Czy kodeks zagraża medycynie naturalnej i naszemu zdrowiu?

Czy ten kodeks nam zaszkodzi?

Nasz Dziennik, 2010-02-05

Wprowadzenie w Polsce od 1 stycznia 2010 r. części zapisów międzynarodowego Kodeksu Żywnościowego (Codex Alimentarius) wywołało pod koniec ubiegłego roku popłoch przede wszystkim wśród właścicieli i pracowników sklepów zielarskich oraz ich klientów. Na mocy nowych przepisów miały one bowiem stracić prawo do sprzedaży ziół i leków przygotowywanych na ich bazie. Mogło to spowodować upadek wielu z blisko 1,5 tys. placówek rozsianych po całym kraju.

Co prawda najczarniejszy scenariusz jeszcze się nie sprawdził, ale jeżeli nic się nie zmieni i zasady wpisane do Kodeksu Żywnościowego będą dalej wdrażane w życie, już wkrótce z rynku zniknie większość ziołowych preparatów, a te, które pozostaną, będzie można kupić jedynie w aptekach.
Trzeba podkreślić, że sprawa zapisów z Kodeksu Żywnościowego jest szerzej nieznana nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach Europy i świata, gdyż największe media nie poświęcają im zbyt wielkiej uwagi. A przecież chodzi o nasze zdrowie, warunki życia, a także wolność. Wystarczy przyjrzeć się temu, w jaki sposób powstawały zapisy Kodeksu Żywnościowego, aby nabrać podejrzeń co do czystości intencji ich autorów. Bardziej chodziło im chyba o ochronę interesów koncernów farmaceutycznych, biotechnologicznych, chemicznych, interesów wielkich producentów żywności niż o dobro konsumentów. Oficjalnie głównym celem prac nad Kodeksem Żywnościowym było zaspokojenie oczekiwań konsumentów dotyczących bezpieczeństwa żywności, jej jakości i przydatności do spożycia. W związku z tym, ogromnego znaczenia nabiera pochodzenie żywności i jej bezpieczeństwo w handlu międzynarodowym. Kodeks powinien odgrywać tutaj ważną rolę, szczególnie dla mniej rozwiniętych krajów, którym brak niezbędnej infrastruktury, wiedzy fachowej i systemów zarządzania w celu wprowadzenia odpowiedniej kontroli bezpieczeństwa żywności. Ale „nieznani”, czy raczej „niewidzialni” sprawcy chcą swoją wolę w tych kwestiach narzucić całemu światu. Jeśli kiedykolwiek ziszczą się ich zamierzenia, to nawet hodowla warzyw w przydomowym ogródku bez zezwolenia będzie przestępstwem.

Światowy rząd żywnościowy
Kodeks Żywnościowy to najogólniej rzecz ujmując zbiór międzynarodowych standardów dotyczących produktów żywnościowych, do których zalicza się nie tylko to, co jemy, ale także preparaty ziołowe i suplementy diety. W Kodeksie Żywnościowym umieszczono tysiące ogólnych i szczegółowych zapisów określających standardy produkcji żywności. Do tych ogólnych zalicza się np. kwestie higieny, zawartości pestycydów i leków oraz innych dodatków. A szczegółowe zasady to np. normy dotyczące świeżości produktów i zasad ich przetwarzania. Liczne kategorie produktów traktowane są jako leki i jako takie mają być sprzedawane tylko w aptekach (np. wspomniane środki ziołowe czy suplementy diety). Kodeks Żywnościowy to nie jest wymysł ostatnich lat. Jego początek sięga 1963 roku, gdy ONZ powołała do życia Komisję Kodeksu Żywnościowego – organ FAO (FAO to agenda ONZ ds. żywności, rolnictwa) i WHO (agenda ONZ ds. zdrowia). Dzięki temu do komisji należą prawie wszystkie kraje członkowskie ONZ – ponad 180 państw. Cele działalności Komisji trudno byłoby zakwestionować, wszak przyświecają im dwa wielkie przesłania: ochrona zdrowia konsumentów i ułatwianie handlu międzynarodowego. Ale za pięknymi hasłami kryją się często niepiękne treści. Nie da się przecież ujednolicić na całym świecie zasad produkcji żywności czy preparatów ziołowych. Jest to nie tylko niemożliwe technologicznie, ale i ze względów kulturowych. Ale nie wszyscy przyjmują to do wiadomości.
Od początku bowiem piętno na jej działalności odcisnęły wielkie koncerny – głównie chemiczne i farmaceutyczne – które dla niepoznaki wykorzystywały w akcjach lobbingowych organizacje pozarządowe – często te o zasięgu międzynarodowym. Cieniem na Kodeksie Żywnościowym kładzie się fakt, że głównym jego pomysłodawcą był Niemiec Fritz Ter Meer. W okresie rządów Hitlera należał on do zarządu wielkiego koncernu chemicznego IG Farben (produkującego cyklon B), a po wojnie, choć skazano go za udział w zbrodniach wojennych, dzięki rodzinie Rockefellerów zwolniony został z więzienia i objął stanowisko prezesa wielkiego koncernu chemiczno-farmaceutycznego Bayer.
Pół biedy, gdyby stosowanie się do zaleceń Kodeksu Żywnościowego było dobrowolne. Taka jest przynajmniej oficjalna wykładnia Kodeksu ogłoszona przez nasze władze, że jego normy i wytyczne „nie są prawnie wiążące, a Komisja Kodeksu Żywnościowego nie może ich przekształcić w obowiązujące prawo”. Ta teoria szybko jednak została zweryfikowana przez życie. Jego wytyczne zwykle stają się stopniowo nakazami, które wszystkie kraje powinny wypełnić. W przypadku Polski działa dodatkowy bodziec w postaci „prawa unijnego”, które kruszy wszelki opór. W krajach UE zapisy CA są wdrażane stopniowo od dawna, a Polska i inne kraje, które były w tyle, musiały od 1 stycznia br. wprowadzić odpowiednie przepisy w życie.
W celu narzucenia nam Kodeksu Żywnościowego ONZ-owscy biurokraci i lobbyści bardzo szybko wykorzystali także Światową Organizację Handlu (WTO). Jeśli na forum WTO rozstrzygany jest jakiś spór między krajami członkowskimi w sprawie żywności, to przy wydawaniu werdyktu brane są pod uwagę wytyczne Kodeksu Żywnościowego. Czyli jak się nie podporządkujesz, to przegrasz. W tej sytuacji coraz częściej słychać głosy, zgodnie z którymi wdrażanie Kodeksu Żywnościowego to pierwszy widomy znak budowania jednolitego światowego porządku. Tego rodzaju idee mają ogromne poparcie wszelkiej maści lewaków rządzących w wielu krajach.
Oczywiście, pewne zasady zapisane w Kodeksie mogą być korzystne, gdyż eliminują ze sprzedaży różne preparaty, suplementy diety, środki odchudzające, które nie mają żadnego znaczenia terapeutycznego, a mogą nawet szkodzić osobom je zażywającym. Ale jednocześnie nie widać troski decydentów, aby skutecznie walczyć z „dopalaczami”, które wciąż można swobodnie w Polsce kupić. To samo zresztą dotyczy preparatów na przyrost mięśni i innych środków stosowanych przez amatorów kulturystyki i fitness, które bez przeszkód można nabyć w wielu sklepach – część takich placówek specjalizuje się tylko w sprzedaży odżywek, witamin czy preparatów mających takie samo działanie jak środki dopingujące. A przecież takie substancje powinny być sprzedawane pod szczególnym nadzorem, gdyż ich zażywanie, a zwłaszcza przedawkowanie, grozi nawet kalectwem lub śmiercią.

Zioła zagrożone

Gdy w ubiegłym roku uchwalono ustawę wprowadzającą Kodeks Żywnościowy, jednym z ważniejszych rozporządzeń mu towarzyszących było to wydane przez ministra zdrowia Ewę Kopacz w kwestii sprzedaży leków i preparatów ziołowych. W jego pierwotnej wersji zapisano, że setki preparatów powinny 1 stycznia 2010 roku zniknąć ze sklepów zielarskich i trafić wyłącznie do aptek. Miało to dotyczyć m.in. różnego rodzaju maści (cynkowa, bursztynowa, borowinowa), spirytusu kamforowego, jodyny, plastrów borowinowych, a nawet popularnego dziurawca czy substancji zawierających choćby niewielkie ilości witamin. Właściciele sklepów zielarskich i ich klienci zaprotestowali, bo wiele pozycji na ministerialnej liście to środki często kupowane przez Polaków. Zagrożony został więc byt sklepów, tym bardziej że za złamanie zakazu grożą surowe kary. Sporo do stracenia mają też konsumenci, ponieważ w aptekach preparaty te są nierzadko dużo droższe. Ale trzeba przede wszystkim zapytać, cóż takiego się stało, że te preparaty musiały zniknąć ze sklepów zielarskich? Gdzie są badania wskazujące na to, że ich sprzedaż tylko w aptece jest korzystniejsza dla zdrowia konsumenta? Skoro takich badań nie ma, to po co zmieniać coś, co od dziesiątków lat bardzo dobrze funkcjonuje ku zadowoleniu ludzi? Co ciekawe, z „daru” minister Ewy Kopacz wcale nie byli zadowoleni sami prywatni aptekarze, bo rozporządzenie tylko wywołało bałagan na rynku.
Na fali tych protestów na początku stycznia doszło do spotkania przedstawicieli branży zielarskiej z urzędnikami Ministerstwa Zdrowia. Ustalono na nim, że lista produktów, którymi nie mogą handlować sklepy z ziołami, będzie zmodyfikowana, tzn. będzie mniej restrykcyjna. A wiceminister Marek Twardowski zapewniał, że do likwidacji tych punktów nie dojdzie, bo – jak argumentował – mogą one wciąż handlować kilkunastoma tysiącami innych wyrobów. Ale co będzie w niedalekiej przyszłości?
Co jakiś czas podnoszony jest na forum Komisji Kodeksu Żywnościowego postulat zakazu sprzedaży preparatów, które nie zostały poddane badaniom klinicznym. Tylko że w przypadku ziół nikt takich badań nie robi, gdyż ich realizacja byłaby zbyt droga. Ponadto ludzie od wieków leczą przy ich pomocy drobne dolegliwości (bóle, niestrawności, przeziębienia) tak, że można powiedzieć, iż preparaty ziołowe są testowane od setek lat. Jeśli więc postulat badań zostanie przyjęty (zgłaszają go od dawna m.in. Niemcy), wówczas zioła znikną nawet z aptek. A ściślej – nie znikną, tylko wrócą pod zmienionymi nazwami. Wystarczy bowiem, że firma farmaceutyczna takie testy medyczne przeprowadzi, a potem opatentuje nowy „lek” i będzie z niego czerpać milionowe zyski. Teraz zioła może produkować każdy, bo nie są one chronione żadnymi patentami, gdyż rosną spokojnie w naturze. Może więc chodzi tu po prostu o zlikwidowanie konkurencji i osiągnięcie jeszcze większych zysków…

Prawdziwe cele
Kodeks Żywnościowy wzbudza tak wielkie niepokoje, ponieważ daje władzom państw i międzynarodowych instytucji niespotykane dotąd narzędzia. Część naukowców jest przekonana, że pod pozorem troski o nasze życie i zdrowie kryje się zamiar wprowadzenia norm szkodzących ludziom. Otóż Kodeks Żywnościowy może doprowadzić do sytuacji, w której nielegalna stanie się sprzedaż naturalnych witamin, ziół, a to w konsekwencji uniemożliwi opierające się na nich terapie, zwłaszcza jeśli preparaty ziołowe i roślinne nie mają testów klinicznych. Będzie temu towarzyszył zakaz reklamowania naturalnych środków leczniczych (już częściowo obowiązujący).
Wracamy jednak do podstawowego problemu związanego z CA: na ile krajowe rządy oddadzą w tym zakresie władzę międzynarodowym komisjom, które praktycznie przed nikim nie odpowiadają, a przepisy, które opracowują, są akceptowane przez ONZ czy Unię Europejską i zalecane do wprowadzenia przez kraje członkowskie. Tylko że to zalecenie w przypadku choćby UE może stać się nakazem, „prawem europejskim”, które trzeba stosować. Na szczęście pierwsze negatywne efekty wzbudziły czujność ekspertów i konsumentów, którzy z uwagą przyglądają się Kodeksowi Żywnościowemu i ostrzegają o istniejących i potencjalnych zagrożeniach z nim związanych. A rządzący powinni te ostrzeżenia brać pod uwagę i kierować się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem.

Krzysztof Losz

Komentarz MEDYCYNY TYBETAŃSKIEJ

Nagonki medialne na medycynę naturalną oraz późniejsze wyłudzania pieniędzy przez postawione osoby związane bezpośrednio z państwowymi pracownikami policji głównie z działu przestępczości gospodarczej to jedynie początek ścigania. Oczywistym jest to, że od razu nie zakażą nam takich praktyk. Niestety Codex wchodzi, a jego zapisy są jednoznaczne. Zacznie się na pewno od medycyny naturalnej bo w tej branży jest mało ludzi zdolnych do powiedzenia NIE.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...

%d bloggers like this: