Medycyna nie konwencjonalna – zioła – Zespół Medycyna Tybetańsko-Mongolska

Posted on 15 września 2010. Filed under: apteka ziołowa, dr Enji, enji, gabinet medycyny naturalnej, herbal medicine, leczenie ziołami, lekarka mongolska, lekarz Enji, medycyna alternatywna, medycyna chińska, medycyna mongolska, medycyna naturalna, medycyna tybetańska, mongolska lekarka, racjonalista.pl, tradycyjan medycyna chińska, zabójcza medycyna, zakłamane media | Tagi: , , , , , |


Zioła występują w medycynie już do dawien dawna, jako pierwsi korzystali z nich Indianie to oni znali tajemną moZioła-prof. Enjic roślin i umieli je właściwie zastosować tak, aby nie wyrządzić krzywdy choremu. Zazwyczaj lekarzem takim był tylko jeden człowiek w wiosce, którego nazywano szamanem. Dzięki temu, że umiał on leczyć zajmował bardzo ważne miejsce w swoje osadzie był prawie na tym samym poziomie ważności, co wódz plemienia. Następnie nauka ta została rozpowszechniona i dziś możemy leczyć się ziołami już do woli. Co jest bardzo ważne ziołami leczą się zazwyczaj starsze osoby jest tak, ponieważ oni wierzą ich uzdrowicielką moc.

Drugim powodem są zbyt drogie leki, często ceny lęków są po prostu nie adekwatne do wynagrodzenia i wielu ludzi na nie, nie stać. Tym czasem młodzi ludzie podchodzą do ziół całkiem inaczej, czyli sceptycznie. Nie mają oni ufności do starych receptur, kiedy pod ręką mają apteki pełne leków. Młodzi ludzie wola sprawdzone laki niż zioła, ponieważ o tym przekonuje ich realistyczna reklama. Tym czasem to właśnie większość tabletek czy syropów wykonanych jest właśnie z ziół. Mają one inne opakowanie i konsystencje, ale ciągle as to te same zioła zbierane w lesie czy też na polanie. Z ziołami suszonymi nie wątpliwie wygrywa reklama i ładne opakowanie, które zachęca do spróbowania leku jest to typowy trik marketingowy, który znakomicie się sprawdza.

Większość z nas jednak zapomina o czymś bardzo waszym mianowicie o tym, że stosując medykamenty apteczne bardzo upośledzamy działanie naszego układu odpornościowego, czyli nawet, jeśli wyleczymy daną infekcję to bardzo szybko może ona powrócić. Tym czasem z ziołami jest całkiem inaczej, ponieważ et są naturalne i szybko wchłaniane przez organizm, oczywiście trzeba się nimi leczyć dłużej niż z antybiotykami, ale korzyści z ich stosowania są o wiele większe. Zioła można stosować przy wszelkiego typu przeziębieniach czy też stanach reumatologicznych a nawet na ból głowy. Wszystko jednak trzeba robić z umiarem, ponieważ jeśli choroba jest rozwinięta żadne zioła nam nie pomogą wtedy nie powinniśmy tracić czasu i natychmiast udać się do lekarza na konsultacje.

Nie wszyscy jednak tak robią ludzie, którzy do wielu lat leczą się nie konwencjonalnie wolą do końca stosować zioła niż udać się lekarza jest tak, ponieważ wynika to z ich nie wiedzy i przede wszystkim strachu przed czymś nowym. Poza tym, co jest bardzo ważne ludzie ci uważają ze zioła są lekiem na wszystko, dlatego też nie chcą przerywać tak ważnej do nich kuracji. Ten typ myślenia dotyczy przede wszystkim ludzi starszych, którym bardzo trudno jest zmienić swoje nawyki oraz przekonania. Medycyna nie konwencjonalna nie jest niczym złym, ale do pewnego momentu, czyli, do kiedy nie niszczy zdrowia ludzkiego i nie naraża życia.

Dlatego też dobrze jest znać umiar i wiedzieć, że sami nie możemy się leczyć zwłaszcza, gdy nie dotyczy to drobnej przypadłości tylko poważnego schorzenia. W takim wypadku nie zbędna jest pomoc lekarska i czas, w którym zgłosimy się po nią.

http://www.bioking.com.pl/medycyna-niekonwecjonalna.html

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Medycyna alternatywna

Posted on 14 września 2010. Filed under: chińska medycyna, dr Enji, enji, gabinet medycyny naturalnej, gabinety medycyny naturalnej, herbal medicine, leczenie ziołami, lekarka mongolska, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna alternatywna, medycyna tybetańska, mongolska lekarka | Tagi: , , , |


Ziołolecznictwo jest to naprawdę bardzo szeroko stosowana dziedzina, ponieważ można spotkać nie tylko zioła w medycynie konwencjonalnej, ale także i w medycynie alternatywnej. Co więcej jeżeli chodzi właśnie o dziedzinę jaką jest ziołolecznictwo stosowane przez osoby, które zajmują się medycyną alternatywną, to czerpie ono swoją wiedzę z naprawdę wielu tradycji, co daje ziołomzdecydowanie większą historię i moc.

Tradycje z któryZiołach korzystają osoby w ziołolecznictwie zajmujące się medycyna alternatywną to na przykład system ziołolecznictwa pochodzący od starożytnych Rzymian oraz Greków, a także pochodzących między innymi jednocześnie z medycyny chińskiej czy też tybetańskiej. Oczywiście takich tradycji jest więcej, jednakże może to już w pewnym stopniu ukazać na czym opiera się ziołolecznictwo w medycynie alternatywne.

Oczywiście warto jest pamiętać o tym, że zioła w medycynie posiadają zarówno swoich przeciwników jak i zwolenników, co dotyczy chyba jednak każdej dziedziny życia i nauki. Ogólnie rzecz ujmując to jednak zwolennicy różnego rodzaju medycyny alternatywnej uważają, poniekąd zresztą bardzo słusznie, że tak zwana medycyna konwencjonalna jest zdecydowanie bardziej skuteczna jeżeli chodzi o ciężkie choroby, które można nazwać stanami zagrożenia, szczególnie wtedy kiedy liczy się czas. Wtedy oczywiście powinno się stosować medycynę konwencjonalną, ponieważ ona naprawdę może ratować zdrowie i życie, natomiast jeżeli stan zagrożenia nie występuje, to wystarczy w takim przypadku konsekwentne i do tego oczywiście odpowiednie leczenie ziołami, co według zwolenników może po prostu zatrzymać rozwój niejednej przewlekłej choroby a także i jednocześnie wesprzeć system odpornościowy człowieka. Co więcej uważają oni, że zioła służą głównie dla terapii, których założeniem jest profilaktyka a nie samo leczenie, co również jest w stu procentach prawdą.

Ziołolecznictwo, które jest powiązane z medycyną alternatywną jest tak naprawdę kwestią naprawdę bardzo kontrowersyjną, ponieważ tak naprawdę nie jest ona uznawana przez naukowców i ogólnie przez środowisko naukowe. Jest to oczywiście spowodowane konkretnymi przesłankami, jednakże i tak naprawdę bardzo wiele osób wierzy w skuteczność medycyny alternatywnej, choć warto pamiętać jednocześnie o tym, że w żadnym przypadku nie powinno się rezygnować z medycyny konwencjonalnej.

Niechęć naukowców do medycyny niekonwencjonalnej jest spowodowana głównie tym, że jakość literatury dotyczącej tejże właśnie medycyny est dość niska, a także przez to, że podawane są tam bardzo często niezweryfikowane pod względem naukowym informacje. Co więcej informacje dotyczące medycyny alternatywnej zamieszczone w różnych podręcznikach często także są ze sobą sprzeczne, więc ciężko jest im na sto procent uwierzyć, co zresztą w tym momencie wydaje się jak najbardziej logiczne. Szczególnie chodzi zaś o przypisywanie poniekąd magicznych właściwości różnym ziołom, co jest oczywiście nieprawdą, gdyż wszystko tak naprawdę jest możliwe do zbadania, ale niestety taka medycyna nie opiera się na nich.

http://www.bioking.com.pl/index.html

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Medycyna Naturalna – co jest naturalne? – Zespół Medycyna Tybetańsko-Mongolska

Posted on 9 września 2010. Filed under: ANH, ANH fight for true, ANH walka o prawdę, dr Enji, enji, herbal medicine, homeopatia, kodeks żywnościowy, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna mongolska | Tagi: , , , , |


Working constantly in the natural health field, it is important that we have a strong understanding of what ‚natural’ is. This feature represents a multidisciplinary journey, one that perhaps raises more questions than it answers.

Feature Summary:

  • A description of ‚natural’ is reliant on individual perception. Any examination of it comes with numerous limitations due to knowledge base, perception of reality, limitation of the English language, and lack of public acceptance of ideas that don’t hold a robust scientific base
  • 1 proposal = Natural means that which exists without intervention of the human species
  • Considering the concept using physics (gamma rays in relation to our interaction with outerspace V’s human-engineered nuclear devices), chemistry (Primordial Elements that have existed in one form or another prior to the creation of planet Earth V’s new-to-nature molecules) and biology (exchange of genetic material among species V’s genetic manipulation by humans)
  • Continuum: that which occurs naturally in the absence of any interaction with the human species, to where things are generated through the activity of humans.
  • To create or not create. Our suspicion over processes, chemicals or forms of radiation that are not viewed as being natural is perhaps little more than a reflection of our need to impart a sense of responsibility over that which we are accountable. By definition, we have no control over that which exists independently of humans.

Multiple, parallel realities. Multiple universes. Multiple histories. Multiple opportunities. Over 10 dimensions. These are among the concepts we need to take on board if we are to accept some of the most current explanations for ‘what is’, as presently mapped by M-theory. M-theory, like string theory that preceded it, helps us to better understand reality. But these theories remind us of the limitation of human perception. And let’s remind ourselves that our reality is limited by our individual perception—and that our perception is, in turn, linked to the picture given to our conscious and subconscious mind from information gathered by our senses. These pictures are of course not only conditioned by the environment from which these data have been issued, they are also affected by our individual genetic and epigenetic landscape.


Planet Earth

With this ‘super-scape’ in our mind’s eye, this essay seeks to explore the meaning of the word ‘natural’. There are numerous limitations to any examination of this subject, not least of all the limitation of our knowledge base and our perception of reality, the limitation of the English language (and the author’s use of it) and the lack of public acceptance—in contemporary western society—of ideas that do not hold a robust scientific base. While it might be just as appropriate to use a metaphysical or even spiritual or religious approach to investigate the subject matter, a more broadly scientific approach will be used, if for no other reason that this approach befits the multidisciplinary scientific background of the author.

Natural: an anthropocentric concept

In the barest of terms, I would like to propose that natural means that which exists without intervention of the human species. But categorisation between natural and unnatural will often be blurred, given that the extent and type of human intervention will need to be considered. As such, we must accept that the concept of ‘natural’ is completely anthropocentric.

Humans represent just one of the multiple millions of species—both discovered and yet undiscovered—that exist, or have existed, on planet Earth. Strangely, while we regard the honey made by bees or the cyanide within apple seeds as natural, we might think differently about a toxic green slime made by an extra-terrestrial being. For the time being, let’s not only be anthropocentric, let’s also be focused primarily on those elements of our reality that most have come to accept as the human perception of reality, as experienced on planet Earth through our limited senses, awareness and intelligence. We will make this journey by considering the concept of ‘natural’ through lens of the three major disciplines of science: physics, chemistry and biology, as well as through the borders between them.

In some respects, the separation of these, and indeed of all other, scientific disciplines is a form of artificial reductionism used by humans to aid our understanding of complex processes. It is our limited intelligence that requires such reductionism, and it is reductionism that complicates our perceptions of the extent to which something is natural. So, while studies of distinct types of atoms and specific combinations of particular atoms in the form of molecules constitutes the foundation of chemistry, the physics of sub-atomic particles can be equally important. For instance, the nature of an atom’s electron configuration, or the behaviour of sub-atomic particles in relation to each other and, in turn, their relationships with other factors, can be explained, even if only partially, both in terms of physics and chemistry. The way in which these atoms, and various configurations of bonded atoms as molecules, then interact with the biotic environment can be explained, not only in terms of physics and chemistry, but also in biological terms. And, as practitioners of the metaphysical would be likely to be among the first to ask, who is to say that these three scientific disciplines, at their current level of development, are sufficient to allow us to understand reality? That’s probably why the Theory of Everything, which aims to unify or explain through a single model the theories of all fundamental interactions of nature, is still such a topic of hot debate and is unlikely to emerge from the realms of theory any time soon.

With these limitations recognised and appreciated, how might we categorise substances or processes in relation to their naturalness? Should we, for example, regard a chemical molecule that exists naturally in the environment as unnatural if the very same chemical structure is assembled by human beings within a laboratory? Or should we give such chemicals a special classification, such as ‘nature-identical synthetic’? It probably makes sense to do so, as any form of sub-categorisation tells us additional information about the origins of a substance that would otherwise be lacking. And what if a naturally occurring microorganism is forced to metabolise nature-identical substances in a laboratory, producing metabolites or by-products not normally found in the natural environment? Shall we call these ‘bio-synthetics’? For the reason given above—it probably makes sense.


Perfectly white cut apple

The same rationale can be applied to an F1 hybrid of dahlia that you may have cultivated in your garden. Or it could be applied to a variety of apple that doesn’t readily go brown after being bitten or cut? In the latter case, such apples, commonplace in today’s supermarkets, have been ‘selected’ by plant breeders because of their low content of the peroxidase, the enzyme which causes the familiar browning reaction following the exposure of the fruit tissue to oxygen. Retailers and consumers are said to prefer apples that don’t brown readily, but most don’t realise that the enzyme exists to protect the apple from attack by opportunistic pathogens. But if growers are ready with their arsenal of agro-chemicals, why should they be concerned with the peroxidase content?

Physics

In relation to our interaction with outer space, gamma rays exist naturally, being part of the cosmic radiation background to which we are exposed. We many not be able to explain every nuance and mechanism responsible for their generation, type or direction, but we think of background gamma radiation as a form of natural radiation precisely because it is not the result of our intervention.

By contrast, the high-energy gamma radiation experienced by the unfortunate inhabitants of Hiroshima and Nagasaki in 1945 cannot be seen as ‘natural’. Humans had worked hard to find ways of harnessing the radiant energy of specific types of atom. They did this within the confines of human-engineered nuclear devices. Since demonstrating the remarkable power that can be released from an atom of hydrogen, humans have continued to wield this power over their enemies as a deterrent. But this very same power, propagated through an expanding population of nuclear fission reactors, has also been harnessed to generate electricity. We think of these two contrasting applications as unnatural because they occur as a result of our meddling with the laws of nature. The gamma radiation that kills, maims or generates electricity occurs naturally, but neither its application nor its level of exposure to human beings—to our knowledge—occurs in the natural world.  Yet we feel comfortable describing the similar nuclear fission reactions as natural when they occur without any input from our species, whether this is within our own or adjacent galaxies, or perhaps, as some scientists believe, within the molten core of our planet.

Such a framework which characterises the quality and quantity of our exposure to specific elements within our environment serves a useful purpose when examining the human health consequences of particular technologies. The extremely low frequency electromagnetic radiation (ELF) that emanates from mobile telephones, telecommunications masts, DECT phones, wireless communication devices, powerlines and other sources of radiofrequency/microwave radiation (RF/MW) is a case in point. Humans have produced a plethora of sources of these forms of radiation and the resulting exposures dramatically exceed natural background levels. It is consequently the type and exposure level of ELF produced by human-made devices that concerns  the scientists investigating the human health and environmental consequences of wireless communication technologies.

In further examining the concept of ‘natural’, let us now shift away from the field of physics and look instead at another scientific discipline; chemistry.

Chemistry

The ‘periodic table’ gives us a useful toolbox for understanding the world around us in chemical terms. The essential configuration of the table, albeit with many gaps compared with today’s version, was first proposed in 1869 by a Russian chemist by the name of Mendeleev. Even today, chemists will admit there are more elements to be discovered, especially beyond our own planet, or as a result of nuclear experimentation. To-date, some 112 elements have been identified, and of these 94 are thought to be naturally-occurring, even though they might only exist in miniscule amounts or be short-lived. Around 80 elements are considered stable in their solid, liquid, or gaseous forms. Accordingly, they are regarded as ‘primordial elements’, in that they have existed in one form (isotope) or another prior to the creation of planet Earth. The last of these to be discovered was francium—in 1939. A small, more recently discovered group, typically itemised at the bottom of current versions of the periodic table, can be referred to as the ‘trace radioisotopes’ group. These are naturally-occurring products of radioactive decay. In relative terms, they are very short-lived and are found in the Earth’s crust or atmosphere in minute (trace) amounts. Plutonium-239 or uranium-236, produced following neutron capture within naturally-occurring uranium, are examples of such trace radioisotopes.


Periodic table

There is however one more category of elements in our current version of the periodic table. It is the ‘synthetic elements’. These are thought to be so unstable that, even if they were formed during the creation of our solar system, they have long since decayed. We consider these elements to be synthetic because they have only been found as products of experiments using nuclear reactors or particle accelerators. Elements like uranium, thorium, polonium and radon may be unstable, but since they are found naturally within the Earth’s crust or atmosphere, they cannot be regarded as synthetic. Rutherfordium, hassium and copernicium are examples of synthetic elements. Other elements have yet to be discovered or produced.

Following WWII, a massive explosion of organic chemistry occurred. This chemistry, characterised by the reaction of different elements, in different states, together with the single element carbon, provided much of the impetus for the chemical, agro-chemical and pharmaceutical industry. It allowed corporations to expand at an unprecedented rate, this capitalisation being based on the production of unique carbon-based chemical structures which could then be patented. Naturally-occurring molecules cannot be patented as their pre-existence in our natural environment precludes novelty which is required to successfully obtain a patent.

At the heart of the debate over what is a natural molecule, is of course, not just the origin of the elements that comprise the molecule, but the existence of the chemical in the absence of any manipulation by human beings. For some, understanding the divide between the naturally-occurring chemicals and those that are usefully described as ‘new-to-nature’ is a valuable way of understanding human responses to our chemical environment.

Biology

In evaluating what is constitutes a natural chemical, we should now move to the interface that divides chemistry and biology. It is both incorrect and overly simplistic to argue that natural chemicals are safer to humans than artificially created ones. However, it has been amply demonstrated that human beings, along with all other animals, have developed complex detoxification systems for chemicals that occur naturally within our bodies or those ‘environmental chemicals’ to which we are exposed naturally. Many of these are ingested in our food, especially in plant-based foods. For most of us, our ingestion of food represents our most intimate exposure to the chemical world around us. Among the natural plant-based chemicals that are most protective against cancer, are actually those that are also toxic to insects, fungi or bacteria that seek to use those plants as a food source.  The glucosinolates within brassica vegetables are good examples of this. But as Paracelsus argued around 450 years ago, it is “the dose that makes a poison”. So while such phytochemicals may indeed be toxic at high doses, their absence from our diet may be associated with an increased risk of disease.


Traditional Chinese Medicine

Some of the most valuable herbal medicines have similar characteristics. Ancient herbal medicine traditions, such as Ayurveda from the Indian subcontinent and traditional Chinese medicine, were first documented over 4,000 years. But this documentation does not represent the first usage of plants for medical purposes. Plant medicine was likely well established in hominids many thousands, or hundreds of thousands, of years prior to this. This is supported by the fact that closely related primates such as chimpanzees, bonobos and orangutans are all accomplished users of plant medicines. It follows therefore that herbal medicine may have preceded the evolution of our species.  Ingested in the right amounts, the products of particular plant parts, as well as their specific combination, can help support the proper functioning of metabolic processes within our bodies. In other words, such products can ‘heal’ us if we are diseased, or they can prevent the occurrence of disease. Most simply, they can promote homeostasis. Used incorrectly however, as with any toxic material, they can cause harm.

Importantly, if we are to accept the essential tenets of ‘natural selection’, as first proposed by Darwin, it may be that the duration of time to which we have been exposed to certain chemicals is of pivotal importance to the way by which we react to them. More exposure time means more adaptation time. Time is not only required to evolve ways of making particular chemicals less dangerous, time also offers the opportunity of enabling our bodies to utilise the beneficial properties of plants and other chemical constituents of our food.

Since life on our planet first emerged, probably a billion or more years ago, up until recently, an intricate dance between living things and non-living things has played out. In essence, this dance has existed between the biotic and abiotic natural world. The unnatural, human-created world only emerged in earnest following the Industrial Revolution of the 1800s. But the extent and nature of human interference in natural processes has catapulted forward dramatically in the last half century. In human evolutionary terms, 50 years is but the blink of an eye. It represents less than 9 seconds of a 24-hour clock depicting the possible 500,000 year evolution of our species.

Such a train of logic leads us of course to the subset of biology that we refer to as genetics. Life is coded by a series of chemicals arranged in highly specific ways. Our uniqueness can be explained genetically by understanding the precise arrangement of these chemicals to create a particular type of information. The information is in turn held within our DNA (deoxyribonucleic acid) within the sequence of pieces of DNA that we call genes. The Human Genome Project, as of 2003, informed us that all of the variation within our species is coded for by around 20,000 genes. These genes in turn express some 300,000 or so different polypeptides, enzymes and proteins, produced through the transcription of messenger RNA (mRNA). RNA differs from DNA only that it is comprised of a ribose sugar, rather than a deoxy ribose one. This revelation denigrated the ‘one gene-one polypeptide/enzyme/protein’ hypothesis that had been relied upon in molecular biology since it was first proposed by Beadle and Tatum in 1958, a proposal that led to the joint award of a Nobel Prize.

Genetic material can be exchanged among species, or, sometimes, other closely related organisms. In fact it is this fact that has been central to the taxonomic categorisation of our planet’s organisms. We therefore believe that there are preset, natural rules which govern the exchange of genetic material from the germline cells (gametes) of one organism to another. We think of this kind of genetic exchange as natural.

It is the disruption of these natural genetic rules that makes so many people question the wisdom of genetic engineering. Many are suspicious of the technology even without any awareness of scientific evidence of its harm to humans, other animals or other elements of the environment. Genetic manipulation—the domain of biotechnology—can therefore be seen to be responsible for products which can no longer be regarded as natural. While a genetically-modified (GM) maize variety, viewed by governmental regulators as ‚substantially equivalent’ to its non-GM cousin, may look outwardly identical to its non-GM cousin, it should not be regarded as natural. It may have been modified through the incorporation of an alien genetic cassette to allow it to be resistant to one company’s herbicide, as is the case with Monsanto’s Roundup resistant crops. Alternatively, genetic material encoding for a toxic protein from a species of soil bacterium, Bacillus thuringiensis (Bt), may have been introduced to the maize plants’ DNA. Neither the method of gene insertion, nor the occurrence of the foreign genes expressing the specific trait, are able to occur without manipulation by humans. It is the breach of the natural laws governing genetic exchange that provides such grounds for concern among those apprehensive about the human health and environmental risks associated with outdoor release of genetically-modified organisms (GMOs).

MON810

While plant or animal breeding programmes also lead to genetic combinations that would not normally occur in nature, the processes that actually govern genetic exchange in such programmes still work within the parameters of the laws of nature.

Like with chemicals, the precise way by which humans manipulate genetic material raises further questions over how natural a given organism might be. Simple binary logic, in which something is natural or not, just make way for a continuum which tells us something about the extent of its naturalness.

Concluding remarks

Within the scientific disciplines of physics, chemistry and biology, we’ve been able to consider a rationale—from our unashamedly anthropocentric perspective—for what makes something natural.

We’ve been able to differentiate between the substance or entity, and the process.  A chemical or radiation source might be natural, but is its existence, form, type or level of exposure within the ranges we might expect if humans had not intervened in any way? Alternatively, the process by which a substance, entity or organism is produced might be natural or unnatural. If the process is unnatural, we think of it as artificial even if the output from the process is identical to that which is yielded through processes that are independent of humans. Animal cloning or even in vitro fertilisation are thus regarded as unnatural processes, despite the fact that their progeny cannot be readily distinguished using current scientific means from those produced naturally.

We therefore must accept, as with so many forms of categorisation, that the simple distinction between natural and unnatural, or natural and synthetic or artificial, is necessarily crude. It may even be less than accurate. This greying of the boundaries between that which exists both with and without the intervention of our species yields a continuum. The continuum stretches, at one extreme, from that which occurs naturally in the absence of any interaction with the human species, to the other extreme, where things are generated through the activity of humans, the outputs being at odds with anything that might have existed previously. Most substances to which we are exposed, whether they are present in our food, our water or in the air we breathe, exist somewhere between these two extremes.

Whether a substance is identical to, a lot like, or only slightly like, one that exists naturally, might be of great consequence to our health, or even our survival. Equally, it might be of little or no significance. But whether it is of great, or little, significance, is not actually relevant to the positioning of the substance on the continuum.

We should keep reminding ourselves of the limits of our knowledge, perception and understanding. To an extra-terrestrial surveying our planet, the effects of activities of any of the organisms inhabiting the planet might be regarded as natural. Why should the effects wrought by one organism be segregated from those of millions of other organisms sharing the same planet?

As the organism responsible for such profound environmental change within our recent history, many are unsurprisingly concerned about what we are doing to our planet. These concerns are framed within our own awareness and particular systems of perception. They are also framed by our particular forms of intra-species (verbal and non-verbal) communication. Many of us will not yet be able to interpret the relevance of M-theory, or even understand how parallel universes or realities might exist. But most are guided by an innate and intuitive ‘feel’ which dictates that the more natural something is, the more acceptable it is.

Many also recognise that ‘natural’ doesn’t necessarily mean ‘safe’. In terms of today’s scientific understanding, especially within the discipline of toxicology, at least as important as the innate characteristics of the substance (or form of radiation) itself, is the nature and degree of our exposure to it. For toxicologists, dosage is seminal, although we might consider not blindly accepting over-simplistic notions about typical dose-response relationships. Toxicologists are however greatly limited by methodologies that consider the context of our exposures. Currently, very little attention is paid to the effects of mixtures of chemicals, both natural and unnatural, to which we are exposed daily. Scientific reductionism could be regarded as having hindered as well as helped our understanding of our natural environment, of which we are but one biotic component. On a daily basis we are learning more about the extraordinarily complex interactions that occur within our environment, using our much-loved, but somewhat limited, tools of physics, chemistry and biology.

We have, literally, only just began scraping the surface of what is likely to really be going on. We should therefore be modest enough to avoid making claims as to the ultimate truth (if there is such a thing) concerning both our reality and the operation of the world around us. It is always helpful to keep thinking as big as we can. After building understanding within our artificial scientific compartments, we then need to remove the compartments to achieve higher awareness. To push forward our awareness of our situation, we need to keep returning to the widest, most ‘macro’, unreduced and non-compartmentalised perspective we can find. M-theory provides us with one such perspective.

Our suspicion over processes, chemicals or forms of radiation that are not viewed as being natural is perhaps little more than a reflection of our need to impart a sense of responsibility over that which we are accountable. By definition, we have no control over that which exists independently of humans. However, we can choose either to create or not create those things we view as synthetic, semi-synthetic, bio-synthetic or even nature-identical. In this way, we are therefore able to act as arbiters over those human-created elements of our perceived existence.

Long may such responsibility continue, on the grounds that it is coupled with the highest level of awareness and understanding that we can muster.

ANH-Europe Homepage

Health Choice campaign page

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Co czeka medycynę naturalną w 2010 roku – komentarz prof. Enji

Posted on 4 września 2010. Filed under: medycyna chińska, medycyna mongolska, medycyna naturalna, medycyna tybetańska, mongolska lekarka, racjonalista.pl | Tagi: , , , , , , |


http://www.anh-europe.org/files/100824_ANH-Briefing_Paper_THMPD_final.pdf

Komentarz Zespołu Medycyna Tybetańsko-Mongolska i Zespołu Medycyna Tybetańska

Powolne wprowadzanie prawa UE, a w szczególności wytycznych Kodeksu Żywnościowego zablokuje w efekcie wolny dostęp do osiągnięć takich medycyn jak: Tradycyjna Medycyna Chińska (TCM), Tradycyjna Medycyna Mongolska (TMM), Tradycyjna Medycyna Tybetańsko-Mongolska (TMTM) i Tradycyjnej Medycyny Indyjskiej (Ayurweda).

Lekarze tych medycyn nie podjęli żadnej walki w celi zmiany złego prawa wprowadzanego też do Polski tylnymi drzwiami. Rok 2011 będzie ostatecznym punktem i gwoździem do trumny dla medycyny naturalnej i naturalnych metod leczniczych.

W historii były takie osoby jak dr Robert Verkerk czy dr Rath, którzy walczyli o świadomość ludzi do wiedzy o zachowaniu naturalnego zdrowia. Niestety zbyt mało ludzi ich posłuchali we właściwym czasie.

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Zabójcza medycyna naturalna, a zysk wielkich koncernów farmaceutycznych

Posted on 28 sierpnia 2010. Filed under: dr Enji, medycyna mongolska, medycyna naturalna, medycyna tybetańska, mongolska lekarka, zabójcza medycyna | Tagi: , , , , , , |


Tak twierdzą opłacani przez koncerny farmaceutyczne naganiacze, których zadaniem jest rozprawić się z nieuczciwą (bo skuteczną) konkurencją na rynku zdrowia. W tym celu koncerny wynajmują „blogerów” i komentatorów trollujących na różnych portalach, którzy „bezinteresownie” i z „punktu widzenia nauki” przedstawiają „racjonalne” argumenty za tym, że tylko chemiczna i chirurgiczna medycyna alopatyczna oraz powszechne szczepienia gwarantują nam bezpieczne i skuteczne dbanie o zdrowie. Oczywiście, jednym z chętnie podnoszonych pod adresem „szarlatanów leczących chwastami i placebo” zarzutów jest i ten, że biorą za to OGROMNE pieniądze. No i przemysł zielarski to też OGROMNE pieniądze, więc jak sugeruje Konstanty Radziwiłł, jest wielce prawdopodobne, że ktoś w WHO wziął od zielarzy w łapę i tylko dzięki temu to znachorstwo jest jeszcze legalne.

Pomyślmy przez chwilkę, to naprawdę nie boli…

Czy przemysł suplementów i zielarstwo oraz szeroko pojęta medycyna naturalna mają jakikolwiek udział w podziale łupów, które przypadają medycynie alopatycznej z racji pobierania przez państwo od każdego bez wyjątku obywatela przymusowych i ogromnych składek na ubezpieczenie zdrowotne? Nie mają! Wszystko to, co do grosza, przypada „naukowej” medycynie, która mimo to stale podnosi głośny i dramatyczny lament, że pieniędzy jest za mało, że szpitale są niedoinwestowane, że pacjenci głodują i marzną i że trzeba sprzedawać cegiełki lub zarządzać dodatkowe składki na świadczenia bardziej wyrafinowane, niż porada w sprawie kataru lub wyrwanie zęba.

Gdyby każdy z nas odkładał na własne konto te pieniądze, które wpłaca w postaci składek zdrowotnych, po kilku latach stać by go było na najbardziej wymyślne usługi medyczne, z operacjami plastycznymi włącznie. Ale wpłaca je na cudze konto. A o cudze nikt nie dba.

Do ziół nikt z naszych składek nie dopłaca. Zioła zbierają i odstawiają do punktów skupu zwykli ludzie, którzy dostają za to marne grosze. Ubezpieczalnie nie finansują również gabinetów medycyny naturalnej ani homeopatycznych, nawet jeśli prowadzone są przez lekarzy.

Jeśli ktoś był na tyle lekkomyślny, że niewłaściwą dietą i zabójczym trybem życia sam doprowadził się do ciężkiej choroby ma dwa wyjścia:

1. Skorzystać z dobrodziejstw medycyny, na którą przez całe lata płacił przymusowy haracz i położyć się w szpitalu lub

2. Pójść wreszcie po rozum do głowy i zawrócić ze ścieżki wiodącej ku samozagładzie.

Rozważmy teraz dokładniej każdą z tych opcji:

1. WYBIERAMY MEDYCYNĘ ALOPATYCZNĄ

W szpitalu dobrzy doktorzy podtrują pacjenta obcą naturze chemią jeszcze bardziej, niż czynił to sam. A czynił to nieświadomie (bo nie interesowało go, czy to, co jest wymienione jako skład danego produktu spożywczego jest bezpieczne), z powodu cenienia kariery wyżej niż zdrowia („nie mam czasu na gotowanie, więc przyrządzę sobie ‘Gorący kubek’ lub zamówię hamburgera bądź inny ‘fast food’”) lub za sprawą nadmiernego zaufania do przemysłu spożywczego i do państwa, które przecież stoi na straży naszego zdrowia i bezpieczeństwa („w życiu nie uwierzę, że jakikolwiek zatwierdzony przez instytucje powołane do kontrolowania żywności dodatek może być szkodliwy dla zdrowia, przecież to absurd i kompletna bzdura!”). Dodajmy do tego niedobory witamin (bo chleb razowy jest dla wiejskiej biedoty) oraz miłość do Coli Light, odświeżających oddech miętusków i gumy Orbit (są dietetyczne, bo nie zawierają szkodliwego cukru) oraz życie w permanentnym stresie wywołanym koniecznością konkurowania o pozycję w korporacji i… katastrofa gotowa.

Co robi nowoczesny, racjonalnie myślący człowiek, gdy poczuje się chory? Oczywiście – idzie do lekarza. A co robi będący przedstawicielem naukowej medycyny lekarz? Oczywiście – leczy! Leczy, to znaczy przepisuje proszki lub zastrzyki. Nowoczesny reprezentant naukowej medycyny ma leczyć, a nie uzdrawiać. Uzdrawianie jest domeną szarlatanów, czyli oszustów wciskających pacjentowi zwykłe chwasty, wodę lub kulki z cukru.

Uczciwy lekarz nigdy nie wspomni o uzdrawiającej sile natury, bo natura jest prymitywna, brudna i nienaukowa, a jego uczono, że z jej usług korzystano w czasach kołtunów, zabobonu i wszechobecnego brudu (o wszach nawet nie wspomnę, brrr, ohyda). Naukowy lekarz leczy. A jeśli to nie pomoże (a kto powiedział, że musi pomóc? Farmaceuci robią co mogą, ale widocznie więcej nie mogą) wytnie całe mnóstwo narządów, nie zważając na to, że zostały dane człowiekowi przez naturę (Boga lub ewolucję, wybierzcie sami, co wolicie), żeby jego organizm mógł właściwie funkcjonować. No, a jak i to nie pomoże, to trudno, medycyna musi przyznać się czasem do porażki lub bezsilności. Widocznie choroba była nieuleczalna. Takie jest życie, nic na to nie poradzimy.

Zabójcza medycyna naturalna

2. WYBIERAMY NATUROTERAPIĘ

Tu musimy od razu powiedzieć sobie jasno: całą naszą niewyobrażalnie wielką kasę, którą z nas zdarto w ramach przymusowego ubezpieczenia zdrowotnego szlag trafi i nigdy jej nie odzyskamy. Zmarnuje się. Albo skorzysta z niej ktoś inny, kto padnie ofiarą naukowej medycyny (patrz punkt pierwszy). My nie tylko nie odzyskamy nawet procenta z tego, co musieliśmy zapłacić za ubezpieczenie, ale będziemy musieli wyłożyć kolejną sumę z własnej kieszeni. Jeśli myśl o bezpowrotnej stracie pieniędzy jest dla Ciebie nie do zniesienia, nie czytaj dalej, idź do lekarza i wykorzystaj swoje zainwestowane w służbę zdrowia pieniądze. A my zajmiemy się teraz nienaukowym przywracaniem zdrowia za własne pieniądze.

Jeśli poważnie chorujesz, np. na raka, lepiej skorzystaj z pomocy lekarza. Ale nie alopatycznego, lecz specjalisty od leczenia metodami naturalnymi. Nie jest prawdą, że medycyną naturalną zajmują się wyłącznie znachorzy. Jest wielu lekarzy, którzy skończyli normalne, „naukowe” uczelnie medyczne, mają dyplom lekarza i prowadzą legalne, prywatne gabinety. Oczywiście, nie mogą oni przyjmować pacjentów za darmo. Ponieważ leczenie metodami naturalnymi nie jest refundowane, musimy za nie zapłacić. Czy jest coś cenniejszego, niż zdrowie? Nie bądźmy więc skąpi, to się i tak opłaci.

Możliwe, że dla potrzeb terapii trzeba będzie wyjechać w miejsce oddalone od cywilizacji i skażeń. To oczywiście też kosztuje. Trzeba opłacić pobyt i wyżywienie, a lekarze i terapeuci też nie mogą pracować za darmo. Może jednak warto sprawić sobie taki mały prezent?

Jeśli Twoja choroba nie zagraża życiu możesz się leczyć sam/a.

Hipokrates powiedział, że zdrowie jest zbyt cenną rzeczą, żeby powierzać je lekarzom, więc każdy powinien sam o nie zadbać. Nauczał też, że pożywnie ma być naszym lekarstwem. Ale musi to być żywność naturalna i świeża. Ekologiczne owoce i warzywa są drogie, bo dziś są rzadkością, ale leczenie się nimi i tak wyjdzie taniej niż kuracja chemią. A co najważniejsze dzięki nim odzyskamy zdrowie i umkniemy grabarzowi spod łopaty. I nie martwcie się, że nie macie czasu na takie zabawy. Dzisiejszy przemysł wychodzi naprzeciw potrzebom zapracowanych i zalatanych. Nie musimy kroić warzyw ręcznie ani ręcznie wyrabiać razowego chleba. Dla zaoszczędzenia czasu należy sobie sprawić dobry robot kuchenny z przystawką do mielenia ziarna, maszynkę do wyrabiania i wypiekania domowego chleba (cały proces jest zautomatyzowany), maszynkę do robienia makaronu oraz zainwestować w prasę do wyciskania soków. Prasa jest najdroższa, ale i tak warto ją mieć.

Gdy już wyposażymy swoją kuchnię należy zacząć od oczyszczenia organizmu. Można robić głodówki (ale nie zimą!!!), jednak to lepiej robić pod okiem lekarza lub terapeuty, który się na tym zna. Można też oczyścić organizm sokami z owoców i warzyw (tego również nie należy robić zimą).

A po oczyszczeniu organizmu należy przejść na naturalną dietę z możliwie jak najmniejszą ilością mięsa pochodzącego spoza przemysłowej hodowli. Oczywiście na zawsze trzeba zrezygnować z wszelkich gotowych wyrobów: zupek, kubków, napojów, chrupek i rzeczy dostępnych w każdym supermarkecie.

Zabójcza medycyna naturalna

Autor: Maria Sobolewska
Źródło: Jestem za, a nawet przeciw

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Indywidualna wrażliwość chorego a reakcja na spotęgowany środek leczniczy

Posted on 22 sierpnia 2010. Filed under: Bez kategorii | Tagi: , , , , , , , , , |


Pojęcie wrażliwości na leki w rozumieniu alopatycznym i homeopatycznym

Sposób działania leku farmakologicznego jest wszystkim lekarzom dobrze znany. Efekt terapeutyczny zależny jest od uzyskanego stężenia leku we krwi i jego metabolizmu, a to z kolei zależy od wchłanialności, wiązania z albuminami osocza, wchodzenia w cykl cytochromu wątrobowego, szybkości i drogi wydalania. Istotne znaczenie ma tropizm do niektórych tkanek, jak również zdolność penetracji, zwłaszcza istotne jest przenikanie bariery krew-mózg. Dość duża grupa leków działa poprzez wiązanie się z receptorami, dotyczy to szczególnie leków kardiologicznych, przeciwastmatycznych i neurologicznych.

Jednak zawsze dawkowanie leku zależne jest od wieku i ciężaru ciała oraz zaawansowania choroby.
W farmakologii używa się określenia indywidualnej wrażliwości na lek, chociaż główną zasadą dopuszczenia leku do stosowania jest powtarzalność efektu w zależności od dawki i jego skuteczność u większości pacjentów, wykazana w doświadczeniach klinicznych.

Jednak istnieje pewna grupa osób reagujących na podany lek inaczej i to nazywa się indywidualną reakcją na lek, często nazywaną nadwrażliwością osobniczą. Ta osobnicza nadwrażliwość zmusza lekarza do redukcji dawki – kiedy mniejsze ilości niż zazwyczaj wywołują efekt terapeutyczny i również niższe dawki są toksyczne. Innym razem lekarz jest zmuszony lek odstawić ze względu na objawy uboczne, mówi się wtedy, że lek nie jest dobrze tolerowany.

W homeopatii są używane określenia, które na pierwszy rzut oka wydają się podobne, jednak ich znaczenie i głębszy sens są zupełnie odmienne.
Tak jak zupełnie odmienna jest filozofia zrozumienia zdrowia i choroby, tak zupełnie odmienne jest działanie leku homeopatycznego.

Zasadą naczelną jest stosowanie Dosis minissima – najmniejszej skutecznej dawki spotęgowanej substancji, a ta zależna jest od indywidualnej wrażliwości chorego, dla którego ta dawka staje się lekarstwem.

Błędem jest traktowanie leków homeopatycznych jako poszerzenia arsenału środków leczniczych i stosowanie ich na sposób zwykłego przeniesienia lekarskich nawyków myślowych z dotychczas nabytej wiedzy medycznej.

Dwa przykłady błędnego rozumowania:

Pacjent z nadciśnieniem.
Natychmiast nasuwa się skojarzenie, że pacjent powinien otrzymać leczenie celem normalizacji ciśnienia. W tym celu konieczne jest określenie stopnia nadciśnienia poprzez liczne pomiary, ocenę dna oka, a także znalezienie powikłań narządowych. W zależności od tego otrzymuje odpowiednie grupy leków od jednego do kilku, aby zabezpieczyć chorego przed powikłaniami tej choroby groźnymi dla życia.
W homeopatii taki cel leczenia jest niewystarczający.
W homeopatii nigdy nie leczymy nadciśnienia jako choroby, ale całego człowieka ze wszystkimi jego problemami, szukając jednocześnie jednego leku zdolnego wyleczyć go zarówno z nadciśnienia, jak i innych problemów zdrowotnych. Lek ten musi zostać znaleziony zgodnie z zasadą homeopatyczną Simila similibus curentur – Podobne leczy się podobnym.

Matka karmiąca noworodka.
Przykład błędu mechanicznego przeniesienia, czyli traktowania leku homeopatycznego, jak leku farmakologicznego. Jest to przykład autentycznej ordynacji lekarskiej, zalecającej matce karmiącej trzytygodniowego noworodka profilaktykę przeciwalergiczną poprzez rezygnację z picia mleka i jedzenia nabiału oraz równocześnie w trosce o matkę, aby się nie odwapniła, co sprzyja późniejszej osteoporozie – a trzeba dodać, iż oba zalecenia są zgodne z najnowszymi doniesieniami naukowymi – stosowanie przez matkę leków Rexorubii i Osteocynesiny. Są to dwa leki homeopatyczne złożone, mające w swoim składzie sole wapniowe. Oczywiście zakazałam matce stosowania tych leków, ponieważ taka ordynacja nie jest zgodna z zasadami homeopatii. Lek homeopatyczny musi być dobrany zgodnie z objawami chorobowymi pacjenta. W tym wypadku matka była zdrowa i nie miała żadnych objawów chorobowych, uzasadniających stosowanie leczenia. Podobnie zdrowe było dziecko i również nie było podstaw do jego leczenia, a jednym ze sposobów leczenia dziecka karmionego piersią w homeopatii jest podanie leku matce. Lekarz zapewne chciał zastosować te leki jako profilaktykę osteoporozy i potraktował je podobnie jak używa się witaminę D3 w profilaktyce krzywicy. Ale tak nie można traktować leków homeopatycznych. Wyjaśnia to zasada podobieństwa. Lek podany choremu wyleczy go, czyli usunie objawy, podawany zaś zdrowemu może jedynie wywołać próbę lekową, czyli pojawienie się objawów typowych dla leku.

Jak powstaje indywidualna wrażliwość chorego na lek homeopatyczny

W homeopatii indywidualna wrażliwość ma ścisły związek z:

a) pojęciem zdrowia i choroby,
b) sposobem działania leku homeopatycznego,
c) pojęciem siły życiowej.

Wyjaśnienia znajdujemy w poszczególnych paragrafach Organonu Samuela Hahnemanna:

Pojęcie choroby

& 11 „Jeśli siła życiowa ulega zakłóceniu powstają w organizmie przykre odczucia i pewne nieprawidłowości funkcjonowania, co nazywamy chorobą.”
& 12 „Choroba spowodowana jest patologicznym zakłóceniem siły życiowej.”
& 14 „Nie ma takiej uleczalnej choroby, albo zmian chorobowych ukrytych we wnętrzu organizmu, które nie ujawniłyby się obserwującemu je sumiennie lekarzowi dzięki subiektywnym i obiektywnym objawom.”

Pojęcie zdrowia

& 12 „I odwrotnie: wygaszanie dzięki leczeniu wszystkich objawów, to znaczy zanik całości dostrzegalnych odchyleń od stanu zdrowia z konieczności nasuwa wniosek, że siła życiowa odzyskała swoją integralność a więc cały organizm powrócił do zdrowia.”

Działanie leku homeopatycznego

& 18 „Mamy prawo kategorycznie stwierdzić, że całość objawów i okoliczności obserwowanych w każdym indywidualnym przypadku stanowi jedyną i wyłączną wskazówkę, naprowadzającą nas na właściwy lek, pomagającą w jego wyborze.”
& 25 „Lek wytwarzający w zdrowym organizmie ludzkim największą liczbę objawów podobnych do objawów choroby, którą chcemy zwalczyć – to jedyny środek mogący rzeczywiście wyleczyć. (…) Wszystkie leki bez wyjątku zwalczają choroby o objawach najściślej przypominających ich własne.”
& 26 „Jest to zgodne z naturalnym prawem homeopatii zawsze stanowiącym podstawę prawidłowego leczenia (…) W żywym organizmie mniejsza siła dynamiczna bywa ciągle wypierana przez większą, która – choć odmienna w swej naturze – jednak bardzo przypomina swoimi objawami poprzednią.”

Siła życiowa

To siła życiowa umożliwia zarówno powstanie objawów chorobowych z powodu zaburzenia jej funkcjonowania, jak i zdrowienie z powodu wrażliwości na zdynamizowaną, podobną w swych objawach substancję.

Podsumowanie

Wrażliwość pacjenta na lek homeopatyczny jest indywidualna.

Zmienności indywidualnej wrażliwości

a) choroby ostre,
b) urazy,
c) choroby przewlekłe,
d) obciążenia miazmatyczne (skazowe),
e) brak wrażliwości na lek homeopatyczny dobrze dobrany.

Choroby ostre

Genius epidemicus – kiedy czynnik chorobotwórczy jest ten sam i na tyle silny, że niemal wszystkie chore osoby wymagają tego samego leku, ewentualnie lekarz wybiera między dwoma lekami.
Wtedy indywidualna wrażliwość jakby zanika, a górę bierze epidemiczność występowania objawów chorobowych. Jednak również wtedy da się zauważyć indywidualną wrażliwość chorego, ponieważ u chorych występują różne objawy i w różnym nasileniu, chociaż należące do obrazu jednego leku. Dlatego lekarz homeopata chcąc ten lek zidentyfikować, musi wziąć pod uwagę objawy występujące u różnych chorych łącznie.
Trzeba również dodać, że pomimo epidemii zawsze część osób pozostanie zdrowa. Należy przez to rozumieć, że ich siła życiowa nie ulega zakłóceniu pod wpływem tego czynnika chorobotwórczego.

Causa occasionalis – choroby ostre związane z zadziałaniem jakiegoś czynnika zadrażniającego, na który dana osoba przejawia wrażliwość. Ponieważ ta osoba pod wpływem owego czynnika rozwija chorobę, możemy mówić o indywidualnej nadwrażliwości na zimny wiatr lub wilgoć lub określony rodzaj stresu, itp.
Na przykład grypa typu Rhus toxicodendron, powstająca jako skutek szybkiego wychłodzenia spoconego ciała właściwie jest możliwa u każdego, jednak niektóre osoby są podatne na ten czynnik i łatwo zachorują, a inne w takiej sytuacji pozostaną zdrowe.

Urazy

Interesujące jest pytanie, czy w takich sytuacjach, kiedy nie można mówić o jakimś specyficznym czynniku chorobotwórczym można również mówić o indywidualnej wrażliwości?
Takim niespecyficznym czynnikiem są urazy i oparzenia.
Przebieg kliniczny jest niemal jednakowy u wszystkich. Ale tak się dzieje, kiedy rany goją się dobrze, bez powikłań.
Natomiast w przypadku powikłań mamy już wiele możliwości odczynu przyrannego np. ropienie, bliznowiec, posocznica, zapalenie naczyń chłonnych, wykrzepianie w okolicy rany lub odległe, a nawet uogólniony DIC, silne bóle neuralgiczne.
A więc do pewnego stopnia w zakresie reaktywności tkanek można mówić o indywidualnej wrażliwości, taki nieprawidłowy odczyn tkanek na zranienie z indywidualnymi objawami możemy nazwać chorobą i znaleźć lek podobny.

Przykłady:

– gdy występuje piekący ból z poprawą w chłodzie damy Apis;
– jeżeli fioletowy obrzęk damy Lachesis;
– w posocznicy damy Pyrogenium.

Dzięki tym lekom uzyskamy ustąpienie objawów a tym samym prawidłowe zagojenie rany, a więc wyzdrowienie. Możemy więc i tu mówić o indywidualnej wrażliwości chorego w kontekście wrażliwości jego tkanek, nawet jeśli czynnik chorobotwórczy jest tak niespecyficzny jak zranienie.

Choroby przewlekłe

W chorobach przewlekłych indywidualna wrażliwość chorego wydaje się być nawet bardziej zauważalna. Na przykład pacjent latami skarży się na podobne dolegliwości, zawsze choruje w tych samych miesiącach roku, uczy się indywidualnych sposobów radzenia sobie z chorobą, adekwatnie do tego, co mu pomaga.
W doborze leku homeopatycznego uwzględnia się całość objawów chorego, zarówno aktualnych, jak i z całego jego życia.
Z chorobami przewlekłymi wiąże się pojęcie typu wrażliwego.

Obciążenia miazmatyczne (skazowe)

Sytuację komplikuje u niektórych pacjentów fakt występowania obciążeń miazmatycznych, które modyfikują chorobę przewlekłą, nakładają się na nią, jak również zmieniają indywidualne wrażliwości.

Kiedy dobrze dobrany lek homeopatyczny nie działa?

Pomimo trudu włożonego w znalezienie leku dla danego pacjenta indywidualnie i przekonania, że lek jest właściwy, zdarza się czasami, że lek nie działa i pacjent nie leczy się. Nasuwa się naturalne pytanie, czy to możliwe, żeby pacjent był niewrażliwy na lek dobrze dobrany? Nie, Hahnemann dowodzi, że prawa homeopatii są uniwersalne i nie ma osób niewrażliwych na leki homeopatyczne. Jednak równocześnie wskazuje na przyczyny takiego stanu rzeczy. Lek może nie działać z innych powodów.

Zwłaszcza & 77:
„Możliwych do uniknięcia chorób wywołanych długotrwałym narażaniem się na szkodliwe wpływy nie należy nazywać przewlekłymi. Są to choroby wywołane przez: nałogowe przyjmowanie szkodliwych napojów lub posiłków; tryb życia rujnujący zdrowie; długotrwały brak środków koniecznych do życia; niezdrowe miejsca, szczególnie obszary bagienne; przebywanie tylko w piwnicach, wilgotnych miejscach pracy lub innych zamkniętych pomieszczeniach; brak fizycznego ruchu lub świeżego powietrza; przemęczenie fizyczne lub umysłowe; ciągłe napięcie emocjonalne. Takie szkody w organizmie spowodowane przez samego człowieka mijają samorzutnie wraz z poprawą warunków życia, jeżeli nie ma w nim żadnej przewlekłej skazy i nie mogą być nazwane chorobami przewlekłymi.”

Oczywiście Hahnemann miał na uwadze współczesne mu szkodliwe metody leczenia, jak stosowanie rtęci i innych toksycznych związków, upuszczanie krwi.
My pomyślimy raczej o chemioterapii, hormonoterapii, lekach neurologicznych, radioterapii, leczeniu immunosupresyjnym po przeszczepach. A ta lista nie jest pełna.

Dobór potencji spotęgowanego leku uwzględniający indywidualną wrażliwość

Czy nie wystarczy znaleźć właściwy lek i uznając, że pacjent jest na niego wrażliwy podać mu go? Czy istotnie powinniśmy jeszcze martwić się o dobór potencji?
Czy indywidualna wrażliwość jest aż tak drobiazgowa, aby kłopotać się czy pacjent otrzymał właściwą potencję spotęgowanego środka leczniczego?

I chociaż niejednokrotnie znalezienie właściwego leku przychodzi nam z trudem, to sama zasada jest prosta. Należy znaleźć lek będący podobnym do wszystkich objawów pacjenta. Dobór potencji zaś nie jest tak klarowny, i w dużej mierze subiektywny, zależny od umiejętności i doświadczenia lekarza.

W doborze potencji trzeba uwzględnić wiele czynników:
wiek,
przebyte dotychczas choroby,
dominujący poziom objawów (fizyczny, emocjonalno-psychiczny),
nasilenie choroby,
jej długotrwałość,
obciążenia miazmatyczne,
aktualną kondycję siły życiowej,
dotychczasowe leczenie homeopatyczne,
preferencje dotyczące wybranego leku.

Aby sukces terapeutyczny był pełny, a pacjent był leczony jak najdelikatniej musimy uwzględnić jego indywidualną wrażliwość także w zakresie potencji leku.

& 281 ostrzega nas:
„Zdarzają się pacjenci niezwykle wrażliwi, tysiąc razy bardziej od tych, których można uznać za najmniej wrażliwych.”

Przykład obrazujący indywidualną wrażliwość

Dziewczynka ośmioletnia, z którą zgłosiła się matka za namową przyjaciół. Dziewczynka nigdy w swoim życiu nie chorowała i matka nie potrzebowała jej leczyć.
Jednak zawsze miała jeden objaw, a mianowicie uporczywy kaszel, trwał on od lat, i nigdy nie towarzyszyła mu gorączka, ani inne objawy. Lekarze niezmiennie twierdzili, że nie ma żadnych zmian osłuchowych i że jest zdrowa. Z wywiadu okazało się, że matka, będąc z nią w ciąży mieszkała w nieogrzewanym baraku przez całą zimę – mimo to nie zachorowała. Dziecko również urodziło się zdrowe.
Zaleciłam podać jedną dawkę Rumex crispus. I kiedy dziewczynka ją zażyła przestała kaszleć. Od tej pory minęły trzy lata. W dalszym ciągu nie choruje, i jak twierdzi matka jest okazem zdrowia.
Ten przykład pokazuje, 1) jak silne, a zwłaszcza, jak długotrwałe mogą być skutki czynników chorobotwórczych – mogą trwać całymi latami, a zdarza się, że trwają całe życie; 2) fakt, iż człowiek nawet uznawany za zdrowego nie może się o własnych siłach wyleczyć. Potrzebuje do tego spotęgowanego środka leczniczego.

& 33. i & 30. : Lek homeopatyczny leczy, ponieważ jest silniejszy od choroby naturalnej i ją wypiera.

Lek. med. Lucyna Adamus

http://www.homeoterapia.pl/

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Rząd puści z torbami zielarzy

Posted on 3 kwietnia 2010. Filed under: codex alimentarius, dr Enji, enji, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, lex nostrum | Tagi: , , , , , |


Autor: Wiktor Ferfecki
Minister Zdrowia Ewa Kopacz wydała rozporządzenie ograniczające liczbę produktów, które mogą być sprzedawane w sklepach zielarsko-medycznych – dowiedział się portal tvp.info. Właściciele obawiają się, że sklepom grozi plajta, bo zakazano im sprzedaży m.in. rutinoscrobinu, witaminy C i maści borowinowej
Minister Ewa Kopacz wydała rozporządzenie, które – zdaniem  zielarzy – skazuje ich sklepy na plajtę (Fot. PAP/Tomasz Gzell

Minister Ewa Kopacz wydała rozporządzenie, które – zdaniem zielarzy – skazuje ich sklepy na plajtę (Fot. PAP/Tomasz Gzell

Rozporządzenie weszło z życie w październiku. Sklepy zielarskie mogą sprzedawać zapasy zakazanych produktów do marca. – Musimy wycofać z obrotu ponad tysiąc rodzajów produktów – informuje Ryszard Zaremba z Polskiej Izby Zielarsko-Medycznej i Drogeryjnej. – Uważamy, że rozporządzenie ministra zdrowia ma nas charakter krzywdzący i dyskryminacyjny – podkreśla.

Po wyczerpaniu się zapasów zielarze nie będą mogli już handlować tak popularnymi lekami, jak rutinoscorbin, witamina C, pasta cynkowa i jodyna. Z obrotu będą musieli też wycofać wiele znanych ziół i produktów leczniczych, w tym olej rycynowy, olejek kamforowy, białą wazelinę, sól bocheńską i maść borowinową. – Nasi klienci nie są w stanie zrozumieć, dlaczego niektórych leków nie mogą kupić u nas, a preparaty o niemal identycznym składzie są dostępne na stacjach benzynowych. W zmian za to dopuszczono leki, które powinny być sprzedawany tylko w aptekach – wyjaśnia Ryszard Zaremba.

Jak Ministerstwo Zdrowia tłumaczy konieczność zmian? – Rozporządzenie wymagało nowelizacji, bo na rynku przybywa zarejestrowanych produktów leczniczych i lista musi być aktualizowana – mówi Piotr Olechno, rzecznik Ewy Kopacz. – Przyznaję, że wkradły się pewne błędy. Dlatego jesteśmy w kontakcie ze środowiskiem punktów aptecznych i sklepów zielarsko-medycznych. Wspólnie pracujemy nad kolejną nowelizacja rozporządzenia – dodaje.

Zielarze mają jednak do rządu ograniczone zaufanie. W grudniu na stronach internetowych ministerstwa pojawiła się kolejna propozycja listy produktów, równie kontrowersyjna, co poprzednia. – Aktualizacja okroiła nam listę o produkuty, którymi głównym składnikami jest waleriana, miłorząb japoński i żeń-szeń. W zamian za to pojawiły się leki dostępne tylko na receptę – informuje Zaremba. – Ewa Kopacz nie śpieszy się ze znowelizowaniem krzywdzącego rozporządzenia, choć przed dwoma laty w szybkim trybie uchyliła rozporządzenie ministra Zbigniewa Religii – dodaje.

W obronę interesów zielarzy włączyła się Komisja „Przyjazne Państwo”. Ich sprawie było poświęcone jedno z jej posiedzeń. – W czwartek skierowaliśmy do ministra zdrowia dezyderat w sprawie zielarzy. Prosimy o wyjaśnienie, dlaczego ze sklepów wycofano popularne produkty, a na liście są błędy – informuje wiceprzewodnicząca komisji Hanna Zdanowska z PO.

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Sklepy zielarsko-medyczne nie mogą sprzedawać ziołowych produktów leczniczych

Posted on 3 kwietnia 2010. Filed under: codex alimentarius, dr Enji, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin | Tagi: , , , , |


26 lutego 2010

Dostanę płyn na odciski? – Nie ma! – To może jest sól bocheńska… Co, też nie kupię??? Poproszę więc witaminę C. I jej brakuje!!! Chyba sklep będzie likwidowany… – Jeszcze nie. – Więc co się dzieje? – Resort zdrowia “odchudził” asortyment sklepów medyczno-zielarskich. Podobno w trosce o bezpieczeństwo klientów – tłumaczą właściciele tych placówek.

Maść na zdrowy rozum

Ze sklepów zielarskich i zielarsko-medycznych znikło kilkaset produktów leczniczych, w tym również takie, które produkowane są tylko i wyłącznie na bazie ziół. Już nie kupimy np. maści kamforowej, ichtiolowej, tranowej czy propolisowej, płynu na odciski i pudru płynnego, rivanolu, soli iwonickiej, spirytusu kamforowego, wielu rodzajów żeli, szamponów leczniczych, witamin, a nawet białej wazeliny. A wszystko z powodu zmiany rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie nowej listy produktów dopuszczonych do obrotu pozaaptecznego, które obowiązuje od 14 października.

Doradzam klientom jak umiem najlepiej

Sklep zielarsko medyczny przy ul. Gdańskiej 107 w Bydgoszczy. Na półkach setki opakowań. Kryzysu wywołanego październikowym rozporządzeniem jeszcze nie widać.

Mamy pół roku na sprzedaż zapasów – tłumaczy Alicja Wolarska, właścicielka placówki. Ma wielu stałych klientów; kupują miody, syropy, zioła, wody lecznice i leki sprzedawane bez recepty. – Teraz mamy biegnące z pracy do domu, które będą chciały kupić syrop na obniżenie dziecku temperatury, muszą szukać apteki. U mnie nie kupią. Nie mam też nalewki bursztynowej, witaminy C, rutinoscorbinu, maści cynkowej, validolu, szamponu nizoral czy maści na odciski – wylicza.

Zapewnia, że sklepy zielarskie to nie są zwykłe placówki handlowe. –Rozmawiam z klientami, doradzam, jak zażywać leki i zioła. Na przykład niewiele osób wie, że polopirynę “S” trzeba rozpuścić przed zażyciem, bo jest lepiej przyswajana przez organizm. W aptece takie rozmowy to rzadkość – przyznaje Wolarska.

Wykreślą też suplementy

Z wykazu produktów leczniczych dopuszczonych do sprzedaży w sklepach zielarskich resort zdrowia wykreślił kilkaset pozycji. – Wiem na pewno o prawie 180 produktach. Ale to nie koniec. Ministerstwo chce nam jeszcze zabrać suplementy diety – mówi Wolarska.

Oferuję inny asortyment

Skutków “odchudzania” wykazu środków leczniczych sprzedawanych poza aptekami nie obawia się Halina Olszewska, właścicielka jednego z najstarszych sklepów zielarskich przy Gdańskiej 3.

Chyba każda placówka wyspecjalizowała się w sprzedaży pewnej gamy produktów. Mój sklep oferuje suplementy, których nikt nie ma w Polsce. Dlatego tak bardzo nie przejmuję się tymi nowinkami. Przyznam również, że mnie nie interesują preparaty syntetyczne – mówi Olszewska.

Zmiany w wykazie produktów leczniczych wprowadzono ze względu na bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów. Tak tłumaczy Piotr Olechno, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia. Twierdzi, że wykreślenie niektórych produktów nie spowoduje likwidacji sklepów zielarskich. – Obecnie w obrocie pozaaptecznym dopuszczonych jest około 17 tysięcy preparatów.

Powiązane informacje:

Read Full Post | Make a Comment ( 6 Komentarzy )

FAO and ANH go head to head on Codex – Komentarz „MEDYCYNY TYBETAŃSKIEJ” i dr Enji

Posted on 1 kwietnia 2010. Filed under: ANH, ANH fight for true, ANH walka o prawdę, codex alimentarius, dr Enji, enji, kodeks żywnościowy, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, Złe Prawo | Tagi: , , , , , , , |


By the ANH Team

Two scientists on opposing sides of the debate over how the global food supply is being regulated were brought together yesterday to argue and debate their respective positions in front of an audience of leading academics at Lancaster University. The unique debate was convened by the ESRC Centre for Economic and Social Aspects of Genomics (Cesagen) as part of the ESRC Festival of Social Science. The debate was entitled “The Future of Codex Alimentarius”. Leading academics from Lancaster, Edinburgh, Sussex and Sheffield Universities actively participated in a highly engaging debate following presentations by the two scientists.

Dr Ezzeddine Boutrif

Dr Ezzeddine Boutrif, Director of the Nutrition and Consumer Protection Division, Food and Agriculture Organisation (FAO), opened the debate by making a presentation on the claimed benefits, risks and opportunities brought by implementation of the international food code administered through the intergovernmental organization responsible for developing international standards for the global food trade, the Codex Alimentarius Commission (CAC). Dr Boutrif explained the complex procedures developed to facilitate the workings of the intergovernmental organization and argued that the process was now considerably more transparent than in earlier years.

Dr Robert Verkerk, executive director of the Alliance for Natural Health, an international non-governmental organization, followed Dr Boutrif, questioning the independence of much of the science relied upon by Codex technical committees, providing evidence for the distortion of the process by large vested interests. Dr Verkerk also claimed that Codex’s work on genetically modified foods was inadequate to ensure consumer or environmental protection and that the basis for claiming that GM crops could alleviate hunger and poverty in developing countries was lacking. He advocated that agro-ecological models of agriculture that focused on the self-sufficiency of such agricultural communities—and not biotechnology—would be central to any resolution of the problems.

The global food system has transitioned massively over the last few decades, even since the CAC was formally established by the Food and Agriculture Organization (FAO) and the World Health Organization (WHO) in 1963. Central to these changes are the industrialization of agriculture, the establishment of a truly global food trade, the increased consumption and availability of processed foods and accompanying use of food additives, as well as a dramatic adoption of GM crops destined for both the animal and human food chains.

The recommendations, guidelines and standards as established by Codex Alimentarius have become central to the way in which the global food trade is regulated. The over 10-year long dispute between the USA and the EU over growth hormones in beef in which the EU has been forced by the World Trade Organization, on the basis of evidence from Codex, to pay fines amounting to over $120 million annually for refusing import of hormone-treated US and Canadian beef provides an example of the significance of Codex. The EU, in contrast, has argued that some hormones may present a health risk to humans consuming produce from treated animals.

Dr Robert Verkerk

Commenting on the meeting, Dr Verkerk said, “The Cesagen meeting presented a rare opportunity for our views to be aired, not only directly to the FAO, but also to a clutch of leading academics in the genomics and social science fields. There is no doubt in my mind that the interests of consumers, as well as those of smallholder farmers and small businesses in the food trade, are not being adequately addressed by the present Codex structure. Big business and a number of governments have run away on their own track. We hold some hope that well argued positions from the NGO and academic sectors may help to positively shape the system to better deal with the demands of future generations. Developing foods and food production systems that are more compatible both with the environment and our bodies will involve a paradigm shift—and this is about going forwards not backwards. ”


ANH HomepageCodex campaign page

Say No to GM campaign page

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

  • Google Translator

  • STOP kłamstwu tvn!

    STOP TVN, TVN24, POLSAT I WYBIÓRCZEJ - stop zakłamaniu w mediach masowych
  • Chroń medycynę naturalną/ Protect natural medicine all over the world
  • Podpisz petycję w obronie medycyny naturalnej i tradycyjnych systemów medycznych
  • Medycyna Tybetańsko-Mongolska, Akupunktura, Moksa, Ziołolecznictwo na PINTEREST.COM
  • Polub nas na FB

  • Instagram prof Enji

    There was an error retrieving images from Instagram. An attempt will be remade in a few minutes.

  • Artykuł o nagonce

  • Czwarty Wymiar o nagonce medialnej

    Artykuł w "CZWARTYM WYMIARZE" o nagonce medialnej na lekarkę Enkhjargal Dovchin "ENJI"
  • Artykuły w „ZC”

    Znaki Czasu - to obecnie jedyne czasopismo, które ma odwagę pisać jawnie o najważniejszych sprawach dotyczących zdrowia ludzkiego czyli Kodeksie Żywnościowym, Szczepieniach oraz alternatywnych metodach leczniczych.
  • MTM in Poland

    Mongolska Tradycyjna Medycyna w Polsce - MTM in Poland
  • LIST OTWARTY

    LIST OTWARTY PUBLICYSTÓW W OBRONIE TOLERANCJI I WOLNOŚCI WYKONYWANIA ZAWODU
  • Chmurka kategorii

  • Ankiety

  • Szybkie menu

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...