rasizm

Zabójcza medycyna naturalna – czy terapie witaminowe są szkodliwe? – komentarz prof. Enkhjargal Dovchin

Posted on 5 września 2010. Filed under: dr Enji, enji, gabinet medycyny naturalnej, lekarka mongolska, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna chińska, medycyna mongolska, medycyna tybetańska, mongolska lekarka, nagonka medialna, racjonalista.pl, rasizm, sklepy zielarsko medyczne, Sprzedajni dziennikarze, zabójcza medycyna, zioła chińskie, zioła mongolskie, łapówkarstwo policjii | Tagi: , , , , , , , , , , |


Czy witaminy są zabójcze i dla kogo?

Dr Aleksandra Niedzwiecki
Dyrektor Instytutu Naukowego Dr Ratha, Santa Clara, Kalifornia
Kwiecień 2008

Wiele osób może być zaskoczonych ostatnią nagonką skierowaną przeciwko suplementacji witaminami w telewizji, czy też na polskich stronach internetowych (np. TVN24.pl, onet.pl, „Wiadomości” TVP1). Dlaczego po ponad roku od opublikowania badania grupy naukowców z Serbii, Danii i Włoch (JAMA, 28 luty 2007) właśnie dzisiaj media odwołują się znów do wyników tych badań pod dramatycznymi tytułami: „Zabójcze witaminy..”, czy „Naukowcy: witaminy mogą skracać życie”?

Każdy z nas wie, że najskuteczniejszą metodą manipulacji opinii ludzi jest strach i ta metoda została wybrana przez środki masowego przekazu. Jest to szczególnie niepokojące, gdyż ok. 54% Polaków używa multiwitamin i nieuzasadniona panika może prowadzić do uszczerbku na ich zdrowiu i nawet życiu. Szczególnie, że informacja „odgrzana” przez tzw. Cochrane Collaboration i szerzona w Polsce nie służy ani poprawie zdrowia społeczeństwa, ani też nie bazuje na rzetelnej i obiektywnej informacji naukowej.

W tym dokumencie chciałabym przedstawić niektóre aspekty związane z tą akcją.

1. Przyjrzyjmy się dokładniej pracy badawczej nad witaminami tak opublikowanej przez Cochrane Collaboration

Praca przedstawiona przez Cochrane Collaboration w kwietniu tego roku nie jest rezultatem najnowszych przeprowadzonych „testów”, ale powieleniem wcześniejszych danych opublikowanych przez tych samych autorów w czasopiśmie JAMA w lutym 2007 roku (tom 297). Badania te zawierały wiele nieprawidłowości, które autorzy skorygowali w jednej z nastepnych edycji JAMA (tom 299).

Przedstawiona praca nie jest badaniem klinicznym, ale tzw. meta-analizą, czyli statystyczną ewaluacją dostępnych publikacji różnych badań klinicznych z użyciem witamin i przedstawioną jako pojedyncze badanie. Spośród 815 badań obejmujących suplementacje witaminą A, witaminą E, beta karotenem, witaminą C i selenem autorzy z Serbii, Danii i Włoch autorytatywnie wybrali tylko 68 do swojej analizy opublikowanej w 2007 roku, a do opublikowanej obecnie – wybrano 67 badań. Spośród tej małej grupy danych, kolejne wyselekcjonowane przez nich badania (47), prowadzone na osobach cierpiących na różne choroby, wskazywały, że dodatek dietetyczny beta karotenu, witaminy A lub E zwiększa śmiertelność o 5%. Z drugiej strony pozostałe 21 badań (wersja 2007 roku) wykazało odwrotny skutek, mianowicie że suplementacja tymi mikroelementami zmniejsza śmiertelność o 9%. Z powodu subiektywnej i nie sprecyzowanej selekcji badań użytych do tej analizy, autorzy wykluczyli duże i dokładnie kontrolowane badania dokonane w prowincji Linxian w Chinach i badnia IGSSI Prevenzione we Włoszech. Badania w Chinach wykazały, że suplementacja beta karotenem, witaminami: A, C, E i selenem zmniejsza śmiertelność o 6% (Journal of the National Cancer Insitute), podczas gdy badania kliniczne we Włoszech (opublikowane w czasopismie medycznym Lancet) wykazały o 8% zmniejszoną śmiertelność przy suplementacji witaminą E. Dlaczego wyniki tych badań zostały zignorowane? Badania te zostały zaakceptowane w czołowych publikacjach naukowych w USA i Anglii, co jednak nie było wystarczającym kryterium dla autorów tej meta-analizy. Włączenie tylko tych dwóch dobrze kontrolowanych badań całkowicie zmieniłoby końcowy wniosek autorów. Jednakże autorzy dokonali już wyboru, który udowodniłby wynik, jaki chcieli otrzymać. To nie jest nauka – to jest manipulacja.

Dodatkowe problemy tej analizy:

* w wybranych przez naukowców 47 badaniach pacjenci ze zdiagnozowanymi różnymi chorobami (choroby serca, Parkinsona, choroby oczu, przewodu pokarmowego, wątroby, rak skóry itp.) przyjmowali witaminy i jednocześnie kontynuowali terapie lekami, co oczywiście miało zróżnicowany wpływ na końcowy wynik. Co więcej – w przypadku wielu z tych badań – pacjenci brali nie tylko analizowane witaminy, ale przyjmowali równocześnie inne przeciwutleniacze, zioła, suplementy diety lub dodatkowe różne leki (antybiotyki, leki przeciwko wrzodom żołądka, statyny i wiele innych), co również może maskować lub zmieniać końcowy wynik. Połączenie tak różnych badań nie daje pewności, czy wynik końcowy jest rezultatem brania jednej wybranej substancji, czy interakcji z innymi witaminami, lub też lekami.
* chociaż wybrano do analizy mikroelementy o właściwościach przeciwutleniaczy, żadne z tych badań nie testowało rozmiaru stresu oksydacyjnego przed i po braniu tych witamin. To tak jakby testowano środki na obniżenie ciśnienia nie mierząc go ani przed ani po rozpoczęciu kuracji.
* dawki suplementów w badaniach wybranych do analizy skrajnie się różniły, jak również czas ich brania, np. włączono do analizy badania zarówno dawki z użyciem 10 IU witaminy E, co jest poniżej dziennej rekomendowanej dawki (RDA = 22 IU), jak i z użyciem 5000 IU dziennie. Podobnie witamina A była podawana w ilościach 1333 IU (rekomendacja dzienna jest 2333 IU dla kobiet i 3000 IU dla mężczyzn ), jak również w dawkach 200 000 IU (maksymalny limit jest 10 000 IU), gdzie powszechnie wiadomo, że wysokie przedawkowanie witaminy A niesie działania uboczne. Nie trzeba być naukowcem, by spodziewać się innych efektów w zależności od dawki. Nawet więcej – traktowano tak samo rezultat brania witaminy przez 1 dzień (!), przez 28 dni, czy 14 lat!. Nie trzeba mieć dyplomu naukowego, by zrozumieć, że efekt np. picia szklanki mleka dziennie będzie inny po 1 dniu i po 14 latach – jednak dla autorów tej publikacji nie robi to różnicy. Co więcej, to tak jakby nie brać pod uwagę różnicy między piciem jednej szklanki mleka i kilkunastu litrów dziennie.
* śmiertelność pacjentów w różnych badaniach była rozpatrywana, jako wynik suplementacji witaminami, chociaż przyczyny śmierci były skrajnie różne. Włączały one zarówno śmierć z powodu choroby serca, raka, złamania biodra, jak i śmierć w wypadkach i z powodu samobójstwa. Jeżeli witaminy zwiększałyby ryzyko śmierci – powinno to być zaobserwowane przynajmniej w niektórych badaniach klinicznych i takie badania byłyby przerwane. Nic takiego nie miało miejsca w przeprowadzonych badaniach. Co więcej, wszystkie badania z zastosowaniem witaminy E (54 badań) i beta karotenu (24 badania) nie wykazały żadnego wpływu na śmiertelność, a do tego suplementacja selenem wskazała na statystycznie potwierdzone obniżenie śmiertelności.

Badania te były bardzo krytykowane przez wielu naukowców, lekarzy i specjalistów w dziedzinie żywienia, o czym artykuły skromnie milczą. Wśród krytyków była również Dr Bernardine Healy, poprzednio dyrektor Naukowego Instytutu Zdrowia w USA (NIH ), a obecnie dyrektor zarządu Czerwonego Krzyża i członek Prezydenckiego Komitetu Doradców w Sprawach Nauki i Technologii. Jej komentarz dotyczący badań opublikowanych w JAMA mówił, że: „Miksując tak różne badania w jedno ogromne badanie obejmujące 232 606 pacjentów i prowadząc do tak upraszczającego i zaskakującego wniosku jest bez sensu. Oczywiście statystyki mogą udowodnić wszystko. Ale to badanie zaprzecza podstawowym zasadom meta-analizy. Porównywane badania muszą być podobne. Znaczy to, że należy porównać „jabłka do jabłek”, co w tym przypadku znaczy – przynajmniej dobrać podobnych pacjentów, porównywalne dawki suplementów i podobny czas ich brania. Podstawowym pytaniem, jakie musimy sobie zadać przed zaakceptowaniem takiego badania jest, czy selekcja poszczególnych badań opiera się na zdrowym rozsądku i czy ma sens z punktu racjonalnego i medycznego. W obu przypadkach te zasady zostały pogwałcone.”

2. Ignorancja faktów na temat wpływu witamin na nasze zdrowie

Musimy zdać sobie sprawę z faktu, że badania kliniczne z zastosowaniem suplementów mają różne ograniczenia. To nie jest badanie pojedynczego leku, substancji obcej dla naszego organizmu i metabolizowanej jako toksyna. Mikroelementy są niezbędnym składnikiem metabolizmu każdej komórki naszego ciała i co więcej są one obecne zarówno w czasie, jak i przed rozpoczęciem testu, jako składniki codziennej diety, co oczywiście zmniejsza impakt statystycznej ewaluacji ich działania.

Jednocześnie od prawie stulecia nauka i praktyka wskazują na ogromny pozytywny wpływ witamin, minerałów i innych niezbędnych składników odżywczych na funkcję naszego ciała. Informacje te są udokumentowane w podręcznikach biologii i medycyny, jak i zawarte w licznych publikacjach badań klinicznych i naukowych. Szereg badań z udziałem dziesiątków tysięcy pacjentów wykazało pozytywny wpływ suplementacji na jakość i długość naszego życia. Również badania naukowe wskazują, że wyższe niż RDA dawki witamin mogą pozytywnie modulować metabolizm organizmu nawet przy zmianach genetycznych, czy też selektywnie zabijać komórki rakowe.

Dziewięć nagród Nobla zostało przyznanych za badania w dziedzinie witamin i ich wpływu na zdrowie, niestety kontynuacja tego kierunku badań ustąpiła miejsce badaniom w kierunkach farmakologicznych. Dokonane w ostanich latach odkrycia naukowe Dr Ratha i potwierdzona w pracach naszego Instytutu skuteczność działania medycyny komórkowej otwierają możliwości naturalnej kontroli wielu chorób, włączając w to choroby serca, nowotworowe, osteoporozę, czy też wzmacnianie obrony immunologicznej.

3. Jaki jest cel popularyzacji pseudo-naukowych badań dyskredytujących medycynę naturalną?

Publiczne kampanie na temat szkodliwości witamin przeczą logice, podstawom wiedzy naukowej i praktyce, jednakże pozwalają ich sponsorom osiągnąć jeden cel: sianie wątpliwości w skuteczność działania substancji naturalnych, których stosowanie konkuruje z rynkiem leków. Witaminy nie są patentowalne, w związku z tym nie zapewniają tak wysokich zysków, jak substancje chemiczne (leki), które chronione patentami są źródłem miliardowych dochodów liczonych w dolarach lub euro dla ich producentów. Co więcej, leki generują wiele niepożądanych działań ubocznych prowadząc do nowych schorzeń i tym samym zwiększając zapotrzebowanie na coraz to nowe leki. Tymczasem witaminy i inne substancje odżywcze mogą usuwać źródła chorób prowadząc do ich eliminacji, a w związku z tym zawężają rynek zbytu na leki.

Taktyka siania wątpliwości w skuteczność suplementacji witaminami nie jest nowa. Przemysł tytoniowy używał jej efektywnie przez dziesiątki lat sponsorując i popularyzując badania, których celem było i jest podważanie związku między paleniem papierosów i rakiem płuc, czy innymi chorobami. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, ale… używając naukowych metod i oczywiście ogromnej machiny marketingowej kształtującej opinię publiczną. Nie jest tajemnicą, że firmy farmaceutyczne przeznaczają ogromne sumy na finansowanie ekspertów i badań w celu obrony i powiększania swoich zysków komercyjnych. Dzisiaj zarówno metody, jak i zakres działania tej propagandy w mediach dotyka nas na każdym kroku, grając na naszej podświadomości i stosując inne metody manipulacji opinii publicznej.

Dla wielu osob Cochrane Collaboration nie jest dobrze znaną instytucją. Zgodnie z informacją dostępną na stronach Internetowych jest to organizacja przedstawiająca się, jako nie bazująca na proficie i niezależna. Skąd więc pochodzą jej fundusze? Organizacja ta jest wspierana finansowo przez wydawnictwo John Willey & Sons (czołowy wydawca czasopism i publikacji z dziedziny medycyny, nauki i techniki), jak również przez fundusze rządowe i pochodzące od prywatnych organizacji. Dyskusja nad opracowaniem zasad dotacji i utrzymaniem niezależności od dawców (włączając w to firmy farmaceutyczne) została w tej organizacji zainicjowana dopiero w końcu 2003 roku pod wpływem różnych głosów krytycznych. Dopiero w kwietniu 2006 przedstawiono nowe zasady sponsorstwa, co wskazuje, że nie był to łatwy proces. Jednakże realizacja tych zasad nie jest ani gwarantowana ani skutecznie kontrolowana.

Cochrane Collaboration została założona w 1999 roku, czyli po około roku od założenia Instytutu Naukowego Dr Ratha w Kalifornii i w 7 lat po opublikowaniu kluczowych prac naukowych przez Dr Ratha i Linusa Paulinga na temat odkryć w dziedzinie naturalnej kontroli źródła chorób serca i rozsiewu raka w organizmie. Nasz cel – budowa nowego systemu opieki zdrowotnej bazującego na naukowo udokumentowanych naturalnych metodach i rozwój kierunków badań prowadzący do obniżenia i eliminacji chorób, a nie maskowania ich symptomów, był ogólnie znany od samego początku. Oponenci tego celu, czyli biznes bazujący na ekspansji chorób, zdawali sobie sprawę, że by kontynuować działanie muszą dyskredytować lub hamować dostęp do tej informacji. Organizacje o tzw. „niezależnym” charakterze czy tzw. „eksperci naukowi” często budujący swoje kariery na finansowym sponsorstwie ze strony biznesu farmaceutycznego odgrywają dużą rolę w tym procesie.

4. Dlaczego te znane już od roku wyniki badań zostają propagowane w teraz?

Wiedza na temat medycyny komórkowej odbija się coraz szerszym echem w Polsce. Dyskusje na ten temat odbywają się na stronach Internetowych, w salach wykładowych i prywatnych mieszkaniach. Coraz więcej ludzi rozumie, że zdrowia nie mierzy się ilością zrealizowanych recept, ale odpowiednią dietą, stylem życia i suplementacją witaminami w dawkach opartych na synergistycznym działaniu ich składników.

Coraz więcej ludzi nie chce zaakceptować, że ich zdrowie to źródło miliardowych dochodów i ogromny, globalny biznes. Ma to swoje konsekwencje. Zasady maksymalizacji zysków, a nie społeczna, czy indywidualna wartość odkrycia decydują o wyborze kierunków badań naukowych. W związku z tym promowane są te dziedziny, które wiodą do rozwiązań patentowych. Jako takie – przemysł farmaceutyczny inwestuje miliardy w rozwój lekow, przemysł żywieniowy buduje swoje zyski na GMO, czy biotechnologia na rozwoju terapii genowej. Nie ma tu miejsca i funduszy na rozwoj kierunków promujących witaminy, mineraly, czy naturalne sunstancje, których nie można patentować, a które mają niezaprzeczalne wartości dla zdrowia i obniżenia kosztów opieki zdrowotnej.

Od lat nasz Instytut prowadzi badania naukowe i kliniczne, które dokumentują kluczową rolę synergii substancji naturalnych w chorobach raka, serca i innych. Działalność edukacyjna Koalicji Dr Ratha i walka w obronie praw do naturalnej medycyny ma zakres globalny. Jej osiągnięcia zostały w zeszłym roku nagrodzone największej wagi uznaniem przez tych, co przeżyli KZ Auschwitz. Przekazali oni naszej organizacji pałeczkę Sztafety Pamięci i Życia – by utrzymać dla przyszłych pokoleń pamięć o zbrodniczej działalności korporacji IG Farben (zrzeszającej również firmy farmaceutyczne Bayer, BASF i Hoechst), jako ostrzeżenie, że historia ta może się powtórzyć. To wydarzenie nie mogło ujść uwagi.

Wytworzenie klimatu, w którym ludzie obawiają się witamin pomaga zalegalizować prawa ograniczające nasz dostęp do mikroelementów, mimo ich niezbędności dla utrzymania zdrowia i życia. Dyskusja nad nową legalizacją związaną z witaminami jest w tej chwili w toku w Polsce.

Obecna kampania przeciwko suplementacji witamin pozwala nam zdać sobie sprawę, że zdrowie nie zostanie nam dane dobrowolnie – o zdrowie musimy walczyć sami. Atak na witaminy to uznanie skuteczności naszego działania – więcej witamin może skrócić życie biznesowi chorób, ale nie nam.
Komentarz Zespołu Medycyna Tybetańsko-Mongolska

Medycyna Naturalna, a w szczególności medycyna tradycyjna chińska, medycyna mongolska, medycyna tybetańsko-mongolska jest obecnie na ostrzu noża wielkich koncernów farmaceutycznych. O tej sytuacji mówi też słynna na świecie organizacja ANH z Anglii pod kierownictwem dr Roberta Verkerka. Najaktualniejsze stanowisko organizacji i gabinetów medycyny naturalnej w tym też lekarzy medycyny tradycyjnej znajdą państwo w dokumencie:

http://www.anh-europe.org/files/100824_ANH-Briefing_Paper_THMPD_final.pdf

prof. Enkhjargal Dovchin

http://www.enji.pl

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Nie tylko rasizm w Polsce ale i w UE

Posted on 2 kwietnia 2010. Filed under: dr Enji, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, rasizm | Tagi: |


Polski przedsiębiorca budowlany bił i zmuszał do pracy pracowników

Opublikowano: 01.04.2010 

HISZPANIA. Polski przedsiębiorca budowlany Artur Z. K. został zatrzymany w miejscowości Buitrago koło Madrytu przez hiszpańską Gwardię Cywilną za wykorzystywanie swoich rodaków, zatrudnianych do pracy na budowach. Według poszkodowanych, mężczyzna zmuszał ich groźbami i biciem do pracy 16 godzin na dobę. Nie pozwalał też na wychodzenie z domu i kontaktowanie się z nikim z zewnątrz.

“Byli wystraszeni, kiedy z nimi rozmawialiśmy. Jeden ze strachu odmówił złożenia zeznań. Bał się, gdyż przedtem “szef” mocno go pobił. Miał rany i sińce na całym ciele, a mimo to powtarzał, żebyśmy zostawili go w spokoju, że nie chce nikogo oskarżać. […] Żyli i pracowali jak niewolnicy na polach bawełny – powiedział jeden z hiszpańskich policjantów.”

Przedsiębiorcy, którego murarze nazywali “szefem”, bali się wszyscy w środowisku polskim. Kilku murarzy, którzy odważyli się go zadenuncjować, powiedziało, że jako zapłatę otrzymywali dziennie jedną kanapkę, karton wina i paczkę papierosów. Nie mogli uciec, gdyż od rana do nocy byli obserwowani i pilnowani. – “Codziennie o 6 rano stawiał nas w rzędzie, rozdawał racje i wyznaczał obowiązki. […] Zawsze pilnował nas, groził i bił bez powodu” – powiedział jeden z nich.

Jeden z murarzy zdołał jednak zbiec i schronił się w domu innego rodaka w Buitrago. Miał rany na głowie i sińce na całym ciele. Wtedy czterech innych murarzy zdecydowało się na złożenie zeznań przeciwko przedsiębiorcy. Mężczyzna został oskarżony o handel ludźmi, ich nielegalne przetrzymywanie, poważne naruszenie prawa pracy, stosowanie gróźb i pobicia. Poszkodowani powrócili już do Polski dzięki pomocy Konsulatu RP w Madrycie. Na skutek kryzysu gospodarczego w Hiszpanii znacznie wzrosła liczba przypadków eksploatacji pracowników, zwłaszcza imigrantów, którzy gotowi są zaakceptować każde warunki pracy, aby przeżyć.

Opracowanie: Tomasso
Źródło: Centrum Informacji Anarchistycznej

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Rasizm we Wrocławiu – komentarz MEDYCYNY TYBETAŃSKIEJ

Posted on 2 kwietnia 2010. Filed under: dr Enji, enji, neonazizm, rasizm | Tagi: , , |


ABW zatrzymała neonazistów

Opublikowano: 02.04.2010 

WROCŁAW. ABW zatrzymała trzech mężczyzn podejrzanych o udział w grupie przestępczej, która propagowała na Dolnym Śląsku ideologię faszyzmu i rasizmu.

Zatrzymana grupa organizowała koncerty z piosenkami zawierającymi treści nazistowskie. Zajmowała się też kolportażem ulotek i plakatów. Jeden z zatrzymanych jest z Lublina, dwaj pozostali to mieszkańcy Dolnego Śląska.

W związku z tym śledztwem zatrzymano już wcześniej sześć osób, które są podejrzane m.in. o rozwieszanie na przystankach komunikacji miejskiej we Wrocławiu plakatów i ulotek nawołujących do nienawiści na tle rasowym oraz o udział w zorganizowanej grupie przestępczej.

Opracowanie: Tomasso
Źródło: Centrum Informacji Anarchistycznej

Komentarz Medycyny Tybetańskiej

Zabawa z neonazistę jest w prawdzie fajna i pewnie dla młodych ludzi ekscytująca. Ważnym jest jednak aby mieć coś w głowie i potrafić to wyeksponować. Niestety próby takich działań jakie miały miejsce we Wrocławiu – całkowicie o tym przeczą.

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Imigrant – wróg, problem, błogosławieństwo – komentarz dr Enji

Posted on 30 marca 2010. Filed under: dr Enji, enji, rasizm | Tagi: , , , |


Opublikowano: 12.03.2010 

Dlaczego po brytyjskich ulicach chodzi dziś tylu muzułmanów? Dlaczego powstała Anglia i kto oferował w średniowieczu usługi jak bankomaty? Choć podobnych pytań są setki, odpowiedź jedna: wszystko to za sprawą kolejnych fal imigrantów, którzy przez wielki osiedlali się na Wyspach. Choć ich zasług nikt nie kwestionuje, dziś masowa imigracja staje się dla niejednego obywatela solą w oku.

„UK jest krajem imigracji i emigracji. Brytyjska populacja jest teraz, i zawsze była, rezultatem napływu migrantów” – czytamy w raporcie „Migracja: ekonomiczne i socjologiczne analizy” opublikowanym przez Home Office w 2001 roku. Co sprawiło, iż deszczowa Wielka Brytania była i niezmiennie pozostaje atrakcyjna dla przybyszów?

POWODY WCIĄŻ TE SAME

Według Samuela Fortreya istnieją cztery powody, dla których imigranci osiedlają się na Wyspach i choć ogłosił swoje tezy wieki temu, wydają się być one stale aktualne. W 1663 roku w książce „England’s Interest and Improvement” pisał, iż pierwszym z nich jest łagodny ląd. Zważywszy na pogodę na Wyspach, argument ten wydaje się co najmniej nieuzasadniony. Pamiętać jednak należy, iż najeźdźcami byli w przeszłości Skandynawowie, dla których Wyspy były o wiele cieplejsze, niż ich własne ziemie. Drugim według Fortreya powodem zainteresowania Brytanią było jej liberalne w porównaniu z ustawodawstwem innych krajów prawo. Po trzecie, Wyspy dawały imigrantom możliwości zbijania szybkich fortun. Co było czwartym powodem? Brytania była od średniowiecza religijnym sanktuarium, dającym schronienie tym, którzy we własnych krajach znajdowali trudności w wyznawaniu wiary.

NIE OD ZAWSZE WYSPY

Chociaż niektórym trudno w to uwierzyć, dzisiejsze tereny Wielkiej Brytanii nie były w przeszłości wyspami, ale częścią kontynentu. Do ich oderwania się od lądu doszło około osiem tysięcy lat temu w wyniku podnoszenia się poziomu morza. To właśnie w tym fakcie wielu upatruje powodu, który sprawił, iż kraj stał się tak atrakcyjny dla pierwszych przybyszów. Wiele części tych ziem stało się bowiem łatwiejszymi w dotarciu przez morze, niż kiedy były dostępne tylko lądem.

Jak zaznacza wielu historyków, wielokulturowe Wyspy nie miałyby nigdy dzisiejszej twarzy, gdyby nie tysiące statków przybijających do jej portów od zarania dziejów. George Trevelyan pisze w „Historii Anglii”, iż „Brytania zawsze zawdzięczała swój los morzu. O jej przeznaczeniu nieustannie decydowały załogi statków, które przybijały do jej brzegów. Od iberyjskich i celtyckich po saksońskich i duńskich osadników, od fenickich kupców po rzymskich i normandzkich zarządców – wojowniczy koloniści, pełni wigoru ludzie morza, rolnicy i europejscy handlarze przypływali zza mórz, ab y tutaj się osiedlać, aby przekazywać swoją wiedzę i inspirować mieszkańców.”

SIŁA W JEDNOŚCI

Rzymianie, który okupowali Wyspy przez czterysta lat, nazwali tę prowincję Brittania. Jej obszar zamieszkiwało w tamtych czasach od 2,5 do 3,5 miliona ludzi, a przybysze z Półwyspu Iberyjskiego byli znacznym tego odsetkiem. David Miles w książce „Plemiona Brytanii” pisze, iż za czasów rzymskiej okupacji od stu do dwustu tysięcy mieszkańców Wysp było „żołnierzami, administratorami, kupcami i rzemieślnikami z innych obszarów imperium”.

Kiedy skończyła się rzymska dominacja na brytyjskich ziemiach, stały się one – ze względu na mocny rozwój, jakiego doświadczyły w ciągu czterech wieków – atrakcyjne dla innych ludów. Skusiły do osiedlenia się tu w piątym wieku Saksonów i Jutów. Utworzone przez nich przez wieki małe królestwa połączono w IX wieku w jedno dla wspólnej obrony przed Wikingami. Nadano mu nazwę Anglia. Z podobnego powodu powstała Scotia, czyli Szkocja.

JAK NAZISTOWSKA OKUPACJA

Po raz kolejny pod tak dużym wpływem innych narodów Wyspy znalazły się podczas najazdów Normanów. „Kiedy umarł William w 1087 roku, jedna trzecia królestwa była w posiadaniu stu osiemdziesięciu landlordów – imigrantów. Spośród szesnastu diecezji, tylko jedno było rządzone przez osobę niebędącą Normanem” – czytamy w „Bloody foreigners” Windera. Choć liczba Normanów osiedlających się na Wyspach była bardzo mała, ich wkład w rozwój kraju pozostawał ogromny. „Nie było prawie żadnego aspektu życia, który nie byłby zmieniony przez Normanów” – pisze o ich wpływach na Wyspach Dawid Conway w książce „Naród imigrantów?”.

„Osiągnięcia Normanów w Brytanii mogą wydawać się nieprzeliczalne, jednak osiągnięte były metodami niewiele różniącymi się od nazistowskiej okupacji Francji” – sugeruje Winder w „Bloody foreigners”.

ŚREDNIOWIECZNE BANKOMATY

Finansując swoje militarne i polityczne plany oraz nagradzając sojuszników, William zwrócił się po pieniądze do ówczesnych europejskich „bankierów” – Żydów i sprowadził ich na Wyspy, w szczególności do Londynu. Udzielane przez nich pożyczki były czymś codziennym. „Żydzi obecni byli w każdym większym mieście i ich działalność była tak oczywista, jak nieodzowne wydają się w dzisiejszych czasach bankomaty” – pisze Winder.

ZIEMIA WOLNOŚCI

Gdyby zdefiniować narodowości napływających przez wieki na Wyspy imigrantów, okazałoby się, iż niemal jednocześnie dla jednych ziemie okazywały się więzieniem, dla innych wyzwoleniem. W czasach Reformacji stały się schronieniem dla tysięcy wierzących, którym we własnych ojczyznach za wyznawane poglądy groziły prześladowania. Od XVI wieku uciekali tu protestanci z całej Europy, a sami tylko Hugenoci z czasem stanowili 1 proc. populacji Wysp.

Brytania przyjęła także pod swoje skrzydła inną szukającą schronienia grupę – uchodźców politycznych. Pierwsi z nich, którzy przybyli w 1789 roku, byli Francuzami uciekającymi z ojczyzny w pokłosiu rewolucji. Jednymi z najbardziej znaczących politycznych uchodźców byli Giuseppe Mazzani i Karl Marx. W późniejszym czasie bezpieczny dach na głową znajdzie tu sześćdziesiąt tysięcy Żydów uciekających z nazistowskich Niemiec.

NA WYSPACH Z PRZYMUSU

Handel niewolnikami był natomiast przyczyną osiedlenia się na terenach UK przymusowych emigrantów z Afryki, kupowanych od Portugalczyków. Do końca XVIII wieku na terenach Anglii mieszkało dziesięć tysięcy niewolników. Pośród czarnych imigrantów zdarzali się okazjonalnie także ci wykorzystywani do prac innych, niż fizyczne. „Przed latem 1555 roku grupa pięciu Afrykańczyków przybyła do Anglii z terenów dzisiejszej Ghany, aby uczyć się języka i pomoc w organizacji opanowanego przez Portugalczyków handlu niewolnikami, złotem, kością słoniową oraz pieprzem na terenach Afryki Południowej” – pisze Miles w „The Tribes of Britain”.

KARUZELA Z NARODAMI

Przez wieki osiedlili się na obecnych terenach UK Rzymianie, Wikingowie, Francuzi, Włosi i imigranci z każdego zakątka świata. „Wyobraź sobie, iż przez chwilę możesz oglądać historię Wysp Brytyjskich przez wszystkowidzącą kamerę, zawieszona gdzieś w kosmosie. (…) Najbardziej uderzającym widokiem byłby zdumiewający ruch w naszych portach. Tysiące statków i samolotów, miliony ludzi, rok za rokiem, wiek za wiekiem – nasz kraj można by zdefiniować poprzez nieustanne przyjazdy i wyjazdy” – pisze o UK w książce „Bloody foreigners”.

Dzięki politycznej unii z Wyspami, do 1880 roku na ich terenach zamieszkało ponad milion Irlandczyków, co stanowiło więcej niż 3 proc. ówczesnej brytyjskiej populacji. Tuż po II wojnie światowej osiedliło się tu ponad sto tysięcy Polaków, głównie byłych żołnierzy. Po nich przyjechali w latach pięćdziesiątych między innymi imigranci z byłych brytyjskich kolonii indyjskich, a także z Karaibów i Hong Kongu. Powody? Głównie ekonomiczne. Dziś, w wirze milionów żyjących w UK imigrantów odnaleźć można dziesiątki języków i narodowości. Tak ogromnej obecnie skali przyjazdów na Wyspy nie przewidział nikt.

WYMKNĘŁO SIĘ SPOD KONTROLI

Wyspy doświadczają dziś ogromnych problemów związanych z masową imigracją. W 2001 roku poinformowano, iż trzy czwarte mieszkańców pewnego przedmieścia Bradford miało pochodzenie pakistańskie. Dla porównania, jedna czwarta populacji Dewsbury w Yorkshire miała wtedy pochodzenie azjatyckie. Według oficjalnych statystyk, w dekadzie do 1991 roku, liczba białych mieszkańców UK wzrosła zaledwie o 0.9 proc. i zawdzięcza się to przede wszystkim europejskim imigrantom osiedlającym się na Wyspach. W tym samym czasie liczna mieszkańców innych ras zwiększyła się o aż 42.7 proc. W 1991 roku w rządowych statystkach porównywano, iż w 1951 roku liczba hinduskich imigrantów wynosiła w UK 31 tys., a dwadzieścia lat później wzrosła kolosalnie do 375 tys.

Co do przybyszów z Europy, przewidywania ostatnich lat okazały się wyjątkowo niecelne. Rząd początkowo przewidywał, iż po przystąpieniu do Unii Europejskiej nowych krajów w 2004 roku, Wyspy mogą oczekiwać rocznie najwyżej 15 tys. imigrantów z owych państw. Jak się okazało, nawet statystykom Home Office daleko było do rzeczywistości i to o 510 tys. imigrantów z nowych krajów członkowskich osiedlających się w WB po 2004 roku. Kiedy w „The Times” napisano w 2007 roku, iż w Wielkiej Brytanii żyje dwukrotnie więcej Polaków, niż podają oficjalne statystyki i zasugerowano, iż liczba nowych imigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej przekracza milion, zawrzało.

ZE SKRAJNOŚCI W SKRAJNOŚĆ

Od statystycznych obywateli otrzymać można setki zupełnie różnych opinii, mających swoje podłoże w przekonaniach politycznych oraz osobistych doświadczeniach Brytyjczyków z imigrantami. Nie od dziś wiadomo, iż nawet na szczeblu naukowym i w szeregach władzy nie ma jednoznacznego zdania na ten temat. Dla przykładu, grupa badawcza Civitas w swoim raporcie „Czy potrzebujemy masowej imigracji?” stwierdza, iż „imigracja o obecnej skali przekształca Wielką Brytanię w kraj chory z powodu własnej słabości. Imigracja jest powodem ubóstwa, (…) natęża społeczne i rasowe napięcia, przestępczość oraz powoduje problemy zdrowotne, takie jak TB oraz HIV”.

Zupełnie inne stanowisko wyraża Barbara Roche, była minister z Partii Pracy. W swoim przemówieniu we wrześniu 2000 roku powiedziała: „Ten kraj jest krajem imigrantów i powinniśmy doceniać wielokulturowy i wielorasowy charakter naszego społeczeństwa oraz tak wiele pozytywnych korzyści, jakie dała mam imigracja na przestrzeni wieków”.

PIERWSZOPLANOWA ROLA?

Jakakolwiek byłaby opinia o obecnej fali imigracji, to właśnie przybyszom Wyspy zawdzięczają swój obecny kształt. Jaka będzie przyszłość cudzoziemców w UK? Według jednych WB utonie pod falą islamu, zdaniem innych zatraci całkowicie swoją tożsamość z powodu żyjących w enklawach imigrantów. Jak będzie, nie wiadomo, bo jeszcze nigdy nie grali w życiu Wysp tak wielkiej roli. Jeśli wierzyć prognozom o przyroście naturalnym w UK, imigranci i dzieci imigrantów mogą już niedługo stawić czoła starzejącemu się brytyjskiemu społeczeństwu.

Autor: Agnieszka Bielamowicz
Źródło: eLondyn

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

e-Kawiarenki przyjrzą się klientom… dla policji

Posted on 28 marca 2010. Filed under: Cenzura, Chęć zysku w TVN, Propaganda medialna, przekupstwo policjii, przestępstwa policjii, rasizm, Zero prawdy, Złe Prawo, łapówkarstwo policjii | Tagi: , , , , |


Opublikowano: 27.03.2010

WIELKA BRYTANIA. Współpraca kawiarenek internetowych z policją jest już realizowana w Wielkiej Brytanii. Użytkownicy kawiarenek są ostrzegani przed podejmowaniem nielegalnych działań, a właściciele lokali mają zwracać większą uwagę na swoich klientów. Taka współpraca policji z lokalną społecznością to niby nic złego, ale w jakiś sposób kojarzy się ze słynną sceną z “Rozmów kontrolowanych”.

W ramach inicjatywy londyńskiej policji właściciele kawiarenek mają zwracać uwagę na podejrzaną aktywność swoich klientów. Policja doradza im m.in. sporadyczne sprawdzanie pobieranych plików. Inicjatywa jest jednak absolutnie dobrowolna. Właściciele kawiarenek nie muszą w niej uczestniczyć, a na uczestników programu policja nie nakłada żadnych obowiązków w zakresie monitorowania klientów.

W kawiarenkach biorących udział w programie zawisły ostrzegawcze plakaty i pojawiły się ostrzegawcze wygaszacze ekranu (zobacz obrazek). Mają one przypominać klientom, że jeśli podejmą jakieś nielegalne działania, policja może być o tym poinformowana.

– Podczas gdy większość klientów używa internetu dla całkowicie legalnych czynności, jest mała liczba tych, którzy chcą skorzystać z anonimowości, jaką może dawać kafejka (…) Nie chodzi o policję próbującą stać na straży smaku lub moralności – chodzi o prewencję przestępstw oraz o utrudnienie ludziom dostępu do materiałów promujących lub chwalących gwałtowny ekstremizm i terroryzm – tłumaczy Mark Goldby, odpowiedzialny za strategię prewencyjną Metropolitan Police.

Proponowany przez policję program jest niewątpliwie okazją do nawiązania kontaktu między policją i lokalną społecznością, ale nawet cytowany wyżej Mark Goldby zauważył, że policja może zostać uznana za zbyt wścibską.

Przedstawiciel organizacji Privacy International Simon Davies powiedział agencji Associated Press, że taki program może się skończyć np. większą liczbą zgłoszeń dotyczących muzułmanów w kawiarenkach internetowych. Poza tym uważa on, że nikt nie powinien monitorować zachowania w kawiarence, podobnie jak nie jest monitorowane korzystanie z publicznych aparatów telefonicznych.

Porównanie do budek telefonicznych jest w istocie bardzo trafne. Z pewnością nikt nie chciałby, aby ktoś wyciągał jakieś wnioski z naszego sposobu korzystania z telefonu, z tego, gdzie dzwonimy i o jakich porach rozmawiamy. Szczególnie irytujące byłoby wyciąganie wniosków z fragmentów zasłyszanych rozmów. Czy sprawdzanie plików lub stron odwiedzanych przez użytkownika nie jest podobnym wyciąganiem wniosków z jego aktywności?

Inicjatywa policji była poprzedzona programem pilotażowym w kafejkach w gminie Tower Hamlets, który ma być rozszerzony na biblioteki i inne miejsca oferujące publiczny dostęp do sieci. Metropolitan Police twierdzi, że właściciele kafejek naprawdę chcieli współpracować i nie wynikało to z żadnej presji. Mimo to trudno nie zadawać sobie pytań o charakter i dalszy rozwój podobnych programów prewencyjnych.

Opracowanie: Marcin Maj
Na podstawie: Metropolitan Police, AP
Źródło: Dziennik Internautów

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

ConocoPhillips i Chevron naruszają prawa Indian

Posted on 27 marca 2010. Filed under: matactwo, nienawiść rasowa, Propaganda medialna, rasizm, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , |


Opublikowano: 19.03.2010 

Jeszcze w pierwszej połowie 2010 roku koncerny amerykańskie: w tym Chevron, ConocoPhillips, Exxon i Maraton rozpoczną w Polsce poszukiwanie złóż gazu w pokładach łupków. Rząd polski wchodząc w zaskakująco bliskie interakcje z firmą Chevron i ConocoPhillips, nie potępiając ich poczynań w różnych częściach świata, ponownie uznał prymat posiadania ponad podstawowymi zasadami moralnymi.

IZOLOWANI INDIANIE Z OBSZARU TIGRE/NAPO I CONOCOPHILIPS

Indianie izolowani, obok podobnych grup po drugiej stronie kuli ziemskiej, tworzą ostatnie grupy ludzi, ostatnie społeczności dobrowolnie odseparowane od świata zewnętrznego. Po pierwszych najczęściej traumatycznych kontaktach tubylcy je tworzący rozproszyli się, cofnęli w głąb puszczy, często w obrębie górnych biegów rzek.

Poszczególne grupy, plemiona nie stanowią ani recydywistów ani owadów zaklętych niczym komar w bursztynie przeszłości. Grupy te są suwerennymi, świadomymi swojej odrębności wspólnotami, które można identyfikować jako alternatywnie rozwijające się społeczności.

Odseparowanie od świata zewnętrznego ma nie tylko podłoże izolacji fizycznej ale i biologicznej. Brak odpowiedniej odporności immunologicznej na zewnętrzne choroby takie choćby jak grypa czy odra stanowi dla nich śmiertelne zagrożenie. Uderzenia infekcji prowadziły do masowej depopulacji izolowanych grup doznających kontaktu w przeszłości. Śmiertelność w wyniku podobnych epidemii cechowała się na poziomie kilkudziesięciu procent.

Obok epidemii do dezintegracji społeczności doznających kontaktu prowadziły: Przemoc oraz celowa eksterminacja; wykorzystywanie (np. do pracy) przez społeczności innych Indian lub nie-Indian, inwazja osadnictwa, rolnictwa, grup przemysłowych; uszczuplenie środowiska życia.

Obecnie na terytorium Peru żyje jeszcze około 15 grup Indian izolowanych.

Tymczasem prezydent Peru, Allan Garcia wyraził nadzieję przeobrażenia Amazonii jeszcze podczas własnej kadencji. Nowy, rządowy projekt zakłada objęcie 2/3 terytorium Amazonii projektem poszukiwania lub wydobycia ropy naftowej i gazu. W procedurze licytacji rozdano liczne koncesje na poszukiwanie surowca, również w obrębie ziem Indian izolowanych. Aby usprawiedliwić pochód na ziemie Indian, Allan Garcia zasugerował, że nie ma żadnych dowodów na to, że Indianie izolowani faktycznie istnieją a pogłoski o ich istnieniu nazwał wymysłem ekologów chcących chronić amazońską puszczę.

Jedno ze skupisk izolowanych Indian w Peru jest położone na samej północy w obrębie rzek Tigre/Napo, przy granicy z Ekwadorem. Terytorium te zamieszkują spokrewnieni z Indianami Waorani, Tagaeri oraz Taromenane. Ocenia się, że ilość Taromenane może oscylować w granicach 200-300 osób a Tagaeri na poziomie od 30 do 90. Być może w regionie żyją jeszcze dwie inne grupy (Waorani Pannajuri i Taushiro) ale ich istnienie nie jest ostatecznie potwierdzone

W latach 2003-2006 po stronie ekwadorskiej w głębi puszczy natrafiono na ciała 64 Indian Taromenane, niektóre pozbawione głów. Wcześniej znaleziono ciało drwala naszpikowane włóczniami a w roku 2009 ciała matki i jej dzieci, którzy przebywali w obrębie terytorium indiańskiego. Walka między Indianami broniącymi swojego terytorium a drwalami zwróciła uwagę rządu ekwadorskiego, który w 2007 roku zamknął Park Yasuni i obiecał przeznaczyć dodatkowe fundusze na ochronę terenu.

Równocześnie po stronie peruwiańskiej zrodził się pomysł poszukiwania oraz eksploatacji złóż surowców. W ramach licytacji obszar na, którym mogą przebywać Taromenane i Tagaeri trafił pod piecze europejskich firm. Koncernami, które otrzymały pozwolenie na pracę w blokach naftowych obejmujących ziemie Indian izolowanych są kolejno: angielsko-francuskie Perenco oraz hiszpański YPF Repsol. Ten ostatni swój blok (nr.39) dzieli z amerykańskim potentatem ConocoPhillips, który posiada 36% udziału. ConocoPhillips stało się właścicielem pozwoleń uprawniających je do pracy na obszarze 10,5 mln akrów peruwiańskiej Amazonii a część innego bloku nr. 104 również pokrywa się z obszarem rezerwy Tigre/Napo proponowanych przez indiańską organizacje AIDESEP. Koncern Perenco idąc śladem zwolenników eksploatacji zanegował istnienie izolowanych Indian w strefie własnego bloku a prezes firmy Francois Perrodo spotkał się z prezydentem Peru podczas dramatycznych wystąpień amazońskich Indian w kwietniu-czerwcu 2009 roku.

Niestety. Pomimo zagrożeń jakie stoją dziś przed izolowanymi Indianami w Peru, zarówno przedstawiciele establishmentu rządowego jak i przedstawiciele spółek krajowych i zagranicznych ignorują prawa oraz istnienie rdzennych mieszkańców pozostających w izolacji. Inwazja na ziemie tubylcze obliczona na materialne korzyści to nie tylko najazd i naruszenie praw człowieka ale i zagrożenie dla zdrowia i przeżycia Taromenane, Tagaeri. Nawet jeśli Indianie zdecydują się na taktykę unikania konfrontacji, siłą rzeczy mogą zostać wypchnięci bardziej na północ co może skutkować kolejnymi walkami po stronie ekwadorskiej. Jeśli zaś zdecydują się na konfrontację możemy spodziewać się przypadków śmiertelnych oraz spirali przemocy zainicjowanych tak naprawdę w biurach peruwiańskich struktur władzy.

Odpowiedzialnymi są i pozostaną także koncerny naftowe, które kierując się zasadą maksymalizacji zysków, świadomie wkroczą na indiańskie terytoria inicjując kontakt i konfrontację wbrew dobrowolnej izolacji tamtejszych ludów.

CHEVRON

Odkrycie dużych pokładów ropy naftowej w Ekwadorze w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych otworzyło ten obszar dla działań takich spółek jak Shell, Texaco (dziś część Chevronu) czy Maxus. Na przestrzeni następnych lat przy mniej lub bardziej świadomej współpracy Letniego Instytutu Lingwistycznego, bliskiego kontaktu doświadczyło kilka kolejnych plemion. Owocem ekspansji naftowej były choroby, budowa dróg, zanieczyszczenia cieków wodnych. Indianie Cofan z wcześniejszej 15-tysięcznej populacji uratowali tylko 1,5 tysiąca istnień a Tetetes i Sansahuari bezpowrotnie zniknęli. Do dziś olbrzymie połacie ziemi i wód pozostają zanieczyszczone substancjami ropopochodnymi.

Texaco rozpoczęło swoją pracę w ekwadorskiej Amazonii w 1964 roku i pozostawało tam do początku lat dziewięćdziesiątych. Obecność przedsiębiorstwa, które otrzymało zielone światło od rządu ekwadorskiego, cechowała się nieposzanowaniem indiańskich kultur oraz środowiska naturalnego. Aby zmniejszyć koniecznie wydatki oraz inwestycje Texaco sięgnęło po zaskakujące metody takie jak używanie przestarzałego, zawodnego sprzętu i odprowadzanie ścieków bezpośrednio do otoczenia. Istnieją potwierdzone dowody, że wraz ze swymi partnerami w regionie Texaco umyślnie wylało 18 miliardów galonów toksycznych ścieków, które rozlały się i zapełniły setki otwartych dołów i zagłębień tworzących odtąd ropo-ściekowe bajorka. Efektem poczynań przedsiębiorstwa naftowego w ekwadorskiej Amazonii stało się zanieczyszczenie ziemi, wód gruntowych i cieków wodnych – natomiast miejscowa ludność (Indianie i osadnicy) na przestrzeni kolejnych lat musiała zmagać się z poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi (zwiększona ilość chorób nowotworowych, poronienia, defekty) oraz społecznymi.

W 2001 roku Texaco dokonało fuzji (zostało wchłonięte przez ) z Chevron. Przez kilka kolejnych lat koncern nosił nazwę Chevron/Texaco. Naftowy potentat niebawem pozbył się kłopotliwej frazy z oficjalnej nazwy i dziś koncern występuję już pod pierwotną marką. Chevron jako nabywca Texaco pozostaje jednak spadkobiercą dorobku zakupionego przedsiębiorstwa. Pomimo tego do dziś przedstawiciele koncernu odmawiają wzięcia na siebie odpowiedzialności za nadużycia z przeszłości. Tymczasem ścieki ropopochodne do dziś rzutują na życie i zdrowie tubylczych i nie tubylczych społeczności. Chevron, jak wskazują przedstawiciele spółki, wyłożył już sumę 40 milionów dolarów na oczyszczenie terytorium lecz Indianie i osadnicy, którzy ucierpieli i wciąż doznają krzywd oczekują rekompensat idących o wiele dalej. Prawnik prowadzący sprawę Chevronu w Ekwadorze zażądał kwoty w wysokości 27 miliardów dolarów.

MORALNE OBLICZE HANDLU I ODPOWIEDZIALNOŚĆ RZĄDU POLSKIEGO

Obowiązujące od niedługiego czasu formuły prawa międzynarodowego i krajowego zwalniają nas od nowych, daleko idących interpretacji w kwestii praw ludów tubylczych. Międzynarodowa Konwencja Organizacji Pracy (ILO 169) z 1989 roku oraz Deklaracja ludów tubylczych ONZ wspierane przez prawa krajowe dostarczają wystarczającego oparcia aby na ich podstawie, w obowiązującym systemie prawnym domagać się realizacji podstawowych praw, także ludów izolowanych.

Funkcjonujące ponad prawem kliki interesów oraz koterie deformujące te prawo dla własnych, niskich pobudek skutecznie utrzymują stosunki w, których nadrzędne dobro drugiego człowieka pozostaje teorią w systemie gdzie rytm dnia wyznaczają giełda, ekonomia, gospodarka, pieniądz oraz sprytnie przemycane pojęcie miłości własnej nakazujące dbać nam o koniec własnego i tylko własnego nosa.

Po drugiej wojnie światowej aż po dziś dzień uchwalono liczne prawa, powołano następujące po sobie komisje i trybunały, które w założeniu miały usprawiedliwić system i w miarę możliwości wyrugować lub osądzić przypadki nieuzasadnionej, zbiorowej przemocy. Wszystkie te prawa funkcjonują jednak bardzo warunkowo i jeśli pozostaje to opłacalne, szybko pojawi się grono, które w jakiś sposób – choćby najbardziej zakamuflowany – zechce je naruszyć, obejść, naciągnąć.

Jedną z dziedzin, która po dziś w dużej mierze pozostaje moralnie nie osądzona i, która umożliwia naruszanie praw innych w sposób choćby najbardziej pośredni, jest handel. Tymczasem handel, współpraca na polu gospodarczym i każdym innym również podlegają prawidłom moralnym. Nie tylko im podlegają ale i są od nich uzależnione. Jeżeli dostarczasz substraty przewidywalnie służące gwałtowi lub prowadzisz kwitnące interesy gospodarcze z gremium, które dokonuje niegodziwości (daje ciche nań przyzwolenie) to i ty sam jeśli tylko jesteś tego świadomy akceptujesz spiralę przemocy, wykluczenia bądź śmierci.

Przykładając kalkę tych zasad do działań rządu polskiego szybko dostrzeżemy rozbieżności, rozróżniając postawę słuszną od tej pragmatycznej i obojętnej, niemo akceptującej działania kontrahenta.

Rząd polski jako ciało przedstawicielskie i polityczne ma wszelkie prerogatywy aby na arenie międzynarodowej poruszać kwestie praw Indian izolowanych i innych jeśli tylko zbrodnia ujdzie uwadze rzeszy. Nic nie stoi na przeszkodzie również temu aby ten sam rząd podniósł warunek uszanowania praw Indian oraz wycofania z planowanych prac (Indianie z Tigre/Napo i Conocno Philips itd.) jako podstawę zawarcia kontraktów dla koncernów, które na drodze swej działalności dokonują niegodziwości i najazdów (mają zamiar takowych dokonać).

Powyższe zalecenia pozostają i jak należy przewidywać, jeszcze długo pozostaną martwymi. Postrzeganie świata ,oparte na egotyzmie i fałszu, oplecione coraz to nowymi hasłami (interes narodowy, bezpieczeństwo energetyczne, racja stanu), wciąż święci sukcesy dając ciche przyzwolenie na niszczenie życia i nadziei jednych dla realizacji zachcianek i żądzy drugich.

Czarna chmura gromadząca się nad społecznościami takimi jak Indianie Taromenane pozostaje krótką, zakurzoną wiadomością w długiej girlandzie dobiegających nas newsów. Jakże niewielu potrafi się zatrzymać i dostrzec paralelę między mną i Tobą a tymi tylko pozornie odległymi ludźmi. Odległość geograficzna nie jest odwrotnie proporcjonalna do odpowiedzialności za nas samych. Jeśli nie dostrzegasz pokrewieństwa (człowieczeństwa) w anonimowej, pozornie odległej istocie to jak dalece potrafisz podtrzymać ogień miłości względem najbliższych (i na odwrót)?

Autor: Damian Żuchowski
Materiał nadesłany do “Wolnych Mediów”

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Komu przeszkadzają chińskie inwestycje w Afryce?

Posted on 27 marca 2010. Filed under: rasizm, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , , , , , , |


Opublikowano: 21.03.2010 

Z czym kojarzy się nam Afryka? Zaryzykuję stwierdzenie, że 75% z nas, głównie z głodem, biedą, analfabetyzmem i konfliktami. Na drugim największym kontynencie świata (drugim również pod względem ludności) bieda aż piszczy. Pomimo ogromnych złóż naturalnych bogactw jest to najbiedniejszy i najsłabiej rozwinięty kontynent Globu pozostający nawet za plecami biednej Azji, a pomoc udzielana Afryce przez organizacje charytatywne ma charakter wybitnie doraźny i nie rozwiązuje codziennych problemów mieszkańców Czarnego Lądu, takich jak wysokie bezrobocie i brak jakichkolwiek szans na zmianę swojego położenia i odmianę losu.

W ostatnich latach w zacofanej Afryce inwestycje rozpoczęły Chiny, co wywołało… oburzenie (!) w wielu państwach zachodnich, pojawiły się nawet głosy o chińskim neokolonializmie. Tymczasem Chińczycy do biznesu w Afryce podchodzą niesłychanie poważnie. Minister Spraw Zagranicznych Yang odbywał w styczniu tradycyjne coroczne tournee po m.in. Maroku, Algierii, Nigerii, Kenii i Sierra Leone, a pod koniec roku podczas chińsko-afrykańskiego szczytu w Kairze, Kraj Środka udzielił krajom afrykańskim 10 mld pożyczki.

Chińczycy poczuli się wywołani do tablicy zadając słuszne pytanie – cóż złego jest w inwestowaniu w krajach, gdzie brak nawet najprostszej infrastruktury, dróg, kanalizacji czy szkół, a aby myśleć o wykorzystywaniu lokalnych złóż trzeba setek milionów dolarów inwestycji? Cóż złego jest w tworzeniu nowych miejsc pracy i dawaniu ludziom szansy zarobienia na chleb? Pojawiły się oczywiście zarzuty o to, że Chiny inwestują także w krajach, w których panują reżimy – chodzi głównie o Sudan i Zimbabwe, ale oczywiście nikt nie pamięta o tym jak tragicznie zadziałało embargo USA na Kubie, które w żaden sposób nie dotknęło elit Fidela Castro, ale za to potwornie zubożyło zwykłych kubańskich obywateli. Nikt również nie chce pamiętać, że embargo na leki nałożone na Irak doprowadziło do śmierci tysięcy irackich dzieci, dla których zabrakło najprostszych środków jak penicylina, podczas gdy irackie świty pławiły się w bogactwie. Podobną sytuację mamy w Sudanie i Zimbabwe, ale tęgie głowy w ONZ jakoś nie potrafią tego dostrzec, a może… po prostu nie chcą.

Skąd więc oburzenie zachodu? Skąd absurdalne zachowanie USA i części państw europejskich, dla których Afryka stanowiła dotąd zupełny margines? Dość powiedzieć, że subsydia w UE bardzo często rujnują niektóre sektory rolnicze w krajach subsaharyjskich, a niesiona Afryce pomoc to bardzo często przysłowiowa ryba, którą ludność najada się do syta na dwa dni, ale ta ludność potrzebuje de facto wędki – a zatem wykształcenia, pomocy w inwestycjach w infrastrukturę, nowych miejsc pracy – zamiast litościwych datków bogatych państw zachodu.

Analitycy są zgodni, pogrążone w kryzysie USA nie są w stanie ścigać się z poszerzającymi swoje wpływy Chinami, z kolei dla firm europejskich inwestycje w wielu afrykańskich krajach niosłyby ze sobą zbyt wielkie ryzyko finansowego fiaska. Chińczycy tymczasem są zdeterminowani, skorzy do podjęcia ryzyka nawet jeśli korzyści przyjdzie im czerpać dopiero w perspektywie kilku lat. Uzyskanie przez Chińczyków dostępu do złóż naturalnych Afryki jest oczywiście nie w smak gigantom świata zachodniego, którzy nie są w stanie dotrzymać kroku chińskim koncernom, stąd absurdalne zarzuty i pożałowania wręcz godna krytyka.

Yang w odpowiedzi na zarzuty odpowiada „To oczywiste, że nikt nigdzie nie inwestuje charytatywnie, również my liczymy na zyski, ale dajemy coś konkretnego w zamian, nowe miejsca pracy, szkolenia pracowników, rozbudowę infrastruktury (…). Nie rozumiem głosów oburzenia – Chiny w chwili obecnej importują jedynie 13% całego eksportu ropy z Czarnego Lądu, podczas gdy Europa i USA ponad 30%. Cała inwestycja naszego państwa w przemysł naftowy w Afryce stanowi 1/16 światowych inwestycji, znacznie mniej niż Europy i USA, a przecież ludność Chin stanowi 1/4 ludności globu”.

Najzabawniejsze jest to, że w tych politycznych przepychankach, o których czytamy w zachodniej prasie nikt nie zapyta o zdanie głodujących i bezrobotnych Afrykańczyków. Nikt nie zapyta czy mają ochotę nadal żyć za 1,5 dolara dziennie, a nierzadko przymierać z pragnienia i głodu, czekając być może kolejnych 30 lat na jaśniepanów z USA i Europy czy raczą, a może nie, wysupłać trochę grosza na inwestycje…

Źródło: Arabicae

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Dyskryminacja osób z portorykańskimi aktami urodzenia – lek. Enkhjargal Dovchin

Posted on 27 marca 2010. Filed under: przestępstwa policjii, rasizm, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , , , , , , , |


Opublikowano: 27.03.2010 

STANY ZJEDNOCZONE. Rząd Puerto Rico chce unieważnić wszystkie akta urodzenia wydane do tej pory swoim mieszkańcom, przez co może być poszkodowane 1,5 miliona Portorykańczyków mieszkających obecnie na terytorium kontynentalnym USA.

Ponieważ Puerto Rico jest częścią Stanów Zjednoczonych, każda osoba urodzona na jego terytorium dostaje automatycznie obywatelstwo amerykańskie.

Pretekstem do decyzji unieważnienia akt miało być używanie ich na czarnym rynku w celu sprzedaży imigrantom o hiszpańskich nazwiskach, w celu ułatwienia pobytu na terytorium Stanów.

Wielu portorykanczyków zamieszkałych w USA, narzeka na problemy z załatwianiem niektórych podstawowych dokumentów jak np. prawo jazdy. Sekretarz stanowy Puerto Rico Kenneth McClintock otwarcie powiedział, że w stanach takich jak California, Nevada czy Ohio portorykańskie akta urodzenia już są odrzucane.

Opracowanie: H2
Źródło: Centrum Informacji Anarchistycznej

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Totalna kontrola finansowa obywateli Grecji

Posted on 27 marca 2010. Filed under: matactwo, nienawiść rasowa, Oszustwa mediów, rasizm, Sprzedajni dziennikarze | Tagi: , |


Opublikowano: 27.03.2010 

STANY ZJEDNOCZONE. Od kilku do ponad 20 mln dolarów zarobili w zeszłym roku prezesi wielkich banków. Prezesi banków Wells Fargo, Credit Suisse i JP Morgan Chase zarobili najwięcej w roku globalnego kryzysu finansowego.

Najwięcej, bo aż 21,3 mln dol zarobił John Strumpf z Wells Fargo. Drugi na liście Brady Dougan z Credit Suisse jest najlepiej zarabiającym bankierem Europy (18,2 mln dolarów). Od tej dwójki „ubożsi” okazali się Jamie Dimon prezes amerykańskiego JP Morgan Chase, który za ubiegły rok zainkasował 16 mln dolarów i szef Deutsche Banku – 12,7 mln dolarów. Następni na liście był Lloyd Blankfein z Goldman Sachs z poborami w wysokości 9,8 mln dolarów. James Gorman z Morgan Stanley, który zarobił 8,1 mln dolarów.

Opracowanie: Tomasso
Źródło: Centrum Informacji Anarchistycznej

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

  • Google Translator

  • STOP kłamstwu tvn!

    STOP TVN, TVN24, POLSAT I WYBIÓRCZEJ - stop zakłamaniu w mediach masowych
  • Chroń medycynę naturalną/ Protect natural medicine all over the world
  • Podpisz petycję w obronie medycyny naturalnej i tradycyjnych systemów medycznych
  • Medycyna Tybetańsko-Mongolska, Akupunktura, Moksa, Ziołolecznictwo na PINTEREST.COM
  • Polub nas na FB

  • Instagram prof Enji

    There was an error retrieving images from Instagram. An attempt will be remade in a few minutes.

  • Artykuł o nagonce

  • Czwarty Wymiar o nagonce medialnej

    Artykuł w "CZWARTYM WYMIARZE" o nagonce medialnej na lekarkę Enkhjargal Dovchin "ENJI"
  • Artykuły w „ZC”

    Znaki Czasu - to obecnie jedyne czasopismo, które ma odwagę pisać jawnie o najważniejszych sprawach dotyczących zdrowia ludzkiego czyli Kodeksie Żywnościowym, Szczepieniach oraz alternatywnych metodach leczniczych.
  • MTM in Poland

    Mongolska Tradycyjna Medycyna w Polsce - MTM in Poland
  • LIST OTWARTY

    LIST OTWARTY PUBLICYSTÓW W OBRONIE TOLERANCJI I WOLNOŚCI WYKONYWANIA ZAWODU
  • Chmurka kategorii

  • Ankiety

  • Szybkie menu

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...