oszukańcze koncerny

Zabójcza medycyna naturalna, czyli pierdoły racjonalisty

Posted on 28 sierpnia 2010. Filed under: dr Enji, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna mongolska, medycyna naturalna, mongolska lekarka, nagonka medialna, oszukańcze koncerny, Oszustwa mediów, racjonalista.pl, zabójcza medycyna | Tagi: , , , |


Po emisji czwartkowego wydania programu TVN „Uwaga!” na temat homeopatii w sieci rozszalała się istna burza. Dziennikarze ośmielili się przedstawić homeopatię w pozytywnym świetle, a ich przekonania zostały naukowo potwierdzone przez fizyka, który przyznał, że żyjący 200 lat temu twórca homeopatii Samuel Hahnemann miał genialną intuicję, którą dziś można potwierdzić dzięki najnowocześniejszym urządzeniom laboratoryjnym. Sceptyk został przekonany, a wszyscy wrogowie homeopatii wyszli na chemicznych ortodoksów i zwyczajnych kłamców, nie mających pojęcia o tym, co tak zawzięcie i z prawdziwą wściekłością zwalczają lub, co jeszcze gorsze (i wielce prawdopodobne), na ludzi przekupionych przez farmaceutyczne kliki.

Zabójcza medycyna naturalna, medycyna mongolska, tradycyjna medycyna tybetańsko-mongolska

Nie będę streszczać filmu, ale gorąco zachęcam do jego obejrzenia. Proszę zwrócić uwagę na postawę Konstantego Radziwiłła, który z pełną determinacją stoi na straży interesów koncernów farmaceutycznych, czym daje dowód na to, że w najmniejszym nawet stopniu nie obchodzi go dobro pacjentów, a jedynie obrona jedynie-słusznej ideologii. Co więcej, nie jest on zainteresowany poszerzaniem swoich horyzontów myślowych ani zdobywaniem wiedzy innej, niż ta, którą przekazano mu w czasie studiów. Żenada. Pan Radziwiłł powinien reprezentować całe środowisko lekarskie, a nie tylko „chemicznych Ali’ch”. Homeopaci i naturoterapeuci to też lekarze, mają dyplomy uczelni medycznych, nierzadko tytuły doktorskie, a nawet profesorskie i mają pełne uprawnienia do wykonywania zawodu lekarza. Stawianie ich przed sądem tylko dlatego, że leczą inną metodą niż się to panu Radziwiłłowi podoba świadczy o niesłychanym wprost despotyzmie i fanatyzmie światopoglądowym. Naczelna Rada Lekarska powinna szanować przysługujące pacjentom prawo do wyboru metody leczenia oraz do decydowania o tym, jak i przez kogo chcą być leczeni.

Zabójcza medycyna naturalna, czyli pierdoły racjonalisty

Jeśli chorujesz drogi czytelniku, zadaj sobie pytanie, które jest tytułem tej notki. Czy chcesz być leczony, być może jak najbardziej zgodnie z „naukową”, alopatyczną ortodoksją, czy wolałbyś raczej zostać wyleczony, nie ważne jak i przez kogo, byle szybko, skutecznie i bez skutków ubocznych?

Zabójcza medycyna naturalna, czyli pierdoły racjonalisty

Ja za Ciebie tej (ani żadnej innej) decyzji nie podejmę. Twój los jest w Twoich rękach. Najprawdopodobniej się ze mną z oburzeniem nie zgodzisz, ale zapewniam Cię, że ponosisz pełną odpowiedzialność za wszystko, co Cię w życiu spotyka. A za zdrowie w szczególności.

Masz wybór: możesz dalej chodzić po lekarzach, siedzieć w długich kolejkach, narzekać, kląć i płakać z powodu organizacji służby zdrowia, a potem wydać ostatni grosz emerytury czy nędznej pensji na leki (już słyszę to dramatyczne wzdychanie: „wszystkiego mogę sobie odmówić, ale na leki musi mi starczyć”) lub uczciwie odpowiedzieć na pytanie: „wolę się leczyć, czy zostać wyleczonym?” Jeśli uważasz, że twoja choroba nie da się wyleczyć i do końca życia będziesz skazany na kupowanie drogich leków, które nie tylko nie pomagają, ale powodują liczne, nierzadko groźne skutki uboczne, to nie czytaj dalej. Idź, połknij swoje pigułki, włącz telewizor i obejrzyj wiadomości z Polski, o tym, jak fatalnie działa nasza służba zdrowia i jak pacjenci cierpią. Miłej zabawy.

Jeśli jednak masz już dość bycia oszukiwanym i dojonym z kasy niby krowa, jeśli masz dość bólów brzucha, mdłości, zapaści, omdleń i coraz gorszego samopoczucia przebudź się z iluzji, którą karmią cię niedouczeni (uczelnie medyczne sponsorowane są przez koncerny farmaceutyczne) lub skorumpowani lekarze (za przepisywanie określonych leków lekarze otrzymują nagrody oraz wyjeżdżają na szkolenia do atrakcyjnych kurortów, nierzadko w ciepłych krajach). Zacznij czytać, googlować i samodzielnie szukać ratunku dla Twojego zdrowia.

Twoje zdrowie jest twoim największym skarbem, więc nie pozwól, żeby jacyś złodzieje pozbawiali Cię tego, co masz najcenniejsze.

Na początek poszukaj danych statystycznych, które wykażą z jednej strony ilu ludzi umiera rocznie na skutek złego leczenia, pomyłek lekarskich i skutków ubocznych leków alopatycznych, i z drugiej: ilu homeopatów zostało oskarżonych przez pacjentów o błąd w sztuce lub spowodowanie śmieci i skazanych przez sąd na więzienie. Dowiedz się również, np. pytając swoich znajomych, ilu z nich zostało skutecznie wyleczonych przez medycynę alopatyczną z tzw. chorób przewlekłych.

Znasz może kogoś, to odstawił insulinę, bo po latach jej stosowania zrobiło mu się lepiej? Albo kogoś, kto został skutecznie i na zawsze wyleczony z nadciśnienia, miażdżycy, chorób serca itp.? Ja nie znam. Znam natomiast takich, którzy po latach „leczenia” się z cukrzycy pochorowali się jeszcze bardziej, niż przed „leczeniem”: stracili wzrok, stopę, a nawet całą kończynę i resztki zdrowia. Znam też takich, którzy przyjmują coraz silniejsze leki na nadciśnienie i czują się coraz gorzej. Choroba nie tylko nie ustępuje, ale się pogłębia, co z reguły kończy się kalectwem lub śmiercią na skutek wylewu.

A teraz będzie bardziej optymistyczna część mojej notki.

Znam wielu takich (i wciąż do mnie piszą nowi), którzy zostali naprawdę skutecznie i na zawsze wyleczeni z bardzo poważnych chorób przez zwykłych dietetyków i lekarzy homeopatów. W przypadku cukrzycy wystarczy 30 dni zdrowej diety, żeby całkowicie i na zawsze wyzdrowieć. Cukrzyca jest spowodowana złym odżywianiem, więc tylko zmianą diety można ją wyleczyć. Podobne efekty uzyskuje się w przypadku każdego rodzaju grzybicy. Zamiast smarować się drogimi i nieskutecznymi maściami lub całymi latami łykać antybiotyki wystarczy odstawić słodycze (nie stosować „dietetycznych” słodzików, są rakotwórcze!!!) i zmienić dietę na taką, która „zagłodzi” chorobotwórcze grzyby.

W przypadku całego mnóstwa innych chorób najlepiej udać się i do dietetyka, i do lekarza-homeopaty. Dobrze dobrana dieta czyni cuda, a leki homeopatyczne nie tylko nie szkodzą, ale są bardzo skuteczne w przywracaniu zdrowia, i to nie tylko fizycznego, ale i psychicznego. Homeopatia uzdrawia całościowo. Dlatego lekarz zadaje pacjentowi te wszystkie pytania, które mogą wydawać się bardzo dziwne i nie związane z chorobą, na którą skarży się pacjent. Bo niby co mają wspólnego okulary z problemami gastrycznymi? Mają tyle, że pacjent jest całością. Jego oczy, żołądek i całą resztę łączą wzajemne zależności, o których alopata specjalizujący się wyłącznie w gastrologii lub okulistyce nie ma pojęcia. Lecząc homeopatycznie żołądek można wyleczyć nerwicę lub brak pewności siebie.

Dobrzy lekarz, to skuteczny lekarz. Nawet, jeśli za wizytę trzeba zapłacić i nawet jeśli wydaje się to drogo, należy się zastanowić, co się bardziej opłaca: korzystać z „darmowej”, tragicznie źle działającej służby zdrowia i do końca życia tracić majątek na trujące leki alopatyczne, czy wysupłać pieniądze na jedną lub kilka drogich wizyt w gabinecie homeopaty i potem do końca życia być w pełni zdrowym i nie wydawać już ani grosza na leczenie? Zastanówcie się nad tym sami.

I jeszcze taka mała dygresja: dlaczego homeopatia jest tak zajadle zwalczana zarówno przez medycynę alopatyczną, jak i przez Kościół? Dlaczego ludzi straszy się demonami, opętaniem lub jakimiś rzekomymi tragicznymi skutkami ubocznymi leczenia homeopatycznego?

Moim zdaniem odpowiedź jest prosta: lek homeopatyczny (oczywiście, jeśli zostanie naprawdę dobrze dobrany, indywidualnie do potrzeb pacjenta) przywraca człowiekowi równowagę na wszystkich poziomach. Nie tylko na fizycznym, ale psychicznym i duchowym. Osoba taka staje się silna psychicznie i duchowo, co sprawia, że jest niezależna, odważna i asertywna. Takim człowiekiem nie da się manipulować ani bezkarnie go oszukiwać. Władza duchowa ani świecka nie potrzebuje takich wyzwolonych jednostek. Władza kocha, żeby obywatele byli jak te barany: ciemni, bezmyślni i posłuszni. Żeby na zawołanie kupowali, szczepili się, dawali na tacę, głosowali na szubrawców i broń Boże nie myśleli.

I na zakończenie ostrzeżenie!

Jak było do przewidzenia, po emisji „Uwagi” cała banda sprzedawczyków, raczej nie bezinteresownie stojących na straży interesów przemysłu farmaceutycznego, dostała istnego szału i ataków furii. Zapluwają się biedacy w swoich blogach i komentarzach na forach dyskusyjnych jadem swojej nienawiści, ale cóż mogą zrobić wobec niezbitych faktów? Faktom nie da się zaprzeczyć.

Ci sami ludzie do niedawna toczyli na swych blogach świętą wojnę przeciwko tzw. „teoretykom spisku”, nawołującym do bojkotu szczepień przeciwko świńskiej grypie i negującym globalne ocieplenie spowodowane przez człowieka. Dziś nie muszę nikomu tłumaczyć, kto miał rację.

Bez względu na to, czy była ona naturalna, czy sztucznie wytworzona w laboratoriach, świńska grypa okazała się niegroźną mutacją tej choroby. Ani nie miała potencjału zabijania, jaki jej przypisywano, ani nie rozprzestrzeniała się tak szybko i na masową skalę, jak nam wmawiano. Ogłoszenie przez WHO pandemii 6 stopnia było nie tyle bezzasadne, co raczej było skutkiem korupcji, a wydatki, jakie rządy poniosły na zakup szczepionek okazały się wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Na szczęście zwykli obywatele wykazali dużo więcej rozsądku, niż rządy ich państw i zwyczajnie akcję szczepień zbojkotowali. Jeśli dziś ktoś czuje się chory z powodu tej grypy, to wyłącznie ministrowie odpowiedzialni za zdrowie obywateli i finanse państwa, ponieważ będą musieli stanąć przed komisją śledczą i wytłumaczyć się ze swoich nieprzemyślanych działań, którymi narazili budżety swych państw na tak wielkie straty, a zdrowie narodu na niebezpieczeństwo. Śledztwo wykazało, że szczepionki były produkowane w pośpiechu i nie spełniały norm bezpieczeństwa, dlatego podawanie ich ludziom, a zwłaszcza dzieciom mogło spowodować katastrofalne skutki.

Globalne ocieplenie również okazało się wielkim pseudonaukowym szwindlem. Obie te afery już dorobiły się miana przekrętu stulecia, a nawet wszechczasów i nie wiadomo, której z nich należy się palma pierwszeństwa. Naukowcy, których ludzie uważali do tej pory za nieskalane autorytety, stojące na straży obiektywnej, bo naukowej prawdy, okazali się przekupni i zdolni do fałszowania wyników badań. Robili to dla kariery i pieniędzy. Co gorsze, wręcz haniebne, stosowali terror wobec swoich kolegów, którzy uczciwość stawiali wyżej od kariery. Sprzedajni karierowicze wspinali się po szczeblach kariery, podczas gdy uczciwi i rzetelni uczeni, broniący prawdy tracili posady i dobre imię.

Dziś ci sami ludzie, którzy w agresywny, napastliwy i wręcz chamski sposób narzucali światu kłamstwa na temat szczepionek i klimatu, zaszczuwając i opluwając wszystkich, którzy sprzeciwiali się tej obrzydliwej kampanii dezinformacji, teraz ośmielają się opluwać homeopatię i medycynę naturalną. A co najbardziej zdumiewające – znajdują czytelników, bezkrytycznie wierzących w te odrażające brednie. Ludzie, którzy dwa razy zostali przyłapani na zbrodniczych kłamstwach są dla was wiarygodnym źródłem informacji? Zastanówcie, się co robicie! Ile razy musicie zostać oszukani, żebyście w końcu zrozumieli, że to sprzedajni psychopaci, wynajęci przez koncerny farmaceutyczne lub skorumpowanych polityków do naganiania im klientów?

Jeśli ktoś nie czuje się jeszcze przekonany, podam tutaj konkretne liczby. Dane nie są najnowsze (lata 2000-2004), ale jest oczywiste, że dziś zyski koncernów farmaceutycznych są z całą pewnością wyższe, a nie niższe. Dane pochodzą z filmu „Zdrowie na sprzedaż”.

– 2004 r.: leki na receptę przyniosły ponad 500 mld. $,

– 2002 całkowity dochód Big Pharma wyniósł 36 mld. $ i był wyższy od sumy dochodów pozostałych 490 międzynarodowych przedsiębiorstw z listy 500 najbogatszych korporacji na świecie,

– W 2004 r. Big Pharma zanotowała 205 mld. $ przychodu, prawie tyle, ile wynosi produkt krajowy brutto Danii.

Lista Top Ten leków:

– Lipitor na obniżenie poziomu cholesterolu (Pfitzer) przyniósł w ciągu roku 10 mld $ zysku,

– Zocor, także na obniżenie poziomu cholesterolu (Merck) dochód w ciągu roku 6 mld 100 mln dochodu,

– Zyprexa, lek antydepresyjny (Eli Lilly) 4 mld. 800 mln $,

– 480 mld. $ przychodu z 7 pozostałych leków (2 na wrzody, 1 na nadciśnienie, 1 antydepresyjny, 1 na choroby serca, 1 na astmę i 1 na anemię).

Leki homeopatyczne nie przyniosły koncernom z Big Pharma żadnego dochodu, a co gorsze, odebrały im wielu klientów. Odebrały ich na zawsze, ponieważ ludzie ci zostali skutecznie wyleczeni i nie kupują i kupować nie będą już żadnych leków.

Czy teraz jest już jasne, dlaczego homeopatię należy zniszczyć i zdelegalizować?

Jeszcze mamy wybór. Jeszcze chronią nas humanitarne prawa. Jeszcze wciąż obowiązuje Karta Praw Pacjenta. Ale jeśli będziemy bierni i pokorni jak te barany, nasze prawa zostaną nam odebrane, a my zostaniemy zmuszeni do spożywania GMO, aspartamu i skażonej pestycydami żywności, do będącego skutkiem tego chorowania i leczenia się jedyną legalną metodą: trującą i zabijającą chemią. A to będzie oznaczało, że już wkrótce staniemy się jedynie kolejną bezosobową cyferką w statystykach śmiertelności medycyny alopatycznej.

Pewien wróg naturalnego zdrowia z mściwą satysfakcją napisał na blipie, że produkująca leki homeopatyczne firma Boiron osiąga 500 mln. dochodu. Cóż to jest w porównaniu z miliardami Big Pharma? Ale to i tak niezwykle radosna wiadomość, bo świadczy o tym, że na świecie jest dużo więcej mądrych i dbających o zdrowie ludzi, niż przypuszczałam. Jest to świetna wiadomość również dlatego, że skoro jest nas tak dużo, to znaczy, że stanowimy potężną siłę, z którą decydenci muszą się liczyć. Znaczy to, że jeśli ktoś będzie próbował zdelegalizować homeopatię spotka się to z potężnym sprzeciwem. Tak więc jest to naprawdę świetna wiadomość.

Zabójcza medycyna naturalna – racjonalista.pl

Autor: Maria Sobolewska
Źródło: Jestem za, a nawet przeciw

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Praktycznie 85% nowych leków syntetycznych nie działa w ogóle. Tekst w języku angielskim.

Posted on 21 sierpnia 2010. Filed under: leki chemiczne, leki syntetyczne, oszukańcze koncerny, Oszustwa mediów |


(NaturalNews) Corruption and fraud in the drug industry is nothing new, but a new report to be presented at the 105th Annual Meeting of the American Sociological Association reveals that most new pharmaceutical drugs offer practically no benefits and a whole lot of negative side effects.

Donald Light, sociologist, professor of comparative health policy at the University of Medicine and Dentistry of New Jersey and author of the new study, explains that the drug industry as a whole produces all sorts of „lemon” drugs that do not work, whose efficacy has not been proven and whose manufacturers are protected from responsibility by industry protection laws.

„Sometimes drug companies hide or downplay information about serious side effects of new drugs and overstate the drugs’ benefits,” he said in a press release. „Then, they spend two or three times more on marketing than on research to persuade doctors to prescribe these new drugs. Doctors may get misleading information and then misinform patients about the risks of a new drug.”

According to an independent review, only about 15 percent of new drugs even work as stated, and most new drugs — whether they offer a benefit or not — come with serious side effects that are now a significant cause of death in the U.S.

The report explains that drug companies deliberately expose large amounts of people to ineffective, harmful drugs in trials, but skew them to make it look as if the drugs are effective. They then submit hosts of incomplete, inaccurate data to the FDA for approval, followed by large marketing campaigns designed to convince doctors to prescribe the newly approved drugs for both approved and unapproved uses.

According to the report, an analysis of 111 final drug applications revealed that 42 percent were missing adequate randomized trials, 40 percent had inaccurate dosage testing, 39 percent failed to show drug efficacy, and roughly half revealed the drugs to have serious adverse side effects.

Light also emphasized that, because drug companies control both the scientific testing process and the selection of which tests get submitted to the FDA or get published, the entire process is biased and flawed.

http://www.naturalnews.com/029535_drugs_Big_Pharma.html

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Policja zabiła 4 osoby na demonstracji przeciwko brutalności policji

Posted on 6 kwietnia 2010. Filed under: Cenzura, Chęć zysku w TVN, nienawiść rasowa, oszukańcze koncerny, zakłamane media, Zero prawdy, zielarstwo, zioła, Złe Prawo, łapówkarstwo policjii | Tagi: , |


Opublikowano: 06.04.2010 

NIGERIA. Protest zwołany w Ajegnule (część aglomeracji nigeryjskiego megamiasta Lagos) 3 kwietnia, wobec zabójstwa przez policję 24-letniego Charlesa Okafora dwa dni wcześniej, zamienił się w masakrę po tym, jak policjanci odpowiedzieli na rzucone w nich kamienie strzałami. Lokalne media podają, że w tym incydencie zginęły 4 osoby przypisując dwa zgony działaniom policji. Źródła w policji w Lagos zaprzeczają tym zarzutom, mówiąc że nikt nie zginął.

Trwa społeczna presja na lokalne władze by zrobić porządek z notorycznie skorumpowanymi i brutalnymi służbami w Lagos. Problem stał się głośny właśnie po śmierci Okafora, który zmarł po tym jak policja zatrzymała go robiącego graffiti. Policja odmawia wzięcia odpowiedzialności za śmierć, twierdząc że w trakcie autopsji nie znaleziono żadnych śladów pobicia i mówiąc dziennikarzom, że “on po prostu przewrócił się” gdy policja dokonywała aresztowania.

Protest w Ajegunle miał lustrzane odbicie w Abujy, gdzie 2 kwietnia motocyklowi kurierzy zablokowali barykadami drogę po tym gdy (jak twierdzą) policjant zabił ich kolegę na punkcie obserwacyjnym przy skrzyżowaniu. Policja temu także zaprzecza i mówi, że śmierć miała miejsce w wyniku wypadku.

Dalsze protesty są prawdopodobne.

Tłumaczenie: czerwony dres
Źródło oryginalne: libcom.org
Źródło polskie: Centrum Informacji Anarchistycznej

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Dziennikarskie przekręty

Posted on 5 kwietnia 2010. Filed under: Cenzura, koncerny, Korupcja, oszukana polska, oszukańcze koncerny, Oszustwa mediów | Tagi: , , , , |


Opublikowano: 02.03.2010 

Obserwując scenę polityczną w Polsce, zauważyłem, że dziennikarze, którzy mnie zawsze zwalczali, stali się słynni i bogaci. Historia ostatnich 20 lat pokazuje, że można było zrobić dobrą karierę na tendencyjnym szkalowaniu mojej osoby. Niektórzy robią to do dzisiaj.

Jedna z “moich” paszkwilantek, Żydówka Anne Applebaum, już w 1990 roku publikowała o mnie obrzydliwe teksty w skrajnie konserwatywnej amerykańskiej prasie. To samo po angielsku i po polsku pisał jej mąż Radek Sikorski, były dziennikarz, który zrobił karierę w polityce. Radek robi teraz podchody na stanowisko prezydenta RP, a jego żona Applebaum obiecuje, że przestanie pisać tendencyjne teksty dla amerykańskiej prasy, kiedy zostanie Pierwszą Damą w Polsce. Wiadomo, że Pierwszej Damie nie wypada pisać paszkwili. Może to zlecić innym osobom.

W 90 roku atakowali mnie tacy dziennikarze, jak Daniel Passent i Jarosław Gugała, którzy dostali stanowiska ambasadorów RP w Argentynie i w Urugwaju. Dziennikarz Krzysztof Kasprzyk za swój udział w książce “Śladami Stana Tymińskiego” był konsulem w Vancouverze, Los Angeles i Nowym Jorku. Piotr Najsztub dostał miesięcznik “Przekrój” oraz programy publicystyczne w TVP, a jego szef Adam Michnik został niekwestionowanym królem żydowskiego “Salonu”. Monika Olejnik oraz Tomasz Lis do tej pory dostają najwyższe pensje w telewizji. Nawet Anita Gargas, którą znałem jako przymierającą głodem młodą emigrantkę w Toronto i pożyczałem jej pieniądze na przeżycie, paszkwilowała mnie w 90 roku, teraz jest szefem publicystyki w TVP. Śp. dziennikarz Roman Samsel, którego kiedyś zatrudniłem do edycji mojej książki “Święte psy”, napisał na mój temat kilka książkowych paszkwili i jeździł z nimi do szkół średnich w całej Polsce, aby osobiście niszczyć moją reputację. Zmarł w wielkich cierpieniach na raka dwunastnicy.

Lista “moich” paszkwilantów jest bardzo długa i nie jest to miejsce na jej publikację, a więc dałem tylko kilka przykładów, że szkalowanie Tymińskiego okazało się działalnością bardzo korzystną dla wielu dziennikarzy. Notabene przez ostatnie 20 lat jestem w Polsce pod ścisłą cenzurą – nikt w Kraju nie opublikuje moich tekstów, a więc nie mam możliwości obrony. Pewnie z obawy, aby nie zdewaluować wartości tych wydumanych paszkwili.

Zawsze byłem zdumiony, z jak wielkim zacięciem byłem kłamliwie atakowany przez obcych mi ludzi. Jest to swego rodzaju komplement, że poświęcili mi tyle uwagi, ryzykując przez pisanie potwornych kłamstw swoją reputację. Atakowano mnie głównie za to, że odważyłem się bronić Polaków skazanych na biedę przez mafijno-polityczny układ “okrągłego stołu”, oraz za to że w 1990 roku zdobyłem poparcie milionów Polaków, którzy po 8 tygodniach morderczej kampanii wyborczej wybrali mnie na stanowisko swego prezydenta. Tyle, że na koniec “dopasowano” wynik wyborów na korzyść Lecha Wałęsy. Byłbym wtedy waszym prezydentem, gdyby nie dorzucono kartek do urn w dużych miastach wojewódzkich, gdzie “układ” miał swoich ludzi. Po sfałszowanych wyborach byłem brutalnie porzucony przez własny elektorat na pożarcie zjadliwych paszkwilantów, którzy dalej rzucali się na mnie jak wściekłe psy. Czarne chmury zebrały się wtedy nad Polską i wiszą nad krajem do tej pory. A byliśmy tak blisko zwycięstwa i udało nam się obalić wrogi nam antypolski rząd Tadeusza Mazowieckiego. Mimo że prawdziwy wynik wyborów przyhamował socjopatyczne reformy Leszka Balcerowicza, to wszystko poszło na marne, bo dziś Polską rządzi haniebny układ PO-PiS.

W 1991 roku sfałszowano wybory, utrącając większość Partii X za domniemane podrabianie podpisów koniecznych do rejestracji kandydatów, ale bez podania żadnych dowodów. Pamiętam, z jaką radością moi paszkwilanci jednostronnie opisywali ten incydent w prasie krajowej i zagranicznej. Niedługo potem śp. Mieczysław Bareja, przewodniczący Komisji Wyborczej w Warszawie, który nas świadomie utrącił z wyborów, umarł na atak serca jako potwierdzony współpracownik SB w czasie swojej własnej rozprawy lustracyjnej.

Piszę ten tekst jako przestrogę, że jeśli kiedyś w przyszłości znajdzie się prawy Polak, który odważy się ostro zawalczyć o wasz los, to znowu potężna grupa paszkwilantów będzie go niszczyła na wszelkie sposoby w zamian za zaszczyty i pieniądze. Będą oni nagradzani przez poprzednich paszkwilantów, którzy już sławę i stanowiska zdobyli haniebnym szkalowaniem.

Taka sytuacja będzie trwała, dokąd każdy Polak nie zrozumie, że kiedy niszczą jego lidera, który reprezentuje jego interesy na scenie politycznej, to on sam jest celem ataku – to on jest niszczony. W czasie wojny, a taką dziwną wojnę niestety mamy w naszym kraju, najważniejsze jest zniszczenie strategicznego dowództwa. Potem już łatwo zwyciężyć i rozproszyć żołnierzy. Nie jest to tajemnica, że ludźmi, którzy są biedni i bez liderów, jest łatwo manipulować i rządzić pod pozorami demokracji.

Osobiście nigdy nie widziałem sytuacji, aby Polacy stanęli murem za swoim liderem-reprezentantem, kiedy był on atakowany przez naszych wrogów. Ba, nigdy nie widziałem nawet zbiórki pieniędzy na koszty kampanii wyborczej jakiegoś kandydata. Tak jakby Polacy nie cenili i nie mieli potrzeby, aby mieć własnych reprezentantów w polityce. A polityka jak dźwignia daje możliwość największych zmian na korzyść obywateli. W prawdziwej demokracji głos oddany na danego kandydata jest głosem na samego siebie. Kto tego nie rozumie, jest tylko kibicem polityki, a nie jej uczestnikiem, i jako kibic swego głosu w urnie wyborczej nigdy nie będzie bronił. A największa bieda, to nie brak pieniędzy, ale tchórzostwo i brak wiedzy.

Na koniec pragnę zwrócić uwagę, że kiedy dana nacja nie jest w stanie wykreować, wesprzeć i obronić swoich liderów reprezentantów, to ich miejsce natychmiast zajmą wyszczekani i sowicie opłacani dziennikarze paszkwilanci. A to dlatego, że na poziomie władzy natura nie znosi próżni. Kraj prowadzony przez bandę dziennikarskich paszkwilantów nigdy nie będzie bogaty. Przyszłość ludzi w takim kraju będzie kreowana przez haniebną mentalność byłych dziennikarzy, którzy służą możnym tego świata tylko dla własnych korzyści. Musimy to zmienić. Czas, aby Polska, nasza ojczyzna, nareszcie była prawdziwą matką, a nie okrutną macochą.

Autor: Stanisław Tymiński
Źródło: Tygodnik “Goniec” z Toronto

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

TO B(t) OR NOT TO B(t)

Posted on 5 kwietnia 2010. Filed under: gmo, gmo szajs, oszukańcze koncerny, Oszustwa mediów | Tagi: , , |


Gigantic, greedy and powerful multinational companies are using muscle and media power to push through genetically modified food products, backed by parasitic lobbies in India peddling unscientific evidence. Will Jairam Ramesh succumb to this profit cartel?

Shaweta Anand Delhi

Those opposed to GM-food may be happy to see how Union Environment Minister Jairam Ramesh stopped Bt brinjal’s commercial release after public consultations. However, the way the Biotechnology Regulatory Authority of India (BRAI) draft bill is taking shape, with its draconian clauses to thwart any anti-GM voices, it wouldn’t be too surprising if we are found chewing Bt vegetables in the near future, without even knowing it! Quite like the civilian nuclear deal with the United States that went through all kinds of legislative and political convulsions before it was passed in Parliament, the clearance of Bt brinjal is expected to test similar frontiers of Indo-US strategic partnership – this time in the realm of agriculture.

Despite the minister’s assurance that the period of six months would be used for getting scientific opinion and a better appreciation of this ticklish issue, there are core issues that must be dealt with before the country faces the same challenge again – to B(t) or not to B(t)?

Bt (Bacillus thuringiensis) is a toxic, soil-based bacteria, which is being genetically engineered into food crops so that they can ward off pest-attacks ‚most effectively’ as the new toxin-laden plant will kill any pest that dares to feast on it for breakfast. Indeed, US-based agri-giant – Monsanto – has grown from being a chemical company into one of the highest money spinners through transgenic technology, that is, the technology of transferring genes from one kind of organism to another, across different species.

Farm animals (in the US) are largely fed Bt corn and Bt soya and roughly 70-80 per cent of what humans consume has derivatives of the same processed GM-food. „Even though it does not establish a cause and effect relationship, it gives prima facie evidence that there could be a causal relationship between rising consumption of GM-food and rising gastrointestinal disorders as curves for both these observations overlap,” says Dr Pushpa Mittra Bhargava, scientist and Supreme Court-appointed nominee to observe functioning of the Genetic Engineering Approval Committee (GEAC), ministry of environment and forests. He was speaking at a colloquium on Bt brinjal in Jawaharlal Nehru University (JNU) in January, 2010. He was interviewed by Hardnews later.

In his book called First the Seed, Jack Ralph Kloppenburg Jr, of the University of Wisconsin, writes: „Both transnational and the ‚genetic research boutiques’ are gearing to enter a market for seed that is projected to be $7 billion dollars in US alone by the year 2000.” In a 2008 article titled Monsanto’s Rich Harvest in the Business Week, author Brain Hindo says: „The company’s first-quarter earnings nearly tripled, from $90 million to $256 million…  Sales for the period rose 36 per cent to $2.1 billion.” This can give a fair idea about how fast this industry is growing.

Narrating the experience of African country Zambia with regard to GM-food, Bhargava says, „US had offered GM-corn to Zambia in the past, which they refused because genetically modified genes would contaminate other crops as well. The country exports many of its non-GM foods to Europe where maximum people prefer it. So Zambians chose to protect their own export market outside while in India, we don’t realise that with the different kinds of vegetables we have – some of them with pharmacological properties (karela, drumsticks etc) – we could become leaders of the world’s (non-GM) vegetable market in future. But if we let in Bt brinjal now, we will open floodgates for 20 other kinds of GM-vegetables, besides closing our doors to the world vegetable market, forever.”

Prime Minister Manmohan Singh announced a bilateral deal during his trip to the US in 2005 and said in his speech to the US Congress: „(India’s) first green revolution benefited in substantial measure from assistance provided by the US. We are hopeful that the Knowledge Initiative on Agriculture (KIA) will become the harbinger of a second green revolution in our country.”

It has to be pointed out that no debate proceeded in the public domain or amidst the policy-making elite in India on such a deal or contours of the second green revolution, if any, says Kavitha Kuruganti of the Kheti Virasat Mission.

„All this talk about the launching of a second green revolution is just a red herring. This deal is essentially about changing Indian regulatory regimes around agriculture so that it suits the American business interests better. Fundamental questions about what is it that we really need to learn from the USA where farming is propped up with huge subsidies; whether there are similarities between American and Indian farming so that we need to learn from them; aren’t there huge differences between the way USA and India approach specific issues within agriculture and so on have to be answered first? In fact, the government needs to first state what lessons have been learnt from the first green revolution, before launching a second green revolution,” informed Kuruganti, in an interview to Hardnews.

„It is little wonder then that about 35 per cent of our agricultural research focuses on preparing Bt products as a majority of the Indian scientific community continues to chase the Bt gene,” says Dr Suman Sahai, senior scientist and convenor, Gene Campaign.

In an analysis offered by Rajeshwari S Raina, the Indo-US collaboration document is based on ‚a consideration mechanism’ among senior Indian Council of Agricultural Research (ICAR) officers, select VCs of state agricultural universities, directors of national institutes, private organisations and other stake holders. There is no mention of consultation with farmers.

„Public doesn’t know what GM technology is, so there is limited point in debating the good or bad of it, for instance, at the public consultations (before Ramesh announced moratorium on Bt brinjal),” says Prof KC Bansal, principal scientist, National Research Centre on Plant Biotechnology, ICAR.

„The basic problem is that Indian scientists or ‚experts’ feel they know everything, including the practical aspects of agricultural practices that farmers know better about. There is an unfortunate gap between the powerful, privileged scientific community and the farmer,” says Prof KJ Mukherjee of the Centre of Biotechnology, JNU.

Sahai noted that if farmers were asked, they could have probably suggested more uses of biotechnology in our country, but alas, our scientists are busy preparing Bt okra, Bt tomato, Bt cauliflower etc, as if all our food security woes will get resolved by hammering out that single toxic Bt gene. Monsanto gets paid a license fees every time there is a sale of any Bt product anywhere in the world.

To top it all, bacterial wilt is the main pest that affects brinjal not shoot and fruit borer to kill which Bt brinjal got made in the first place, she adds. One can clearly see how this business is single-mindedly market-driven and not based on the needs of farmers.

Whether Bt brinjal eventually comes through or not (most probably it will), there are serious issues with our preparedness. Inadequate, long-term testing of GM-food products for assessing their health impact on human beings is one major problem. There are no working labelling laws that could enable consumers to differentiate between GM and non-GM-food. Even if one consumes GM food – knowingly or unknowingly – there are no liability laws that fix responsibility on someone in case of adverse health impact. The biggest concern is regarding correlation of appearance of disease in humans and GM-food consumption in the absence of a post-release monitoring system, which should ideally be in place before introducing GM-food products in the market. Clearly, we are not prepared for consuming GM-food products safely, not just yet. Besides, why should we, if long-term independent tests establish that they are unsafe for human consumption?

A report on health impacts of GM-foods by ‚Doctors for Food and Biosafety’- a network of concerned Indian medical professionals – should sound like a wake-up call for a majority of Indian policy makers, agricultural scientists and agri-businessmen, who apparently want to bypass rigorous testing mechanisms and allow GM-food products to enter Indian markets as soon as possible.

In an interview to Hardnews, Dr GPI Singh of the doctors’ network says, „There are 65 documented evidences of adverse health effects related to consumption and exposure to GM crops – food or non-food.” Their report urges policy makers to utilize the Precautionary Principle approach that mandates rigorous, long-term testing by independent scientific bodies since GM-food once released in the environment cannot be recalled as easily as harmful agro-chemicals like DDT. Once released, the effects of GM crops could stay on for a lengthy time-period. Long-term testing is crucial instead of the 90-day safety trials conducted on rats by Mahyco – the Maharashtra-based Biotech Company that manufactures Bt brinjal.

Apparently, Monsanto claims that it’s Mahyco which is involved, when controversy hits it. Incidentally, Monsanto has 26 per cent stake in Mahyco.

Among studies quoted in the doctors’ report, crucial is one conducted by Austrian scientists (2008) that found reproductive issues with third and fourth generation mice eating Bt corn. In another study done by Italian scientists (2008), there were alterations in immune reactions in weaning and old mice that were fed Bt maize.

Noted epidemiologist Dr Judy Carman of Institute of Health and Environmental Research, Australia, analysed the food safety evaluation for Bt brinjal as done by Mahyco and found issues with their research methodology. Jairam Ramesh acknowledged Carman’s view in his public statement on Bt brinjal after introducing a moratorium on its commercial use in February this year. She is facing trouble  in her own country for speaking  out against interests of powerful biotech companies.

Carman’s report reveals stunning facts that were probably missed by the powerful people and media outfits promoting GM-food: „…if this GM-brinjal comes into the Indian food supply, then every Indian will be eating it, resulting in 1.15 billion Indians exposed to the GM-brinjal. Some of those exposed will be children or the elderly. Some of those exposed will already be ill with cancer, auto-immune problems, heart disease, diabetes, or infectious diseases. Because of the number of people exposed, if GM-brinjal is later found to cause illness, it could cause significant economic and social problems for India.  For example, if only 1 in 1,000 of exposed people later gets ill, or has an underlying illness made worse, then 1.15 million Indians would be ill and requiring treatment.”

In an exclusive interview with Hardnews, she says: „What happens is that studies conducted by GM companies generally involve very few animals and generally measure things relevant to animal production (eg. meat yield) rather than human health.  We need thorough, long-term animal feeding studies that measure things relevant to human health, conducted by people independent of GM companies.  But independent researchers have serious problems getting samples of GM-crops for research. For instance, a farmer who buys GM-crops from Monsanto signs a contract with Monsanto that prevents the farmer from doing any research or giving seeds to others to do it. This includes any crop yield, environmental or health research. And GM crops have a strong patent on them.  If a GM gene lands in a farmer’s crop, it belongs to the GM company. So farmers can find themselves growing GM- contaminated crops without choosing to, because bees have carried GM- containing pollen into their crop, or because the farmer has unknowingly bought contaminated seeds.  And then the farmer can be fined by the GM company for growing a GM crop without a licence to do so.  This has happened to farmers in other countries.”

Emphasising the necessity of long-term testing, Sahai says, „When you insert a gene into a new organism in a fairly aggressive manner, you do not know where that gene will go and sit and how many copies of it will get made… Gene regulation is not something we understand to the fullest extent, but when you disturb genetic material of the organism by adding new genetic material, chances are that its local environment will change and its regulation could change too. Hence the importance of long-term testing for toxicity and allergenicity to check for formation of new proteins.”

Further, Bhargava asserts, „the toxic gene might insert itself in a beneficial gene and disturb its function or it might lead to formation of new proteins or deletion of useful ones. Only adequate and rigorous safety testing can resolve that doubt. But GEAC has done none of these tests. It has basically believed the safety tests done by the company!”

In October 2009, the GEAC gave clearance to the release of commercial use of Bt brinjal after few years of introduction of Bt cotton in India. There are company claims that farmers have benefited immensely from rising cotton yields since Bt toxin – the toxic gene to kill pests that ingest it – got introduced in ordinary cotton varieties. Others on the ground, however, give abundant evidence regarding instances of allergies, cattle deaths and farmer suicides due to rising agricultural input costs that includes purchasing relatively expensive Bt cotton seeds every season.

„Where can a farmer go and register a complaint about allergic reactions he developed after exposure to Bt crops? Even the local agricultural officer doesn’t know anything about such a redressal mechanism,” says Sahai.

Besides health hazards and related socioeconomic costs to the Indian exchequer, recent media reports reveal that pests have become resistant to Bt toxin in four districts of Gujarat, thus defeating the very purpose of introduction of GM crops in the first place. Monsanto now plans to introduce another variety of Bt cotton called Bollgard 2, which will have two toxic genes instead of one to deal with more pests.

Former member of Planning Commission and former Union minister of state for agriculture and water resources, Chowdhary Sompal, says, „In the normal course of nature, pests are bound to develop resistance to pesticides within three to five years of first exposure. So no matter what product Monsanto brings in, pests will soon become resistant to it.” Questioning the very idea of farmers’ dependency on profit-driven companies, he opposed the ‚slow poisoning’ caused by toxic Bt gene that gets inserted in the plant.  „This inbuilt poison cannot be washed away, unlike externally sprayed pesticides,” says Dr Krishen Bir Choudhary, president, Bhartiya Krishak Samaj. He criticised the MNCs for the slow disappearance of our traditional, diverse seed varieties.

Speaking about politics (and profits) of seed ownership, Vijay Jardhari of Beej Bachao Andolan, Uttarakhand, whose organisation has led protracted struggles to preserve indigenous food culture and biodiversity of the Garhwal hills, says that traditionally, Indian farmers could grow many crops that kept everyone relatively healthier since they consumed nutrition from multiple sources. But after the advent of hybrid technology, and GM crops, farmers are being forced to grow monoculture crops since that increases profits for the company. This has health consequences because those living in remote hills or in cities need doctors and medicines since they suffer from lack of basic nutrition due to the non-availability of all seasonal crops. This was not the case before agriculture started getting industrialised and becoming dependent on lab-made agro-inputs.

Dr Satyajit Rath, faculty at the National Institute of Immunology, New Delhi, feels that the condition of small and marginal farmers is deplorable as „he’s slowly getting coerced to buy all kinds of agricultural inputs from the market, including GM-seeds, but cannot sell back his product the same way”. The local seed dealer runs the agricultural economy since he is also the creditor.

„This seed dealer gets a commission from the company on every packet of Bt seeds he sells to the farmer, but to conclude that Monsanto is ‚evil’ and has a calculated design to kill our farmers is incorrect, because all they want to do is increase their sales! This is the how the capitalistic system works anywhere.” Most of our ministers and agricultural scientists too belong to the same neo-liberal paradigm, Rath added.

„The main problem,” says Mukherjee, „is that risk assessment of GM-foods is not an easy task for scientists anywhere in the world.” It is particularly challenging in the Indian context because human life here has little value. So the malnourished majority will also eat (Bt) brinjal because it is a cheap, readily available vegetable. So how can safety tests exclude this aspect, especially keeping in mind their low immunity?

„The poor are exposed to so many toxins regularly that might tend to hide negative effects of Bt toxin present in GM-brinjal. Therefore, safety tests designed for the poor of this country will need a combination of hard sciences and social sciences along with long-term health checks, which is not what our Indian scientists are currently doing, despite one of the world’s best agricultural research infrastructure in the world,” he added.

Calling their research work as a metaphorical ‚aam patta jam patta’ (if someone has done research on mango leaves, repeat the same with jamun leaves), Prof Mukherjee urged Indian scientists to rise above from manufacturing profit-driven ‚quickies’; instead they should generate genuinely new scientific knowledge that can be useful to millions across the spectrum. „As for what they’re doing with Bt now, even a BSc student can do that!” he says.

And Rath was more cryptic: „Scientists are after all government employees. Whatever the government will tell them, they will do.”

Źródło: http://www.hardnewsmedia.com/2010/03/3509

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Niebezpieczna żywność – komentarz lek. Enji

Posted on 3 kwietnia 2010. Filed under: dr Enji, enji, kodeks żywnościowy, koncerny, Korupcja, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, monsanto, niebezpieczna żywność, oszukańcze koncerny, szajs gmo, żywność gmo | Tagi: , , |


Sprawa jest śmiertelnie poważna. Według danych rządu Stanów Zjednoczonych raczkujące dziś pokolenie Amerykanów będzie pierwszym od stulecia, które pożyje krócej od swoich rodziców. Powód: otyłość. Co trzecie amerykańskie dziecko ma chroniczną nadwagę, a co za tym idzie – jest skazane na nadciśnienie, cukrzycę, astmę albo raka. Na odsiecz rusza Michelle Obama. W połowie lutego Pierwsza Dama wystartowała z przygotowywaną przez rok kampanią Let’s Move (Ruszmy się!), debiutując tym samym w – tradycyjnie wypełnianej przez żonę prezydenta – roli społecznej aktywistki. Przy wsparciu organizacji pozarządowych, biznesu i mediów będzie zachęcać dzieciaki, żeby odstawiły colę na rzecz soku, frytki na rzecz marchwi i siedzenie przed komputerem na rzecz ganiania za piłką.

Inicjatywa szlachetna, tyle że jej szanse powodzenia są znikome. Żeby przestać tyć, Amerykanie na nowo muszą zbudować sobie system produkowania jedzenia. Ale na taką zmianę się nie zanosi, bo nie pozwolą na nią ci, którzy dziś na karmieniu narodu zarabiają miliardy.

„Jesteś tym, co jesz” – mawiają za oceanem. Jeśli popularne powiedzenie potraktować dosłownie, naród amerykański jest zaprojektowanym w laboratorium, genetycznie zmodyfikowanym i wielokrotnie przetworzonym produktem wielkiej korporacji.

Nasiona

Największym żywicielem Ameryki jest dziś Monsanto – firma, która przez dziesięciolecia produkowała trucizny, jak środek owadobójczy DDT czy zawierający dioksyny preparat niszczący roślinność, używany przez amerykańską armię w Wietnamie. W połowie lat 80. korporacja Monsanto z giganta chemicznego przepoczwarzyła się w giganta spożywczego. Oprócz środków do trucia naukowcy w jej laboratoriach zaczęli po prostu wymyślać środki do jedzenia. W 1982 roku jako pierwsi zmodyfikowali genetycznie komórkę roślinną. I to właśnie na nasionach Monsanto wyrósł wielomiliardowy przemysł żywności genetycznie modyfikowanej (GMO).

Rozkwit interesu umożliwiła decyzja Sądu Najwyższego USA, który w 1980 roku pięcioma głosami przeciw czterem zezwolił na patentowanie żywych organizmów. Sprawa nie dotyczyła wprawdzie nasion GMO, tylko bakterii stworzonej przez General Electric do pożerania wycieków ropy, ale ustanowiła precedens dający początek przejęciu produkcji rolnej przez korporacje. Prawo do zbóż daje przecież władzę nad tym, co ludzie jedzą i czy w ogóle jedzą.

Ludzie Monsanto (firma istnieje od 1901 roku, a kokosy zarabiała już w latach 30. na sprzedaży sacharyny dla Coca-Coli) wpadli na pomysł tak prosty, że aż genialny: produkujemy jednocześnie silny środek chwastobójczy i roślinę, która będzie na niego odporna. Tak powstał Roundup i zmodyfikowana kukurydza. Farmer kupuje oba produkty, obsiewa pole kukurydzą i pryska Roundupem. Roundup kosi wszystko, co żywe, poza kukurydzą. Ta zaś – pozbawiona konkurencji – rośnie wysoka i żółta jak nigdy.

Wszyscy są zadowoleni. Monsanto – bo uzależnił farmera od swoich produktów. Z kolei zadowolenie farmera z wysokiej i żółtej kukurydzy jest tak duże, że podpisuje umowę licencyjną, która zakazuje mu zbierania nasion z zeszłorocznej uprawy, skazując go na coroczną dostawę nasion z Monsanto. Dzięki temu farmer jest jeszcze bardziej uzależniony, a koncern – jeszcze bardziej zadowolony.

Monsanto ma własną policję i siatkę donosicieli. Prawie setka inspektorów wspierana przez informatorów sprawdza, czy producenci kukurydzy nie dopuszczają się – jak ujmuje to koncern – „nasiennego piractwa”.

Firma ma również sposoby na tych, którzy chcą zostać przy zwykłych uprawach. Metoda pierwsza: Monsanto systematycznie likwiduje rynek tradycyjnych nasion przez przejmowanie ich producentów. Dwa najważniejsze zakupy ostatnich lat – największy światowy producent nasion warzywnych Seminis (2005 rok; za 1,4 miliarda dolarów) i Delta and Pine Land Company, olbrzym specjalizujący się w nasionach bawełny (2007 rok; za 1,5 miliarda dolarów). Na rynku zaczyna więc brakować nasion niepozostających pod kontrolą monopolisty. Druga metoda: presja prawna. Niesione wiatrem nasiona Monsanto rozsiewają się na pola przypadkowych farmerów, a firma oskarża ich o kradzież. U Bogu ducha winnego delikwenta zjawia się inspektor Monsanto i informuje o dwóch możliwościach: albo zawieramy ugodę i podpisujesz z nami umowę licencyjną, albo mobilizujemy naszych prawników i rozpoczynamy długą batalię sądową. Zanim się skończy – będziesz zrujnowany. Według danych organizacji Center for Food Safety, która od lat monitoruje działalność Monsanto, większości farmerów nie stać na prawniczą wojnę i idą na układ z firmą. Ci niepokorni – jak 85-letni Vernon Gansebom z Nebraski – nazywają Monsanto rolniczym gestapo. Gansebom jest jednym z około 500 rolników, którym korporacja każdego roku wytacza proces.

Monsanto jest dziś największym w USA właścicielem biotechnologicznych patentów. Ma ich prawie 700. Nie ma sobie równych na amerykańskim rynku genetycznie modyfikowanej kukurydzy, bawełny, buraków cukrowych, rzepaku, lucerny i soi. W przypadku tej ostatniej – odpowiada za 90 procent sprzedaży. Biorąc pod uwagę fakt, że prawie trzy czwarte żywności przetworzonej – a taką głównie jedzą Amerykanie – jest genetycznie zmodyfikowane, można sobie wyobrazić, jak ogromny jest wpływ Monsanto na ich dietę.

Zboża

Amerykanie jedzą głównie kukurydzę i soję. Powtórzmy: głównie z nasion Monsanto. W przeciętnym amerykańskim supermarkecie na półkach leży ponad 40 tysięcy różnych produktów spożywczych. Ale to bogactwo wyboru jest pozorne. Większość asortymentu jest zrobiona z tych samych składników. Według Larry’ego Johnsona, dyrektora ośrodka badań nad zbożami Uniwersytetu Stanowego w Iowa, 90 procent przetworzonej żywności w supermarketach ma w składzie albo kukurydzę, albo soję. Do tego sól, cukier i cała gama środków chemicznych decydujących o tym, jak jedzenie smakuje, wygląda i jak długo zachowuje „świeżość”. Tak żywi się większość Amerykanów.

Za taki stan rzeczy odpowiada polityka rolna USA, która od połowy lat 70. zwiększa subsydiowanie uprawy czterech zbóż: kukurydzy, soi, ryżu i pszenicy. Ich zaletą, z punktu widzenia rządu, jest to, że można je składować latami. Dla farmerów najwygodniejsza jest kukurydza, bo najlepiej się sprzedaje. 30 procent ziemi uprawianej dzisiaj w Stanach Zjednoczonych jest obsiane kukurydzą. Cmoka na to ze smakiem kilka korporacji kontrolujących rynek jej obróbki – Bunge, Cargill czy Archer Daniels – bo dzięki dopłatom kukurydza ląduje na rynku po cenach znacznie poniżej kosztów uprawy. Produkują z niej mączkę i – przede wszystkim – bogaty we fruktozę syrop i sprzedają dalej kilku gigantom kontrolującym rynek przetwarzania żywności – znanym również u nas – Unileverowi, Nestlé, Coca-Coli, Kellogg’s. Żeby było pysznie, czyli słodko, syropem kukurydzianym (jest tańszy od cukru) słodzi się wszystko – ciasteczka i lody, ale też płatki śniadaniowe, pieczywo, a nawet wędliny, sosy w proszku, zupy w proszku, ziemniaki w proszku i hamburgery. Zadowoleni są rolnicy, korporacje i konsumenci. To, że ci ostatni tyją i umierają od tego tycia, mało kogo interesuje.

Przetworzona, wysokokaloryczna żywność jest na półce w supermarkecie dużo tańsza niż świeże warzywa i owoce. I to wcale nie ekologiczne (te są jeszcze droższe), tylko pochodzące z wielkich, nawożonych na potęgę farm, ale niecieszące się aż tak hojnym wsparciem rządu jak cztery „zboża przetrwania”. Doktor Adam Drewnowski z Uniwersytetu w Waszyngtonie wyliczył, że najtańsze kalorie mają w sobie chipsy (w ich przypadku wyprodukowanie jednego megadżula, czyli 239 kilokalorii, kosztuje 20 centów). Cola jest tylko ciut droższa (30 centów/MJ). Megadżul z marchewki to wydatek 95 centów, a z soku pomarańczowego – 1,43 dolara. Profesor Uniwersytetu Kalifornii Michael Pollon, najpopularniejszy dziś rzecznik rewolucji w amerykańskim systemie rolno-spożywczym, podsumowuje to tak: – Status społeczny i sytuacja finansowa rodziny są dziś w USA decydującym czynnikiem otyłości. Biedni jedzą tanią korporacyjną mamałygę i tyją.

Hamburger

Sam cukier to za mało, żeby było smacznie. Musi jeszcze być tłusto. Dlatego teraz przerobimy mięso. Amerykańskie mięso jest bardzo tłuste, bo robi się je z kukurydzy. Z kukurydzy z nasion Monsanto. Trudno w to uwierzyć? Sami popatrzcie.

W przemyśle mięsnym wszystko zostało podzielone. 85 procent rynku wołowiny jest w rękach czterech firm: Tyson, Cargill, Swift i National Beef Packing. Wieprzowina w 65 procentach należy do wymienionych wyżej trzech pierwszych i giganta Smithfield, a 60 procent kurczaków to znów Tyson i drobiowy specjalista Pilgrim’s Pride. W latach 70. istniało kilkanaście tysięcy małych ubojni. Dziś zostało 13 gigantycznych. W największej rzeźni świata – należącej do Smithfield – w Karolinie Północnej ubija się 32 tysiące świń dziennie, czyli 1333 na godzinę, czyli 22 na minutę. Non stop, całą dobę.

Większość hodowanych w USA krów karmi się kukurydzą lub soją. Krowy są ewolucyjnie przystosowane do jedzenia trawy, ale trawa nie rośnie w hodowlanych konglomeratach, poza tym jest droga, a kukurydza i soja cieszą się znanym nam już korporacyjno-rządowym wsparciem. Na kukurydzy krowa szybciej rośnie, mięso jest bardziej tłuste i tańsze. Przeciętny Amerykanin zjada dziś 90 kilogramów mięsa rocznie (Polak 65), czyli o 30 kilogramów więcej niż przed 50 laty.

Michael Pollon: – Kukurydza i soja to fundamenty naszego „fastfoodowego narodu”. Zorganizowaliśmy sobie system, w którym miliony zwierząt podłączone są do nieprzerwanego strumienia taniej paszy.

Oczywiście świeże mięso w kawałku, mimo że wyhodowane na taniej kukurydzy, jest dużo droższe od mięsa przetworzonego. Dlatego niezamożny Amerykanin spożywa przede wszystkim mięso po wielokrotnych fabrycznych przejściach – w postaci hamburgera. Mięso w typowym amerykańskim hamburgerze – jak w październiku zeszłego roku w głośnym artykule na łamach „New York Timesa” opisał Michael Moss – pochodzi z kilkuset zwierząt. „Mięso” jest tu terminem umownym, bo miele się resztki tego, co nie „poszło” w postaci steków – tłuste ścinki, oczy, uszy i podroby. Kto jest największym odbiorcą mielonej wołowiny w USA? McDonald’s.

Za symbol uprzemysłowienia produkcji mięsa niech posłuży jedna ze scen z krytycznego wobec branży spożywczej filmu „Food, Inc.” w reżyserii Roberta Kennera. Opowiadając do kamery o swojej pracy, naukowiec grzebie w krowim żołądku. Z tym że żołądek jest jeszcze w krowie, krowa jest jeszcze żywa, stoi na czterech nogach z opuszczonym łbem. Nie zwraca uwagi na to, że ma dziurę wyciętą w boku, oklejoną plastikiem. Nazywa się to rumenotomią, a fachowa nazwa dziury to przetoka. Naukowcy od jedzenia wymyślili taką sztuczkę, żeby „na żywo” badać, co się dzieje w żołądku krowy, kiedy zje coś, na co nie przygotowała jej ewolucja.

W przypadku kukurydzy nie dzieje się za dobrze. Badania potwierdziły, że najbardziej prawdopodobną przyczyną dręczącej Amerykanów epidemii zakażeń bakterią E. coli jest karmienie krów kukurydzą. Bakterią, która pojawiła się w wołowinie na początku lat 80., gdy tempa nabierał rozwój przemysłu mięsnego, zaraża się 70 tysięcy Amerykanów rocznie. Choć zazwyczaj kończy się na kilkudniowych biegunkach, niektórzy jednak umierają – jak dwulatek Kevin Kovalcyk w 2001 roku, lub zostają sparaliżowani – jak opisana przez Mossa w „New York Timesie” Stephanie Smith. Zakażeń można by uniknąć, gdyby mięso było porządnie badane. Ale nie jest. W latach 70. rząd przeprowadzał 50 tysięcy kontroli mięsa rocznie, dziś – mniej niż 10 tysięcy. Tak zwane prawo Kevina (na cześć małego Kovalcyka), które umożliwiłoby zamykanie zakładów sprzedających zatrute mięso, utknęło w kongresowych komisjach. Dlaczego? Odpowiedź w następnym rozdziale.

Nie gorzej od producentów wołowiny radzą sobie bossowie od kurczaków. Na wzór Monsanto wyspecjalizowali się w uzależnianiu od siebie hodowców. Korporacja stawia halę produkcyjną wartą 300 tysięcy dolarów i podpisuje z farmerem kontrakt. Hale i kury należą do firmy, rolnik dostaje wypłatę za samą hodowlę. Dziesiątki tysięcy ptaków stłoczonych w jednej hali, na dostarczonej przez firmę paszy, rośnie w 48 dni do rozmiaru, jaki jeszcze przed 30 laty osiągały w trzy miesiące. Taki kurczak nie umie nawet chodzić, bo kości nie nadążają za rosnącą jak szalona masą mięśniową. Raz na kilka lat bossowie zgłaszają się do rolnika i przedstawiają listę koniecznych unowocześnień. Możliwości odmowy nie ma, bo firma zerwie kontrakt i farmer zostanie z wielotysięcznym długiem. Więc unowocześnia – znów na kredyt, który dalej wiąże go z korporacją.

Prawo

Żeby interes się kręcił, trzeba mieć swoich ludzi w rządzie. Lobby przemysłu spożywczego kontroluje wszystkie kluczowe dla siebie urzędy i stanowiska w Waszyngtonie. Zasiadają tam:
Tom Vilsack. Dziś sekretarz rolnictwa. Do niedawna – przewodniczący Porozumienia Gubernatorów na rzecz Biotechnologii (jako gubernator Iowa), organizacji lobbującej na rzecz GMO i klonowania zwierząt hodowlanych, regularny pasażer prywatnych odrzutowców zarządu Monsanto.

Islam Siddiqui. Dziś Główny Negocjator Rolniczy (urząd dbający o sprzedaż amerykańskich produktów rolnych za granicą). Do niedawna – wiceprezes koalicji CropLife zrzeszającej biotechnologiczne giganty (z Monsanto na czele).

Roger Beachy. Dziś szef Narodowego Instytutu Żywności i Rolnictwa (badania naukowe nad żywnością). Do niedawna – prezes opłacanego przez Monsanto centrum badań nad roślinami Danforth.

To tylko trzy przykłady z najwyższej półki. W Departamencie Rolnictwa i wszystkich urzędach okołospożywczych roi się od ludzi, którzy w niedalekiej przeszłości zajmowali kluczowe stanowiska w kontrolujących rynek korporacjach.

Pozycję branży rolno-spożywczej w Waszyngtonie cementuje też 1,2 miliarda dolarów wydanych przez ostatnie 10 lat na lobbowanie Kongresu i Białego Domu.

To dzięki tym pieniądzom rokrocznie spada liczba przypadków kontroli mięsa, a prawu Kevina ukręcono łeb. Również dzięki nim w USA nie trzeba na etykietach informować konsumentów, czy żywność jest genetycznie modyfikowana albo czy krowom, od których pochodzi mleko, wstrzykiwano sztuczne hormony. Co więcej, producenci hormonów (w tym największy – uwaga – Monsanto) walczą o to, żeby nie można było mówić ludziom, że mleko NIE pochodzi od krów faszerowanych hormonami. Dziś, jeśli producent chce poinformować o tym odbiorcę, musi na nalepce dorzucić informację, że wedle znanych badań mleko z hormonami jest tak samo dobre. Trwa batalia o to, aby w przyszłości Amerykanie nie mogli się dowiedzieć, czy świnia, z której kotlet jedzą, została poczęta naturalnie, czy w laboratorium genetycznym.

To dzięki pieniądzom wydanym na lobbing branża skutecznie rozmyła definicję żywności ekologicznej (organic). Zachowując na etykiecie przyznawany przez rząd stempel organic, można dziś do jedzenia dodawać środki wzmacniające smak i zapach, spulchniacze, sztuczne tłuszcze, można używać roślin nawożonych i transportowanych z drugiego końca świata. To, że branża organic jest warta 23 miliardy dolarów rocznie i rozwija się szybciej od innych sektorów spożywczych, nie znaczy, że Amerykanie zaczęli jeść zdrowo – choć wielu z nich tak myśli. Najbardziej popularne marki żywności organic należą do gigantów: Nestlé, Krafta, Coca-Coli. Zdrowa żywność została kupiona przez korporacje i przestała być zdrowa. Wreszcie – dzięki „legalnej korupcji”, jak często nazywa się lobbing – w USA nie ma publicznej dyskusji na temat żywności GMO. W korporacyjno-politycznych gabinetach już zdecydowano, że jest bezpieczna i uratuje ludzkość przed głodem.

Sprzedaż

Skoro się wyprodukowało, trzeba sprzedać. Tym zajmą się specjaliści od marketingu. Branża wydaje na reklamę 36 miliardów dolarów rocznie, w tym 13 miliardów na przekaz skierowany do dzieci. Mały Amerykanin ogląda codziennie 30 spotów telewizyjnych reklamujących słodki i tłusty junk food. Z taką nieprzerwaną marketingową nawałnicą mierzyć się będzie kampania Let’s Move Michelle Obamy. Szkoda tylko, że gdy ona ją przygotowywała, jej mąż w gabinecie obok podpisywał kolejne nominacje dla agrospożywczych bonzów, którzy – jak mówi jeden z niezależnych farmerów w filmie „Food, Inc.” – traktują konsumentów z taką samą troską jak bydło, które zarzynają.

Oczywiście USA nie są jedynym krajem, gdzie produkcja żywności została uprzemysłowiona. Jednak nigdzie indziej aż tak silnej kontroli nad tym, co jedzą ludzie, nie dzierży kilka potężnych podmiotów. Polska jest dziś na etapie, na którym Amerykanie byli w latach 70. Nasze rolnictwo się reformuje, przed władzą kluczowe decyzje, które ukształtują system na lata. Trwają prace nad ustawą o GMO. Biotechnologicznym gigantom zależy, aby nasze prawo było wprowadzaniu upraw modyfikowanych jak najbardziej przychylne. Potrzebna jest w tej sprawie otwarta, publiczna dyskusja, bo nie chodzi tylko o to, czy żywność GMO jest bezpieczna dla zdrowia. Chodzi o to, jak w przyszłości będziemy karmieni. Chodzi o to, czy oddamy całe nasze jedzenie w ręce monsantów, cargilli czy tysonów. Chodzi o to, czy chcemy być traktowani jak bydło.

Autor: Maciej Jarkowiec – Źródło: Przekrój

Komentarz Medycyny Tybetańskiej i lek. Enji

Żywność w życiu człowieka jest bardzo ważna. To co jemy tacy jesteśmy. Zachęcamy do podpisywania petycji AVAAZ w obronie naszego kraju przed importem żywności gmo. Jeszcze mamy czas aby wygrać tę walkę.

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

  • Google Translator

  • STOP kłamstwu tvn!

    STOP TVN, TVN24, POLSAT I WYBIÓRCZEJ - stop zakłamaniu w mediach masowych
  • Chroń medycynę naturalną/ Protect natural medicine all over the world
  • Podpisz petycję w obronie medycyny naturalnej i tradycyjnych systemów medycznych
  • Medycyna Tybetańsko-Mongolska, Akupunktura, Moksa, Ziołolecznictwo na PINTEREST.COM
  • Polub nas na FB

  • Instagram prof Enji

    There was an error retrieving images from Instagram. An attempt will be remade in a few minutes.

  • Artykuł o nagonce

  • Czwarty Wymiar o nagonce medialnej

    Artykuł w "CZWARTYM WYMIARZE" o nagonce medialnej na lekarkę Enkhjargal Dovchin "ENJI"
  • Artykuły w „ZC”

    Znaki Czasu - to obecnie jedyne czasopismo, które ma odwagę pisać jawnie o najważniejszych sprawach dotyczących zdrowia ludzkiego czyli Kodeksie Żywnościowym, Szczepieniach oraz alternatywnych metodach leczniczych.
  • MTM in Poland

    Mongolska Tradycyjna Medycyna w Polsce - MTM in Poland
  • LIST OTWARTY

    LIST OTWARTY PUBLICYSTÓW W OBRONIE TOLERANCJI I WOLNOŚCI WYKONYWANIA ZAWODU
  • Chmurka kategorii

  • Ankiety

  • Szybkie menu

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...