Nagonki medialne

W dziale tym przedstawiamy szereg losowo wybranych bezczelnych nagonek medialnych na lekarzy medycyny tybetańskiej w Polsce.

Dział ten pozostawiamy bez dłuższego komentarza. Medycyna Tybetańska nie potrzebuje opisów i dowodów.

Jest skuteczna i zostało to udowodnione przez tysiące lat stosowania jej przez miliony ludzi na całym świecie.

W ostatnim czasie zyskuje sobie popularność także i w Europie. Zapewne w przeciągu 5 lat zostanie całkowicie zalegalizowana też i w Polsce.

Obecnie ustawodawstwo jest nie jasne w tej materii, a na każdą osobę zajmującą się medycyną naturalną i produktami medycyny tybetańskiej można znaleźć haki i zniszczyć. Tak działają media masowe takie jak TVN, TVN24 i Polsat w porozumieniu z Gazetą Wyborczą zwaną trafnie Wybiórczą. Trzeba tutaj wspomnieć oczywiście o służbach publicznych takich jak policja i służba graniczna oraz celna. Korupcja w tych formacjach podczas przygotowywania naszych materiałów sądowych przeszła nasze najśmielsze wyobrażenia. Współpraca podmiotów prywatnych z publicznymi działających na jednym froncie ku ochronie zdrowia polaków okazało się w rzeczywistości reprezentowaniem interesów dużych firm farmaceutycznych jak i interesów samych funkcjonariuszy. Na tym punkcie zakończymy i zachęcamy do zapoznania się z działem.

Piła: Mongolska „lekarka” oskarżona o nielegalne praktyki

2010-02-25

Prawie trzech lat potrzebowała pilska prokuratura, by zamknąć śledztwo przeciwko 48-letniej obywatelce Mongolii, która badała i leczyła pilan nie mając do tego żadnych uprawnień.

Do prowadzenia typowo lekarskiej praktyki nie upoważniał jej bowiem zdobyty w ojczyźnie zawód lekarza medycyny orientalnej. Tymczasem Mongolka diagnozowała choroby na podstawie badania dna oka i przepisywała odpowiednie medykamenty. I to właśnie na ustalenie ich składu oraz właściwości prokuratura poświęciła tyle czasu. Po opinie zwracali się do biegłych z różnych ośrodków. Bez rezultatu.

– W skład tych specyfików wchodziły zioła, które w Polsce nie występują – mówi Maria Wierzejewska-Raczyńska, prokurator rejonowy w Pile. – Nie było więc materiału porównawczego do analizy. Jedno tylko nie ulega wątpliwości, że zażywanie tego typu specyfików wiąże się z dużym ryzykiem.

Tyle, że za to ryzyko prokuratura nie mając jednoznacznej opinii biegłych nie mogła ją oskarżyć. Mogła ją za to oskarżyć o brak uprawnień. Kobieta dobrowolnie poddała się karze.

http://www.gloswielkopolski.pl/aktualnosci/225617,pila-mongolska-lekarka-oskarzona-o-nielegalne-praktyki,id,t.html

PIŁA – Ekspert bada zioła lekarza z Mongolii

Opublikowano: 2009-01-31

Już dwa lata trwa postępowanie pilskiej prokuratury w sprawie praktyk lekarskich pani doktor Sainy Jamijnsuren z Mongolii, która przez kilkanaście miesięcy w Pilskim Domu Kultury przyjmowała pacjentów. Sprzedawała im tajemne zioła pochodzące z dalekiego Tybetu, albo w postaci sprasowanych kulek, albo w proszku.Sprawdzenie tych specyfików okazuje się niebywale trudnym zadaniem, bo w kraju jest tylko czterech specjalistów, którzy wykonują ekspertyzy farmaceutyczne. Bez nich prokuratura nie może ruszyć do przodu.Tymczasem pani doktor z Mongolii, która rzeczywiście skończyła medycynę w Ułan Bator, co sprawdziła już prokuratura, przyjęła setki pacjentów. Leczyli się oni na schorzenia żołądka, płuc, wątroby, bo pani doktor w ogłoszeniach prasowych w lokalnej prasie twierdziła, że zioła są dobre na wszystko.Praktykowała jednak do cza-su, bo w końcu oburzyli się pilscy lekarze. W ich imieniu do rzecznika odpowiedzialności zawodowej lekarzy Krzysztofa Kordela, przy Wielkopolskiej Izbie Lekarskiej w Poznaniu wystąpiła Teresa Koźmińska, szefowa pilskiego oddziału izby.– Zareagowałam, bo ta pani twierdziła, że leczy ludzi. Żeby to robić, trzeba mieć pozwolenie na wykonywanie zawodu lekarza, wydawane przez oddział naszej izby – tłumaczy.
Szybko się okazało się, że takiego pozwolenia pani doktor z Mongolii nie miała. Wtedy Kordel zawiadomił prokuraturę.W styczniu 2007 r. policjanci wkroczyli do gabinetu pani doktor i skonfiskowali jej zioła i pieniądze pacjentów. Akcja odbyła się w dniu, w którym pani doktor przyjęła ich kilkunastu.
– Minęło tyle czasu, a ja nie mam, ani pieniędzy, ani ziół. U pani doktor zostawiłem 90 zł – skarży się jeden z nich.
Szefowa pilskiej prokuratury Maria Wierzejewska-Raczyńska tłumaczy jednak: – Czekamy na ekspertyzę w długiej kolejce. Musimy poznać skład tych ziół, by wydać opinię, czy mogą one szkodzić. Jeśli się okaże, że są niebezpieczne dla zdrowia, pani doktor z Mon-golii grozi nawet do 5 lat więzienia.
Tajemne zioła były sprzedawane w woreczkach, na których widniał jedynie opis w języku mongolskim albo chińskim, bo i tego prokuratura pewna nie jest. Pacjenci nie bali się ich jednak stosować. Jak dotąd żaden z nich nie zgłosił, że poczuł się po nich gorzej.
medycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańska
medycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańska
Komentarz lek. Enkhjargal Dovchin „ENJI”
Znam panią doktor i słyszałam o niej wiele dobrego. Co najważniejsze jest lekarzem po studiach w Mongolii. Dodać trzeba, że w Ułan Bator jest obecnie jedna z najbardziej prestiżowych uczelni medycznych z kierunkiem medycyna naturalna. Wszystkie osoby, które kończą tą uczelnię z powodzeniem zatrudniane są w większości szpitali specjalistycznych w USA, Chinach i Rosji – czyli tam, gdzie nawet istnieją całe bloki szpitalne leczące przy wykorzystaniu metod tradycyjnej medycyny tybetańskiej. Służby takie jak policja, straż graniczna i celna powinny zostać dokształcone z jakimi preparatami mają do czynienia, a nie robić medialne nagonki przy wykorzystaniu mediów na ludzi, którzy faktycznie niosą pomoc i to nie za pieniądze państwowe. Mam nadzieję, że ustawodawcy wezmą się za ustawę zezwalającą jednoznacznie na praktykowanie medycyn alternatywnych przez lekarzy. Mam też nadzieję, że media poniosą konsekwencje nagonek medialnych, a sądy wypłacą należne odszkodowania za straty moralne i rasizm gospodarczy.

Mongolski medyk oskarżony o leczenie bez uprawnień

2008-11-04, ostatnia aktualizacja 2008-11-04 17:35

Zarzut leczenia bez wymaganych uprawnień oraz rozprowadzania nielegalnych leków postawiła krakowska prokuratura obywatelowi Mongolii Jamsaranowi N. – poinformowała we wtorek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie, Bogusława Marcinkowska.

Policja fot. Dominik Sadowski / AG

Policja

– Obywatel Mongolii, który zamieszkał w Krakowie, został oskarżony, że w celu osiągnięcia korzyści majątkowej wprowadzał pacjentów w błąd co do posiadania stosownych uprawnień i udzielał świadczeń zdrowotnych polegających na rozpoznawaniu chorób i ich leczeniu. Drugi czyn to wprowadzenie do obrotu, bez odpowiedniego pozwolenia, produktów leczniczych w postaci tabletek, które zawierały substancję psychoaktywną – fenfluraminę – powiedziała Marcinkowska.
medycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańska
Trafiła po leku do szpitala
medycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańska
Do wykrycia całej sprawy doszło, gdy jedna z pacjentek mongolskiego medyka kupiła u niego wymienione tabletki, mające jej pomóc w walce z otyłością, a część z nich połknęła jej nastoletnia córka. Dziewczyna trafiła po tym do szpitala na oddział toksykologii, gdzie rozpoznano u niej ostre zatrucie lekami.Jamsaran N. od 2001 roku legalnie mieszka w Polsce. Ma zgodę na wykonywanie pracy w charakterze prezesa spółki zajmującej się medycyną tybetańską. Może też pracować jako specjalista medycyny naturalnej, jednak nie posiadał uprawnień do wykonywania zawodu lekarza na terenie Polski, a tym bardziej nie powinien rozprowadzać nielegalnych leków – powiedziała Marcinkowska.
medycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańska
Udzielał pomocy paramedycznej
medycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańska
Rzeczniczka wyjaśniła, że według informacji biegłego już w 1997 roku wszystkie leki farmaceutyczne, które zawierały fenfluraminę zostały wycofane z rynku.

Jamsaran N. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Tłumaczył, że nie leczył pacjentów, a udzielał im jedynie pomocy paramedycznej. Z kolei pokrzywdzonej nie znał i w ogóle jej nie leczył.

Za podobne czyny, jak zarzucane obecnie, Jamsaran N. był już skazany w czerwcu 2007 r. na karę pięciu miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na okres dwóch lat.

Teraz grozi mu do dwóch lat więzienia. Wobec Jamsarana N. nie zastosowano tymczasowego aresztu.

Źródło: Policyjni.pl
medycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańska
Komentarz lek. Enkhjargal Dovchin „ENJI”
Nie znam osobiście tego lekarza, jednak dużo o nim słyszałam. Faktycznie jest lekarzem, a więc zarzuty w jego kierunku powinny być osądzane przez lekarzy, a nie służby porządkowe. Możliwe, że GIF wydał stosowne oświadczenie o to aby ścigać lekarzy medycyny tybetańskiej za wszelką cenę. To zapewne nie koniec bezpodstawnych ataków na lekarzy obcego pochodzenia.

Przeterminowane leki u mongolskiego lekarza

Opublikowano: 2008-06-27
Kilka tysięcy sztuk nielegalnych leków, suplementy diety i inne podobne specyfiki o wartości około 10 tys. złotych, które nie były dopuszczone do obrotu w Polsce zabezpieczyli funkcjonariusze ze stołecznego wydziału dw. z przestępczością gospodarczą, w prywatnym gabinecie 47-letniego lekarza z Mongolii. Pomocą służyli im przedstawiciele z Wojewódzkiego Inspektoratu Farmaceutycznego.
Wczorajsza realizacja jest kontynuacją działań przeprowadzonych w marcu i kwietniu przez policjantów wydziału dw. z przestępczością gospodarczą komendy stołecznej policji. Funkcjonariusze dowiedzieli się o kolejnym gabinecie, w którym lekarz proponował leczenie metodą tradycyjną medycyny tybetańskiej i wprowadzał nielegalnie do obrotu handlowego leki, suplementy diety i inne podobne specyfiki.Gdy policjanci wspólnie z przedstawicielami Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Farmaceutycznej weszli do gabinetu przy ul. Bednarskiej w Śródmieściu znaleźli tam kilka tysięcy sztuk różnego rodzaju leków, suplementów diety i innych podobnych specyfików niedopuszczonych do sprzedaży w kraju. Część leków była przeterminowana.Policjanci zatrzymali 47-letniego współwłaściciela gabinetu, a zarazem lekarza. W jego mieszkaniu, podczas przeszukania znaleźli również kilkadziesiąt sztuk różnych specyfików, bez polskich oznaczeń. Wstępnie łączną wartość zabezpieczonych leków i specyfików oszacowano na 10 tys. złotych.47-letni lekarz został przesłuchany przez policjantów i zwolniony, a zabezpieczone leki trafią do laboratorium. Osoba, która sprzedaje niedozwolone w Polsce leki, narusza ustawę o lekach i prawo farmaceutyczne oraz odpowiada za nielegalny obrót specyfikami bez atestu.
Komenda Główna Policji
medycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańska
Komentarz lek. Enkhjargal Dovchin „ENJI”
Kolejna bezpodstawna nagonka na lekarza medycyny tybetańskiej pochodzenia mongolskiego.

Kolejny „lekarz” z Mongolii zatrzymany

Kilka tysięcy nielegalnych leków i suplementów diety oferował swoim pacjentom w Warszawie lekarz z Mongolii. Policja zatrzymała medyka w jego gabinecie przy ulicy Bednarskiej.Podejrzane specyfiki były również przeterminowane. Nie wiadomo jak mogły one wpłynąć na zdrowie pacjentów – ich skład bada obecnie Wojewódzki Inspektorat Farmaceutyczny.- W tej chwili policjanci ustalają na podstawie zabezpieczonej dokumentacji lekarskiej osoby, które korzystały z jego usług i które mogły zauważyć jakieś negatywne zmiany w swoim zdrowiu. Będziemy czekać na wyniki laboratoryjne zabezpieczonych specyfików, żeby poznać co było składem leków, które oferował mongolski lekarz – powiedziała Dorota Tietz ze stołecznej policji.Łączna wartość zabezpieczonego towaru to 10 tysięcy złotych.
medycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańska
Komentarz lek. Enkhjargal Dovchin „ENJI”
Kolejna nagonka i nie ostatnia na pewno na lekarza pochodzenia mongolskiego.

Terespol: próba przemytu leków z Mongolii

  • Dziennik Wschodni/Rynek Zdrowia
  • 2009-10-18 11:17:00

Celnicy z Terespola zatrzymali na granicy 57-letnią kobietę z Mongolii, przemycającą leki.

Podróżująca pociągiem relacji Moskwa-Praga kobieta szmuglowała ponad 3 tys. sztuk różnego rodzaju tabletek i ampułek. Cudzoziemka próbowała przekonać celników, że leki wiezie dla chorego znajomego w Polsce.

– Szacunkowa wartość ujawnionych farmaceutyków to około 13 tys. zł. W związku z próbą przemytu kobieta została ukarana mandatem w wysokości 200 zł. O zdarzeniu celnicy powiadomili policję. Obecnie nasi funkcjonariusze sprawdzają w aptekach, jakie leki przemycała kobieta z Mongolii – informuje Marzena Siemieniuk, rzecznik prasowy bialskiej Izby Celnej.

Źródło: http://www.rynekzdrowia.pl/Farmacja/Terespol-proba-przemytu-lekow-z-Mongolii,11959,6.html

medycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańskamedycyna tybetańska

Komentarz lek. Enkhjargal Dovchin „ENJI”

Dziwnym jest to skąd tak dobrze funkcjonariusze publiczni wiedzą czy produkty podobno przemycane to leki. Może to leki syntetyczne są? Komedia. Niedługo ludzi będą ścigać za przydomowe ogródki z własnym zasadzonym czosnkiem. Obecnie oskarżony nie ma możliwości dowiedzenia swojej racji i jest po prostu niszczony przez służby, w tym przypadku celne. Osobnik mógłby próbować udowodnić swoje racje ale by go to też dużo kosztowało. Na pewno więcej niż oszacowana ( no właśnie jak? ) wartość podobno przemycanego towaru. Prawdą jest, że do niedawna takie towary nie stanowiły żadnego problemu i były traktowane jako zioła lub przyprawy. Obecnie są ścigane i najlepiej powiedzieć, że to składniki do wytwarzania bomby🙂. Przepraszam za humorki.

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...

%d bloggers like this: