Zioła i Ziółka – kolejne ataki na medycynę naturalną

artykuł zawiera komentarz serwisu „MEDYCYNA TYBETAŃSKA” i lekarz Enkhjargal Dovchin ENJI

Polska zajmuje drugie miejsce w Europie (po Niemczech) pod względem konsumpcji leków roślinnych. Rocznie kupujemy około 27 mln opakowań leków ziołowych, głęboko zwykle przekonani, że jako dzieło nieomylnej matki natury, zioła nie powodują działań niepożądanych. Czy rzeczywiście?

Sama treść tego wstępu już na samym początku pokazuje, że będzie to artykuł jednostronny, mocno krytyczny do medycyny naturalnej

Stosujemy je jako leki i przyprawy od tysięcy lat. Są niezastąpione w profilaktyce i terapii wielu schorzeń mimo istnienia ogromnej liczby nowoczesnych, syntetycznych leków. Produkty roślinne stosują zarówno plemiona afrykańskie, jak i mieszkańcy wielkich aglomeracji Zachodu. Powody są różne. Ze względu na dostępność, zioła nadal stanowią podstawę systemów leczniczych wielu mniej zasobnych krajów świata.

W krajach rozwiniętych gospodarczo mamy natomiast do czynienia z modą na fitoterapię, zarówno tę w wydaniu tradycyjnym, sprowadzającą się do samodzielnego sporządzania mieszanek ziołowych, jak i nowoczesną, opartą na aktualnych badaniach naukowych. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) 80% ludności świata leczy się sposobami naturalnymi. Polska zajmuje drugie miejsce w Europie (po Niemczech) pod względem konsumpcji leków roślinnych. Rocznie Polacy kupują około 27 mln opakowań leków ziołowych.

Leczenie produktami pochodzenia naturalnego jest oczywiście dużo tańsze niż syntetycznymi. Na korzyść ziół działa także przeświadczenie o braku zagrożeń związanych z ich stosowaniem. Powszechna jest opinia o ich łagodnym działaniu i braku działań niepożądanych. Zioła otacza ponadto nimb tajemniczości, wręcz magii. To daje im przewagę nad lekami syntetycznymi wytworzonymi ludzką ręką. Ponadto tradycja stosowania roślin leczniczych jest tak długa jak historia człowieka i nie może się z nią równać terapia wymyślona w jakimś laboratorium, dajmy na to trzy lata temu.
Różne wymagania

Próby rozmowy o bezpieczeństwie fitoterapii ze zwolennikami tradycyjnego pojmowania ziołolecznictwa nie dają większych rezultatów, budzą za to silne emocje. Nie będę więc wszczynać dyskusji. Postaram się natomiast uporządkować problematykę leków roślinnych, opierając się na aktualnych zdobyczach nauki i na legislacji.

Obecnie na rynku możemy spotkać się z kilkoma typami produktów zawierających zioła bądź przetwory roślinne. Są to przyprawy, produkty ogólnospożywcze (kawa, herbata, dodatki do gum do żucia czy napojów alkoholowych), herbatki ziołowe i ziołowo-owocowe mające status środków spożywczych, suplementy diety lub środki spożywcze specjalnego przeznaczenia żywieniowego, kosmetyki, no i w końcu leki. Produkty lecznicze mogą występować w przeróżnej formie, od pojedynczych, sproszkowanych ziół, poprzez mieszanki, nalewki, syropy, maści do kapsułek i tabletek włącznie. W niektórych lekach znajdują się rozdrobnione rośliny, w innych zaś wyciągi płynne lub suche z różnych części roślin.

Wymagania stawiane poszczególnym grupom produktów zależą od ich statusu prawnego. Dla produktów spożywczych są najłagodniejsze. Produkty te nie są ściśle nadzorowane, a odpowiedzialność za nie spoczywa głównie na wytwórcy. Suplementy diety oraz środki spożywcze specjalnego przeznaczenia żywieniowego podlegają już pewnej kontroli. Zanim zostaną wprowadzone na rynek, ich recepturę oraz wskazania do stosowania weryfikują urzędnicy i eksperci. Produkty te są wytwarzane w takim samym reżimie jak normalne produkty spożywcze i nie wymagają specjalnego postępowania specyficznego dla leków. Warto o tym pamiętać, bo na aptecznych półkach ta granica zwykle się zaciera.

Kosmetyki podlegają zgłoszeniu do Krajowego Systemu Informowania o Kosmetykach, ale skład i przeznaczenie produktu leżą w gestii producenta.

Leki są najdokładniej regulowaną grupą produktów i to na każdym etapie. Przed dopuszczeniem do obrotu Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych wnikliwie ocenia dokumentację przedstawioną przez producenta. Po dopuszczeniu lek musi być produkowany w rygorze Dobrej Praktyki Wytwarzania (GMP), a jego wytwarzanie może zostać w każdej chwili skontrolowane przez Inspekcję Farmaceutyczną. Po wypuszczeniu leku na rynek pozostaje on pod kontrolą Inspekcji, która może sprawdzić np. zgodność oznakowania opakowania z zatwierdzonymi przez Ministra Zdrowia drukami informacyjnymi. Próbki wszystkich partii każdego leku wytwórca musi przechowywać dla celów ewentualnego postępowania wyjaśniającego.
Grupa medykamentów odznacza się jeszcze jedną cechą. Każdy zaliczony do niej produkt roślinny wymaga standaryzacji na zawartość konkretnej substancji markerowej, a gdy jej dokładne oznaczenie nie jest możliwe, kwantyfikacji na grupę związków odpowiedzialną za działanie lecznicze. Należy przy tym wyraźnie zaznaczyć, że złożony skład chemiczny surowców zielarskich jest niejednokrotnie atutem leku roślinnego. Różne grupy związków mają odmienny mechanizm działania, wywierając wielokierunkowe działanie w danej jednostce chorobowej.

Istotna jest konstrukcja dokumentacji produktu leczniczego. Otóż musi ona zawierać uzasadnienie jakości, bezpieczeństwa i skuteczności leku. Są to trzy zasadnicze filary każdego dossier. Aby spełnić określone prawem wymagania w tym zakresie, wnioskodawca musi wykonać wiele kosztownych i czasochłonnych badań. Ich zakres jest uzależniony od zaklasyfikowania produktu do odpowiedniej podgrupy leków. Fitoterapeutyk może być zakwalifikowany jako lek innowacyjny (największe wymagania dokumentacyjne), lek o ugruntowanym zastosowaniu medycznym (pośrednie wymagania) lub tradycyjny (wymagania najmniejsze).

I tutaj jest pies pogrzebany. Wielkie firmy farmaceutyczne zadbały o to aby typowy konsument nigdy nie dowiedział się w jaki sposób prowadzona jest metodyka badań oraz schemat dopuszczenia danego nazwijmy go „lekiem” produktu do obrotu, czyli do sprzedaży. W Unii Europejskiej jest coś takiego jak ugruntowane stosowanie i na tej podstawie można dany preparat wprowadzić do obrotu nie ponosząc dużych kosztów dlatego, że był używany w kraju pochodzenia np. Chinach przez tysiące lat i nie potrzebne są szczegółowe badania kliniczne itp. Niestety od powstanie tej ustawy jedynie duże firmy farmaceutyczne są w stanie zgłaszać te produkty do obrotu. Małe i średnie firmy mogą o tym zapomnieć ponieważ są im stwarzane wyimaginowane bariery nie do przejścia. Wiedzą o tym wszystkie osoby które kiedykolwiek chciały dopuścić preparat na rynek.
Zagrożenia

Wymagania dokumentacyjne dla leków najpełniej ujawniają zagrożenia związane ze stosowaniem ziół i to niezależnie od tego, do jakiej grupy są one zaliczane. Tak więc niebezpieczeństwo może wynikać z nieodpowiedniej jakości surowca. Ziele może być nadmiernie zanieczyszczone pestycydami, metalami ciężkimi, mikroorganizmami chorobotwórczymi, związkami pirogennymi (gorączkotwórczymi), uczulającymi lub trującymi. Zioła mogą zostać źle oznaczone lub pomylone. Każdy z tych przypadków prowadzi do zagrożenia zdrowia człowieka. Ryzyko jest tym większe, im mniejsze są wymagania prawne dla danej grupy związków. Leki wydają się zatem kategorią najbezpieczniejszą, bo najdokładniej przebadaną. Nieco gorzej wygląda sytuacja z suplementami diety, kosmetykami czy też przyprawami. Nigdy nie będziemy też pewni, czy kupujemy pełnowartościowe zioła od zielarzy.

Fatalna sytuacja jest na portalach internetowych i targowiskach, gdzie kupujący muszą całkowicie zawierzyć sprzedawcy. Każdy lek z internetu ma „badania kliniczne”, a na placu oferują rośliny „z własnego ogródka”, które oczywiście nie były niczym pryskane. Funkcjonujące poza kontrolowanym obiegiem liczne „cudowne” mieszanki ziołowe o często egzotycznych nazwach i nieznanym składzie nie spełniają zwykle podstawowych kryteriów. Stwierdzono nieraz, że tradycyjne chińskie leki zawierają niedozwolone lub niedeklarowane składniki zielarskie (np. pobudzającą przęśl) lub syntetyczne (np. przeciwzapalny hydrokortyzon), a poza tym nadmiar metali ciężkich i pestycydów. Nie ufajmy nawet sobie. Nie korzystajmy z własnoręcznie zbieranych ziół na łąkach czy w lasach, bo nietrudno tu o pomyłkę, a jakość surowca jest niepewna.

Kolejnym niebezpieczeństwem związanym ze stosowaniem ziół jest ewentualny brak ich skuteczności. Powodem może być pomylenie ziela, zbyt niski poziom dawkowania, interakcje z innymi równocześnie przyjmowanymi ziołami czy nawet żywnością, a także przypisywanie roślinie właściwości, których ona nie ma. Pamiętajmy też o jakże istotnej generalnej zasadzie, że zioła stosuje się tylko w chorobach łagodnych, zwykle o charakterze przewlekłym, i w profilaktyce. Nie używamy ich w stanach zagrażających życiu. Nie ufajmy zatem nigdy sprzedawcy reklamującemu preparat ziołowy na raka, cukrzycę, przerost prostaty czy nadciśnienie. Nawet zarejestrowane leki, będące legalnie w obrocie, mogą okazać się nieefektywne. Jak czytamy na opakowaniach tradycyjnych roślinnych produktów leczniczych, ich skuteczność oparta jest – cytując za prawem – wyłącznie na długotrwałym stosowaniu i doświadczeniu. Pamiętajmy również, że suplementy diety, wbrew częstym, niezgodnym z prawem opisom na opakowaniu, nie leczą! Powinny dziennie dostarczać maksymalnie do 50% dawki uznanej za leczniczą!

Działania niepożądane i interakcje

Trzecim z kolei niebezpieczeństwem stosowania ziół, najłatwiejszym do uchwycenia przez pacjenta, są działania niepożądane. I tu musimy po raz kolejny podważyć silnie zakorzenione w świadomości społeczeństwa przekonanie, że leki roślinne nie szkodzą. Otóż potencjalne zagrożenia związane z ich stosowaniem mogą być nawet groźniejsze niż w przypadku leków syntetycznych. Dla przypomnienia, jedne z najsilniejszych znanych trucizn, takie jak rycyna, digoksyna czy atropina, są substancjami pochodzenia roślinnego. Spektrum możliwych działań niepożądanych jest szerokie, choć na pewno węższe niż dla syntetyków. Najczęściej występować mogą zaburzenia gastryczne: wzdęcia, nudności, wymioty, niekiedy nadmierna ospałość, ogólne splątanie i rozbicie. Może też zagrozić nam arytmia, uszkodzenie wątroby czy podrażnienie skóry. Niektóre zioła mogą uzależniać (marihuana, słoma makowa) lub wręcz są trujące.

Z powodu nasilającego się zjawiska samoleczenia i polipragmazji (jednoczesnego przyjmowania wielu medykamentów) coraz większym zagrożeniem stają się interakcje lek–lek oraz lek–pożywienie. Są trudne do przewidzenia, bo skład chemiczny surowców zielarskich jest złożony, a ponadto zioła często stosuje się w mieszankach. Najgroźniejsze i najczęściej występujące interakcje są zawsze opisane w drukach informacyjnych dołączonych do produktów leczniczych.

W przypadku produktów spożywczych najczęstszym błędem jest stosowanie produktów ziołowych łącznie z alkoholem, mlekiem lub sokiem z grejpfruta. Każdy lek, jeżeli tego wymaga, powinno się popić wodą. Etanol, w większości przypadków, wzmaga wchłanianie leków i ogranicza ich wątrobową transformację. Mleko z kolei adsorbuje wiele substancji czynnych na swojej powierzchni. Sok grejpfrutowy natomiast zwiększa biodostępność leków, zwiększając ich stężenie we krwi.

Komentarz: Dlaczego zawsze interakcje porównuje się z lekami, a nie odwrotnie. Jest to najlepszy dowód na to, że medycyna akademicka nie dopuszcza do zdania medycyny alternatywnej, a cały system opieki medycznej powinien bazować na „naturze”. Leki farmaceutyczne powinny być przykrą koniecznością.

Ulotki

Druki informacyjne dołączone do produktów zawierają ważne informacje, które pozwolą nam na bezpieczne stosowanie zakupionego preparatu. Co prawda opis suplementów diety czy przypraw jest zwykle bardzo skromny, jednak w przypadku leków powinien być wyczerpujący. Obok informacji o składzie i przeznaczeniu farmaceutyku, znajdziemy tam dane nie tylko o wspomnianych już działaniach niepożądanych i interakcjach, lecz także o przeciwwskazaniach, wpływie preparatu na zdolność kierowania pojazdami, jego właściwym dawkowaniu, stosowaniu u dzieci, kobiet ciężarnych i karmiących. Ulotki zawierają również informacje o konieczności zachowania specjalnych środków ostrożności i skutkach przedawkowania. Często uchodzi naszej uwadze fragment poświęcony warunkom przechowywania produktu, a są one gwarantem zachowania jego jakości.

Leki ziołowe należy stosować szczególnie ostrożnie u kobiet w ciąży, karmiących, u dzieci, osób starszych, chorych z niewydolnością nerek lub wątroby. Wielu surowców powodujących sedację, takich jak korzeń waleriany, liść melisy czy szyszki chmielu, nie powinniśmy stosować, jeśli mamy prowadzić samochód lub obsługiwać potencjalnie niebezpieczne maszyny lub urządzenia. Pamiętajmy też, że niektóre postacie preparatów, np. nalewki, zawierają etanol, który zostanie wykryty w wydychanym powietrzu.

Wbrew niektórym opiniom produkty ziołowe można przedawkować, a objawy i konsekwencje ich nadużywania mogą być czasem bardzo poważne. Przykładowo, odstawienie waleriany po dłuższym stosowaniu powoduje wystąpienie klasycznych objawów uzależnienia. Przeczyszczające herbatki z senesem, kruszyną lub rzewieniem nadużywane są często, wbrew zaleceniom, w celu zrzucenia zbędnych kilogramów. One również mogą powodować objawy uzależnienia; z czasem do osiągnięcia oczekiwanego efektu potrzebna jest coraz większa ich dawka. Ich nadużywanie prowadzi ponadto do zachwiania równowagi wodno-elektrolitowej organizmu oraz bolesnych skurczów. Nie testujmy na sobie działania dużych dawek ziół, bo w ich przypadku również obowiązuje stara zasada Paracelsusa: „Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę”.

Komentarz do całości artykułu „MEDYCYNY TYEBTAŃSKIEJ” i lek. Enkhjargal Dovchin

Chcielibyśmy na samym początku powiedzieć, że artykuł jest strasznie tendencyjny i banalny. Nie ma w nim nic co mogłoby nas zaciekawić. Tekst zawiera wiele błędów i świadczy o tym, że był pisany przez osobę, która o tej branży ma mało wspólnego. Kwestia marihuany i szkodliwości tego zioła pozostawiamy bez komentarza. Zachęcamy do wpisania hasła: prawda o marihuanie na popularnym serwisie http://www.youtube.com aby dowiedzieć się dlaczego marihuana jest tak bardzo ścigana przez większość rządów na świecie. Myślimy, że po lekturze tego materiału może na chwilę nabiorą Państwo dystans do tego co jest prezentowane w masowych mediach takich jak TVN, TVN24 czy POLSAT. Sprawa dostępności ziół w Europie po wprowadzeniu Codexu Alimentarius jest już przesądzona. Wszystko zostało zaplanowane na kilka lat, a ograniczenia zostają powoli wprowadzane pod pozorem „ochrony obywatela”. Kwestia za małych dawek ziół, a działaniem na organizm człowieka… tego nie skomentujemy bo poziom jest żenujący.

Źródło: http://portalwiedzy.onet.pl/4868,12799,1600223,1,czasopisma.html

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...

%d bloggers like this: