matactwo

Dziennikarzom puszczają nerwy

Posted on 5 kwietnia 2010. Filed under: Cenzura, Chęć zysku w TVN, koncerny, Korupcja, matactwo | Tagi: , |


Opublikowano: 01.03.2010 

Jednym z dobrych znajomych mojego taty był pewien leśniczy. Był on byłym żołnierzem. Walczył we wrześniu 1939 roku. Często rozmawiał z tatą o walkach z Niemcami. Ale w sumie wracał do kilku tych samych opowieści. On sam był amunicyjnym przy ciężkim karabinie maszynowym. Celowniczym karabinu był Białorusin. Przy odpieraniu ataku chodziło o to, by pozwolić Niemcom podejść jak najbliżej, nie bliżej jednak niż na rzut granatem. Rozpoczęcie strzelania ze zbyt dużej odległości mogło spowodować dwie rzeczy: niezbyt skuteczne strzelanie do Niemców, wykrycie stanowiska cekaemu i następnie zlikwidowanie obsługi karabinu maszynowego. Taki sam skutek dawało pozwolenie na zbyt bliskie podejście Niemców. Celowniczy cekaemu musiał nie tylko mieć bardzo dobry wzrok, musiał także mieć wielkie opanowanie i odwagę. Nie wszyscy wytrzymywali.

Według opowiadań znajomego, wielkie wrażenie na nim robiło opanowanie Białorusina. Tak było w czasie odpierania ataków Niemców, tak było w czasie nocnych ataków na bagnety w czasie zdobywania Piotrkowa Trybunalskiego, który przechodził kilkakrotnie z rąk do rąk. W dzień miasto zdobywali Niemcy, w nocy odbijali je Polacy. Znajomy mojego ojca później razem z tym samym celowniczym brali udział w obronie Warszawy aż do jej kapitulacji i pójścia do niewoli niemieckiej 28 września 1939. Kiedykolwiek tato spotykał się ze znajomym przy małej wódce i herbacie, w jakimś momencie powracał wątek walk we wrześniu 1939 roku. Wielokrotnie bliskie spotkania ze śmiercią, widok załamujących się psychicznie żołnierzy, widok innych, którzy dawali przykład swoim zachowaniem, pozostał na trwale w pamięci leśniczego.

Później, w książkach, we wspomnieniach o II wojnie światowej wielokrotnie natykałem się na pozytywne opinie Polaków o postawie Białorusinów. Ci ostatni nie musieli walczyć do ostatnich dni września. Mogli dezerterować, opuszczać szeregi, kiedy wiadomo było, że wojna z Niemcami we wrześniu 1939 była już przegrana. Polska w końcu była krajem wielonarodowym. Różnie się układało między Polakami a mniejszościami narodowymi pod okupacją niemiecką lub okupacją ZSRS. Kiedy przywołuję w pamięci przeczytane książki, artykuły, rozmowy, odnajduję mało ocen negatywnych dotyczących zachowań Białorusinów wobec Polaków w czasie okupacji.

Aktualnie w mediach w Polsce co rusz pokazuje się Białoruś. Aleksander Łukaszenka jest dyżurnym prezydentem kraju wrogo nastawionego do mniejszości polskiej.

W oglądanym przeze mnie programie telewizyjnym rozmówcy mówili o tym, że na Białorusi mieszka 4 proc. osób pochodzenia polskiego. Statystyki zaś podają, że na Białorusi mieszka 10.045.000 osób. W tym 1.142.000 to Rosjanie, 237.000 to Ukraińcy. Oficjalne statystyki mówią, że na Białorusi ma być 396.000 osób pochodzenia polskiego.

No więc o co chodzi? Gdzie jest problem? Jeśli za przykład weźmiemy Rosjan, to jest ich w porównaniu do mniejszości polskiej trzy razy więcej, a o problemach z tą mniejszością się nie słyszy?

W czasie mojego niedawnego pobytu w Polsce zapytałem znajomych, którzy mają rodziny na Białorusi, o to, na czym polega problem Polaków mieszkających w tym kraju?

Moi rozmówcy powiedzieli mi, że prawda jest taka, że osób pochodzenia polskiego mieszkających na Białorusi jest według nich prawie 10 proc., czyli około miliona. Sprawa stosunków osób polskiego pochodzenia z Białorusinami jest złożona. Według moich rozmówców, osoby pochodzenia polskiego należą do białoruskiej elity. Są to lekarze, weterynarze, dentyści, prawnicy. Polacy są często nieco zamożniejsi od Białorusinów.

W okresie kiedy Białoruś była jedną z republik dawnego ZSRS, na stanowiskach kierowniczych w administracji państwowej republiki białoruskiej, w milicji, w wojsku, w KGB przeważnie byli Rosjanie.

Według moich rozmówców, w latach dziewięćdziesiątych paru ministrów białoruskiego rządu miało polskie pochodzenie.

Od roku 1994, kiedy to prezydentem Białorusi został Aleksander Łukaszenka, następuje stopniowe zastępowanie osób pochodzenia rosyjskiego i polskiego na stanowiskach kierowniczych w administracji państwowej, milicji, rdzennymi Białorusinami. Wiele osób nie afiszuje się polskim pochodzeniem, obawiając się utraty uprzywilejowanych stanowisk pracy.

Aleksander Łukaszenka utrzymuje dobre stosunki z Rosją. Białoruś kupuje od Rosji surowce energetyczne, czyli gaz, ropę naftową. Białoruś nie ma możliwości ze względu na swe położenie geograficzne na dokonanie zakupu gazu i ropy od innego państwa poza Rosją.

Sugestie polityków i komentarze dziennikarzy mówiące o tym, by Białoruś była mniej prorosyjska, są po prostu nierealne. To tak, jakby powiedzieć Białorusinom, marznijcie w domach, bo w ten sposób będziecie bardziej Europejczykami. Za to że nie kupicie gazu od Rosji, będą was kochać w Polsce i w Unii Europejskiej… Bzdura, prawda?

Według mnie, prezydent Łukaszenka nie jest prorosyjski. On manewruje. Chce, by Białoruś była bardziej dla Białorusinów. Według mnie, nie jest on też komunistą, którego czasami przezywa się poniżająco kołchoźnikiem. Według mnie, to raczej realista, który rozumie, że gwałtowne otwarcie gospodarki na kapitalizm może dla mieszkańców Białorusi, kraju, w którym nie ma ludzi doświadczonych regułami gry w gospodarce kapitalistycznej, przynieść więcej negatywnych skutków niż pozytywnych.

Weźmy przykład Rosji. Po upadku komunizmu potworzyły się tam mafie. Przemysł naftowy został wykupiony przez zagranicznych biznesmenów. Często biznesmeni ci nie płacili podatków. Szło to w parze z przedstawianiem tych ludzi przez nierosyjskie media jako osoby tworzące demokrację w Rosji. Dopiero powrót ludzi z aparatu służb specjalnych doprowadził do tego, że biznes naftowy zaczął płacić podatki, Rosjanie zaczęli otrzymywać emerytury i świadczenia socjalne.

Część z czytelników tego tekstu być może była na Kubie. Wielu zapewne zadało sobie pytanie o to, czy ten kraj powinien tak jak Polska dokonać obalenia tamtejszego systemu własności państwowej. Odpowiedź nie jest łatwa. Jeśli jutro dokonałaby się taka zmiana, to z miejsca pojawia się olbrzymi kapitał zagraniczny i pierwsze, co robi, to wykupi wybrzeże. W konsekwencji biedacy z wewnątrz wyspy nie będą mogli nawet wykąpać się w morzu, którego są współwłaścicielami. Nie obalać komunizmu, to pogrążać się w biedzie. I tak źle, i tak niedobrze. Myślę, że postrzeganie zagrożeń związanych z napływem obcego kapitału jest jednym z powodów tego, że na Kubie nie ma za dużo zwolenników obalenia tamtejszego systemu własności państwowej.

Upadek Związku Sowieckiego zaskoczył Białoruś i Białorusinów. Elity białoruskie były bardzo skromne. Na dodatek nie było tak jak w Polsce prywatnego rolnictwa, małego biznesu, nie było wolnego kapitału.

Aleksander Łukaszenka powoli otwiera się na kapitalizm i Europę. Wygląda na to, że chce zyskać na czasie, że chce wykształcić własne kadry, chce stopniowo nauczyć Białorusinów gospodarki rynkowej i stopniowo oddać im ich kraj w ich własne ręce. Osobiście nie widzę w tej postawie nic złego. Jak my, Kanadyjczycy czy Polacy, zachowalibyśmy się, gdyby nagle stało się tak, że przedstawiciele mniejszości zajmowaliby większość stanowisk kierowniczych w administracji, policji itd.?

Wydaje mi się, że część dziennikarzy polskich pisze o rządzie białoruskim źle, bo może tak pisać. Polscy dziennikarze nie oglądają się przy tym na przeszłość stosunków historycznych między Polakami a Białorusinami. Nie były one złe. Dziennikarze nie wybiegają też myślami w dalszą przyszłość.

Czy Białoruś będzie w przyszłości częścią Rosji, jak sugerują niektórzy? Uważam, że nie. Uważam też, że nie jest to intencja prezydenta Łukaszenki ani intencja samych Białorusinów. Gdyby tak miało być, to Łukaszenka nie zastępowałby Rosjan na stanowiskach kierowniczych w wojsku, administracji Białorusinami. Łukaszenka powoli chce uniknąć niezadowolenia samych Białorusinów, chce, by Białorusini stawali się bogatsi, by stawali się lepiej wykształceni i by stawali się właścicielami swego kraju. Prezydent Łukaszenka robi dokładnie to samo co nasz prezydent Lech Kaczyński. Paradoksalnie tego ostatniego też polskie i niepolskie media przedstawiają jako skrajnego nacjonalistę. Ponieważ polskie elity stoją jakoś na drodze do budowy elit białoruskich, prezydent Łukaszenka od czasu do czasu postraszy bogatszą i prężną mniejszość polską. Z drugiej strony, nie widać na Białorusi żadnych represji w sferze wolnych zawodów. Tutaj Polacy mają pełne pole do rozwoju.

Uważam, że w perspektywie 10 lat Białoruś będzie starała się otworzyć i bardziej współpracować z Unią Europejską. Dlaczego? Białoruś ma mało zasobów naturalnych. Kraj ten będzie musiał nauczyć się sprzedawać swoją wiedzę i swoją pracę. Rosja jeszcze długo nie będzie oferowała poziomu wiedzy, poziomu życia równego Unii Europejskiej. Dobrze by było, by polscy dziennikarze i polscy politycy dostrzegali, co daje Rosja, co oferuje Unia Europejska i by byli dalekowzroczni. Białoruś będzie potrzebowała bogatej mniejszości polskiej. Chodzi o to, żeby polscy politycy w przypływie miłości nie zaszkodzili mniejszości polskiej na Białorusi.

Delikatna jest różnica między kimś, kogo się naśladuje i od kogo chciałoby się uczyć, a kimś komu się zazdrości i kogo w sumie się nie lubi.

Przyjaźń, neutralność łatwo można zniszczyć. Polska miała w swej dalszej i bliższej historii wystarczająco dużo wrogów i ludzi jej nieprzychylnych.

Z punktu widzenia długofalowych interesów Polski, dobrze będzie, jeśli Białoruś będzie stabilna. Trzeba liczyć na to, że będzie częścią Unii Europejskiej. Do tego pobudzi Białorusinów impuls naśladowania zamożniejszych i lepiej żyjących Polaków.

Jestem w tej mierze optymistą. Dobrem jest to, że po stronie białoruskiej nie ma negatywnych dla Polaków wzorców-bohaterów, wzorców, które by dzieliły oba narody. Na Białorusi nie było kogoś na miarę Stepana Bandery.

Mam wrażenie, że Łukaszenka chce, żeby Białoruś była neutralna, żeby miała elity, i chce z tymi elitami wejść kiedyś do Unii Europejskiej. Dziennikarze w Polsce nie powinni oczekiwać od Białorusi niczego więcej niż tego, czego oczekiwaliby od polskiego rządu, gdyby przyszło mu pracować w podobnych do Białorusi warunkach. Nie powinny puszczać im nerwy. Dziennikarze w Polsce ulegają zbyt łatwo politycznej poprawności. Wydaje się, że uważają, że jak ktoś był w przeszłości dobry, to niezależnie jak się go opisze, to i tak dalej dobrym będzie. O kimś, kto, no cóż, w przeszłości nie zawsze zachował się tak, jak od niego oczekiwano, na wszelki wypadek pisze się dobrze.

Na Białorusi bardzo wiele osób, w tym i osób niepolskiego pochodzenia, mówi i czyta po polsku. Przyglądają się one temu, co się w Polsce pisze i mówi o ich kraju.

Lekarze mają zasadę, która mówi: po pierwsze, nie szkodzić. W odniesieniu do dziennikarzy zasada ta oznacza zachowanie spokoju, roztropności i optymizmu.

Autor: Janusz Niemczyk
Źródło: Tygodnik “Goniec” z Toronto

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Dziennikarz w Polsce to szycha

Posted on 2 kwietnia 2010. Filed under: dr Enji, enji, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, matactwo, oszukana polska, Oszustwa mediów, Sprzedajni dziennikarze, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , , , |


„Dziennikarzy można ukarać tylko za oszczerstwa”

Rozmawiamy z JERZYM NAUMANNEM – Czy dziennikarz powinien ponosić odpowiedzialność karną za ujawnienie informacji ze śledztwa?

Przepisy prawa  karnego są w tej sprawie jednoznaczne i odpowiadają na to pytanie twierdząco. Jednak prawo nie uwzględnia, moim zdaniem, rozmaitych komplikacji, które przynosi życie. Prokuratorzy zwykle rozpatrują rzecz czysto formalnie, pomijając aspekt społeczny, który niejednokrotnie przemawia silniej za ujawnieniem informacji niż interesy wąsko pojętego śledztwa. Co więcej, śledztwa toczą się za długo. Dotyczy to także spraw dziennikarskich.

Czy odpowiedzialność nie powinna spoczywać na osobie, która podała informacje dziennikarzowi?

Taka zasada obowiązuje w modelu brytyjskim. Ale proszę pamiętać, że w Świętej Anglii faktycznie funkcjonuje etyka dziennikarska. W ważnych sprawach państwowych interes wydawcy schodzi na dalszy plan i materiał nie ukazuje się. W ocenie redaktora naczelnego może on zagrażać istotnym interesom Korony. Pierwszą powinnością dziennikarza jest bowiem martwić się o ważkie interesy państwa, a dopiero w dalszej – o interesy swojego wydawcy. Niestety, polscy wydawcy, a także redaktorzy naczelni, ten podstawowy obowiązek lekceważą.

W pierwszej kolejności odpowiedzialność za rozpowszechnianie materiałów ze śledztwa powinien ponosić ten, który je ujawnił. Odpowiedzialność dziennikarza musi być zawsze oceniana ad casu, a więc w ścisłym kontekście konkretnego przypadku. Praktyka w tym zakresie dostarcza wielu przypadków, które uzasadniać mogą postawienie dziennikarza w stan oskarżenia. Bywa też i inaczej. Nie ma jednej reguły – wszystko zależy od okoliczności konkretnej sprawy.

Czy odpowiedzialność karna dziennikarzy powinna w ogóle być dopuszczalna? W innych krajach należy ona do rzadkości.

Tak, powinna być dopuszczalna. Jednak wyłącznie w zakresie oszczerstwa, które jest wyjątkowo paskudnym przestępstwem. Dziennikarz ma bezpośredni dostęp do platformy komunikacji zbiorowej, którą może wykorzystywać w rozmaitych celach. Nie można wykluczyć, że dziennikarz może świadomie i z premedytacją skupić się na wykańczaniu tego, kogo uważa za osobistego wroga, względnie tego, kogo mu wskaże redakcja. To u nas powszechna praktyka.

Czy dziennikarze rzeczywiście stanowią czwartą władzę?

Pozycja mediów z naszym kraju oraz ich faktyczny wpływ na bieg spraw państwowych, społecznych i obyczajowych graniczy z aberracją. Tylko media działają sprawnie i natychmiastowo. Wszelkie inne władze grzęzną w okowach procedur oraz wymagań narzucanych przez prawo.

W Polsce prasa jest władzą nie czwartą, lecz – pierwszą, a pozostałe trzy nie mogą (lub nie chcą) przyjąć tego do wiadomości.

* Jerzy Naumann

adwokat, prezes Wyższego Sądu Dyscyplinarnego Naczelnej Rady Adwokackiej

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Jak takie media jak TVN, TVN24, Polsat i Wybiórcza modyfikują prawdę i robią z ludzi idiotów.

Posted on 30 marca 2010. Filed under: Cenzura, Chęć zysku w TVN, dr Enji, enji, Korupcja, lekarz Enkhjargal Dovchin, matactwo, Propaganda medialna, Sprzedajni dziennikarze | Tagi: , , , |


Choć najczęściej nie zdajemy sobie z tego sprawy, niejednokrotnie chcąc osiągnąć wyznaczony cel, oddziałując na innych ludzi korzystamy z technik manipulacji społecznej. Sami też wielokrotnie stajemy się ich podmiotem, a czasem również ofiarą. Najczęściej wymienia się siedem technik manipulacji społecznej:

  1. Technika „drzwiami w twarz”, nazywana również techniką nieproszonego ustępstwa – polega ona na tym, iż początkowo proponuje się osobie spełnienie większej prośby, a gdy ona odmówi oferuje się spełnienie mniejszej prośby, która jednak nigdy nie zostałaby spełniona bez tej większej.
  2. Pułapka ukrytych kosztów – polega ona na skłonieniu osoby do podjęcia jakiegoś działania i ujawnienia jego kosztów, dopiero wówczas, gdy osoba ta podjęła już to działanie lub powzięła odpowiednią decyzję.
  3. Technika „stopy w drzwiach” – polega ona na sprowokowaniu działania wiążącego się z wysokimi kosztami, po uprzedniej prośbie dotyczącej spełnienia czynności, której koszty byłyby znacznie niższe.
  4. Huśtawka emocjonalna – technika ta odwołuje się do demobilizacji umysłowej, jak następuje u osoby w związku z przeżywaniem przez nią pozytywnych emocji.
  5. „A to nie wszystko” i odwrócenie uwagi – technika ta polega na oferowaniu czegoś za określoną cenę i dodaniu do tego czegoś gratis. Takie działanie ma wywołać wrażenie dodatkowej atrakcji oraz osłabić mechanizmy obronne, powstrzymujące od nabycia danej rzeczy, czy skorzystania z danej usługi.
  6. Pułapka znikającej przynęty , odmiana techniki „niskiej piłki” – technika ta polega na nakłonieniu osoby do podjęcia określonego działania obietnicą zysków, która po zaangażowaniu się osoby w to działanie, zostaje wycofana.
  7. Uwikłanie w dialog – w tej technice wykorzystuje się prawidłowość polegającą na tym, iż osoba chętniej ulegnie prośbie, jeśli poprzedzi ją niezobowiązująca rozmowa. Aby technika ta mogła być skuteczna, podjęty dialog musi dotyczyć mało istotnych problemów, a opinie rozmówców muszą być zbieżne.

Manipulacja Wpływ Społeczny to są wszelkie sposoby oddziaływania na jednostkę lub grupę, które prowadzą do mylnego przekonania u osoby manipulowanej, że jest ona sprawcą (decydentem) jakiegoś zachowania podczas, gdy jest ona tylko narzędziem w rękach rzeczywistego sprawcy. Współczesna psychologia społeczna pojęcie manipulacji wiąże ściśle z pojęciem wpływu społecznego. Wpływ społeczny to oddziaływanie w wyniku, którego jednostka, grupa czy jakaś instytucja wywołuje zmiany w sferze poznawczej, emocjonalnej lub behawioralnej człowieka wpływ może być świadomym lub nieświadomym działaniem.Takie formy wpływu społecznego, które nie są dostępne świadomości osoby będącej jego celem nazywamy manipulacją społeczną. Rozumiana w ten sposób manipulacja jest planowym, celowym działaniem, którego autorzy wykorzystując wiedzę o mechanizmach społecznego zachowania się ludzi, wywierają na nich pożądany wpływ w taki sposób, aby nie zdawali oni sobie sprawy z tego, że podlegają jakimkolwiek oddziaływaniom. Zdaniem Podgóreckiego manipulacja zachodzi wszędzie tam, gdzie zdaniem sprawcy (tj. osoby podejmującej manipulację) nastąpiłaby rozbieżność między akceptowanym wzorem zachowania wykonawcy (osoby będącej przedmiotem manipulacji) i podsuwanym mu wzorem zachowania, gdy wykonawca nie został w jakiś sposób ograniczony w swej decyzji. Wg Podgóreckiego to ograniczenie decyzji wykonawcy jest techniką czy sposobem manipulacji.

Codzienne życie obfituje w wiele przykładów i sytuacji, w których ludzie pod wpływem innych osób nieraz zupełnie zmieniają postawy, poglądy czy zachowania. Przykładem takich zachowań jest nacisk wywierany przez formalne i nieformalne grupy na jednostki, które w efekcie zachowują się komformistycznie. W niniejszej pracy omówimy wybrane strategie manipulacji reprezentatywne dla poszczególnych grup tych technik manipulacji, będziemy starały się przybliżyć formy oddziaływania na sferę behawioralną. Pierwsza grupa technik nosi nazwę sekwencyjnych strategii manipulacyjnych. We wszystkich technikach do niej zaliczanych stosuje się następstwo co najmniej dwóch zdarzeń, które występując zawsze w tej samej sekwencji doprowadzają do zamierzonego celu.

Najbardziej znana procedurą tej grupy jest “stopa w drzwiach”. Badania nad efektem “stopy w drzwiach” zapoczątkowali Freedman i Fraser, którzy jako pierwsi opisali i zbadali eksperymentalnie technikę zwiększania uległości polegającą na poprzedzeniu właściwej prośby, tej która jest rzeczywistym celem, a której spełnienie przez daną osobę jest mało prawdopodobne, mniejszą prośbą, która prawie na pewno nie zostanie odrzucona. Człowiek, który bez żadnej presji z zewnątrz spełnia jakieś łatwe do wykonania polecenie dąży do uzasadnienia swego zachowania. Takie osobiste usprawiedliwienie zwiększa prawdopodobieństwo, że w przyszłości człowiek ten spełni kolejne, nawet znacznie większe prośby. Skuteczność strategii “najpierw – mała- potem – duża – prośba” utrzymuje się nawet wtedy, gdy autorami obu próśb są inne osoby i gdy małą oraz dużą prośbę dzieli długi okres. Jednym z warunków zwiększających efektywność omawianej techniki jest prawdopodobieństwo treściowe między prośbami oraz podobieństwo form aktywności podejmowanej w celu jej spełnienia.

Po opublikowaniu przez Freedmana i Frasera wyników ich badań pojawiło się w literaturze psychologicznej szereg eksperymentów badających warunki ograniczające lub zwiększające efektywność techniki stopy w drzwiach. Crano i Sivack do eksperymentu wprowadzili wzmocnienie pozytywne i negatywne. Wyniki ich badań potwierdziły hipotezę, że najwyższy stopień uległości wystąpił w grupie ze wzmocnieniem pozytywnym, najniższy zaś w grupie ze wzmocnieniem negatywnym. Bezpośrednim potwierdzeniem hipotezy o większej efektywności strategii “najpierw – mała – potem – duża – prośba” są wyniki badań przeprowadzonych przez Goldmana i Seevev, którzy w celu zwiększenia efektywności manipulacji połączyli procedurę “stopy w drzwiach” techniką “etykietowania”. Technika etykietowania polega na zwiększeniu prawdopodobieństwa pojawienia się u danej osoby zachowania zgodnego z treścią etykiety przypisywanej jej przez innych ludzi. Wynika to stąd, że jeżeli ktoś postrzegany jest jako dobroczynny, uczciwy to chętniej pomaga innym. Natomiast przypisywanie komuś etykiety negatywnej sprawia, że osoba ta utożsamia się z treścią takiej etykiety.

Kolejnym czynnikiem, który ma wpływ na efektywność techniki “stopy w drzwiach” jest wielkość pierwszej prośby. W wielu badaniach empirycznych wykazano, że jeżeli ta prośba jest zbyt mała, to efekt wzrostu uległości wobec następnych większych żądań nie występuje lub jest wyraźnie słabszy.

Kolejnym czynnikiem wpływającym na skuteczność omawianej techniki manipulacji jest spostrzegana przez człowieka swoboda wyboru przy podejmowaniu decyzji o spełnieniu pierwszej prośby. Wielu badaczy stwierdziło, że jeżeli osoby proszone o coś łatwego do spełnienia sądzą, że podlegają zewnętrznej presji – to dokonują one zewnętrznie atrybucji przyczyn swego zachowania, co blokuje proces autopercepcji.

Kolejny czynnik modyfikujący poziom efektywności “stopy” to dystans czasowy między pierwszą a drugą prośbą. Innym modyfikatorem skuteczności są podobieństwa treściowe między kolejnymi żądaniami. Jednym z najpowszechniejszych przykładów wpływu społecznego w praktyce jest pozyskiwanie datków na różna cele np. charytatywne.

Strategię “stopy w drzwiach” dość często stosują domokrążcy. Jeżeli uda się im namówić klienta, aby kupił jakiś drobiazg, to jest szansa, że jeżeli wejdzie do domu to może uda się mu skłonić klienta, aby kupił coś na czym można zarobić. Naukowcy zajmujący się technikami wywierania wpływu społecznego w swoich badaniach wprowadzili do techniki “stopy w drzwiach” modyfikacją znacznie zwiększającą jej skuteczność. Polegała ona na tym, że między małą a dużą prośbą wprowadzono jeszcze jedno żądanie. Ta technika nosi nazwę “dwie stopy w drzwiach”.

Inna techniką manipulacji, która jest symetrycznym odwróceniem techniki “stopy w drzwiach” jest technika “drzwi zatrzaśniętych przed nosem”, polegająca na tym, że aby skłonić przedmiot do spełnienia dość trudnej prośby, korzystnie jest najpierw sformułować prośbę bardzo trudną. Prośba ta niemal na pewno będzie przez niego odrzucona. Rosną jednak szanse, że spełni on teraz prośbę właściwą od tej, której spełnienia odmówił. Procedura metody “stopy w drzwiach” opiera się na mechanizmie autopercepcji. Natomiast technika “drzwi zatrzaśniętych przed nosem” opiera się najczęściej na regulacyjnym wpływie negatywnych emocji (zwanych poczuciem winy), których źródłem jest odmowa spełnienia pierwszej prośby.

Najczęściej przytaczanym wyjaśnieniem efektywności techniki najpierw – zbyt – dużej – aby – mogła – być – spełniona, a następnie – nieco – mniejszej – prośby, która jest właściwym celem manipulacji, jest regulacyjny wpływ, jaki wywiera na zachowanie ludzi norma wzajemnych ustępstw. Zdaniem wielu autorów ludzie spostrzegają interakcję z innymi, jako sytuację wymiany społecznej, w której obowiązuje zasada “powinno się robić ustępstwa na rzecz tych, którzy czynią je dla nas”. Aby interakcja mogła się rozwijać, jeden z jej uczestników musi uczynić pierwszy ruch, polegający na ustępstwie, na złagodnieniu swoich wymagań czy żądań. Osoba, wobec której poczyniono odstępstwo czuje się zobowiązana do odwzajemnienia tego ruchu przez własne ustępstwo. Podobnie, jak w przypadku efektu “stopy w drzwiach” naukowcy zastosowali technikę polegającą na poprzedzeniu właściwej prośby dwiema prośbami ekstremalnymi, które na pewno nie zostaną spełnione. U podstaw tego postępowania leży założenie, że jeżeli pojedynczy akt ustępstwa w postaci rezygnacji z jednego trudnego do spełnienia żądania na rzecz prośby mniejszej wywołuje napięcie motywacyjne do odwzajemnienia ustępstwa co przejawia się w wyrażeniu zgody na tę mniejszą prośbę, to dwa kolejne ustępstwa ze strony partnera interakcji powinny zwiększyć to napięcie i doprowadzić do wzrostu uległości. Badania te przeprowadzili Goldman i Creason i stwierdzili, że chociaż klasyczna procedura “drzwi zatrzaśniętych przed nosem” jest efektywnym sposobem zwiększania uległości, to jej “podwójna” wersja jest znacznie bardziej skuteczna.

Kolejną techniką manipulacyjną zaproponowaną przez Cialdiniego Cacioppo, Basetta i Millera jest technika “niskiej piłki”. Ta technika jest strategią stosunkowo często stosowaną przez amerykańskich sprzedawców samochodów, którzy podejmują wobec klientów bardzo specyficzne działania, nastawione na zainteresowania wybitnie korzystną ofertą. Polega to na przykład na zaofiarowaniu potencjalnemu nabywcy niezmiernie niskiej ceny, a gdy ten zainteresowany nadzwyczajną okazją odbywa jazdę próbną i deklaruje chęć zakupu pojazdu zaczynają się problemy. Okazuje się na przykład, że samochód z rewelacyjnie niską ceną został już przed chwilą przez kogoś kupiony i zostały tylko auta nieco droższe. Przyczyną, dla której klient zainteresował się samochodem i zdecydował na jego kupno, a mianowicie niska cena została usunięta. Teraz cena jest normalna, a klient wie, że taki samochód bardzo mu się podoba, więc prawdopodobnie nie wycofa się z transakcji i zgodzi się na kupno auta za cenę wyższą niż pierwotna. Psychologiczny mechanizm leżący u podstaw skuteczności “niskiej piłki” określany jest przez Cialdiego jako “poczucie zobowiązania”. Zgodnie z koncepcją Kieslera, jeśli człowiek podejmie jakieś zachowanie w warunkach swobody wyboru i sądzi, że to on sam bez żadnych nacisków z zewnątrz angażuje się w osiągnięcie jakiegoś celu, to zaczyna odczuwać zobowiązanie do kontynuowania działania. Tak więc, jeżeli nawet warunki zakupu zmieniają się, podmiot czuje się zobowiązany do kontynuacji rozpoczętych czynów i realizacji podjętych zamierzeń.

Burger i Petty przeprowadzili trzy eksperymenty, których wyniki pokazały, że “niska piłka” w ich wersji jest techniką bardzo skuteczną (skuteczniejszą od stopy w drzwiach) oraz że mechanizmem pośredniczący we wzroście uległości jest wytwarzanie się relacji między człowiekiem będącym obiektem manipulacji a manipulatorem. Wynika z tego, że istotnym warunkiem efektywności “niskiej piłki” jest to, aby z małą i dużą prośbą zwracała się do człowieka zawsze ta sama osoba. Jeśli jednak drugą prośbę formułowała inna osoba efekty malały. Oznacza to, że “niska piłka” oparta jest przynajmniej w niektórych przypadkach na obligacji do ustępstw wobec konkretnej osoby.

Kolejną strategią zwiększania uległości wobec żądań, które raczej nie zostałyby spełnione w normalnych warunkach jest procedura polegająca na wywołaniu u człowieka poczucia winy za negatywne konsekwencje jego postępowania, a następnie zwrócenie się do niego z prośbą o zrobienie czegoś, co jest właściwym celem manipulacji. Robert Cialdini i David Schroeder zwracają uwagę, że stosunkowo łatwo przychodzi ludziom odmawianie trudnych próśb. Jeśli ktoś zwraca się do nas o coś, co jest bardzo kosztowne materialnie, wymaga od nas dużo czasu, czy jest w inny sposób uciążliwe, to potrafimy podać mnóstwo powodów do odmowy. Zupełnie inaczej jest, gdy dotyczy to łatwej prośby, a to dlatego, że trudno jest znaleźć i podać argumenty jej niespełnienia, odmowa może również rodzić negatywne implikacje dla percepcji samego siebie.

Jeżeli prosimy o małą prośbę spełni ją wiele osób, ale z punktu widzenia interesów proszącego uległość z jaką się spotyka nie jest zbyt ważna, gdyż zapewnia mu ona zbyt małe korzyści. Cialdini i Schroeder proponują, aby zwracać się z komunikatem otwartym nie precyzując, o jak dużą pomoc chodzi, dodając zarazem, że każda oferowana pomoc, nawet najmniejsza jest bardzo cenna i zostanie przyjęta z wdzięcznością. Sens tej odpowiedzi odzwierciedla zwrot “liczy się każdy grosz”.

Techniką manipulacji różniącą się od pozostałych jest technika, której procedura opiera się wyłącznie na poznawczych mechanizmach przetwarzania informacji. Podstawą do stworzenia tej techniki dały wyniki badań Carrolla, które pokazały, że ludzie po wyobrażeniu sobie zajścia pewnych zdarzeń w życiu społecznym zgodnie z dostarczonym im dokładnym scenariuszem zaczynają wierzyć, że zdarzenia te w przyszłości rzeczywiście wystąpią. U osób tych rośnie subiektywne prawdopodobieństwo zajścia zdarzeń, które sobie wyobrażali.

Istnieje wiele sposobów wpływania na zachowanie ludzi w pożądanym kierunku bez zastosowania jakichkolwiek zewnętrznych nacisków. Stosowanie technik wpływu społecznego samo w sobie nie jest niczym nagannym ani złym pod warunkiem, że nie ma charakteru manipulacyjnego. Ich stosowanie jest korzystne dla tych, którzy chcą nas namówić do kupna czegoś, czy skorzystania z jakieś usługi, ale nieuczciwość i manipulacja przynosić mogą ewentualne korzyści tylko przez krótki okres czasu. Trudno bowiem zbudować trwałe więzi społeczne manipulując sobą nawzajem.

ENJI ENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIE

ENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJI

Źródło: MobilnyPortalPsychologiczny , Psychologia.XMC.pl

dr ENJI dr ENJIdr ENJI dr ENJIdr ENJI dr ENJIdr ENJI dr ENJIdr ENJI dr ENJIdr ENJI dr ENJIdr ENJI dr ENJI

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

ConocoPhillips i Chevron naruszają prawa Indian

Posted on 27 marca 2010. Filed under: matactwo, nienawiść rasowa, Propaganda medialna, rasizm, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , |


Opublikowano: 19.03.2010 

Jeszcze w pierwszej połowie 2010 roku koncerny amerykańskie: w tym Chevron, ConocoPhillips, Exxon i Maraton rozpoczną w Polsce poszukiwanie złóż gazu w pokładach łupków. Rząd polski wchodząc w zaskakująco bliskie interakcje z firmą Chevron i ConocoPhillips, nie potępiając ich poczynań w różnych częściach świata, ponownie uznał prymat posiadania ponad podstawowymi zasadami moralnymi.

IZOLOWANI INDIANIE Z OBSZARU TIGRE/NAPO I CONOCOPHILIPS

Indianie izolowani, obok podobnych grup po drugiej stronie kuli ziemskiej, tworzą ostatnie grupy ludzi, ostatnie społeczności dobrowolnie odseparowane od świata zewnętrznego. Po pierwszych najczęściej traumatycznych kontaktach tubylcy je tworzący rozproszyli się, cofnęli w głąb puszczy, często w obrębie górnych biegów rzek.

Poszczególne grupy, plemiona nie stanowią ani recydywistów ani owadów zaklętych niczym komar w bursztynie przeszłości. Grupy te są suwerennymi, świadomymi swojej odrębności wspólnotami, które można identyfikować jako alternatywnie rozwijające się społeczności.

Odseparowanie od świata zewnętrznego ma nie tylko podłoże izolacji fizycznej ale i biologicznej. Brak odpowiedniej odporności immunologicznej na zewnętrzne choroby takie choćby jak grypa czy odra stanowi dla nich śmiertelne zagrożenie. Uderzenia infekcji prowadziły do masowej depopulacji izolowanych grup doznających kontaktu w przeszłości. Śmiertelność w wyniku podobnych epidemii cechowała się na poziomie kilkudziesięciu procent.

Obok epidemii do dezintegracji społeczności doznających kontaktu prowadziły: Przemoc oraz celowa eksterminacja; wykorzystywanie (np. do pracy) przez społeczności innych Indian lub nie-Indian, inwazja osadnictwa, rolnictwa, grup przemysłowych; uszczuplenie środowiska życia.

Obecnie na terytorium Peru żyje jeszcze około 15 grup Indian izolowanych.

Tymczasem prezydent Peru, Allan Garcia wyraził nadzieję przeobrażenia Amazonii jeszcze podczas własnej kadencji. Nowy, rządowy projekt zakłada objęcie 2/3 terytorium Amazonii projektem poszukiwania lub wydobycia ropy naftowej i gazu. W procedurze licytacji rozdano liczne koncesje na poszukiwanie surowca, również w obrębie ziem Indian izolowanych. Aby usprawiedliwić pochód na ziemie Indian, Allan Garcia zasugerował, że nie ma żadnych dowodów na to, że Indianie izolowani faktycznie istnieją a pogłoski o ich istnieniu nazwał wymysłem ekologów chcących chronić amazońską puszczę.

Jedno ze skupisk izolowanych Indian w Peru jest położone na samej północy w obrębie rzek Tigre/Napo, przy granicy z Ekwadorem. Terytorium te zamieszkują spokrewnieni z Indianami Waorani, Tagaeri oraz Taromenane. Ocenia się, że ilość Taromenane może oscylować w granicach 200-300 osób a Tagaeri na poziomie od 30 do 90. Być może w regionie żyją jeszcze dwie inne grupy (Waorani Pannajuri i Taushiro) ale ich istnienie nie jest ostatecznie potwierdzone

W latach 2003-2006 po stronie ekwadorskiej w głębi puszczy natrafiono na ciała 64 Indian Taromenane, niektóre pozbawione głów. Wcześniej znaleziono ciało drwala naszpikowane włóczniami a w roku 2009 ciała matki i jej dzieci, którzy przebywali w obrębie terytorium indiańskiego. Walka między Indianami broniącymi swojego terytorium a drwalami zwróciła uwagę rządu ekwadorskiego, który w 2007 roku zamknął Park Yasuni i obiecał przeznaczyć dodatkowe fundusze na ochronę terenu.

Równocześnie po stronie peruwiańskiej zrodził się pomysł poszukiwania oraz eksploatacji złóż surowców. W ramach licytacji obszar na, którym mogą przebywać Taromenane i Tagaeri trafił pod piecze europejskich firm. Koncernami, które otrzymały pozwolenie na pracę w blokach naftowych obejmujących ziemie Indian izolowanych są kolejno: angielsko-francuskie Perenco oraz hiszpański YPF Repsol. Ten ostatni swój blok (nr.39) dzieli z amerykańskim potentatem ConocoPhillips, który posiada 36% udziału. ConocoPhillips stało się właścicielem pozwoleń uprawniających je do pracy na obszarze 10,5 mln akrów peruwiańskiej Amazonii a część innego bloku nr. 104 również pokrywa się z obszarem rezerwy Tigre/Napo proponowanych przez indiańską organizacje AIDESEP. Koncern Perenco idąc śladem zwolenników eksploatacji zanegował istnienie izolowanych Indian w strefie własnego bloku a prezes firmy Francois Perrodo spotkał się z prezydentem Peru podczas dramatycznych wystąpień amazońskich Indian w kwietniu-czerwcu 2009 roku.

Niestety. Pomimo zagrożeń jakie stoją dziś przed izolowanymi Indianami w Peru, zarówno przedstawiciele establishmentu rządowego jak i przedstawiciele spółek krajowych i zagranicznych ignorują prawa oraz istnienie rdzennych mieszkańców pozostających w izolacji. Inwazja na ziemie tubylcze obliczona na materialne korzyści to nie tylko najazd i naruszenie praw człowieka ale i zagrożenie dla zdrowia i przeżycia Taromenane, Tagaeri. Nawet jeśli Indianie zdecydują się na taktykę unikania konfrontacji, siłą rzeczy mogą zostać wypchnięci bardziej na północ co może skutkować kolejnymi walkami po stronie ekwadorskiej. Jeśli zaś zdecydują się na konfrontację możemy spodziewać się przypadków śmiertelnych oraz spirali przemocy zainicjowanych tak naprawdę w biurach peruwiańskich struktur władzy.

Odpowiedzialnymi są i pozostaną także koncerny naftowe, które kierując się zasadą maksymalizacji zysków, świadomie wkroczą na indiańskie terytoria inicjując kontakt i konfrontację wbrew dobrowolnej izolacji tamtejszych ludów.

CHEVRON

Odkrycie dużych pokładów ropy naftowej w Ekwadorze w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych otworzyło ten obszar dla działań takich spółek jak Shell, Texaco (dziś część Chevronu) czy Maxus. Na przestrzeni następnych lat przy mniej lub bardziej świadomej współpracy Letniego Instytutu Lingwistycznego, bliskiego kontaktu doświadczyło kilka kolejnych plemion. Owocem ekspansji naftowej były choroby, budowa dróg, zanieczyszczenia cieków wodnych. Indianie Cofan z wcześniejszej 15-tysięcznej populacji uratowali tylko 1,5 tysiąca istnień a Tetetes i Sansahuari bezpowrotnie zniknęli. Do dziś olbrzymie połacie ziemi i wód pozostają zanieczyszczone substancjami ropopochodnymi.

Texaco rozpoczęło swoją pracę w ekwadorskiej Amazonii w 1964 roku i pozostawało tam do początku lat dziewięćdziesiątych. Obecność przedsiębiorstwa, które otrzymało zielone światło od rządu ekwadorskiego, cechowała się nieposzanowaniem indiańskich kultur oraz środowiska naturalnego. Aby zmniejszyć koniecznie wydatki oraz inwestycje Texaco sięgnęło po zaskakujące metody takie jak używanie przestarzałego, zawodnego sprzętu i odprowadzanie ścieków bezpośrednio do otoczenia. Istnieją potwierdzone dowody, że wraz ze swymi partnerami w regionie Texaco umyślnie wylało 18 miliardów galonów toksycznych ścieków, które rozlały się i zapełniły setki otwartych dołów i zagłębień tworzących odtąd ropo-ściekowe bajorka. Efektem poczynań przedsiębiorstwa naftowego w ekwadorskiej Amazonii stało się zanieczyszczenie ziemi, wód gruntowych i cieków wodnych – natomiast miejscowa ludność (Indianie i osadnicy) na przestrzeni kolejnych lat musiała zmagać się z poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi (zwiększona ilość chorób nowotworowych, poronienia, defekty) oraz społecznymi.

W 2001 roku Texaco dokonało fuzji (zostało wchłonięte przez ) z Chevron. Przez kilka kolejnych lat koncern nosił nazwę Chevron/Texaco. Naftowy potentat niebawem pozbył się kłopotliwej frazy z oficjalnej nazwy i dziś koncern występuję już pod pierwotną marką. Chevron jako nabywca Texaco pozostaje jednak spadkobiercą dorobku zakupionego przedsiębiorstwa. Pomimo tego do dziś przedstawiciele koncernu odmawiają wzięcia na siebie odpowiedzialności za nadużycia z przeszłości. Tymczasem ścieki ropopochodne do dziś rzutują na życie i zdrowie tubylczych i nie tubylczych społeczności. Chevron, jak wskazują przedstawiciele spółki, wyłożył już sumę 40 milionów dolarów na oczyszczenie terytorium lecz Indianie i osadnicy, którzy ucierpieli i wciąż doznają krzywd oczekują rekompensat idących o wiele dalej. Prawnik prowadzący sprawę Chevronu w Ekwadorze zażądał kwoty w wysokości 27 miliardów dolarów.

MORALNE OBLICZE HANDLU I ODPOWIEDZIALNOŚĆ RZĄDU POLSKIEGO

Obowiązujące od niedługiego czasu formuły prawa międzynarodowego i krajowego zwalniają nas od nowych, daleko idących interpretacji w kwestii praw ludów tubylczych. Międzynarodowa Konwencja Organizacji Pracy (ILO 169) z 1989 roku oraz Deklaracja ludów tubylczych ONZ wspierane przez prawa krajowe dostarczają wystarczającego oparcia aby na ich podstawie, w obowiązującym systemie prawnym domagać się realizacji podstawowych praw, także ludów izolowanych.

Funkcjonujące ponad prawem kliki interesów oraz koterie deformujące te prawo dla własnych, niskich pobudek skutecznie utrzymują stosunki w, których nadrzędne dobro drugiego człowieka pozostaje teorią w systemie gdzie rytm dnia wyznaczają giełda, ekonomia, gospodarka, pieniądz oraz sprytnie przemycane pojęcie miłości własnej nakazujące dbać nam o koniec własnego i tylko własnego nosa.

Po drugiej wojnie światowej aż po dziś dzień uchwalono liczne prawa, powołano następujące po sobie komisje i trybunały, które w założeniu miały usprawiedliwić system i w miarę możliwości wyrugować lub osądzić przypadki nieuzasadnionej, zbiorowej przemocy. Wszystkie te prawa funkcjonują jednak bardzo warunkowo i jeśli pozostaje to opłacalne, szybko pojawi się grono, które w jakiś sposób – choćby najbardziej zakamuflowany – zechce je naruszyć, obejść, naciągnąć.

Jedną z dziedzin, która po dziś w dużej mierze pozostaje moralnie nie osądzona i, która umożliwia naruszanie praw innych w sposób choćby najbardziej pośredni, jest handel. Tymczasem handel, współpraca na polu gospodarczym i każdym innym również podlegają prawidłom moralnym. Nie tylko im podlegają ale i są od nich uzależnione. Jeżeli dostarczasz substraty przewidywalnie służące gwałtowi lub prowadzisz kwitnące interesy gospodarcze z gremium, które dokonuje niegodziwości (daje ciche nań przyzwolenie) to i ty sam jeśli tylko jesteś tego świadomy akceptujesz spiralę przemocy, wykluczenia bądź śmierci.

Przykładając kalkę tych zasad do działań rządu polskiego szybko dostrzeżemy rozbieżności, rozróżniając postawę słuszną od tej pragmatycznej i obojętnej, niemo akceptującej działania kontrahenta.

Rząd polski jako ciało przedstawicielskie i polityczne ma wszelkie prerogatywy aby na arenie międzynarodowej poruszać kwestie praw Indian izolowanych i innych jeśli tylko zbrodnia ujdzie uwadze rzeszy. Nic nie stoi na przeszkodzie również temu aby ten sam rząd podniósł warunek uszanowania praw Indian oraz wycofania z planowanych prac (Indianie z Tigre/Napo i Conocno Philips itd.) jako podstawę zawarcia kontraktów dla koncernów, które na drodze swej działalności dokonują niegodziwości i najazdów (mają zamiar takowych dokonać).

Powyższe zalecenia pozostają i jak należy przewidywać, jeszcze długo pozostaną martwymi. Postrzeganie świata ,oparte na egotyzmie i fałszu, oplecione coraz to nowymi hasłami (interes narodowy, bezpieczeństwo energetyczne, racja stanu), wciąż święci sukcesy dając ciche przyzwolenie na niszczenie życia i nadziei jednych dla realizacji zachcianek i żądzy drugich.

Czarna chmura gromadząca się nad społecznościami takimi jak Indianie Taromenane pozostaje krótką, zakurzoną wiadomością w długiej girlandzie dobiegających nas newsów. Jakże niewielu potrafi się zatrzymać i dostrzec paralelę między mną i Tobą a tymi tylko pozornie odległymi ludźmi. Odległość geograficzna nie jest odwrotnie proporcjonalna do odpowiedzialności za nas samych. Jeśli nie dostrzegasz pokrewieństwa (człowieczeństwa) w anonimowej, pozornie odległej istocie to jak dalece potrafisz podtrzymać ogień miłości względem najbliższych (i na odwrót)?

Autor: Damian Żuchowski
Materiał nadesłany do “Wolnych Mediów”

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Totalna kontrola finansowa obywateli Grecji

Posted on 27 marca 2010. Filed under: matactwo, nienawiść rasowa, Oszustwa mediów, rasizm, Sprzedajni dziennikarze | Tagi: , |


Opublikowano: 27.03.2010 

STANY ZJEDNOCZONE. Od kilku do ponad 20 mln dolarów zarobili w zeszłym roku prezesi wielkich banków. Prezesi banków Wells Fargo, Credit Suisse i JP Morgan Chase zarobili najwięcej w roku globalnego kryzysu finansowego.

Najwięcej, bo aż 21,3 mln dol zarobił John Strumpf z Wells Fargo. Drugi na liście Brady Dougan z Credit Suisse jest najlepiej zarabiającym bankierem Europy (18,2 mln dolarów). Od tej dwójki „ubożsi” okazali się Jamie Dimon prezes amerykańskiego JP Morgan Chase, który za ubiegły rok zainkasował 16 mln dolarów i szef Deutsche Banku – 12,7 mln dolarów. Następni na liście był Lloyd Blankfein z Goldman Sachs z poborami w wysokości 9,8 mln dolarów. James Gorman z Morgan Stanley, który zarobił 8,1 mln dolarów.

Opracowanie: Tomasso
Źródło: Centrum Informacji Anarchistycznej

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Matactwa w sprawie Drzewińskich?

Posted on 22 marca 2010. Filed under: lex nostrum, matactwo, Oszustwa mediów, przekupstwo policjii, przestępstwa policjii, łapówkarstwo policjii | Tagi: , , , , , , , |


Zdaniem Krzysztofa Czumy nieprawidłowości w sprawie uprowadzenia małżeństwa Drzewińskich nie mogły być zupełnie przypadkowe – podaje dziennik „Polska”.

Syn i były asystent obecnego ministra sprawiedliwości jako pierwszy nadał rozgłos sprawie zaginięcia Elżbiety i Wiesława Drzewińskich, małżeństwa zamieszkałego w Milanówku.  Kobieta zniknęła w październiku 2006 r. Wyszła z domu na próbę kościelnego chóru. Została uprowadzona z ulicy w biały dzień. Rok później – w równie tajemniczych okolicznościach – zaginął Wiesław Drzewiński, który został najprawdopodobniej siłą wyciągnięty z domu.
Błędy i zaniechania

Według ustaleń gazety policja oraz prokuratura nie sprawdziły co w dniu porwania Elżbiety Drzewińskiej robili lokalni gangsterzy. Według eksperta od spraw bezpieczeństwa, Jerzego Dziewulskiego, takie działanie byłoby wręcz obowiązkowe.

Śledczy nie podjęli też dość oczywistego wątku milanowskiej nieruchomości należącej do Wiesława Drzewińskiego. Otrzymał ją w roku 1982 od wujka mieszkającego w USA. Od lat usiłował wymeldować z domu wartego ok. 2,5 miliona złotych uciążliwego lokatora Piotra B., który starał się przejąć posesję na własność.

Zakupem domu było zainteresowane małżeństwo Kamili i Adama Krawczyków, które chciało na terenie nieruchomości zorganizować hurtownię zabawek. Mimo spotkań z Drzewińskimi w tej sprawie do transakcji nie doszło, ponieważ w roku 1994 Krawczykowie zostali zastrzeleni na parkingu samochodowym w Milanówku. Ten wątek również został bez wyraźnej przyczyny zlekceważony.

Podejrzani

W pierwszej fazie śledztwa za podejrzanych o uprowadzenie małżeństwa Drzewińskich zostali ich synowie: Wiktor i Piotr. Motywem miała być chęć przejęcia cennej nieruchomości. Policjanci argumentowali swoje podejrzenia tym, że synowie uprowadzonych z pewnym opóźnieniem informowali o zniknięciach rodziców.

– To oczywista nieprawda – mówi Krzysztof Czuma. – Obaj synowie zawiadomili policję jeszcze tego samego dnia, gdy nie wróciła matka, i kilka godzin po zniknięciu ojca. Twierdzenie, że zwlekali z zawiadomieniem organów ścigania, to po prostu kłamstwo.
Skandaliczne zachowanie policji

Policja starała się uwiarygodnić swoją wersję rozpowszechniając w Grodzisku Mazowieckim informacje, jakoby synowie Drzewińskich powiadomili organa ścigania dopiero kilka dni po zniknięciu ojca, nie podejmując przez ten czas żadnych działań, mających na celu wyjaśnienie tajemniczego zdarzenia.

Wersji policji nie potwierdza dokumentacja sprawy. Wynika z niej, że Wiktor i Piotr Drzewińscy alarmowali organa ścigania o obydwu sprawach, wielokrotnie nawołując do podjęcia prób ich wyjaśnienia. Pomimo tego policja nie przesłuchała pięciu świadków uprowadzenia Elzbiety Drzewińskiej oraz nie zabezpieczyła taśm miejskiego monitoringu z miejsca zdarzenia.

– Śledczy, którzy popełnili błędy tego kalibru, powinni usłyszeć zarzuty mataczenia i otrzymać za to surowy wyrok – twierdzi Maciej Lisowski dyrektor Fundacji „Lex Nostrum” zajmującej się pomocą osobom poszkodowanym przez wymiar sprawiedliwości.

Synowie Drzewińskich wyznaczyli nagrodę w wysokości 100 tys. złotych dla osoby, która udzieli informacje mogące stanowić pomoc w odnalezieniu ich rodziców. Nie przyniosło to żadnego skutku.

js, Polska The Times

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

  • Google Translator

  • STOP kłamstwu tvn!

    STOP TVN, TVN24, POLSAT I WYBIÓRCZEJ - stop zakłamaniu w mediach masowych
  • Chroń medycynę naturalną/ Protect natural medicine all over the world
  • Podpisz petycję w obronie medycyny naturalnej i tradycyjnych systemów medycznych
  • Medycyna Tybetańsko-Mongolska, Akupunktura, Moksa, Ziołolecznictwo na PINTEREST.COM
  • Polub nas na FB

  • Instagram prof Enji

    There was an error retrieving images from Instagram. An attempt will be remade in a few minutes.

  • Artykuł o nagonce

  • Czwarty Wymiar o nagonce medialnej

    Artykuł w "CZWARTYM WYMIARZE" o nagonce medialnej na lekarkę Enkhjargal Dovchin "ENJI"
  • Artykuły w „ZC”

    Znaki Czasu - to obecnie jedyne czasopismo, które ma odwagę pisać jawnie o najważniejszych sprawach dotyczących zdrowia ludzkiego czyli Kodeksie Żywnościowym, Szczepieniach oraz alternatywnych metodach leczniczych.
  • MTM in Poland

    Mongolska Tradycyjna Medycyna w Polsce - MTM in Poland
  • LIST OTWARTY

    LIST OTWARTY PUBLICYSTÓW W OBRONIE TOLERANCJI I WOLNOŚCI WYKONYWANIA ZAWODU
  • Chmurka kategorii

  • Ankiety

  • Szybkie menu

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...