czasem młodzi ludzie podchodzą do ziół całkiem inaczej, czyli sceptycznie. Nie mają oni ufności do starych receptur, kiedy pod ręką mają apteki pełne leków. Młodzi ludzie wola sprawdzone laki niż zioła, ponieważ o tym przekonuje ich realistyczna reklama. Tym czasem to właśnie większość tabletek czy syropów wykonanych jest właśnie z ziół. Mają one inne opakowanie i konsystencje, ale ciągle as to te same zioła zbierane w lesie czy też na polanie. Z ziołami suszonymi nie wątpliwie wygrywa reklama i ładne opakowanie, które zachęca do spróbowania leku jest to typowy trik marketingowy, który znakomicie się sprawdza.

Większość z nas jednak zapomina o czymś bardzo waszym mianowicie o tym, że stosując medykamenty apteczne bardzo upośledzamy działanie naszego układu odpornościowego, czyli nawet, jeśli wyleczymy daną infekcję to bardzo szybko może ona powrócić. Tym czasem z ziołami jest całkiem inaczej, ponieważ et są naturalne i szybko wchłaniane przez organizm, oczywiście trzeba się nimi leczyć dłużej niż z antybiotykami, ale korzyści z ich stosowania są o wiele większe. Zioła można stosować przy wszelkiego typu przeziębieniach czy też stanach reumatologicznych a nawet na ból głowy. Wszystko jednak trzeba robić z umiarem, ponieważ jeśli choroba jest rozwinięta żadne zioła nam nie pomogą wtedy nie powinniśmy tracić czasu i natychmiast udać się do lekarza na konsultacje.

Nie wszyscy jednak tak robią ludzie, którzy do wielu lat leczą się nie konwencjonalnie wolą do końca stosować zioła niż udać się lekarza jest tak, ponieważ wynika to z ich nie wiedzy i przede wszystkim strachu przed czymś nowym. Poza tym, co jest bardzo ważne ludzie ci uważają ze zioła są lekiem na wszystko, dlatego też nie chcą przerywać tak ważnej do nich kuracji. Ten typ myślenia dotyczy przede wszystkim ludzi starszych, którym bardzo trudno jest zmienić swoje nawyki oraz przekonania. Medycyna nie konwencjonalna nie jest niczym złym, ale do pewnego momentu, czyli, do kiedy nie niszczy zdrowia ludzkiego i nie naraża życia.

Dlatego też dobrze jest znać umiar i wiedzieć, że sami nie możemy się leczyć zwłaszcza, gdy nie dotyczy to drobnej przypadłości tylko poważnego schorzenia. W takim wypadku nie zbędna jest pomoc lekarska i czas, w którym zgłosimy się po nią.

http://www.bioking.com.pl/medycyna-niekonwecjonalna.html

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Ziołowe leczenie menopauzy

Posted on 14 września 2010. Filed under: dieta, dr Enji, enji, lekarka mongolska, lekarz Enji, racjonalista.pl, sklepy zielarsko medyczne, tradycyjan medycyna chińska, zielarstwo, zioła, zioła chińskie, zioła mongolskie | Tagi: , , , , |


Menopauza jest stanem, w którym kobieta przekwita, czyli traci możliwości reprodukcyjne, zazwyczaj stan taki występuje między czterdziestym a pięćdziesiątym rokiem życia jednak u każdej kobiety przebiega on zupełnie inaczej. W tym okresie zmienia się całe życie takiej osoby, ponieważ w jej organizmie panuje burza hormonów. Kobieta zmienia się nie tylko pod względem psychologicznym, ale przede wszystkim fizycznym.. Sygnałów na to, że ten trudny okres właśnie się zaczął jest bardzo wiele jednak do najbardziej zauważalnego zaliczamy nieregularne cykle. Miesiączka w tym okresie pojawia się w krótszych odstępach czasu, czyli na przykład, co dwa lub trzy tygodnie poza tym nie trwa tak długo jak zwykle z czasem cykl całkowicie zanika.

Kolejnym objawem towarzyszącym temu trudnemu okresowi są fale gorąca, jest tak, ponieważ spada poziom estrogenów,Zioła czyli rozregulowuje się system sterujący temperaturą naszego ciała. Fala gorąca oznacza, że nagle pojawia się uczucie ciepła, na które nie mamy żadnego wpływu. Kobieta w tym czasie jest też bardzo nerwowa, czyli łatwo traci cierpliwość wpływa to bezpośrednio na kłopoty z koncentracją pamięcią. Jak widać z powyższego objawów menopauzy jest bardzo dużo, dlatego jak tylko niepokojące sygnały się pojawią należy przede wszystkim skonsultować się z lekarzem ginekologiem. Zazwyczaj w takich przypadkach proponowane są kurację hormonalne, ale je równie dobrze można zamienić na leczenie ziołami, ponieważ te są mniej inwazyjnym sposobem.

Zioła są ogólnie dostępne i przede wszystkim tańsze, dlatego wiele kobiet decyduje się właśnie na nie. Kuracja ziołowymi specyfikami nosi nazwę kuracji fito estrogenami, czyli są to leki zastępujące syntetyczne specyfiki. Wśród roślinnych specyfików przeznaczonych dla kobiet w okresie menopauzy najbardziej zalecane są te z wyciągiem z roślin oraz żeńszenia, które znakomicie łagodzą objawy tego nie dogodnego stanu. Musimy pamiętać o tym, że każda kobieta w mniejszym lub większym stopniu odczuwa skutki zawirowań hormonalnych. Zmiany te przede wszystkim są nie ochronne, dlatego też należy się na nie przygotować mowa tutaj nie tylko o medycznym przygotowaniu, ale też i psychicznym nastawianiu się, ponieważ stan taki jest nieunikniony i czeka każdą kobietę. Menopauza nie koniecznie musi do razu oznaczać, że zmieniamy styl naszego życia lub z czegoś rezygnujemy, ponieważ wystarczy tylko odpowiednio się do niej przygotować.

Kobieta w tym wypadku ma do wyboru leczenie hormonalne zmodyfikowanymi specyfikami lub ziołami. Wybór należy oczywiście do niej. Na początek jednak dobrze jest nie osłabiać dodatkowo organizmu i stosować zioła, jeśli te nie pomogą dopiero udać się na terapię hormonalną, która jest bardziej inwazyjna. Zazwyczaj poleca się w takich wypadkach kremy, tabletki albo zastrzyki z estrogenem. Na pewno nie można zamknąć się przed tym problemem, ponieważ skutki menopauzy mogą być bardzo duże i dotykać całej sfery naszego życia intymnego i rodzinnego. A przecież każda kobieta jak najdłużej pragnie być sobą i zatrzymać swoją młodość.

http://www.bioking.com.pl/ziloa-menopauza.html

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Medycyna alternatywna

Posted on 14 września 2010. Filed under: chińska medycyna, dr Enji, enji, gabinet medycyny naturalnej, gabinety medycyny naturalnej, herbal medicine, leczenie ziołami, lekarka mongolska, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna alternatywna, medycyna tybetańska, mongolska lekarka | Tagi: , , , |


Ziołolecznictwo jest to naprawdę bardzo szeroko stosowana dziedzina, ponieważ można spotkać nie tylko zioła w medycynie konwencjonalnej, ale także i w medycynie alternatywnej. Co więcej jeżeli chodzi właśnie o dziedzinę jaką jest ziołolecznictwo stosowane przez osoby, które zajmują się medycyną alternatywną, to czerpie ono swoją wiedzę z naprawdę wielu tradycji, co daje ziołomzdecydowanie większą historię i moc.

Tradycje z któryZiołach korzystają osoby w ziołolecznictwie zajmujące się medycyna alternatywną to na przykład system ziołolecznictwa pochodzący od starożytnych Rzymian oraz Greków, a także pochodzących między innymi jednocześnie z medycyny chińskiej czy też tybetańskiej. Oczywiście takich tradycji jest więcej, jednakże może to już w pewnym stopniu ukazać na czym opiera się ziołolecznictwo w medycynie alternatywne.

Oczywiście warto jest pamiętać o tym, że zioła w medycynie posiadają zarówno swoich przeciwników jak i zwolenników, co dotyczy chyba jednak każdej dziedziny życia i nauki. Ogólnie rzecz ujmując to jednak zwolennicy różnego rodzaju medycyny alternatywnej uważają, poniekąd zresztą bardzo słusznie, że tak zwana medycyna konwencjonalna jest zdecydowanie bardziej skuteczna jeżeli chodzi o ciężkie choroby, które można nazwać stanami zagrożenia, szczególnie wtedy kiedy liczy się czas. Wtedy oczywiście powinno się stosować medycynę konwencjonalną, ponieważ ona naprawdę może ratować zdrowie i życie, natomiast jeżeli stan zagrożenia nie występuje, to wystarczy w takim przypadku konsekwentne i do tego oczywiście odpowiednie leczenie ziołami, co według zwolenników może po prostu zatrzymać rozwój niejednej przewlekłej choroby a także i jednocześnie wesprzeć system odpornościowy człowieka. Co więcej uważają oni, że zioła służą głównie dla terapii, których założeniem jest profilaktyka a nie samo leczenie, co również jest w stu procentach prawdą.

Ziołolecznictwo, które jest powiązane z medycyną alternatywną jest tak naprawdę kwestią naprawdę bardzo kontrowersyjną, ponieważ tak naprawdę nie jest ona uznawana przez naukowców i ogólnie przez środowisko naukowe. Jest to oczywiście spowodowane konkretnymi przesłankami, jednakże i tak naprawdę bardzo wiele osób wierzy w skuteczność medycyny alternatywnej, choć warto pamiętać jednocześnie o tym, że w żadnym przypadku nie powinno się rezygnować z medycyny konwencjonalnej.

Niechęć naukowców do medycyny niekonwencjonalnej jest spowodowana głównie tym, że jakość literatury dotyczącej tejże właśnie medycyny est dość niska, a także przez to, że podawane są tam bardzo często niezweryfikowane pod względem naukowym informacje. Co więcej informacje dotyczące medycyny alternatywnej zamieszczone w różnych podręcznikach często także są ze sobą sprzeczne, więc ciężko jest im na sto procent uwierzyć, co zresztą w tym momencie wydaje się jak najbardziej logiczne. Szczególnie chodzi zaś o przypisywanie poniekąd magicznych właściwości różnym ziołom, co jest oczywiście nieprawdą, gdyż wszystko tak naprawdę jest możliwe do zbadania, ale niestety taka medycyna nie opiera się na nich.

http://www.bioking.com.pl/index.html

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Medycyna Naturalna – co jest naturalne? – Zespół Medycyna Tybetańsko-Mongolska

Posted on 9 września 2010. Filed under: ANH, ANH fight for true, ANH walka o prawdę, dr Enji, enji, herbal medicine, homeopatia, kodeks żywnościowy, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna mongolska | Tagi: , , , , |


Working constantly in the natural health field, it is important that we have a strong understanding of what ‚natural’ is. This feature represents a multidisciplinary journey, one that perhaps raises more questions than it answers.

Feature Summary:

  • A description of ‚natural’ is reliant on individual perception. Any examination of it comes with numerous limitations due to knowledge base, perception of reality, limitation of the English language, and lack of public acceptance of ideas that don’t hold a robust scientific base
  • 1 proposal = Natural means that which exists without intervention of the human species
  • Considering the concept using physics (gamma rays in relation to our interaction with outerspace V’s human-engineered nuclear devices), chemistry (Primordial Elements that have existed in one form or another prior to the creation of planet Earth V’s new-to-nature molecules) and biology (exchange of genetic material among species V’s genetic manipulation by humans)
  • Continuum: that which occurs naturally in the absence of any interaction with the human species, to where things are generated through the activity of humans.
  • To create or not create. Our suspicion over processes, chemicals or forms of radiation that are not viewed as being natural is perhaps little more than a reflection of our need to impart a sense of responsibility over that which we are accountable. By definition, we have no control over that which exists independently of humans.

Multiple, parallel realities. Multiple universes. Multiple histories. Multiple opportunities. Over 10 dimensions. These are among the concepts we need to take on board if we are to accept some of the most current explanations for ‘what is’, as presently mapped by M-theory. M-theory, like string theory that preceded it, helps us to better understand reality. But these theories remind us of the limitation of human perception. And let’s remind ourselves that our reality is limited by our individual perception—and that our perception is, in turn, linked to the picture given to our conscious and subconscious mind from information gathered by our senses. These pictures are of course not only conditioned by the environment from which these data have been issued, they are also affected by our individual genetic and epigenetic landscape.


Planet Earth

With this ‘super-scape’ in our mind’s eye, this essay seeks to explore the meaning of the word ‘natural’. There are numerous limitations to any examination of this subject, not least of all the limitation of our knowledge base and our perception of reality, the limitation of the English language (and the author’s use of it) and the lack of public acceptance—in contemporary western society—of ideas that do not hold a robust scientific base. While it might be just as appropriate to use a metaphysical or even spiritual or religious approach to investigate the subject matter, a more broadly scientific approach will be used, if for no other reason that this approach befits the multidisciplinary scientific background of the author.

Natural: an anthropocentric concept

In the barest of terms, I would like to propose that natural means that which exists without intervention of the human species. But categorisation between natural and unnatural will often be blurred, given that the extent and type of human intervention will need to be considered. As such, we must accept that the concept of ‘natural’ is completely anthropocentric.

Humans represent just one of the multiple millions of species—both discovered and yet undiscovered—that exist, or have existed, on planet Earth. Strangely, while we regard the honey made by bees or the cyanide within apple seeds as natural, we might think differently about a toxic green slime made by an extra-terrestrial being. For the time being, let’s not only be anthropocentric, let’s also be focused primarily on those elements of our reality that most have come to accept as the human perception of reality, as experienced on planet Earth through our limited senses, awareness and intelligence. We will make this journey by considering the concept of ‘natural’ through lens of the three major disciplines of science: physics, chemistry and biology, as well as through the borders between them.

In some respects, the separation of these, and indeed of all other, scientific disciplines is a form of artificial reductionism used by humans to aid our understanding of complex processes. It is our limited intelligence that requires such reductionism, and it is reductionism that complicates our perceptions of the extent to which something is natural. So, while studies of distinct types of atoms and specific combinations of particular atoms in the form of molecules constitutes the foundation of chemistry, the physics of sub-atomic particles can be equally important. For instance, the nature of an atom’s electron configuration, or the behaviour of sub-atomic particles in relation to each other and, in turn, their relationships with other factors, can be explained, even if only partially, both in terms of physics and chemistry. The way in which these atoms, and various configurations of bonded atoms as molecules, then interact with the biotic environment can be explained, not only in terms of physics and chemistry, but also in biological terms. And, as practitioners of the metaphysical would be likely to be among the first to ask, who is to say that these three scientific disciplines, at their current level of development, are sufficient to allow us to understand reality? That’s probably why the Theory of Everything, which aims to unify or explain through a single model the theories of all fundamental interactions of nature, is still such a topic of hot debate and is unlikely to emerge from the realms of theory any time soon.

With these limitations recognised and appreciated, how might we categorise substances or processes in relation to their naturalness? Should we, for example, regard a chemical molecule that exists naturally in the environment as unnatural if the very same chemical structure is assembled by human beings within a laboratory? Or should we give such chemicals a special classification, such as ‘nature-identical synthetic’? It probably makes sense to do so, as any form of sub-categorisation tells us additional information about the origins of a substance that would otherwise be lacking. And what if a naturally occurring microorganism is forced to metabolise nature-identical substances in a laboratory, producing metabolites or by-products not normally found in the natural environment? Shall we call these ‘bio-synthetics’? For the reason given above—it probably makes sense.


Perfectly white cut apple

The same rationale can be applied to an F1 hybrid of dahlia that you may have cultivated in your garden. Or it could be applied to a variety of apple that doesn’t readily go brown after being bitten or cut? In the latter case, such apples, commonplace in today’s supermarkets, have been ‘selected’ by plant breeders because of their low content of the peroxidase, the enzyme which causes the familiar browning reaction following the exposure of the fruit tissue to oxygen. Retailers and consumers are said to prefer apples that don’t brown readily, but most don’t realise that the enzyme exists to protect the apple from attack by opportunistic pathogens. But if growers are ready with their arsenal of agro-chemicals, why should they be concerned with the peroxidase content?

Physics

In relation to our interaction with outer space, gamma rays exist naturally, being part of the cosmic radiation background to which we are exposed. We many not be able to explain every nuance and mechanism responsible for their generation, type or direction, but we think of background gamma radiation as a form of natural radiation precisely because it is not the result of our intervention.

By contrast, the high-energy gamma radiation experienced by the unfortunate inhabitants of Hiroshima and Nagasaki in 1945 cannot be seen as ‘natural’. Humans had worked hard to find ways of harnessing the radiant energy of specific types of atom. They did this within the confines of human-engineered nuclear devices. Since demonstrating the remarkable power that can be released from an atom of hydrogen, humans have continued to wield this power over their enemies as a deterrent. But this very same power, propagated through an expanding population of nuclear fission reactors, has also been harnessed to generate electricity. We think of these two contrasting applications as unnatural because they occur as a result of our meddling with the laws of nature. The gamma radiation that kills, maims or generates electricity occurs naturally, but neither its application nor its level of exposure to human beings—to our knowledge—occurs in the natural world.  Yet we feel comfortable describing the similar nuclear fission reactions as natural when they occur without any input from our species, whether this is within our own or adjacent galaxies, or perhaps, as some scientists believe, within the molten core of our planet.

Such a framework which characterises the quality and quantity of our exposure to specific elements within our environment serves a useful purpose when examining the human health consequences of particular technologies. The extremely low frequency electromagnetic radiation (ELF) that emanates from mobile telephones, telecommunications masts, DECT phones, wireless communication devices, powerlines and other sources of radiofrequency/microwave radiation (RF/MW) is a case in point. Humans have produced a plethora of sources of these forms of radiation and the resulting exposures dramatically exceed natural background levels. It is consequently the type and exposure level of ELF produced by human-made devices that concerns  the scientists investigating the human health and environmental consequences of wireless communication technologies.

In further examining the concept of ‘natural’, let us now shift away from the field of physics and look instead at another scientific discipline; chemistry.

Chemistry

The ‘periodic table’ gives us a useful toolbox for understanding the world around us in chemical terms. The essential configuration of the table, albeit with many gaps compared with today’s version, was first proposed in 1869 by a Russian chemist by the name of Mendeleev. Even today, chemists will admit there are more elements to be discovered, especially beyond our own planet, or as a result of nuclear experimentation. To-date, some 112 elements have been identified, and of these 94 are thought to be naturally-occurring, even though they might only exist in miniscule amounts or be short-lived. Around 80 elements are considered stable in their solid, liquid, or gaseous forms. Accordingly, they are regarded as ‘primordial elements’, in that they have existed in one form (isotope) or another prior to the creation of planet Earth. The last of these to be discovered was francium—in 1939. A small, more recently discovered group, typically itemised at the bottom of current versions of the periodic table, can be referred to as the ‘trace radioisotopes’ group. These are naturally-occurring products of radioactive decay. In relative terms, they are very short-lived and are found in the Earth’s crust or atmosphere in minute (trace) amounts. Plutonium-239 or uranium-236, produced following neutron capture within naturally-occurring uranium, are examples of such trace radioisotopes.


Periodic table

There is however one more category of elements in our current version of the periodic table. It is the ‘synthetic elements’. These are thought to be so unstable that, even if they were formed during the creation of our solar system, they have long since decayed. We consider these elements to be synthetic because they have only been found as products of experiments using nuclear reactors or particle accelerators. Elements like uranium, thorium, polonium and radon may be unstable, but since they are found naturally within the Earth’s crust or atmosphere, they cannot be regarded as synthetic. Rutherfordium, hassium and copernicium are examples of synthetic elements. Other elements have yet to be discovered or produced.

Following WWII, a massive explosion of organic chemistry occurred. This chemistry, characterised by the reaction of different elements, in different states, together with the single element carbon, provided much of the impetus for the chemical, agro-chemical and pharmaceutical industry. It allowed corporations to expand at an unprecedented rate, this capitalisation being based on the production of unique carbon-based chemical structures which could then be patented. Naturally-occurring molecules cannot be patented as their pre-existence in our natural environment precludes novelty which is required to successfully obtain a patent.

At the heart of the debate over what is a natural molecule, is of course, not just the origin of the elements that comprise the molecule, but the existence of the chemical in the absence of any manipulation by human beings. For some, understanding the divide between the naturally-occurring chemicals and those that are usefully described as ‘new-to-nature’ is a valuable way of understanding human responses to our chemical environment.

Biology

In evaluating what is constitutes a natural chemical, we should now move to the interface that divides chemistry and biology. It is both incorrect and overly simplistic to argue that natural chemicals are safer to humans than artificially created ones. However, it has been amply demonstrated that human beings, along with all other animals, have developed complex detoxification systems for chemicals that occur naturally within our bodies or those ‘environmental chemicals’ to which we are exposed naturally. Many of these are ingested in our food, especially in plant-based foods. For most of us, our ingestion of food represents our most intimate exposure to the chemical world around us. Among the natural plant-based chemicals that are most protective against cancer, are actually those that are also toxic to insects, fungi or bacteria that seek to use those plants as a food source.  The glucosinolates within brassica vegetables are good examples of this. But as Paracelsus argued around 450 years ago, it is “the dose that makes a poison”. So while such phytochemicals may indeed be toxic at high doses, their absence from our diet may be associated with an increased risk of disease.


Traditional Chinese Medicine

Some of the most valuable herbal medicines have similar characteristics. Ancient herbal medicine traditions, such as Ayurveda from the Indian subcontinent and traditional Chinese medicine, were first documented over 4,000 years. But this documentation does not represent the first usage of plants for medical purposes. Plant medicine was likely well established in hominids many thousands, or hundreds of thousands, of years prior to this. This is supported by the fact that closely related primates such as chimpanzees, bonobos and orangutans are all accomplished users of plant medicines. It follows therefore that herbal medicine may have preceded the evolution of our species.  Ingested in the right amounts, the products of particular plant parts, as well as their specific combination, can help support the proper functioning of metabolic processes within our bodies. In other words, such products can ‘heal’ us if we are diseased, or they can prevent the occurrence of disease. Most simply, they can promote homeostasis. Used incorrectly however, as with any toxic material, they can cause harm.

Importantly, if we are to accept the essential tenets of ‘natural selection’, as first proposed by Darwin, it may be that the duration of time to which we have been exposed to certain chemicals is of pivotal importance to the way by which we react to them. More exposure time means more adaptation time. Time is not only required to evolve ways of making particular chemicals less dangerous, time also offers the opportunity of enabling our bodies to utilise the beneficial properties of plants and other chemical constituents of our food.

Since life on our planet first emerged, probably a billion or more years ago, up until recently, an intricate dance between living things and non-living things has played out. In essence, this dance has existed between the biotic and abiotic natural world. The unnatural, human-created world only emerged in earnest following the Industrial Revolution of the 1800s. But the extent and nature of human interference in natural processes has catapulted forward dramatically in the last half century. In human evolutionary terms, 50 years is but the blink of an eye. It represents less than 9 seconds of a 24-hour clock depicting the possible 500,000 year evolution of our species.

Such a train of logic leads us of course to the subset of biology that we refer to as genetics. Life is coded by a series of chemicals arranged in highly specific ways. Our uniqueness can be explained genetically by understanding the precise arrangement of these chemicals to create a particular type of information. The information is in turn held within our DNA (deoxyribonucleic acid) within the sequence of pieces of DNA that we call genes. The Human Genome Project, as of 2003, informed us that all of the variation within our species is coded for by around 20,000 genes. These genes in turn express some 300,000 or so different polypeptides, enzymes and proteins, produced through the transcription of messenger RNA (mRNA). RNA differs from DNA only that it is comprised of a ribose sugar, rather than a deoxy ribose one. This revelation denigrated the ‘one gene-one polypeptide/enzyme/protein’ hypothesis that had been relied upon in molecular biology since it was first proposed by Beadle and Tatum in 1958, a proposal that led to the joint award of a Nobel Prize.

Genetic material can be exchanged among species, or, sometimes, other closely related organisms. In fact it is this fact that has been central to the taxonomic categorisation of our planet’s organisms. We therefore believe that there are preset, natural rules which govern the exchange of genetic material from the germline cells (gametes) of one organism to another. We think of this kind of genetic exchange as natural.

It is the disruption of these natural genetic rules that makes so many people question the wisdom of genetic engineering. Many are suspicious of the technology even without any awareness of scientific evidence of its harm to humans, other animals or other elements of the environment. Genetic manipulation—the domain of biotechnology—can therefore be seen to be responsible for products which can no longer be regarded as natural. While a genetically-modified (GM) maize variety, viewed by governmental regulators as ‚substantially equivalent’ to its non-GM cousin, may look outwardly identical to its non-GM cousin, it should not be regarded as natural. It may have been modified through the incorporation of an alien genetic cassette to allow it to be resistant to one company’s herbicide, as is the case with Monsanto’s Roundup resistant crops. Alternatively, genetic material encoding for a toxic protein from a species of soil bacterium, Bacillus thuringiensis (Bt), may have been introduced to the maize plants’ DNA. Neither the method of gene insertion, nor the occurrence of the foreign genes expressing the specific trait, are able to occur without manipulation by humans. It is the breach of the natural laws governing genetic exchange that provides such grounds for concern among those apprehensive about the human health and environmental risks associated with outdoor release of genetically-modified organisms (GMOs).

MON810

While plant or animal breeding programmes also lead to genetic combinations that would not normally occur in nature, the processes that actually govern genetic exchange in such programmes still work within the parameters of the laws of nature.

Like with chemicals, the precise way by which humans manipulate genetic material raises further questions over how natural a given organism might be. Simple binary logic, in which something is natural or not, just make way for a continuum which tells us something about the extent of its naturalness.

Concluding remarks

Within the scientific disciplines of physics, chemistry and biology, we’ve been able to consider a rationale—from our unashamedly anthropocentric perspective—for what makes something natural.

We’ve been able to differentiate between the substance or entity, and the process.  A chemical or radiation source might be natural, but is its existence, form, type or level of exposure within the ranges we might expect if humans had not intervened in any way? Alternatively, the process by which a substance, entity or organism is produced might be natural or unnatural. If the process is unnatural, we think of it as artificial even if the output from the process is identical to that which is yielded through processes that are independent of humans. Animal cloning or even in vitro fertilisation are thus regarded as unnatural processes, despite the fact that their progeny cannot be readily distinguished using current scientific means from those produced naturally.

We therefore must accept, as with so many forms of categorisation, that the simple distinction between natural and unnatural, or natural and synthetic or artificial, is necessarily crude. It may even be less than accurate. This greying of the boundaries between that which exists both with and without the intervention of our species yields a continuum. The continuum stretches, at one extreme, from that which occurs naturally in the absence of any interaction with the human species, to the other extreme, where things are generated through the activity of humans, the outputs being at odds with anything that might have existed previously. Most substances to which we are exposed, whether they are present in our food, our water or in the air we breathe, exist somewhere between these two extremes.

Whether a substance is identical to, a lot like, or only slightly like, one that exists naturally, might be of great consequence to our health, or even our survival. Equally, it might be of little or no significance. But whether it is of great, or little, significance, is not actually relevant to the positioning of the substance on the continuum.

We should keep reminding ourselves of the limits of our knowledge, perception and understanding. To an extra-terrestrial surveying our planet, the effects of activities of any of the organisms inhabiting the planet might be regarded as natural. Why should the effects wrought by one organism be segregated from those of millions of other organisms sharing the same planet?

As the organism responsible for such profound environmental change within our recent history, many are unsurprisingly concerned about what we are doing to our planet. These concerns are framed within our own awareness and particular systems of perception. They are also framed by our particular forms of intra-species (verbal and non-verbal) communication. Many of us will not yet be able to interpret the relevance of M-theory, or even understand how parallel universes or realities might exist. But most are guided by an innate and intuitive ‘feel’ which dictates that the more natural something is, the more acceptable it is.

Many also recognise that ‘natural’ doesn’t necessarily mean ‘safe’. In terms of today’s scientific understanding, especially within the discipline of toxicology, at least as important as the innate characteristics of the substance (or form of radiation) itself, is the nature and degree of our exposure to it. For toxicologists, dosage is seminal, although we might consider not blindly accepting over-simplistic notions about typical dose-response relationships. Toxicologists are however greatly limited by methodologies that consider the context of our exposures. Currently, very little attention is paid to the effects of mixtures of chemicals, both natural and unnatural, to which we are exposed daily. Scientific reductionism could be regarded as having hindered as well as helped our understanding of our natural environment, of which we are but one biotic component. On a daily basis we are learning more about the extraordinarily complex interactions that occur within our environment, using our much-loved, but somewhat limited, tools of physics, chemistry and biology.

We have, literally, only just began scraping the surface of what is likely to really be going on. We should therefore be modest enough to avoid making claims as to the ultimate truth (if there is such a thing) concerning both our reality and the operation of the world around us. It is always helpful to keep thinking as big as we can. After building understanding within our artificial scientific compartments, we then need to remove the compartments to achieve higher awareness. To push forward our awareness of our situation, we need to keep returning to the widest, most ‘macro’, unreduced and non-compartmentalised perspective we can find. M-theory provides us with one such perspective.

Our suspicion over processes, chemicals or forms of radiation that are not viewed as being natural is perhaps little more than a reflection of our need to impart a sense of responsibility over that which we are accountable. By definition, we have no control over that which exists independently of humans. However, we can choose either to create or not create those things we view as synthetic, semi-synthetic, bio-synthetic or even nature-identical. In this way, we are therefore able to act as arbiters over those human-created elements of our perceived existence.

Long may such responsibility continue, on the grounds that it is coupled with the highest level of awareness and understanding that we can muster.

ANH-Europe Homepage

Health Choice campaign page

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Zabójcza medycyna naturalna – czy terapie witaminowe są szkodliwe? – komentarz prof. Enkhjargal Dovchin

Posted on 5 września 2010. Filed under: dr Enji, enji, gabinet medycyny naturalnej, lekarka mongolska, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna chińska, medycyna mongolska, medycyna tybetańska, mongolska lekarka, nagonka medialna, racjonalista.pl, rasizm, sklepy zielarsko medyczne, Sprzedajni dziennikarze, zabójcza medycyna, zioła chińskie, zioła mongolskie, łapówkarstwo policjii | Tagi: , , , , , , , , , , |


Czy witaminy są zabójcze i dla kogo?

Dr Aleksandra Niedzwiecki
Dyrektor Instytutu Naukowego Dr Ratha, Santa Clara, Kalifornia
Kwiecień 2008

Wiele osób może być zaskoczonych ostatnią nagonką skierowaną przeciwko suplementacji witaminami w telewizji, czy też na polskich stronach internetowych (np. TVN24.pl, onet.pl, „Wiadomości” TVP1). Dlaczego po ponad roku od opublikowania badania grupy naukowców z Serbii, Danii i Włoch (JAMA, 28 luty 2007) właśnie dzisiaj media odwołują się znów do wyników tych badań pod dramatycznymi tytułami: „Zabójcze witaminy..”, czy „Naukowcy: witaminy mogą skracać życie”?

Każdy z nas wie, że najskuteczniejszą metodą manipulacji opinii ludzi jest strach i ta metoda została wybrana przez środki masowego przekazu. Jest to szczególnie niepokojące, gdyż ok. 54% Polaków używa multiwitamin i nieuzasadniona panika może prowadzić do uszczerbku na ich zdrowiu i nawet życiu. Szczególnie, że informacja „odgrzana” przez tzw. Cochrane Collaboration i szerzona w Polsce nie służy ani poprawie zdrowia społeczeństwa, ani też nie bazuje na rzetelnej i obiektywnej informacji naukowej.

W tym dokumencie chciałabym przedstawić niektóre aspekty związane z tą akcją.

1. Przyjrzyjmy się dokładniej pracy badawczej nad witaminami tak opublikowanej przez Cochrane Collaboration

Praca przedstawiona przez Cochrane Collaboration w kwietniu tego roku nie jest rezultatem najnowszych przeprowadzonych „testów”, ale powieleniem wcześniejszych danych opublikowanych przez tych samych autorów w czasopiśmie JAMA w lutym 2007 roku (tom 297). Badania te zawierały wiele nieprawidłowości, które autorzy skorygowali w jednej z nastepnych edycji JAMA (tom 299).

Przedstawiona praca nie jest badaniem klinicznym, ale tzw. meta-analizą, czyli statystyczną ewaluacją dostępnych publikacji różnych badań klinicznych z użyciem witamin i przedstawioną jako pojedyncze badanie. Spośród 815 badań obejmujących suplementacje witaminą A, witaminą E, beta karotenem, witaminą C i selenem autorzy z Serbii, Danii i Włoch autorytatywnie wybrali tylko 68 do swojej analizy opublikowanej w 2007 roku, a do opublikowanej obecnie – wybrano 67 badań. Spośród tej małej grupy danych, kolejne wyselekcjonowane przez nich badania (47), prowadzone na osobach cierpiących na różne choroby, wskazywały, że dodatek dietetyczny beta karotenu, witaminy A lub E zwiększa śmiertelność o 5%. Z drugiej strony pozostałe 21 badań (wersja 2007 roku) wykazało odwrotny skutek, mianowicie że suplementacja tymi mikroelementami zmniejsza śmiertelność o 9%. Z powodu subiektywnej i nie sprecyzowanej selekcji badań użytych do tej analizy, autorzy wykluczyli duże i dokładnie kontrolowane badania dokonane w prowincji Linxian w Chinach i badnia IGSSI Prevenzione we Włoszech. Badania w Chinach wykazały, że suplementacja beta karotenem, witaminami: A, C, E i selenem zmniejsza śmiertelność o 6% (Journal of the National Cancer Insitute), podczas gdy badania kliniczne we Włoszech (opublikowane w czasopismie medycznym Lancet) wykazały o 8% zmniejszoną śmiertelność przy suplementacji witaminą E. Dlaczego wyniki tych badań zostały zignorowane? Badania te zostały zaakceptowane w czołowych publikacjach naukowych w USA i Anglii, co jednak nie było wystarczającym kryterium dla autorów tej meta-analizy. Włączenie tylko tych dwóch dobrze kontrolowanych badań całkowicie zmieniłoby końcowy wniosek autorów. Jednakże autorzy dokonali już wyboru, który udowodniłby wynik, jaki chcieli otrzymać. To nie jest nauka – to jest manipulacja.

Dodatkowe problemy tej analizy:

* w wybranych przez naukowców 47 badaniach pacjenci ze zdiagnozowanymi różnymi chorobami (choroby serca, Parkinsona, choroby oczu, przewodu pokarmowego, wątroby, rak skóry itp.) przyjmowali witaminy i jednocześnie kontynuowali terapie lekami, co oczywiście miało zróżnicowany wpływ na końcowy wynik. Co więcej – w przypadku wielu z tych badań – pacjenci brali nie tylko analizowane witaminy, ale przyjmowali równocześnie inne przeciwutleniacze, zioła, suplementy diety lub dodatkowe różne leki (antybiotyki, leki przeciwko wrzodom żołądka, statyny i wiele innych), co również może maskować lub zmieniać końcowy wynik. Połączenie tak różnych badań nie daje pewności, czy wynik końcowy jest rezultatem brania jednej wybranej substancji, czy interakcji z innymi witaminami, lub też lekami.
* chociaż wybrano do analizy mikroelementy o właściwościach przeciwutleniaczy, żadne z tych badań nie testowało rozmiaru stresu oksydacyjnego przed i po braniu tych witamin. To tak jakby testowano środki na obniżenie ciśnienia nie mierząc go ani przed ani po rozpoczęciu kuracji.
* dawki suplementów w badaniach wybranych do analizy skrajnie się różniły, jak również czas ich brania, np. włączono do analizy badania zarówno dawki z użyciem 10 IU witaminy E, co jest poniżej dziennej rekomendowanej dawki (RDA = 22 IU), jak i z użyciem 5000 IU dziennie. Podobnie witamina A była podawana w ilościach 1333 IU (rekomendacja dzienna jest 2333 IU dla kobiet i 3000 IU dla mężczyzn ), jak również w dawkach 200 000 IU (maksymalny limit jest 10 000 IU), gdzie powszechnie wiadomo, że wysokie przedawkowanie witaminy A niesie działania uboczne. Nie trzeba być naukowcem, by spodziewać się innych efektów w zależności od dawki. Nawet więcej – traktowano tak samo rezultat brania witaminy przez 1 dzień (!), przez 28 dni, czy 14 lat!. Nie trzeba mieć dyplomu naukowego, by zrozumieć, że efekt np. picia szklanki mleka dziennie będzie inny po 1 dniu i po 14 latach – jednak dla autorów tej publikacji nie robi to różnicy. Co więcej, to tak jakby nie brać pod uwagę różnicy między piciem jednej szklanki mleka i kilkunastu litrów dziennie.
* śmiertelność pacjentów w różnych badaniach była rozpatrywana, jako wynik suplementacji witaminami, chociaż przyczyny śmierci były skrajnie różne. Włączały one zarówno śmierć z powodu choroby serca, raka, złamania biodra, jak i śmierć w wypadkach i z powodu samobójstwa. Jeżeli witaminy zwiększałyby ryzyko śmierci – powinno to być zaobserwowane przynajmniej w niektórych badaniach klinicznych i takie badania byłyby przerwane. Nic takiego nie miało miejsca w przeprowadzonych badaniach. Co więcej, wszystkie badania z zastosowaniem witaminy E (54 badań) i beta karotenu (24 badania) nie wykazały żadnego wpływu na śmiertelność, a do tego suplementacja selenem wskazała na statystycznie potwierdzone obniżenie śmiertelności.

Badania te były bardzo krytykowane przez wielu naukowców, lekarzy i specjalistów w dziedzinie żywienia, o czym artykuły skromnie milczą. Wśród krytyków była również Dr Bernardine Healy, poprzednio dyrektor Naukowego Instytutu Zdrowia w USA (NIH ), a obecnie dyrektor zarządu Czerwonego Krzyża i członek Prezydenckiego Komitetu Doradców w Sprawach Nauki i Technologii. Jej komentarz dotyczący badań opublikowanych w JAMA mówił, że: „Miksując tak różne badania w jedno ogromne badanie obejmujące 232 606 pacjentów i prowadząc do tak upraszczającego i zaskakującego wniosku jest bez sensu. Oczywiście statystyki mogą udowodnić wszystko. Ale to badanie zaprzecza podstawowym zasadom meta-analizy. Porównywane badania muszą być podobne. Znaczy to, że należy porównać „jabłka do jabłek”, co w tym przypadku znaczy – przynajmniej dobrać podobnych pacjentów, porównywalne dawki suplementów i podobny czas ich brania. Podstawowym pytaniem, jakie musimy sobie zadać przed zaakceptowaniem takiego badania jest, czy selekcja poszczególnych badań opiera się na zdrowym rozsądku i czy ma sens z punktu racjonalnego i medycznego. W obu przypadkach te zasady zostały pogwałcone.”

2. Ignorancja faktów na temat wpływu witamin na nasze zdrowie

Musimy zdać sobie sprawę z faktu, że badania kliniczne z zastosowaniem suplementów mają różne ograniczenia. To nie jest badanie pojedynczego leku, substancji obcej dla naszego organizmu i metabolizowanej jako toksyna. Mikroelementy są niezbędnym składnikiem metabolizmu każdej komórki naszego ciała i co więcej są one obecne zarówno w czasie, jak i przed rozpoczęciem testu, jako składniki codziennej diety, co oczywiście zmniejsza impakt statystycznej ewaluacji ich działania.

Jednocześnie od prawie stulecia nauka i praktyka wskazują na ogromny pozytywny wpływ witamin, minerałów i innych niezbędnych składników odżywczych na funkcję naszego ciała. Informacje te są udokumentowane w podręcznikach biologii i medycyny, jak i zawarte w licznych publikacjach badań klinicznych i naukowych. Szereg badań z udziałem dziesiątków tysięcy pacjentów wykazało pozytywny wpływ suplementacji na jakość i długość naszego życia. Również badania naukowe wskazują, że wyższe niż RDA dawki witamin mogą pozytywnie modulować metabolizm organizmu nawet przy zmianach genetycznych, czy też selektywnie zabijać komórki rakowe.

Dziewięć nagród Nobla zostało przyznanych za badania w dziedzinie witamin i ich wpływu na zdrowie, niestety kontynuacja tego kierunku badań ustąpiła miejsce badaniom w kierunkach farmakologicznych. Dokonane w ostanich latach odkrycia naukowe Dr Ratha i potwierdzona w pracach naszego Instytutu skuteczność działania medycyny komórkowej otwierają możliwości naturalnej kontroli wielu chorób, włączając w to choroby serca, nowotworowe, osteoporozę, czy też wzmacnianie obrony immunologicznej.

3. Jaki jest cel popularyzacji pseudo-naukowych badań dyskredytujących medycynę naturalną?

Publiczne kampanie na temat szkodliwości witamin przeczą logice, podstawom wiedzy naukowej i praktyce, jednakże pozwalają ich sponsorom osiągnąć jeden cel: sianie wątpliwości w skuteczność działania substancji naturalnych, których stosowanie konkuruje z rynkiem leków. Witaminy nie są patentowalne, w związku z tym nie zapewniają tak wysokich zysków, jak substancje chemiczne (leki), które chronione patentami są źródłem miliardowych dochodów liczonych w dolarach lub euro dla ich producentów. Co więcej, leki generują wiele niepożądanych działań ubocznych prowadząc do nowych schorzeń i tym samym zwiększając zapotrzebowanie na coraz to nowe leki. Tymczasem witaminy i inne substancje odżywcze mogą usuwać źródła chorób prowadząc do ich eliminacji, a w związku z tym zawężają rynek zbytu na leki.

Taktyka siania wątpliwości w skuteczność suplementacji witaminami nie jest nowa. Przemysł tytoniowy używał jej efektywnie przez dziesiątki lat sponsorując i popularyzując badania, których celem było i jest podważanie związku między paleniem papierosów i rakiem płuc, czy innymi chorobami. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, ale… używając naukowych metod i oczywiście ogromnej machiny marketingowej kształtującej opinię publiczną. Nie jest tajemnicą, że firmy farmaceutyczne przeznaczają ogromne sumy na finansowanie ekspertów i badań w celu obrony i powiększania swoich zysków komercyjnych. Dzisiaj zarówno metody, jak i zakres działania tej propagandy w mediach dotyka nas na każdym kroku, grając na naszej podświadomości i stosując inne metody manipulacji opinii publicznej.

Dla wielu osob Cochrane Collaboration nie jest dobrze znaną instytucją. Zgodnie z informacją dostępną na stronach Internetowych jest to organizacja przedstawiająca się, jako nie bazująca na proficie i niezależna. Skąd więc pochodzą jej fundusze? Organizacja ta jest wspierana finansowo przez wydawnictwo John Willey & Sons (czołowy wydawca czasopism i publikacji z dziedziny medycyny, nauki i techniki), jak również przez fundusze rządowe i pochodzące od prywatnych organizacji. Dyskusja nad opracowaniem zasad dotacji i utrzymaniem niezależności od dawców (włączając w to firmy farmaceutyczne) została w tej organizacji zainicjowana dopiero w końcu 2003 roku pod wpływem różnych głosów krytycznych. Dopiero w kwietniu 2006 przedstawiono nowe zasady sponsorstwa, co wskazuje, że nie był to łatwy proces. Jednakże realizacja tych zasad nie jest ani gwarantowana ani skutecznie kontrolowana.

Cochrane Collaboration została założona w 1999 roku, czyli po około roku od założenia Instytutu Naukowego Dr Ratha w Kalifornii i w 7 lat po opublikowaniu kluczowych prac naukowych przez Dr Ratha i Linusa Paulinga na temat odkryć w dziedzinie naturalnej kontroli źródła chorób serca i rozsiewu raka w organizmie. Nasz cel – budowa nowego systemu opieki zdrowotnej bazującego na naukowo udokumentowanych naturalnych metodach i rozwój kierunków badań prowadzący do obniżenia i eliminacji chorób, a nie maskowania ich symptomów, był ogólnie znany od samego początku. Oponenci tego celu, czyli biznes bazujący na ekspansji chorób, zdawali sobie sprawę, że by kontynuować działanie muszą dyskredytować lub hamować dostęp do tej informacji. Organizacje o tzw. „niezależnym” charakterze czy tzw. „eksperci naukowi” często budujący swoje kariery na finansowym sponsorstwie ze strony biznesu farmaceutycznego odgrywają dużą rolę w tym procesie.

4. Dlaczego te znane już od roku wyniki badań zostają propagowane w teraz?

Wiedza na temat medycyny komórkowej odbija się coraz szerszym echem w Polsce. Dyskusje na ten temat odbywają się na stronach Internetowych, w salach wykładowych i prywatnych mieszkaniach. Coraz więcej ludzi rozumie, że zdrowia nie mierzy się ilością zrealizowanych recept, ale odpowiednią dietą, stylem życia i suplementacją witaminami w dawkach opartych na synergistycznym działaniu ich składników.

Coraz więcej ludzi nie chce zaakceptować, że ich zdrowie to źródło miliardowych dochodów i ogromny, globalny biznes. Ma to swoje konsekwencje. Zasady maksymalizacji zysków, a nie społeczna, czy indywidualna wartość odkrycia decydują o wyborze kierunków badań naukowych. W związku z tym promowane są te dziedziny, które wiodą do rozwiązań patentowych. Jako takie – przemysł farmaceutyczny inwestuje miliardy w rozwój lekow, przemysł żywieniowy buduje swoje zyski na GMO, czy biotechnologia na rozwoju terapii genowej. Nie ma tu miejsca i funduszy na rozwoj kierunków promujących witaminy, mineraly, czy naturalne sunstancje, których nie można patentować, a które mają niezaprzeczalne wartości dla zdrowia i obniżenia kosztów opieki zdrowotnej.

Od lat nasz Instytut prowadzi badania naukowe i kliniczne, które dokumentują kluczową rolę synergii substancji naturalnych w chorobach raka, serca i innych. Działalność edukacyjna Koalicji Dr Ratha i walka w obronie praw do naturalnej medycyny ma zakres globalny. Jej osiągnięcia zostały w zeszłym roku nagrodzone największej wagi uznaniem przez tych, co przeżyli KZ Auschwitz. Przekazali oni naszej organizacji pałeczkę Sztafety Pamięci i Życia – by utrzymać dla przyszłych pokoleń pamięć o zbrodniczej działalności korporacji IG Farben (zrzeszającej również firmy farmaceutyczne Bayer, BASF i Hoechst), jako ostrzeżenie, że historia ta może się powtórzyć. To wydarzenie nie mogło ujść uwagi.

Wytworzenie klimatu, w którym ludzie obawiają się witamin pomaga zalegalizować prawa ograniczające nasz dostęp do mikroelementów, mimo ich niezbędności dla utrzymania zdrowia i życia. Dyskusja nad nową legalizacją związaną z witaminami jest w tej chwili w toku w Polsce.

Obecna kampania przeciwko suplementacji witamin pozwala nam zdać sobie sprawę, że zdrowie nie zostanie nam dane dobrowolnie – o zdrowie musimy walczyć sami. Atak na witaminy to uznanie skuteczności naszego działania – więcej witamin może skrócić życie biznesowi chorób, ale nie nam.
Komentarz Zespołu Medycyna Tybetańsko-Mongolska

Medycyna Naturalna, a w szczególności medycyna tradycyjna chińska, medycyna mongolska, medycyna tybetańsko-mongolska jest obecnie na ostrzu noża wielkich koncernów farmaceutycznych. O tej sytuacji mówi też słynna na świecie organizacja ANH z Anglii pod kierownictwem dr Roberta Verkerka. Najaktualniejsze stanowisko organizacji i gabinetów medycyny naturalnej w tym też lekarzy medycyny tradycyjnej znajdą państwo w dokumencie:

http://www.anh-europe.org/files/100824_ANH-Briefing_Paper_THMPD_final.pdf

prof. Enkhjargal Dovchin

http://www.enji.pl

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Naciski na ustawodawców Unii Europejskie w sprawie ziołowych preparatów medycyny chińskiej i medycyny indyjskiej

Posted on 4 września 2010. Filed under: chińska medycyna, codex alimentarius, dr Enji, enji, gabinet medycyny naturalnej, kodeks żywnościowy, lekarka mongolska, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna chińska, medycyna mongolska, tradycyjan medycyna chińska, zioła chińskie | Tagi: , , , , , , , , |


Press Release
For immediate release

1st September 2010

PRESSURE AGAINST EU HERB LAWS MOUNT
Two leading European groups unite to help re-shape legal frameworks around Chinese and Indian herbal products

Download as a pdf

BRUSSELS, 1 Sep 10. The European Benefyt Foundation and the Alliance for Natural Health International (ANH-Intl) presented yesterday their united strategy to a range of stakeholders representing Chinese and Ayurvedic traditions of herbal medicines. The meeting was held in the Renaissance Hotel, Brussels.

The proposed strategy aims in particular to address the grave regulatory situation facing thousands of products representing non-European herb-based healthcare traditions. It will also help to keep on the market products associated with minor European herbal traditions that are struggling to cope with the raft of EU laws affecting them.

In April 2011, when the EU Traditional Herbal Medicinal Products Directive (THMPD) is fully implemented after a seven year transition phase, thousands of products distributed by specialist herbal suppliers will become increasingly difficult to sell. Medicines regulators in many Member States appear to be using the full implementation of the THMPD as a means of narrowing the scope of the food supplements regime, under which most of these products have to-date been sold. The long transition phase of the THMPD is meant to have provided stakeholders with the time required to ensure their products have been successfully registered under the simplified medicinal licensing scheme offered by the Directive.

However, a range of eligibility and technical problems, along with prohibitive costs, have, so far, prevented any products from either the Chinese or Indian traditions from successfully being registered under the scheme.

The core strategy of the two organisations has been detailed in a 10-page position paper authored by the heads of the respective organisations, namely Dr Robert Verkerk (ANH-Intl) and Chris Dhaenens (Benefyt). The paper was tabled at the stakeholders meeting and received broad support from the diverse range of attendees, some of which had travelled from as far away as India.

The joint strategy was presented at the conference by lead author, Dr Verkerk. Commenting on it, he said, “While the herbal directive provides an additional framework that is amenable to some, predominantly European herbal products, it simply doesn’t work for the majority of complex, multi-herb products associated with these ancient non-European traditions.”

The strategy involves three primary initiatives; improvement of the food supplements regime under which most Chinese and Indian herbal products have been sold up until now, the initiation of judicial review proceedings with the aim of gaining a reference to the European Court of Justice, and the development of an altogether new framework for such products. The former two approaches are regarded as essential to the short-term resolution of challenges facing many stakeholders as of mid-2011, while the latter focuses on facilitation of a new framework that is both accessible to the majority of stakeholders in the sector, whilst ensuring the safety of products through proportionate and scientifically-validated quality control measures.

Verkerk added, “We have seen a big increase in classifications by national medicine regulators of herbs as novel foods or unlicensed medicines, and it is clear that regulators intend to narrow the scope of the food supplement regime for herbal products after April next year. On top of this, most claims for botanical food supplements will soon have to be removed given the anticipated negative opinions being issued by the European Food Safety Authority under Article 13 of the Nutrition and Health Claims Regulation. The herbal directive, which should provide a carve out for these products, acts disproportionately against non-European traditions, while also discriminating against those who want to use such products—that have after all stood the test of time—to manage their own health. It is therefore essential that judicial review proceedings are started in advance of the end of the transition period.”

Speaking after the conference, Chris Dhaenens said, “The herbal directive as it currently stands is poorly thought through and is simply inaccessible to most players distributing high quality Chinese or Indian herbal products in Europe. Ironically, while the quality control measures are one of the biggest stumbling blocks for most stakeholders in the sector, they don’t guarantee that products are safe. Amongst our proposals, are revised quality control measures that are both cheaper and more effective than those offered by the existing directive. We are very happy to be collaborating closely with the ANH and are hopeful that a strong, more united effort will bring positive change.”

Download the joint ANH/Benefyt position paper.

ANH-Intl and Benefyt are calling on interested parties to contact either of the organisations for further information. They have stressed that adequate financial support will be crucial to the effective implementation of the joint strategy and have warned that inaction will result in the loss of thousands of products with consequent impacts both on public health and the small businesses in the sector.

ENDS.

CONTACT

For further information, please contact:

ANH-Intl: Sophie Middleton (campaign administrator), tel +44(0)1306 646 600 or email info@anhinternational.org

European Benefyt Foundation: Chris Dhaenens or Harrie Sandhövel, Tel +31 320 251 313 or email: info@benefyt.eu

EDITOR’S NOTES

ANH-Benefyt position paper

Position paper title: Working collaboratively to maintain the supply of products associated with traditional systems of medicine in Europe from 2011 onwards

About ANH International
www.anhinternational.org
www.anh-europe.org

Alliance for Natural Health International is an internationally active non-governmental organisation working towards protecting and promoting natural approaches to healthcare. ANH-Intl campaigns across a wide range of fields, including for freedom of choice and the use of micronutrients and herbal products in healthcare. It also operates campaigns that aim to restrict mass fluoridation of water supplies and the use of genetically modified foods. Through its work particularly in Europe (www.anh-europe.org) and the USA (www.anh-usa.org), the ANH works to accomplish its mission through its unique application of ‘good science’ and ‘good law’. The organisation was founded in 2002 by Dr Robert Verkerk, an internationally acclaimed expert in sustainability, who has headed the organisation since this time. The ANH brought a case against the European directive on food supplements in 2003, which was successfully referred to the European Court of Justice in early 2004. The ruling in 2005 provided significant clarification to areas of EU law affecting food supplements that were previously non-transparent.

About the European Benefyt Foundation

EBF is the result of the merging interests and concerns of two parties: The Belgian professional association O.P.P.As (Oriental Plant Promotion Association) and two Dutch operators in the field of Ayurveda. Together we have monitored the evolution and the interpretation of EU and national legislation in the past few years. We have come to the conclusion that under this legislation traditional disciplines will either be exterminated or else will survive as a ludricrous caricature of the original. As far as we are concerned, under the actual directives, the EU regulatory authorities are throwing the baby away with the bathwater. We will try, in an open dialogue with our partners, to develop viable alternatives to preserve those systems in the CAM healthcare landscape in the EU.

About the Traditional Herbal Medicinal Products Directive (THMPD)

For further information about the EU directive on traditional herbal medicines (THMPD) and concerns over its implementation, please download the following ANH briefing paper:

http://www.anh-europe.org/files/100824_ANH-Briefing_Paper_THMPD_final.pdf

Więcej informacji:

Medycyna Tybetańsko-Mongolska

prof. Enkhjargal Dovchin

http://www.enji.pl

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Zioła mongolskie od mongolskiej lekarki – czyli potęga ziołolecznictwa Mongolii

Posted on 31 sierpnia 2010. Filed under: dr Enji, enji, gabinet medycyny naturalnej, lekarka mongolska, medycyna mongolska, zioła mongolskie | Tagi: , , , , , |


CZY LUBELSCY UCZENI ROZWIĄŻĄ WIEKOWĄ ZAGADKĘ

Uczeni z lubelskiej Akademii Medycznej sprawdzą, dlaczego mongolskie rośliny skuteczniej walczą z chorobami niż drogie, nowoczesne leki. Badania tamtejszych ziół, przeprowadzone w naszych laboratoriach, mają doprowadzić do powstania leków syntetycznych, o wiele lepszych od medykamentów obecnie stosowanych na świecie. Mongołowie odrzucili oferty współpracy m.in. z Japonii, Ameryki i Europy. Chcą pracować z Polakami, ponieważ zainteresowały ich badania prowadzone przez prof. Kazimierza Głowniaka, dziekana Wydziału Farmacji Akademii Medycznej. W Mongolii została podpisana już umowa o współpracy naszej AM z korporacją Traditional Medical Science, Technology and Production. Badaniom będą patronować ministerstwa zdrowia obydwu krajów.
Pierwszy kontakt został nawiązany w ubiegłym roku podczas zorganizowanego w Warszawie sympozjum polsko-mongolskiego poświęconego medycynie tradycyjnej.
– Strona mongolska doskonale wiedziała o pracach nad roślinami leczniczymi z Indii, Chin i Malezji prowadzonych w laboratoriach Wydziału Farmacji AM – mówi prof. Głowniak. – Dlatego chcieli poznać naszych naukowców i laboratorium. Zaprosiłem ich do Lublina.
80 proc. ludzi na świecie zamiast w przychodniach i szpitalach leczy się korzystając z medycyny tradycyjnej. Podobnie jest w Mongolii. Mimo prześladowań Sowietów i wymordowania większości mnichów zajmujących się ziołolecznictwem, receptury sprzed wieków przetrwały.
– Spisano je na pergaminie i ukryto – mówi Głowniak. – Teraz do nich wrócono. Tradycyjna medycyna mongolska robi furorę.
Chcą z niej korzystać nie tylko Mongołowie, ale najbogatsi ludzie świata. W mongolskich stepach, we współpracy z Japonią, powstaje nowoczesne sanatorium, w którym cudzoziemcy będą się leczyć akupunkturą, kumysem i niezwykle skutecznymi mongolskimi ziołami. Problem w tym, że nikt nie wie, dlaczego te, a nie inne rośliny radzą sobie z chorobami lepiej od drogich i nowoczesnych leków. To właśnie tę zagadkę Mongołowie chcą rozwiązać w Lublinie.
– Strona mongolska będzie nam dostarczać zioła, korzenie i owoce – wyjaśnia Głowniak. – W laboratorium będziemy izolować z nich substancje biologicznie aktywne i sprawdzimy ich skuteczność. Już zaczęliśmy prace nad korzeniami czterech gatunków azjatyckich irysów, które zawierają substancje uszczelniające naczynia krwionośne i podnoszące odporność na infekcje.
Lubelscy naukowcy liczą przede wszystkim, że uda się im wyodrębnić nowe związki, które pomogą chorym w walce z nowotworami, prostatą czy chorobami układu krążenia. Później można by stworzyć na ich podstawie skuteczne leki syntetyczne. To byłby sukces na miarę Nobla.

Elwira Lickiewicz

Read Full Post | Make a Comment ( 2 Komentarze )

AKUPUNKTURA – MINI VADEMECUM – komentarz prof. Enji

Posted on 23 sierpnia 2010. Filed under: akupunktura, AURIKULOTERAPIA, badanie oka, chińska medycyna, diagnozowanie z oka, dr Enji, enji, gabinet medycyny naturalnej, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin | Tagi: , , , , , , |


Znamy tajemnicę akupunktury

Akupunktura znana jest od 4 tysięcy lat. Wielu naukowców twierdziło jednak do tej pory, że ulga, jaką odczuwają po tym zabiegu pacjenci to zwykły efekt placebo. Amerykańscy badacze z University of Rochester udowodnili jednak, że to naprawdę działa – informuje „The Guardian”.

Okazało się, że wkłuwanie i przekręcanie igły, poprzez uszkadzanie komórki, zmusza ją do produkcji związku o nazwie adenozyna. To właśnie on uśmierza ból, a także działa przeciwzapalnie.

Wielu badaczy sądzi, że badanie alternatywnych metod leczenia to „śmieciowe” zajęcie. Tymczasem z naszych badań wynika, że ów sceptycyzm tak naprawdę wynika z braku wiedzy – twierdzi szef badań Maiken Nedergaard, neurolog z University of Rochester Medical Center.


Akupunktura pomaga walczyć z bólem

Tradycyjna chińska akupunktura pomaga wpływać na zdolność zwalczania bólu – dowodzą naukowcy z University of Michigan. W badaniu wzięło udział 20 kobiet ze zdiagnozowaną fibromialgią (przewlekłym bólem układu kostno-stawowego) odczuwaną od co najmniej roku przez co najmniej 50 proc. czasu dziennie. Ochotniczki były badane za pomocą tomografii pozytronowej na początku i po miesiącu leczenia.

Okazało się, że akupunktura zmniejszała odczuwanie bólu poprzez zwiększenie możliwości wiązania opioidów przez receptory z grupy MOR (mu-opioid receptors) w takich regionach mózgu jak zakręt obręczy, wyspa, jądro ogoniaste, wzgórze i ciało migdałowate. Właśnie od możliwości wiązania przez receptory opioidowe zależy skuteczność leków przeciwbólowych (morfina, kodeina), a także endogennych opioidów (czyli uśmierzających ból substancji wytwarzanych przez nasz organizm, np. endorfin).

Co ciekawe, zarówno prawdziwa akupunktura (kłucie według wskazań medycyny chińskiej), jak i akupunktura kontrolna (kłucie przypadkowe, oczywiście bez uszkadzania badanego) powodowały zmniejszenie poziomu bólu, jednak tylko prawdziwa akupunktura wpływała na regulację odczuwania bólu, zwiększając skuteczność opioidów.

GW


Akupunktura uruchamia mechanizmy samoleczenia

Co pomagało naszym praprzodkom w codziennym funkcjonowaniu i przetrwaniu? Dzięki jakiemu mechanizmowi mogli pozbywać się zakłócających bodźców, takich jak ból? Nasz organizm sam potrafi się świetnie leczyć, jeśli tylko tego pragnie; w wyniku ewolucji musiała się narodzić umiejętność samoleczenia.

Skoro tak, to powinna ona się objawiać nie tylko, gdy dokucza ciało, ale i dusza. Uniwersalny mechanizm, jaki wykorzystuje organizm w kryzysowych sytuacjach – to efekt placebo. Większość eksperymentów sprawdzała przeciwbólowe działanie „fałszywych” leków – okazało się, że placebo pomaga 80 proc. osób narzekających na ból głowy i ok. 40 proc. cierpiących na reumatyzm. W czasie II wojny światowej, gdy w polowych szpitalach brakowało morfiny, podawano rannym neutralne tabletki – u ponad połowy przynosiły one ulgę.

To może oznaczać, że ów mechanizm samoleczenia jest czymś na trwałe zagnieżdżonym w naszym organizmie (w genach) i że jest on stosowany przy różnych okazjach. Zdjęcia z funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI) zrobione przy badaniach nad znoszeniem bólu wykazały, że za każdym razem leki i placebo uruchamiają te same części mózgu.

Moim zdaniem tak samo akupunktura uruchamia mechanizmy samoleczenia, wywołuje wpływ na struktury odpowiadające za negatywne emocje, lęk i ból, np. ciało migdałowate.

„Człowiek ukształtowany przez miliony lat ewolucji jest częścią przyrody i, aby mógł żyć zdrowo i szczęśliwie, do praw przyrody musi się stosować. Mam więc nadzieję, że wzrośnie tendencja do szerszego aniżeli dotychczas korzystania z naturalnych sposobów leczenia.”(prof. Z.Garnuszewski)



Pekin: Kongres WHO dot. popularyzacji medycyny naturalnej

Ponad 70 państw Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) na konferencji w stolicy Chin omawia sposoby popularyzacji medycyny naturalnej. Eksperci uważają, że połączenie zachodniej medycyny z tradycyjnymi metodami może zwiększyć efektywność obydwu sposobów leczenia.

2-dniowe spotkanie ma zakończyc deklaracja członków WHO o wspieraniu medycyny naturalnej.

Tradycyjne metody leczenia są niezwykle popularne w Państwie Środka. W chińskich szpitalach, prócz zachodniej medycyny pacjentom proponowane są terapie bazujące na metodach naturalnych.

Akupunktura lub ziołolecznictwo zdobywają coraz więcej zwolenników także na Zachodzie. Z danych WHO wynika, że w Niemczech i Kanadzie ponad 7 na 10 osób korzystało z naturalnych metod leczenia. Światowa Organizacja Zdrowia chce, aby medycyna tradycyjna była w szerszym zakresie niż dotychczas wykorzystywana w systemach opieki zdrowotnej państw członkowskich.

IAR



Ukłucie, które potrafi leczyć

Punkty głowy

Akupunktura nie jest już domeną cudotwórców, lecz narzędziem współczesnej medycyny w walce z bólem. Jest skuteczna, choć nikt nie wie dlaczego.

Zadania tego podjęli się amerykańscy naukowcy, którzy wykonali tomografię mózgu pacjentom leczonym akupunkturą. Dzięki temu zaobserwowali, że igły pobudzają części mózgu odpowiadające za odbieranie bólu. Zang-Hee Cho, profesor radiologii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Irvine, zainteresował się nią 10 lat temu, gdy na skutek wypadku uszkodził kręgosłup. Ponieważ gabinet lekarski był zamknięty, żona profesora zasugerowała akupunkturę. – Byłem na nią wściekły – wspomina profesor. Ale terapia pomogła. Od tamtego czasu Cho bada przy użyciu rezonansu magnetycznego i emisyjnej tomografii pozytonowej pacjentów leczonych akupunkturą.

– To śmieszne – mówi – że nawet za pomocą metod nowoczesnej nauki nie możemy wyjaśnić, dlaczego metoda ta jest tak skuteczna. Nikt też nie zna jej mechanizmu. Ale coraz więcej lekarzy stosuje akupunkturę, bo w medycynie liczy się bezpieczeństwo i skuteczność. Dopóki dana terapia działa i nie wywołuje efektów ubocznych, ani lekarzom, ani pacjentom nie zależy na teoretycznym jej objaśnianiu.

Małgorzata Cyrulińska, dziś 53-letnia sekretarka, walczyła z migreną od szóstej klasy szkoły podstawowej. – Nikt nie rozumiał tłumaczenia mojej mamy, że mnie ciągle boli głowa. Bóle trwały po 3, 4 tygodnie bez przerwy, ale musiałam się przyzwyczaić i żyć z nimi. Z takimi bólami chodziłam do szkoły, a później do pracy – opowiada. Dopiero osiem lat temu trafiła do specjalisty, który zaproponował jej akupunkturę. Po półrocznych zabiegach ból minął. – Nigdy nie zastanawiałam się, dlaczego akupunktura pomaga. Najważniejsze, że zadziałała – mówi Cyrulińska.

Fred Guterl

Newsweek Polska


Pomóc kręgom

Dolegliwości kręgosłupa sprawiają tyle samo kłopotów lekarzom, co pacjentom. Badania diagnostyczne bardzo rzadko pomagają wykryć ich przyczynę, a konwencjonalny sposób leczenia, czyli stosowanie leków przeciwzapalnych i rozluźniających mięśnie, przynosi jedynie chwilową ulgę. Dlatego też wiele osób cierpiących na bóle kręgosłupa zwraca się o pomoc do terapeutów posługujących się technikami medycyny alternatywnej. Najczęściej są to specjaliści od akupunktury, masażyści i kręgarze (chiropraktycy). Żaden z tych sposobów leczenia nie gwarantuje stuprocentowej skuteczności, ale wielu ludziom pomaga zwalczyć ból.

Dużym powodzeniem cieszy się w Polsce akupunktura. Uznano ją za skuteczną metodę leczenia przewlekłych bólów.

Newsweek Polska


Uczmy się od Chińczyków

<!– –>

Chińska medycyna jest najskuteczniejsza tam, gdzie medycyna Zachodu najczęściej zawodzi – w schorzeniach przewlekłych.

Ze wszystkich chińskich terapii największą uwagę zachodnich uczonych przyciągnęła akupunktura. Sprawdzano jej wpływ na schorzenia od astmy po dzwonienie w uszach. Najmocniejsze dowody uzyskano na to, że akupunktura przynosi ulgę w bólu i nudnościach. Badania dowodzą, że nakłuwanie wzmaga wydzielanie endorfin – substancji produkowanych przez sam organizm. Najwyraźniej sprzyja też wydzielaniu w mózgu serotoniny, która odpowiada za dobre samopoczucie.

Na wrześniowej konferencji dr Han Jisheng z Uniwersytetu w Pekinie zaprezentował badanie, z którego wynika, że akupunktura jest w stanie zmniejszyć nawet głód narkotykowy. W badaniu wzięło udział 611 Chińczyków uzależnionych od heroiny i przebywających na odwyku. Akupunktura i stymulacja prądem o niskim napięciu zmniejszyła do mniej niż 80 proc. liczbę tych, którzy po dziewięciu miesiącach wracają do nałogu. Zwykle powraca do niego niemal 100 proc. chińskich narkomanów.

Uczeni przyznają jednocześnie, że nie rozszyfrowali mechanizmu działania akupunktury. Próbują zatem wyjaśnić, dlaczego 2 tysiące punktów wykorzystywanych w akupunkturze, a leżących na meridianach, czyli kanałach, którymi przepływa energia, ma tak istotne znaczenie. Lekarze z Zachodu od dawna mówią, że meridiany nie mają nic wspólnego z żadną strukturą anatomiczną, taką jak np. system nerwowy. A jednak akupunktura działa.

Być może klucz do tej tajemnicy znalazła dr Hélene Langevin z uniwersytetu w Vermont. W grudniu biuletyn Amerykańskiego Stowarzyszenia Patologów „The Anatomical Record” opublikuje wyniki jej najnowszych badań, z których wynika, że punkty nakłuć zwykle mieszczą się w okolicach, gdzie tkanki łączne są najgrubsze. – Tkanka łączna tworzy sieć biegnącą przez ciało – mówi dr Langevin. Taka tkanka zawiera też wiele zakończeń nerwowych, co wyjaśniałoby, dlaczego np. igła wbita w prawą rękę wpływa na stan lewego barku.

Anne Underwood i Melinda Liu

Newsweek Polska


Próba odstawienia papierosów ma większe szanse powodzenia, jeżeli zdecydujemy się na nią nagle – bez długiego planowania

Zabieg terapii antynikotynowej wykonuje lekarz Bogdan Szymczyszyn

Do takich wniosków doszli naukowcy z angielskiego University College London, a potwierdzające je wyniki badań przedstawili w internetowym wydaniu „British Medical Journal”. Stoją one niejako w opozycji do naszej dotychczasowej wiedzy na temat metod rzucania palenia.

Zdecydowana większość podręczników opisujących skuteczne sposoby rozstania się z nałogiem zaleca, aby rozłożyć je na kilka etapów: najpierw długo myśleć o rzuceniu papierosów, potem dokładnie zaplanować jego moment i na samym końcu podjąć zasadniczą próbę.

Zespół angielskich badaczy pod kierownictwem prof. Roberta Westa przeanalizował przypadki ponad 1900 byłych i obecnych palaczy. Wszystkie te osoby były szczegółowo wypytywane o to, jak rodziła się u nich decyzja o podjęciu walki z nałogiem, jak długo się do tego przygotowywali i oczywiście, czy próba zakończyła się sukcesem. Otrzymane wyniki analizowano także pod kątem wieku, płci i statusu socjoekonomicznego badanych.

Ku zdziwieniu uczonych okazało się, że blisko połowa wszystkich prób rozstania się z papierosami była podjęta spontanicznie, pod wpływem nagłego impulsu i bez żadnego wcześniejszego planowania. Co więcej, z badań wynikało, że w przypadku takich prób szanse powodzenia były ponad dwukrotnie większe niż w tradycyjnych metodach rzucania palenia.


Papierosy dają w kość

Niezależnie od płci i wieku, a także od tego, czy jest się palącym, czy nie – dym z papierosów może osłabić nasze kości i zwiększyć ryzyko złamań – donieśli szwedzcy naukowcy na Kongresie Światowej Fundacji Osteoporozy w Toronto

Osteoporoza jest chorobą, która atakuje kości, powoduje ich osłabienie i sprawia, że mogą one ulec złamaniu dużo łatwiej niż u osoby zdrowej. Od dawna było wiadomo, że palenie zwiększa ryzyko zachorowania na osteoporozę u kobiet. Wyniki nowych badań – dwóch przeprowadzonych w Szwecji i jednego w Chinach – wskazują, że palenie przyspiesza również niszczenie kości u mężczyzn. Co więcej, w badaniu przeprowadzonym w Chinach naukowcy wykazali po raz pierwszy, że nawet bierne palenie znacząco zwiększa ryzyko wystąpienia osteoporozy i złamań kości.

PAP


Bóle pleców związane ze słabszą pamięcią

Do takich wniosków doszli brytyjscy naukowcy kierowani przez dr Jonathana Linga z Keele University w Staffordshire, którzy porównali pamięć prospektywną 50 osób cierpiących na przewlekłe bóle pleców i 50 osób bez dolegliwości bólowych. W tym celu skorzystali ze specjalnego kwestionariusza, który wymaga od pacjentów odnotowywania, ile razy zawiodła ich pamięć prospektywna w określonym przedziale czasowym.

Pamięć prospektywna to zdolność zapamiętywania naszych zamiarów i planów, np. umówionego spotkania u lekarza czy planowanych zakupów. W przywoływaniu pamięci prospektywnej pomagają nam różne skojarzenia, np. widok zegara może przypomnieć o spotkaniu, a widok skrzynki na listy o tym, że mieliśmy przesłać komuś informację. Pamięć prospektywną dzielimy na krótkotrwałą i długotrwałą.

Okazało się, że w porównaniu z osobami bez dolegliwości bólowych, pacjenci, którzy cierpieli na przewlekłe bóle pleców, mieli wyraźne zaburzenia krótkotrwałej pamięci prospektywnej. Zaburzenia te były najsłabsze u pacjentów stosujących w ciągu dnia najmniejsze ilości środków przeciwbólowych.

Jak spekuluje dr Ling, związek ten może wynikać z faktu, że przewlekłym bólom towarzyszy zazwyczaj stres, osłabiający zdolności poznawcze. Możliwe jest też, że leki stosowane przez pacjentów w celu złagodzenia bólu, np. zaliczane do sterydów glikokortykoidy, mogą obniżać zdolności do zapamiętywania.

PAP


Nieswoisty ból krzyża

Ból zlokalizowany poniżej łopatek i powyżej dolnej granicy okolicy pośladkowej, promieniujący lub nie do kolan, niezwiązany ze stanem zapalnym, chorobą nowotworową (w tym z przerzutami), osteoporozą, złamaniem, chorobą reumatyczną lub chorobą układu nerwowego.

W zespołach bólowych kręgosłupa wzmożone napięcie mięśniowe jest jednym z czynników „błędnego koła” tej choroby. Wzmożone napięcie mięśni utrwala zaburzenia krzywizn kręgosłupa, zwłaszcza zniesienie lordozy szyjnej lub lędźwiowej, bezpośrednio wywołuje ból na skutek zmęczenia mięśni, a także ogranicza ruchomość kręgosłupa – wymaga więc odpowiedniego leczenia, bez względu na to, czy ma charakter pierwotny czy wtórny. Trzeba jednocześnie podkreślić, że leczenie ostrego, podostrego i przewlekłego bólu kręgosłupa musi być kompleksowe, a udział leczenia farmakologicznego oraz fizyko- i kinezyterapii jest różny w zależności od fazy choroby.

W tego rodzaju przypadkach akupunktura oddaje ogromne usługi, gdyś najczęściej po paru zabiegach (a niekiedy już po jednym) pacjent odzyskuje zdolność do pracy.


Akupunktura na nadciśnienie

Nadciśnienie tętnicze – jedna z najczęstszych dolegliwości wśród mieszkańców krajów zachodnich? Co może pomóc? Akupunktura!

Terapia, która przybyła do nas ze Wschodu! Takiego zdania są naukowcy, których badania finansuje Krajowe Centrum Medycyny Alternatywnej w Waszyngtonie. Dlaczego uznano, że warto zainwestować państwowe fundusze w poszukiwanie alternatywnych metod walki z nadciśnieniem tętniczym? Odpowiedź jest prosta. Podaje ją koordynator badań, prof. Randall Zusman z kliniki Massachusetts General Hospital: – Ponad 50 mln mieszkańców USA cierpi na nadciśnienie, a przyjmowane przez nich leki są z reguły drogie i wywołują skutki uboczne, takie jak zmęczenie, obniżenie aktywności czy brak zainteresowania seksem.

Mamy podstawy, by przypuszczać, że osobom tym pomóc może akupunktura. Doświadczenia sugerują, że igły poprawiają pracę układu krążenia, regulując ciśnienie krwi. W opracowanych przez Zusmana testach wzięło udział 180 ochotników uskarżających się na nadciśnienie.

Po odstawieniu leków zostali „nakłuci” igłami dwanaście razy w ciągu sześciu tygodni. Lekarze obserwowali zachowanie ich układu krwionośnego. – Większości z nich akupunktura wyregulowała ciśnienie – twierdzi Zusman.

GP


BIOLASER

Pierwszy laser zaświecił dokładnie 50 lat temu – w laboratorium 32-letniego inżyniera Theodore’a Maimana pracującego dla producenta myśliwców Hughes Aircraft Company. Wbrew militarnym skojarzeniom lasery zrobiły przede wszystkim cywilną karierę. I to wprost oszałamiającą. Nie każdy wie, że każdego roku sprzedaje się ich blisko… miliard sztuk na całym świecie. Są dosłownie wszędzie – laserowe diody odczytują płyty w odtwarzaczach CD i DVD, świecą w latarkach, samochodowych wyświetlaczach, galeriach sztuki i na dyskotekach. Znajdują się w dalmierzach i czytnikach kodów kreskowych w kasach sklepowych. Tną blachę i spawają w fabrykach samochodów, korygują wzrok, wypalają znamiona i zmiany nowotworowe. Można się założyć, że w przeciętnym domu jest więcej laserów niż tradycyjnych młotków i kluczy francuskich. Można więc laser śmiało nazwać podstawowym narzędziem dzisiejszej cywilizacji.

Dzięki nim ujarzmiliśmy światło, najdoskonalszy znany nośnik informacji. Lasery pompują pakiety danych do światłowodów. Jeśli więc te ostatnie nazywane są krwiobiegiem współczesnej telekomunikacji, to laser jest jej sercem.

Aparat BIOLASER 1 to nowoczesny laser medyczny i biostymulacyjny, pracujący w świetle podczerwonym. Niewysoka cena, wygoda i łatwość obsługi, a także duża skuteczność działania powodują, że aparat jest dostępny dla szerokiego grona użytkowników. Możliwość doboru częstotliwości pracy otwiera przed BIOLASERem 1 szerokie pole zastosowań.

Urządzenie wyposażone jest w inteligentny wykrywacz punktów akupunktury, nie wymagający żadnej regulacji. Wykrywacz „uczy” się skóry i w ten sposób bezbłędnie lokalizuje punkty.

Aparat BIOLASER wyróżniony głównymi nagrodami na Targach Medycyny Naturalnej.


Akupunktura zwiększa szanse zapłodnienia in vitro

Akupunktura może zwiększyć szanse na sukces pary starającej się o dziecko za pomocą zapłodnienia in vitro (IVF), wynika tak z przeglądu badań opublikowanego w British Medical Journal.

Porównano siedem badań, w których poddawano akupunkturze lub jego pozorowanym formom, łącznie 1366 kobiet po zabiegu IVF. Zauważono, że w grupie kobiet, u których stosowano prawdziwe zabiegi akupunktury, szanse na ciążę wzrosły o 65%. Natomiast, gdy znano już wynik zapłodnienia in vitro, akupunktura zwiększyła prawdopodobieństwo urodzenia żywego aż o 91%.

W Chinach akupunktura jest od wieków stosowana do stymulacji płodności, a jej wykorzystanie rośnie wśród par walczących z bezpłodnością za pomocą metody in vitro. Nie wiadomo do końca, dlaczego akupunktura może przynosić tak dobre efekty w połączeniu z IVF. Jedna z teorii mówi o tym, że akupunktura stymuluje przepływ krwi do macicy, co czyni błony śluzowe macicy bardziej otwarte na zagnieżdżenie się zarodka.

Ustalenia naukowców to dopiero wstępne dowody na to, że akupunktura może poprawiać wskaźniki ciąży i urodzenia żywego u kobiet poddawanych IVF. Rezultaty stosowania akupunktury w grupach kobiet charakteryzujących się i tak wysokim wskaźnikiem sukcesu w zapłodnieniu IVF, nie były już tak oszałamiające ale nadal zwiększały ich szanse. Dlatego opracowanie skutecznej i bezpiecznej terapii akupunkturą może być niezwykle pomocne w leczeniu niepłodności u kobiet.

Źródło: http://wintst.webpark.pl/aku.html

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

AKUPUNKTURA – co to jest? – Zespół Medycyna Tybetańsko-Mongolska prof. Enkhjargal Dovchin

Posted on 22 sierpnia 2010. Filed under: akupunktura, dr Enji, enji, gabinet medycyny naturalnej, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna chińska, medycyna mongolska, medycyna naturalna, tradycyjna medycyna chińska | Tagi: , , |


Drakon Fantom chiński Słowo akupunktura pochodzi od łacińskich wyrazów: acus – igła i punctio – nakłucie. W języku chińskim jej nazwa brzmi czen.

Filozofia akupunktury zawiera się w zasadzie w jednym słowie: równowaga. Jej wyznawcy wierzą, że w ludzkim organizmie, przez specjalne kanały energetyczne, zwane meridianami, krąży energia (tzw. Qi). To od jej równomiernego przepływu przez organizm zależy nasza kondycja zarówno fizyczna jak i psychiczna. Mediaranów głównych jest 12. Poza nimi istnieje jeszcze 8. mediaranów dodatkowych (zwanych czasami cudownymi). Każdy z nich ma swój przebieg zewnętrzny, który łączy kolejne punkty akupunkturowe oraz przebieg wewnętrzny, poprzez oddziałuje na narządy wewnętrzne. Cały zabieg polega więc na tym, by po dokładnym ustaleniu przyczyny dolegliwości, wybrać właściwe punkty i odblokować te miejsca, poprzez które przepływ energii jest utrudniony.

W praktyce każdy lekarz posługuje się metodą, którą sam sobie wypracował. Jedni nakłuwają punkty bliskie chorego narządu, inni natomiast wolą odległe. Jeśli dolegliwość jest jednostronna, nakłuwa się punkty po stronie chorej lub przeciwnie – po zdrowej. Różna jest także liczba wprowadzanych igieł: od jednej do kilkudziesięciu. Pewnej wprawy wymaga nakłucie miejsca bolesnego w sposób bezbolesny. To konieczne, jeśli lekarz nie chce, by pacjent zrezygnował z terapii po 2-3 zabiegach.

Stosowana profilaktycznie, poprawia odporność i zapobiega chorobom. Lekarze wracają do dawnych wypróbowanych, a przedwcześnie odrzuconych metod leczniczych, do których należy akupunktura. Metoda ta, stosowana w Chinach od ponad 5 tysięcy lat, nadał zajmuje poczesne miejsce we współczesnej medycynie chińskiej. Nakłuwanie igłami obecnie stosowane w ponad 100 krajach świata.

Korzystanie z bogactwa medycyny niekonwencjonalnej niesie ze sobą o tyle wyższe ryzyko, że trudniej zweryfikować osoby, które zajmują się tego typu działalnością. Przed zabiegiem warto więc poszukać informacji na temat osoby, która ma się nami zająć. W naszym kraju od kilkunastu lat działa Polskie Towarzystwo Akupunktury, gromadzące prawdziwych specjalistów w swojej dziedzinie. Potrafią oni zadbać zarówno o prawidłowy przebieg zabiegu, jak i dostosowanie terapii do indywidualnych potrzeb pacjenta. Podstawą zasadą każdego lekarza jest przecież przede wszystkim nie szkodzić!

http://wintst.webpark.pl/ryodoraku.html

http://www.enji.pl

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

« Poprzednie wpisy
  • Google Translator

  • STOP kłamstwu tvn!

    STOP TVN, TVN24, POLSAT I WYBIÓRCZEJ - stop zakłamaniu w mediach masowych
  • Chroń medycynę naturalną/ Protect natural medicine all over the world
  • Podpisz petycję w obronie medycyny naturalnej i tradycyjnych systemów medycznych
  • Medycyna Tybetańsko-Mongolska, Akupunktura, Moksa, Ziołolecznictwo na PINTEREST.COM
  • Polub nas na FB

  • Instagram prof Enji

    There was an error retrieving images from Instagram. An attempt will be remade in a few minutes.

  • Artykuł o nagonce

  • Czwarty Wymiar o nagonce medialnej

    Artykuł w "CZWARTYM WYMIARZE" o nagonce medialnej na lekarkę Enkhjargal Dovchin "ENJI"
  • Artykuły w „ZC”

    Znaki Czasu - to obecnie jedyne czasopismo, które ma odwagę pisać jawnie o najważniejszych sprawach dotyczących zdrowia ludzkiego czyli Kodeksie Żywnościowym, Szczepieniach oraz alternatywnych metodach leczniczych.
  • MTM in Poland

    Mongolska Tradycyjna Medycyna w Polsce - MTM in Poland
  • LIST OTWARTY

    LIST OTWARTY PUBLICYSTÓW W OBRONIE TOLERANCJI I WOLNOŚCI WYKONYWANIA ZAWODU
  • Chmurka kategorii

  • Ankiety

  • Szybkie menu

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...