Urzędy

Warszawa: Protest pod Green Wayem

Posted on 22 marca 2010. Filed under: 1, Oszustwa mediów, Prawo, Urzędy, Wolność, Złe Prawo | Tagi: |


Dziś także w Warszawie odbył się protest i akcja informacyjna pod barem Green Way, tym razem przy ul. Hożej. Rozdano ulotki i odbyły się ciekawe rozmowy z klientami, z właścicielką lokalu oraz z pracownikami.

Większość osób wchodzących do baru wzięło ulotki. Kilka osób po zapoznaniu się ze sprawą łamania praw pracowniczych w barze we Wrocławiu postanowiło nie jeść w Green Way dopóki sprawa nie zostanie satysfakcjonująco rozwiązana. Właścicielka baru powtarzała hasło wszystkich właścicieli barów Green Waya – „co my możemy”, „centrala nie może zagwarantować zgodnych z prawem warunków zatrudnienia we wszystkich barach”, „szkodzicie nam, a my chcemy wprowadzać zdrowy styl życia”. Aktywiści ZSP wytłumaczyli więc kolejny raz, że dopóki gwarancja zgodnych z przepisami warunków zatrudnienia nie będzie obowiązywać wszystkich barów Green Way, dopóty akcja będzie kontynuowana.

Najbardziej zastanawiająca była wypowiedź jednego pracownika baru, który akurat kończył zmianę. Stwierdził on, protest w imieniu innych pracowników nie ma sensu i że jeśli pracownik podpisał umowę, że nie chce wynagrodzenia, to wszystko jest w porządku. Na odpowiedź, że pracownica o którą chodzi odmówiła podpisania zrzeczenia się wynagrodzenia i że poprosiła ZSP o pomoc, pracownik stwierdził tylko: „to nielogiczne”. Chwilę później, pracownik Green Waya rozkoszował się już kawą podawaną przez równie wyzyskiwanych kolegów z Coffee Heaven. Co jest logiczne.

http://cia.bzzz.net/warszawa_protest_pod_green_wayem

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Niemcy: Deportacja Romów do Kosowa

Posted on 22 marca 2010. Filed under: Oszustwa mediów, Prawo, Urzędy, Wojna, Wolność, Zero prawdy, Złe Prawo, łapówkarstwo policjii | Tagi: |


18 marca na lotnisku w Dusseldorfie miała miejsce akcja protestacyjna grupy samby przeciwko deportacji 150 Romów do Kosowa. Deportacji dokonały czeskie linie lotnicze specjalnym wyczarterowanym samolotem.

Deportacje objęły również rodziny, których dzieci urodziły się w Niemczech i które mieszkały w Niemczech od 10 lat. Jedna rodzina uniknęła deportacji korzystając z azylu udzielonego przez jeden z kościołów.

Według rządowych decyzji, „kontyngent” 2,5 tys. Romów ma być deportowany każdego roku do Kosowa.

http://de.indymedia.org/2010/03/276057.shtml

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Ciąg dalszy afery w białostockiej prokuraturze

Posted on 22 marca 2010. Filed under: Niebezpieczne, Oszustwa mediów, Prawo, Sprzedajni dziennikarze, Urzędy, Wojna, Wolność, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , , , , , , |


2010-02-25

Zasadność umorzenia śledztwa w sprawie afery w białostockiej prokuraturze ma zbadać sąd z apelacji białostockiej !

Otrzymaliśmy informację, iż zasadność zażalenia na umorzenie śledztwa w sprawie afery w białostockiej prokuraturze przez Prokuraturę Okręgową w Lublinie ma zbadać Sąd w Olsztynie, podległy Sądowi Apelacyjnemu w Białymstoku. Jest to decyzja Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Podsumowując sprawę:

1.      Prokuratura Rejonowa w Białej Podlaskiej stawia zarzuty dotyczące afery w białostockich prokuraturach.
2.      Wkrótce po tym, śledztwo przejmuje Prokuratura Okręgowa w Lublinie i je umarza.
3.      Postanowienie o umorzeniu zostaje zaskarżone.
4.      Prokuratura Okręgowa w Lublinie przekazuje sprawę zbadania swojej decyzji – do sądu w apelacji białostockiej.

Takich spraw, gdzie lubelskie i białostockie organy ścigania wzajemnie „pomagają sobie” w tuszowaniu spraw, albo „aresztowaniach na zlecenie” – jest więcej. Będziemy sukcesywnie je ujawniać.

Afera w białostockiej prokuraturze: http://www.lexnostrum.eu/index.php/interwencjefull/items/afera-w-bialostockiej-prokuraturze-prokuratura-okregowa-w-lublinie-tuszuje-sprawe-.html

Maciej Lisowski

Dyrektor Fundacji „LEX NOSTRUM”

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Groźby wobec Dyrektora Fundacji LEX NOSTRUM po ujawnieniu afery w białostockiej prokuraturze.

Posted on 22 marca 2010. Filed under: Niebezpieczne, Oszustwa mediów, Propaganda medialna, Sprzedajni dziennikarze, Urzędy, Wojna, Wolność, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , , , |


2010-02-21

Po opublikowaniu interwencji do Ministra Sprawiedliwości w sprawie afery w białostockiej prokuraturze tuszowanej przez Prokuraturę Okręgową w Lublinie miały miejsce liczne groźby i próby zastraszenia Macieja Lisowskiego – Dyrektora Fundacji LEX NOSTRUM. Autorami ich byli obywatele Białorusi, oraz współdziałający z nimi Polacy. Zdarzenia te potwierdziły zasadność działania Fundacji LEX NOSTRUM i potrzebę ujawniania patologii.

Afera w białostockiej prokuraturze: http://www.lexnostrum.eu/index.php/interwencjefull/items/afera-w-bialostockiej-prokuraturze-prokuratura-okregowa-w-lublinie-tuszuje-sprawe-.html

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Pomagał biednym, musi zapłacić

Posted on 19 marca 2010. Filed under: Chęć zysku w TVN, Niebezpieczne, Oszustwa mediów, Propaganda medialna, Sprzedajni dziennikarze, Urzędy, Zero prawdy, Złe Prawo |


Piekarz z Legnicy Waldemar Gronowski, który rozdawał chleb biednym, powinien zapłacić od tego prawie 200 tys. zł VAT – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny.

fot. sxc.hu
fot. sxc.hu

Jak czytamy w komunikacie Ministerstwa Finansów, Sąd uznał, że „nieodpłatne przekazywanie pieczywa ze zwrotów na cele charytatywne było darowizną opodatkowaną VAT, a nie likwidacją towaru”. NSA swoją decyzję tłumaczył faktem, iż „podatek od towarów i usług jest neutralny dla podatnika pod warunkiem, że ewidencja obrotów jest prowadzona w prawidłowy sposób. Zdaniem sądu w przypadku Waldemara Gronowskiego podatek VAT od przekazanych na cele dobroczynne towarów stanowił tylko niewielką część zaległości, o które toczył się spór” – podaje komunikat.

Jak zauważa resort finansów, paradoksalnie decyzja Naczelnego Sądu Administracyjnego jest korzystna dla podatników, bo doprowadziła do zmiany przepisów. „Od 2009 r. darowanie przez producenta towarów spożywczych instytucjom charytatywnym na ich działalność jest zwolnione z VAT” – czytamy w komunikacie.

Sprawa Waldemara Garlickiego stała się głośna pięć lat temu, gdy media poinformowały o o karze, którą nałożył na niego fiskus. Urząd Kontroli Skarbowe dostał w 2003 r. donos na piekarza, w którym oskarżano go o to, że sprzedaje pieczywo bez nabijania na kasę. Garlicki bronił się jednak twierdząc, że pieczywo rozdawał w stołówkach charytatywnych i że fiskus karze go za pomoc ubogim.

Po donosie fiskus zaczął kontrolować sklepy, do których towar dostarczała piekarnia Gronowskiego. Spowodowało to systematyczną utratę klientów, co w konsekwencji spowodowało, że piekarz musiał zamknąć firmę.

mic

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Młody biznesmen wie, kto zlecił zabójstwo gen. Papały?

Posted on 19 marca 2010. Filed under: Chęć zysku w TVN, Prawo, Propaganda medialna, Sprzedajni dziennikarze, Urzędy, Wojna, Wolność, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , |


Maciej Lisowski, młody biznesmen, spędził 2,5 roku w więzieniu za … przywłaszcznie zepsutego komputera. Za kratkami mógł siedzieć jednak tylko dlatego, żeby nie być traktowanym jako wiarygodny świadek w sprawie zabójstwa gen. Papały.

policja
fot. policja.pl

„Trafiłem do aresztu, bo zbyt dużo wiedziałem o ludziach związanych z zabójstwem komendanta głównego policji Marka Papały” – mówi gazecie „Polska” 32-letni przedsiębiorca, obecnie prezes Fundacji „Lex Nostrum”.

Jego problemy zaczęły się w 2002 roku. Został wtedy jednym ze wspólników Tadeusza G., oficjalnie handlującego chemią przemysłową. Jak się jednak okazało, Tadeusz G. był absolwentem uczelni wojskowej w Moskwie i byłym oficerem Wojskowych Służb Informacyjnych. Zajmował się handlem komponentami do paliw sprowadzanymi z Rosji bez akcyzy.

W biurze Tadeusza G. odbywały się spotkania, w których uczestniczyli inni byli oficerowie służb specjalnych. Według Lisowskiego na tych spotkaniach uczestnicy chwalili się swoją bezkarnością. Mieli mówić, że nie podskoczył im nawet Papała – czytamy w dzienniku „Polska”.

Młody biznesmen zorientował się, że spółka, w której ma udziały, jest tylko przykrywką do handlu narkotykami i komponentami do paliw, więc chciał sie wycofać. Wtedy wspólnicy zaczęli mu grozić. Lisowski opowiada, jak na spotkaniach u Tadeusza G. opowiadano, jakim zagrożeniem był Papała i jak udało się go wyeliminować.

We wrześniu 2006 r. młody biznesmen został zatrzymany przez ABW pod zarzutem przywłaszczenia zepsutego komputera, chociaż zdarzenie miało mieć miejsce 7 lat wcześniej, a domniemany poszkodowany przyznał, że za sprzęt otrzymał pieniądze. Przedsiębiorcy postawiono też zarzut poświadczenia nieprawdy. Lisowski spędził w więzieniu 2,5 roku. Po wyjściu na wolność ponownie pojawiały się groźby pod jego adresem – informuje gazeta „Polska”.

Biznesmen twierdzi, że całą historię może powtórzyć w prokuraturze. Problem jednak w tym, że poświadczenie nieprawdy, areszt i prawomocny wyrok obniżają jego wiarygodność.

Są także inne osoby, które mogą przyczynić się do wyjaśnienia okoliczności śmierci gen. Papały. Gangster Sylwester Z., odsiadujący obecnie wyrok, twierdzi, że zna wiele faktów, które przy wyjaśnianiu sprawy pominęła prokuratura. W jego wersji przewija się postać m.in. polonijnego biznesmena, Edwarda M., podejrzanego o zlecenie zabójstwa Papały. Według Sylwestra R. w całej operacji brali udział oficerowie służb specjalnych – informuje „Polska”.

Prokuratura do tej pory nie zainteresowała się informacjami gangstera, a według jednego ze śledczych to sposób na złagodzenie kary.

Sprawa śmierci komendata głównego policji to największa kompromitacja polskich organów ścigania. Śledztwo trwa już 12 lat i wciąż nie udało się ustalić wszystkich zleceniodawców czytamy w gazecie.

mic

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Czy społeczeństwo obywatelskie jest w stanie zmienić decyzje rządów korzystając z narzędzi jakie daje Internet?

Posted on 19 marca 2010. Filed under: Prawo, Urzędy, Wolność | Tagi: , , |


Opublikowano: 19.03.2010 

Zaczęło się skromnie, w maju 2009 roku, od wpisu na blogu Remigiusza ‘lRem’ Modrzejewskiego, w którym ostrzegał on o niebezpiecznych przepisach, jakie planuje wprowadzić Unia Europejska, dotyczących umożliwienia dostawcom “pakietowania Internetu”, czyli w praktyce filtrowania treści, które może oglądać abonent. Remigiusz powołał się na stworzoną naprędce stronę BlackOut Europe nawołującą do przekonania europosłów do poprawienia ustawy lub głosowania przeciw cenzurze.

Temat podjął błyskawicznie Wojciech Ryrych z Grupy Jakilinux, który samodzielnie stworzył stronę Stop Cenzurze i poinformował o tym fakcie w serwisie OSnews.pl. Pod listem do europarlamentarzystów umieszczonym na stronie już w ciągu pierwszych paru godzin podpisało się kilka tysięcy osób. Ale to był dopiero początek.

CENZURA? ALE O CO CHODZI?

Co wywołało taką panikę wśród internautów, że jak jeden mąż zaczęli podpisywać list i propagować akcję wśród znajomych? Otóż poszło o pewne zapisy w forsowanym przez Komisję Europejską „Pakiecie Telekomunikacyjnym”, które mogły być interpretowane jako przyzwolenie na cenzurowanie sieci oraz samozwańcze zwalczanie „piractwa” przez dostawców łączy internetowych.

Każda z firm dostarczających mieszkańcom Internet posiada pełną kontrolę nad tym z których usług internetowych mogą korzystać abonenci. Tradycyjnie respektowana jest jednak tzw. „zasada neutralności sieci”, mówiąca o tym, że dostawca – mimo takich możliwości technicznych – nie ma prawa wpływania na to, z jakich usług korzystają abonenci ani jakie strony internetowe przeglądają. Pakiet miałby to zmienić przyzwalając explicite na tego rodzaju praktyki. Czemu mogłoby to być groźne? Wyobraźmy sobie sytuację, w której dostawca internetu jest jednocześnie dostawcą usług (np. telewizji internetowej). Taki dostawca mógłby celowo spowalniać lub też zupełnie wyłączyć usługi konkurencyjne, dzięki czemu klienci z konieczności korzystaliby z usług dostawcy, powiększając jego portfel. Inny problem to sieci wymiany plików (peer to peer). Korzystające z nich osoby często wykorzystują łącze znacznie intensywniej niż osoby, które w sieci przeglądają jedynie strony i sprawdzają pocztę. Zablokowanie tego rodzaju usług mogłoby udrożnić zapchane łącza dostawcy bez konieczności wykładania pieniędzy na inwestycje w dodatkową infrastrukturę.

Druga kontrowersyjna sprawa poruszona w „Pakiecie” to tzw. „piractwo”, czyli nieautoryzowane kopiowanie treści (głównie multimedialnych). W jednym z projektów wspomniano o możliwości odcinania od sieci tych internautów, którzy wielokrotnie łamią prawa autorskie ściągając lub udostępniając treści do których nie mają praw. Odcinanie takie miałoby leżeć w gestii dostawców, bez udziału sądu i bez możliwości odwołania się od samozwańczego wyroku wydanego przez firmę. Problemy z takim prawem są co najmniej dwa. Po pierwsze – nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy aktywność internauty jest łamaniem prawa bez zainstalowania infrastruktury szpiegowskiej śledzącej każdy ruch w sieci. Po drugie – firmy dostarczające łącza internetowe zyskałyby dzięki temu władzę quasi-sądowniczą. Odcięcie od Internetu w dzisiejszych czasach może być równoznaczne z pozbawieniem dostępu do informacji, utratą pracy czy wykluczeniem z sieci społecznych. To podstawowe prawa człowieka, o których decydować – jeśli w ogóle – powinien niezawisły sąd.

Zdania ekspertów (tych prawdziwych i tych samozwańczych) na temat powyższych zapisów były podzielone. Niektórzy, jak Konrad Niklewicz z Gazety Wyborczej (skądinąd wielki fan wszystkiego co unijne) wykpił działania internautów uważając, że niepotrzebnie „robią hucpę” negując dobre prawo („Pakiet” oprócz kontrowersyjnych zapisów dotyczących Internetu zawierał również mnóstwo regulacji związanych z telekomunikacją, które nie budziły takich emocji). Inni, jak prawnicy Olgierd Rudak czy Piotr Waglowski, krytykowali przede wszystkim sposób, w jaki tworzy się prawo w Unii Europejskiej – do dokumentów projektów dyrektyw i regulacji bardzo trudno dotrzeć, sporo ustaleń zapada za zamkniętymi drzwiami i nigdy właściwie nie możemy być pewni jakie prawo zostanie poddane danego dnia głosowaniu. To skutecznie uniemożliwia dialog i konsultacje społeczne, podsycając uczucie niepewności wśród obywateli Unii.

AKCJA “STOP CENZURZE” NABIERA ROZPĘDU

Tymczasem do akcji włączył się Dziennik Internautów, publikując na swoich łamach artykuł nawołujący do podpisania listu. Akcję poparła również polska Partia Piratów, której członkowie stworzyli w międzyczasie stronę BlackOut Europe Polska i zaczęli się przymierzać do organizacji manifestacji przeciw Pakietowi w Warszawie. O sprawie napisały kolejno: Wirtualna Polska, Chip.pl, Portal Trójmiasto.pl, Gazeta.pl, VaGla.pl, Media2, Wiadomosci24 i inni. Pierwszego maja, w pięć dni po powstaniu strony “Stop cenzurze” i po zebraniu 35 tysięcy podpisów (kolejne 5 dni później było ich już prawie dwa razy tyle), wysłane zostały do europosłów listy informujące o skali protestu i zachęcające do wypowiedzenia się w sprawie. Odpowiedziało tylko troje i wszyscy zapewnili, że są przeciwko i tak też będą głosować na najbliższym posiedzeniu parlamentu.

Sprawa mogłaby się tak zakończyć, gdyby do akcji nie wkroczyły papierowe gazety i telewizja. Trzeciego maja, w dniu rocznicy uchwalenia pierwszej konstytucji, odbyła się manifestacja przeciw “pakietowaniu” Internetu pod szyldem BlackOut Europe Polska, Partii Piratów i Dziennika Internautów. Wydarzenie to było na tyle medialne, że reportaż z niego pokazała Telewizja Polska, niestety manipulując informacjami tak, aby pasowały one do z góry założonej tezy (w skrócie: “piraci protestują przeciw blokowaniu sieci peer to peer”). Szereg artykułów i komentarzy w tej sprawie zalał następnie papierowe gazety. O sprawie zrobiło się bardzo głośno.

W tym samym czasie podobne akcje, dzięki działalności takich grup jak La Quadature Du Net czy wspomniany BlackOut Europe odbyły się w całej Europie, co ostatecznie doprowadziło do odrzucenia „Pakietu” przez europarlamentarzystów i przesunięcia prac z nim związanych na wrzesień. Gazety w całej Unii otrąbiły sukces internautów. Niestety, uchwalony w końcu w październiku w atmosferze kompromisu „Pakiet Telekomunikacyjny” zawierał tylko zabezpieczenia dla internautów przeciw odcinaniu od sieci. Nie znalazły się w nim jakichkolwiek zabezpieczenia neutralności sieci, o które walczyliśmy. Niedługo trzeba było czekać na efekt tego zaniedbania…

Z BRUKSELI DO WARSZAWY, CZYLI O TYM JAK TUSK CHCIAŁ NAM SIEĆ OCENZUROWAĆ

16 listopada 2009 roku nasz rząd, bardzo nowocześnie, bo za pomocą swojej strony internetowej ujawnił plany filtrowania internetu w Polsce. Planowana ustawa miała kilka celów:

– Cel polityczny: odwrócenie uwagi opinii publicznej od „afery hazardowej”.

– Cel finansowy: łatanie dziury budżetowej poprzez ściągnięcie haraczy (koncesje) od właścicieli firm zajmujących się hazardem.

– Cel spiskowy (według zwolenników spiskowej teorii dziejów): zbudowanie infrastruktury umożliwiającej inwigilację obywateli oraz filtrowanie dowolnych treści w Internecie.

– Cel oficjalny: ochrona dzieci przed bezeceństwami tego świata – hazardem, pornografią i internetowymi oszustami.

Nowe prawo miało przejść szybko i sprawnie, bez zbędnych konsultacji społecznych, które – jak wiadomo – zdominowaliby hazardowi lobbyści. To co się wydarzyło, zaskoczyło jednak wszystkich.

Najpierw były apele pojedynczych osób i organizacji. Swoje stanowiska na temat ustawy przesłały m.in. Fundacja Panoptykon, Fundacja Nowoczesna Polska, Polskie Towarzystwo Informatyczne, Polska Grupa Użytkowników Linuksa czy Fundacja Wolnego i Otwartego Oprogramowania. Wszystkie piętnowały tryb prac nad ustawą, niechlujnie sformułowany tekst, zawierający błędy logiczne, ale również samą ideę ustawowego naruszania zasady neutralności sieci. Po tym jak pierwotna formuła ustawy została wyśmiana przez prawników, sformalizowane zostały przepisy dotyczące wpisywania i usuwania strony z „Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych”. Miał o tym decydować Sąd Okręgowy w Warszawie, wydając postanowienie, od którego można byłoby się odwołać tradycyjną drogą (strona bądź usługa pozostanie jednak w tym czasie niedostępna). Z wnioskiem o wpisanie do rejestru będą mogłyby wystąpić Policja, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wywiad skarbowy i Służba Celna. Ustawa została ulepszona pod względem prawnym, ale problem główny pozostał: dlaczego rząd chce cenzurować sieć? I dlaczego zupełnie nie słucha ekspertów z organizacji pozarządowych, którzy od pojawienia się pomysłu bezlitośnie punktują projekt?

Podczas gdy organizacje wymieniały listy z rządem, internauci postanowili działać. W ciągu kilku dni powstały trzy grupy w serwisie społecznościowym Facebook zbierające przeciwników ustawy. Stały się one głównym narzędziem komunikacji między ludźmi, którym nie w smak były zapędy cenzorskie rządu.

Mniej więcej w tym samym czasie, autor tego artykułu postanowił upublicznić swój – napisany jeszcze w listopadzie, niejako na wszelki wypadek – list do Prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego, nawołujący go do zawetowania ustawy hazardowej, w razie gdyby zawierała ona artykuł dotyczący filtrowania sieci. Po nagłośnieniu listu przez prasę, m.in. dzięki artykułowi w „Rzeczpospolitej” (zadziałały tu znów podpisy zebrane w maju przeciw cenzurze Internetu – do 65 tysięcy osób dołączyło ponad 10 tysięcy kolejnych – takie liczby poparcia robią na rządzących wrażenie), przedstawiciele głównych ośrodków sprzeciwu, w tym Grupy Jakilinux, zostały zaproszone na spotkanie z Władysławem Stasiakiem w Kancelarii Prezydenta. Prawdopodobnie to właśnie wydarzenie sprowokowało Premiera Tuska do publikacji listu do internautów, w którym tłumaczył się on ze swoich intencji związanych z trefną ustawą i zapraszał do dialogu w sprawie „Rejestru”. Sprawy potoczyły się od tego momentu błyskawicznie. Inicjatywę przejął wtedy niezwiązany do tej pory ze sprawą bloger Maciej Budzich, który podjął się organizacji debaty między „internautami” a premierem.

DEBATA Z PREMIEREM I JEJ KONSEKWENCJE

Debata wzbudziła ogromne kontrowersje i sprowokowała wiele dyskusji. Kto powinien wziąć w niej udział? Może blogerzy? Może organizacje pozarządowe? A może osoby, które faktycznie doprowadziły do tego spotkania pisząc listy, organizując manifestacje i nagłaśniając sprawę? Maciej poradził sobie całkiem nieźle (choć oczywiście znaleźli się poszkodowani) z doborem uczestników i organizacją przedsięwzięcia. Na sali pojawili się przedstawiciele wszystkich organizacji, które miały coś sensownego do powiedzenia w sprawie ustawy, a także wybrani (według nieznanego klucza) blogerzy. Debata odbyła się więc 5 lutego 2010 roku i wprawdzie nie doszło na niej do prawdziwego dialogu internautów z premierem, a Tusk „nie został przekonany” argumentami blogerów i organizacji, to efektem było przyznanie się premiera do niedopatrzeń w trybie prac nad ustawą wprowadzającą niesławny „Rejestr” oraz obietnica usunięcia rejestru z ustawy celem dogłębnej analizy konsekwencji takiego rozwiązania.

Czy więc osiągnęliśmy sukces, jak obwieściły to następnego dnia wszystkie media? Połowicznie. Na pewno udało się – po raz drugi w ciągu roku – zatrzymać pokusy rządzących do zwiększania swojej kontroli nad życiem obywateli. Po raz kolejny jednak okazało się, że rząd reaguje tylko wtedy, gdy czuje na sobie presję społeczeństwa. A presję tę czuje wtedy, gdy przeczyta o tym w prasie. A prasa napisze o tym tylko wtedy, jeśli temat będzie wystarczająco nośny. Co jeśli „Rzeczpospolita” nie napisałaby o tysiącach internautów proszących Prezydenta o weto? Co jeśli Prezydent nie wziąłby sprawy w swoje ręce organizując spotkanie? Czy doszłoby wtedy w ogóle do debaty z Premierem? W tej chwili możemy tylko gdybać.

PLATFORMA DLA PLATFORMY, CZYLI BLIŻEJ LUDZI

Można oczywiście zakładać złą wolę ze strony rządzących (jako klasy społecznej). Wtedy pozostaje nam nadal pisać petycje, zbierać podpisy, demonstrować przed Sejmem, najlepiej z butelkami z benzyną (rząd zwykle reaguje wtedy ekspresowo). Zakładając jednak optymistycznie, że problem polega nie na złej woli, a na braku narzędzi do komunikacji ze społeczeństewm, można go próbować rozwiązać wspólnie i nie jest to tak trudne, jak mogłoby się to wydawać.

Daniel Koć z Grupy Jakilinux podczas debaty z Premierem zaproponował, żeby konsultacje dotyczące ustaw istotnych dla społeczeństwa informacyjnego odbywały się… po prostu w Internecie. Jako, że „debata” polegała głównie na wygłaszaniu przemówień przez kolejnych zaproszonych gości, a nie na faktycznym dialogu, propozycja ta przeszła niestety bez echa. To nie przeszkodziło jednak Danielowi wytłumaczyć się dokładnie ze swojego pomysłu w artykule opublikowanym na wortalu jakilinux.org, gdzie pisze on tak:

“Nie ma co skupiać się na pertraktacjach z garstką ludzi, kiedy możliwa jest znacznie bardziej bezpośrednia forma konsultacji. Z jednej strony bowiem liczba internautów, czyli właściwie obywateli, powoduje niemożliwy do rozwiązania problem logistyczny – jak wybrać reprezentację nie dyskryminując nikogo, jak ją zmieścić w sali i jak dać realną, a nie tylko „hasłową” możliwość dyskusji. Z drugiej jednak wystarczy zmienić sposób myślenia, a problem sam się załatwi, i to z nawiązką.

Gdyby bowiem z internautami prowadzić wielogłos w (niespodzianka…) Internecie, to nie trzeba by było nikogo upychać w żadnych salach ani w wąsko określonych godzinach. Ilość także nie byłaby takim problemem: z milionów ludzi przecież nie wszyscy mają zamiar zabierać głos – ale to oni sami decydują, czy się włączą, a więc nie ma dyskryminacji.

Premier ujawnił, że ustawa zawierająca propozycję rejestru została celowo szybko przepchnięta, ponieważ obawiał się działań lobby hazardowego. Rząd wybrał więc drogę „nie ufamy nikomu i lepiej zróbmy to po swojemu, żeby tylko uniknąć manipulacji”. Tryb jej tworzenia odzwierciedla skutki samego rejestru, gdyby stał się obowiązującym prawem: na obawie przed zagrożeniem ze strony nielicznych mogą stracić szerokie masy ludzi. W toku powszechnej, przejrzystej debaty publicznej, lobbyści oczywiście także mieliby głos, jednak w społeczeństwie istnieją także ich naturalni przeciwnicy: inni lobbyści lub po prostu ludzie o odmiennych przekonaniach.

Zamiast otaczać się wałem obronnym, rolą władz w tym nowym modelu byłoby uwzględnianie zdania wszystkich zainteresowanych, moderowanie i szukanie porozumienia na każdym etapie powstawania prawa. Wymaga to więcej zaufania do demokracji obywatelskiej; uznania, że szerokie uczestnictwo zmniejsza ryzyko wynikające z istnienia grup partykularnych interesów; dostrzeżenia w tym mechanizmie szansy na prawdziwe wychowanie obywatelskie; no i oczywiście stworzenia odpowiednich narzędzi technicznych oraz procedur – ale w naszym ustroju to chyba nie są nadmierne oczekiwania wobec władzy, prawda?”

Łatwo zarzucić tej wizji uproszczenie, a nawet utopijność. Słusznie, bo to zaledwie wizja – pewna rama, sposób i kierunek myślenia, którym warto się kierować jako ogólną wskazówką.

Nie uważam, żeby wizja Daniela była utopijna. Takie rzeczy przecież już się dzieją, a platformy służące do zbiorowej współpracy tysięcy, a nawet milionów ludzi istnieją w Internecie. Wystarczy wspomnieć o projekcie Wikipedii – darmowej encyklopedii tworzonej przez ochotników. Dlaczego prawo nie mogłoby być, jeśli nie tworzone, to chociaż konsultowane, w podobny sposób? Zwłaszcza, że oprogramowanie zasilające Wikipedię – MediaWiki – jest otwarte i darmowe. Nic tylko korzystać!

Michał Boni z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w końcowej fazie debaty zapowiedział stworzenie internetowej „platformy” usprawniającej konsultacje społeczne. Miałaby ona zapobiec „nieporozumieniom”, jakie wynikły m.in. podczas próby przepchnięcia ustawy hazardowej z „backdoorem” w postaci cenzury sieci. Czy będzie to demokratyczna platforma, w której udział będzie mógł wziąć każdy obywatel zainteresowany zmianami w prawie, czy niszowy system tylko dla starannie wyselekcjonowanych organizacji? Odpowiedź na to pytanie pokaże jakie jest faktyczne podejście władzy do idei konsultacji społecznych. Pokaże ona na ile zapowiedzi demokratyzacji procesu tworzenia prawa i wyjścia naprzeciw oczekiwaniom społeczeństwa informacyjnego były sloganami, a na ile realnymi planami rządu.

Autor: Borys Musielak
Zdjęcie: Urban Artefakte
Źródło: Dziennikarstwo Obywatelskie i Liberte!
Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 2.5 Polska

O AUTORZE

Borys Musielak – urodzony w 1980 roku w Toruniu, absolwent informatyki w Polsko Japońskiej Szkole Technik Komputerowych. Przedsiębiorca internetowy i bloger. Jest właścicielem informacyjnych serwisów internetowych: OSnews.pl i LinuxNews.pl oraz wortalu dla użytkowników Linuksa: jakilinux.org, funkcjonujących jako całość pod nazwą Grupa Jakilinux. Tworzy też społeczność miłośników ambitnego kina na Filmaster.pl, gdzie prowadzi swojego filmowego bloga (michuk.filmaster.pl). Od 2005 roku działa na rzecz neutralności sieci oraz promuje wolne oprogramowanie w Polsce.

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Ban on glyphosate spraying near town in Argentina

Posted on 19 marca 2010. Filed under: gmo, gmo szajs, Niebezpieczne, Prawo, Urzędy | Tagi: , , , , , , , , , |


Thursday, 18 March 2010 15:18

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

EXTRACT: The court found that farmers „have been indiscriminately using agrochemicals such as glyphosate, applied in open violation of existing laws [causing] severe damage to the environment and to the health and quality of life of the residents.”

While the decision is limited to the area around San Jorge, other courts in the farming province are likely to follow suit if residents seek similar court action.


Argentina Court Blocks Agrochemical Spraying Near Rural Town
Shane Romig
Dow Jones Newswires, March 17 2010
http://www.nasdaq.com/aspx/stock-market-news-story.aspx?storyid=201003171558dowjonesdjonline000680&title=argentina-court-blocks-agrochemical-spraying-near-rural-town
http://bit.ly/cg2AgG

BUENOS AIRES -(Dow Jones)- In a ruling bearing potentially far-reaching implications, an appellate court in Argentina’s Santa Fe province this week upheld a decision blocking farmers from spraying agrochemicals near populated areas.

The ruling blocks the use of chemicals such as the widely used herbicide glyphosate within 800 meters of the town of San Jorge, and aerial spraying within 1,500 meters of the town.

While the decision is limited to the area around San Jorge, other courts in the farming province are likely to follow suit if residents seek similar court action.

The court found that farmers „have been indiscriminately using agrochemicals such as glyphosate, applied in open violation of existing laws [causing] severe damage to the environment and to the health and quality of life of the residents.”

A backlash is building in the country against the increasing reliance on transgenic soybeans and the herbicide widely used in their cultivation. Soybeans dominate the country’s farm output, but growing concern over the environmental impact of soybean-cultivation practices has spurred a legal and legislative assault.

Last year, the Argentine Association of Environmental Lawyers filed a case at the Supreme Court to halt the use of glyphosate, which virtually all of the soybeans grown in Argentina have been genetically modified to resist. Up to 200 million liters of the herbicide are sprayed across the farm belt each season. The court has yet to decide on whether to hear the case.

Genetically modified soybeans resistant to glyphosate were introduced to Argentina in 1996 by St. Louis-based biotech giant Monsanto Co. (MON). Now, with over half of all cultivated land going to soy in the last season, virtually all of the soybeans grown in Argentina uses Monsanto’s technology. Monsanto didn’t return a call seeking comment.

The spread of the transgenic beans has led to an unprecedented boom in farm wealth but also brought a host of ills, including soil deterioration and wide- scale deforestation to open up new fields.

While environmentalists have long decried the shift to soy monoculture, opposition heated up last year when an unpublished study conducted by the University of Buenos Aires Institute of Cellular Biology and Neuroscience Molecular Embryology Lab found that very low doses of glyphosate caused mutations in amphibian embryos.

While glyphosate has been used for 30 years and is approved in more than 100 countries, the defense minister prohibited growing transgenic soybeans on army farms with residential compounds, in the wake of the report. In addition, a number of local districts have banned or limited the use of glyphosate around populated areas, and some provinces also are debating legislation to prohibit or limit its use.

Argentina is the world’s leading exporter of soymeal and oil and the third- largest exporter of soybeans. The legume is the country’s largest export product and a key source of export-tax revenue.

Despite criticism of the excessive reliance on soybeans from President Cristina Fernandez, the government has encouraged the continued shift toward soy by imposing export limits and price controls on other goods such as wheat, corn and beef to keep local food prices down. With virtually no domestic demand for soybeans, their pricing and exports have been left untouched, prompting farmers to plant more beans.

-By Shane Romig, Dow Jones Newswires; 54-11-4103-6738; shane.romig@ dowjones.com

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Interpelacja w sprawie wykazu produktów leczniczych, które mogą być dopuszczone do sprzedaży w placówkach obrotu pozaaptecznego oraz punktach aptecznych

Posted on 19 marca 2010. Filed under: Petycje, Prawo, Urzędy, Złe Prawo | Tagi: , , , , , |


9 marca 2010 r.

W nowym rozporządzeniu ministra zdrowia z dnia 6 października 2009 r. w sprawie wykazu produktów leczniczych, które mogą być dopuszczone do obrotu w placówkach obrotu pozaaptecznego oraz punktach aptecznych (Dz. U. 2009 Nr 171, poz. 1335) lista produktów w znacznym stopni różni się od dotychczas obowiązującej. Wycofano z niej wiele podstawowych produktów leczniczych, będących od lat w sprzedaży.
Właściciele punktów aptecznych oraz sklepów zielarskich podkreślają, że w momencie nałożenia ograniczeń ich obrót w placówkach diametralnie zmalał. Zaznaczają, że paradoksem jest to, iż leki które nie będą dostępne w wyżej wymienionych punktach sprzedaży, będzie można kupić na stacji benzynowej czy supermarkecie.
W Ministerstwie Zdrowia rozpoczęto prace legislacyjne mające na celu aktualizację przepisów dotyczących wykazów produktów leczniczych, które mogą być dopuszczone do obrotu w placówkach obrotu pozaaptecznego oraz punktach aptecznych. Z odpowiedzi, na pytanie w sprawach bieżących dotyczące tego tematu, Ministra Marka Twardowskiego wynika, że nowa lista będzie obejmowała 18 tysięcy substancji czynnych zakwalifikowanych do sprzedaży w tych punktach.

W związku z zaistniałą sytuacją zwracam się do Pani Minister z pytaniami :
1. Na jakim etapie są prace nad nowelizacją rozporządzenia z dnia 6 października dotyczącego wykazu leków (Dz. U. 2009 Nr 171, poz. 1335)?
2. Czy w nowym wykazie znajdą się produkty, które zostały wycofane z poprzedniego rozporządzenia, czy będzie to wykaz leków w formie listy pozytywnej czy negatywnej?

Przeczytaj również:

Komentarz serwisu MEDYCYNA TYBETAŃSKA

Brawo – w końcu ktoś zaczął walczyć o wolność dostępu do alternatywnych metod leczniczych oraz preparatów, które wykorzystywane są podczas tych praktyk. Dodać trzeba, że tak samo jak w przypadku sklepów zielarsko medycznych, tak samo i personel związany z Gabinetami Medycyny Naturalnej to osoby wykształcone i w większości lekarze ze specjalnościami w danym kierunku np. naturalne metody lecznicze i ziołolecznictwo.

Read Full Post | Make a Comment ( 3 Komentarze )

Komisja poparła ustawę o wyrobach medycznych – lek. Enkhjargal Dovchin ( komentarz )

Posted on 19 marca 2010. Filed under: Prawo, Urzędy, Złe Prawo | Tagi: , , , , , , , , |


Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych będzie miał dane o wszystkich rodzajach wyrobów medycznych, dostępnych na terenie Polski – zakłada projekt ustawy o wyrobach medycznych, który poparła sejmowa komisja zdrowia.

Komisja zaproponowała do ustawy kilka poprawek o charakterze doprecyzowującym i redakcyjnym.

Rządowy projekt ustawy wdraża przepisy dyrektyw Unii Europejskiej dotyczące obowiązków wytwórców, importerów i

Zgodnie z przepisami, baza danych prowadzona przez prezesa Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych powinna zawierać dane o wszystkich rodzajach i klasach wyrobów medycznych. Dlatego przed wprowadzeniem wyrobu do obrotu, wytwórcy i autoryzowani przedstawiciele firm z siedzibą w Polsce mają obowiązek powiadomienia o tym prezesa Urzędu. Dystrybutorzy i importerzy muszą to robić po sprowadzeniu produktu do Polski.

Prezes urzędu rejestracji będzie wydawał tzw. świadectwa wolnej sprzedaży wyrobów, których wytwórcy mają miejsce zamieszkania lub siedzibę w Polsce.

Dzięki temu Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych będzie dysponować możliwie pełnymi informacjami o wyrobach będących w obrocie i używanych na rynku krajowym. Jak podkreślają autorzy projektu, jest to niezbędne do skutecznego sprawowania nadzoru, a także właściwego postępowania w przypadku incydentów medycznych, np. w przypadku wadliwych lub niebezpiecznych dla zdrowia produktów.

W ocenie resortu zdrowia, nowe przepisy zwiększą bezpieczeństwo pacjentów i personelu medycznego oraz nadzór nad rynkiem wyrobów medycznych. Zniwelują też dotychczasowe bariery w obrocie tymi produktami między Polską a krajami Unii Europejskiej.


Komentarz lek. Enkhjargal Dovchin „ENJI”
Zgoda komisji na to aby w urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych i Biobójczych znajdowała się lista wszystkich pozytywnych i negatywnych produktów jest kolejną próbą wprowadzenia całkowitej kontroli na przepływem suplementów diety i środków specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz produktów OTC i mieszanek ziołowych. Nie możliwym stanie się w obecnej sytuacji zarejestrowanie produktu przez małe i średnie firmy. Wszystko zostanie w gestii państwa oraz dużych międzynarodowych koncernów. Wpływ Kodeksu Żywnościowego jest obecnie bardzo dobrze widoczny. Tylko stanowcze NIE całego społeczeństwa może coś zmienić w tej sprawie. Jeżeli ktoś z Państwa chciałby pomóc, prosimy o podpisywanie petycji obecnych w zakładce PETYCJE
Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

  • Google Translator

  • STOP kłamstwu tvn!

    STOP TVN, TVN24, POLSAT I WYBIÓRCZEJ - stop zakłamaniu w mediach masowych
  • Chroń medycynę naturalną/ Protect natural medicine all over the world
  • Podpisz petycję w obronie medycyny naturalnej i tradycyjnych systemów medycznych
  • Medycyna Tybetańsko-Mongolska, Akupunktura, Moksa, Ziołolecznictwo na PINTEREST.COM
  • Polub nas na FB

  • Instagram prof Enji

    There was an error retrieving images from Instagram. An attempt will be remade in a few minutes.

  • Artykuł o nagonce

  • Czwarty Wymiar o nagonce medialnej

    Artykuł w "CZWARTYM WYMIARZE" o nagonce medialnej na lekarkę Enkhjargal Dovchin "ENJI"
  • Artykuły w „ZC”

    Znaki Czasu - to obecnie jedyne czasopismo, które ma odwagę pisać jawnie o najważniejszych sprawach dotyczących zdrowia ludzkiego czyli Kodeksie Żywnościowym, Szczepieniach oraz alternatywnych metodach leczniczych.
  • MTM in Poland

    Mongolska Tradycyjna Medycyna w Polsce - MTM in Poland
  • LIST OTWARTY

    LIST OTWARTY PUBLICYSTÓW W OBRONIE TOLERANCJI I WOLNOŚCI WYKONYWANIA ZAWODU
  • Chmurka kategorii

  • Ankiety

  • Szybkie menu

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...