„Dziennikarzy można ukarać tylko za oszczerstwa”

Posted on 9 kwietnia 2010. Filed under: Cenzura, chora polska, Chęć zysku w TVN, Korupcja, Oszustwa mediów, z chęci zysku, zakłamane media, Zero prawdy | Tagi: , , , |


Rozmawiamy z JERZYM NAUMANNEM – Czy dziennikarz powinien ponosić odpowiedzialność karną za ujawnienie informacji ze śledztwa?

Przepisy prawa  karnego są w tej sprawie jednoznaczne i odpowiadają na to pytanie twierdząco. Jednak prawo nie uwzględnia, moim zdaniem, rozmaitych komplikacji, które przynosi życie. Prokuratorzy zwykle rozpatrują rzecz czysto formalnie, pomijając aspekt społeczny, który niejednokrotnie przemawia silniej za ujawnieniem informacji niż interesy wąsko pojętego śledztwa. Co więcej, śledztwa toczą się za długo. Dotyczy to także spraw dziennikarskich.

Czy odpowiedzialność nie powinna spoczywać na osobie, która podała informacje dziennikarzowi?

Taka zasada obowiązuje w modelu brytyjskim. Ale proszę pamiętać, że w Świętej Anglii faktycznie funkcjonuje etyka dziennikarska. W ważnych sprawach państwowych interes wydawcy schodzi na dalszy plan i materiał nie ukazuje się. W ocenie redaktora naczelnego może on zagrażać istotnym interesom Korony. Pierwszą powinnością dziennikarza jest bowiem martwić się o ważkie interesy państwa, a dopiero w dalszej – o interesy swojego wydawcy. Niestety, polscy wydawcy, a także redaktorzy naczelni, ten podstawowy obowiązek lekceważą.

W pierwszej kolejności odpowiedzialność za rozpowszechnianie materiałów ze śledztwa powinien ponosić ten, który je ujawnił. Odpowiedzialność dziennikarza musi być zawsze oceniana ad casu, a więc w ścisłym kontekście konkretnego przypadku. Praktyka w tym zakresie dostarcza wielu przypadków, które uzasadniać mogą postawienie dziennikarza w stan oskarżenia. Bywa też i inaczej. Nie ma jednej reguły – wszystko zależy od okoliczności konkretnej sprawy.

Czy odpowiedzialność karna dziennikarzy powinna w ogóle być dopuszczalna? W innych krajach należy ona do rzadkości.

Tak, powinna być dopuszczalna. Jednak wyłącznie w zakresie oszczerstwa, które jest wyjątkowo paskudnym przestępstwem. Dziennikarz ma bezpośredni dostęp do platformy komunikacji zbiorowej, którą może wykorzystywać w rozmaitych celach. Nie można wykluczyć, że dziennikarz może świadomie i z premedytacją skupić się na wykańczaniu tego, kogo uważa za osobistego wroga, względnie tego, kogo mu wskaże redakcja. To u nas powszechna praktyka.

Czy dziennikarze rzeczywiście stanowią czwartą władzę?

Pozycja mediów z naszym kraju oraz ich faktyczny wpływ na bieg spraw państwowych, społecznych i obyczajowych graniczy z aberracją. Tylko media działają sprawnie i natychmiastowo. Wszelkie inne władze grzęzną w okowach procedur oraz wymagań narzucanych przez prawo.

W Polsce prasa jest władzą nie czwartą, lecz – pierwszą, a pozostałe trzy nie mogą (lub nie chcą) przyjąć tego do wiadomości.

* Jerzy Naumann

adwokat, prezes Wyższego Sądu Dyscyplinarnego Naczelnej Rady Adwokackiej

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Podli oszczercy dziennikarze z radia zet

Posted on 3 kwietnia 2010. Filed under: oszukana polska, Oszustwa mediów, walka o prawdę, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , , , |


CZY CZĘŚĆ DZIENNIKARZY RADIA ZET TO PODLI OSZCZERCY? – POMÓWIENIE ZBIGNIEWA ZIOBRO

W świetle informacji podanych przez Pana Zbigniewa Ziobro nie ulega wątpliwości, że dziennikarze Radia Zet świadomie próbują zniszczyć polityka i to w dodatku byłego ministra sprawiedliwości. Jaki jest tego powód trudno rozstrzygnąć, ale czy ryzykowaliby swoją całkowitą kompromitację, gdyby to była zwykła niechęć do Prawa i Sprawiedliwości czy ministra osobiście? Zbigniew Ziobro naraził się naprawdę bogatym potencjalnym przestępcom – ale oczywiście przyczyn tej kolejnej już ordynarnej manipulacji w Radiu Zet pewnie nie poznamy nigdy. Przecież po tak ogromnej nierzetelności dziennikarz Mariusz Gierszewski będzie pokazywany w Polsce jako wzór antydziennikarza, osoba kompletnie zdegenerowana moralnie. Osoby współpracujące z nim, które dopuściły tę dezinformację na antenę również. Ciekawe jest w tym wszystkim także to, że bardzo niedawno media krytykowały europosła za zbyt małą ilość dni spędzonych w PE – nie brały przy tym pod uwagę ogromnej ilości wezwań byłego ministra sprawiedliwości do sądów, prokuratur i przed komisje śledcze.

Niezależnie od powodów wprowadzania w błąd milionów Polaków przez ekipę Radia Zet wzywam do bojkotu tego radia do czasu przeproszenia poszkodowanego oraz obywateli i wyemitowania na antenie i opublikowania na stronie internetowej radia obszernego sprostowania nieprawdziwych informacji. Oczywiście dziennikarz Mariusz Gierszewski również musi ponieść karę – przynajmniej finansową, ale może zamiast relacjonowania polityki lepiej sprawdzi się jako reporter interwencyjny (spory sąsiedzkie, dziury w drogach itp.).

Informacje ze strony dziennik.pl:
Według Radia ZET Zbigniew Ziobro poprosił sejmową komisję ds. nacisków o przerwanie jego przesłuchania ze względu na pilne sprawy w Brukseli. Stacja twierdzi jednak, że chodziło o pieniądze za bilety lotnicze, które Bruksela miała zwrócić Zbigniewowi Ziobrze.

Oto wyjaśnienie europosła w tej sprawie: „Stwierdzenia zawarte w publikacji „Wąż w kieszeni Ziobry” są klasycznym przykładem manipulacji i czarnej propagandy. Radio ZET nie pierwszy raz podejmuje takie działania. W rozmowie z dziennikarzem radia wyjaśniłem przyczynę mojego wyjazdu do Brukseli po wielogodzinnym przesłuchaniu przed komisją śledczą. Wyjeżdżałem, by wziąć udział w umówionym wcześniej spotkaniu z ekspertami na temat działalności Michela Barniera, komisarza ds. rynku wewnętrznego Komisji Europejskiej.

Rozmowa dotyczyła ważnych dla Polski zagadnień i stanowiła przygotowanie do zapowiadanego na poniedziałek spotkania komisarza Barniera z komisją prawną, w której zasiadam. Refundacja przelotów odbywa się za każdym razem według tych samych reguł i dotyczy wszystkich polskich europosłów, także tych z Platformy Obywatelskiej, SLD czy PSL. Nie ma w tym nie tylko nic sensacyjnego, ale i niczego, co nie byłoby rutynowym działaniem Parlamentu Europejskiego.

Radio ZET setki razy podawało nieprawdziwe informacje na temat operacji antykorupcyjnej w Ministerstwie Rolnictwa i kierowanej przeze mnie walki z przestępczością, w czasie, gdy pełniłem funkcję Prokuratora Generalnego. Moje siedmiogodzinne zeznania przed komisją śledczą podważyły wiarygodność wielu sensacyjnych doniesień stacji z ostatnich lat. Rozumiem, że z tego powodu zajmowanie się moimi zeznaniami było dla Radia ZET wyjątkowo kłopotliwe i stąd decyzja, by zająć słuchaczy czymś innym.

Nieważne dla Radia ZET okazało się, że operacja CBA – podobnie jak działania prokuratury – była zgodna z prawem. Udowodniłem przed komisją, że rozpoczęcie operacji specjalnej nie było akcją polityczną, lecz miało solidne podstawy związane z podejrzeniem kryminalnych działań. To także nie zainteresowało Radia ZET, podobnie jak i to, że wykazałem w jaki sposób poseł Woszczerowicz, który wcześniej spotykał się z R. Krauze, ostrzegł Andrzeja Leppera o operacji specjalnej.

Dziennikarz Radia ZET uznał, że lepiej zająć się długością składanych przeze mnie zeznań oraz nierzetelnie zrelacjonować przyczyny mojego wyjazdu, byleby tylko przykryć ujawnione przeze mnie fakty”.

Filip Stankiewicz

Źródła:
http://www.dziennik.pl/polityka/article573613/Ziobro_To_manipulacja_i_czarna_propaganda.html

http://www.radiozet.pl/Wiadomosci/Polska/Waz-w-kieszeni-Ziobry

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

STOP MANIPULACJOM – serwis MEDYCYNA TYBETAŃSKA

Posted on 3 kwietnia 2010. Filed under: Chęć zysku w TVN, koncerny, Korupcja, Niebezpieczne, Propaganda medialna, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , |


MIEJMY OCZY OTWARTE I NIE DAJMY SIĘ MANIPULOWAĆ

W miarę rozwoju techniki, ludzie nabrali szacunku do rezultatów badań naukowych. Niestety, różnej maści hochsztaplerzy, kreujący Nowy Porządek Świata, postanowili wykorzystać ów oczywisty respekt wobec dokonań naukowców, dla swoich celów. Pod płaszczykiem jakoby „naukowych” dowodów sugerujących potrzebę wprowadzania tu i ówdzie zmian zaczęli – przekupując naukowców, zastraszając, bądź wymyślając swoich naukowców – systematycznie zniewalać ludzi, używając nauki jako oręża w walce ze społeczeństwami.

1) Wymyślono ADD u dzieci, by je już od dzieciństwa szpikować jakimiś depresantami – jednocześnie utajniając statystyki tych ośrodków badawczych, które podają jak duży procent tychże dzieci, dokonuje po latach niesamowitych przestępstw i zbrodni. A wystarczyłoby starym zwyczajem, dla rozładowania emocji u dzieci, nie zmuszać ich do przebywania przez 7 godzin w szkole albo i dłużej, wprowadzić przerwy międzylekcyjne w szkołach i pozwolić im na zwyczajną gimnastykę. Problem zostałby automatycznie rozwiązany.

2) Nie ma naukowych dowodów na to, że dzieci szczepione masą szczepionek we wczesnym dzieciństwie, są zdrowsze od tych nieszczepionych. Ale „dzięki” temu, medycyna ma okazję „walczyć” z alergiami, astmą, dziećmi autystycznymi i pozbawiać płodności [szczepionka przeciwko rakowi szyjki macicy]. Biznes się kręci, lekarze i rynek farmaceutyczny – zacierają ręce. Żeby zrozumieć problem szczepień, wystarczy tylko popatrzeć na dzieci Amiszów. One nie mają tego typu dolegliwości, gdyż nikt ich nie szprycuje w dzieciństwie truciznami, pod postacią szczepionek. Niestety wyniki tego typu badań są wyciszane, bo ucierpiałby na tym biznes.

3) „Naukowe” dowody na ocieplenie wywołane przez człowieka, przypieczętowane zostały dodatkowo Nagrodą Nobla, dla większego uwiarygodnienia tej ściemy. To jaskrawy dowód na to jak polityka podporządkowała sobie naukę, która powinna być wolna od jakichkolwiek manipulacji.

4) Wprowadza się co chwilę na rynek – jakieś kolejne Viagry pobudzające wigor u staruszka do zawału włącznie, rozdaje się w szkołach za darmo prezerwatywy, wprowadza w szkołach bardzo wcześnie lekcje dotyczące uświadomienia seksualnego, lansuje bezstresowe wychowanie, odsuwa rodzica od własnego dziecka w procesie nauczania by nie znał programu nauczania, bezczelnie obwiesza się bilbordy golizną i prowokacyjnymi ujęciami, aż powstał nowy świetny biznes. Kliniki pomagające wyjść z uzależnienia od seksu. Sytuacja jak nic podobna do Perpetum mobile.

5) Brutalnym i karygodnym posunięciem na drodze zniewolenia ludzkości, była podjęta w ubiegłym roku próba najpierw zastraszenia super grypą, a następnie zmuszenia do zaszczepienia się sporą dawką rtęci. Już wiosną 2009 roku padały z ust wysoko postawionych notabli, konkretne cyfry o liczbie ofiar grypy jesienią. Jak można było takie cyfry przewidzieć? Jeśli miała to być epidemia, czyli coś ze swej natury znajdujące się poza ludzką kontrolą, to żadnej cyfry na zaś podać się nie da. Cyfry te zwyczajnie zaplanowano! A to zmienia postać rzeczy. Głosy uczciwych naukowców przestrzegających przed poddaniem się szczepieniom, czyli masowemu podtruwaniu szczepionką dziś tą, jutro inną, na rozkaz, nawet wbrew woli obywatela, rzekomo dla jego własnego dobra, w ramach New World Order – były wyciszane i przemilczane we wszystkich krajach Europy i Ameryki Północnej. Na szczęście sam Pan Bóg zadbał o to, by ten super przekręt wyszedł na światło dzienne i odwołano pandemię. Teraz ta szczepionka będzie przemycana w sezonowych szczepionkach przeciw grypie. A w interesie mediów na wiadomych usługach, jest niedopuszczenie tej informacji do powszechnej wiadomości.

A przecież aż się prosi by posadzić na ławach oskarżonych – we wszystkich krajach uczestniczących w tej ściemie, setki, tysiące drani, całe to lobby farmaceutyczne, tych kreatorów Nowego, Morderczego Porządku Świata, wszystkich odpowiedzialnych za atak na życie bezbronnych narodów, i to na zasadach aktu oskarżenia z paragrafu – usiłowanie zabójstwa z premedytacją.

A opryski zarazkami cholery nad Ukrainą, to przecież nie żart, tylko fakt historyczny.

Ukarać przykładnie wszystkich tych drani, w iminiu tych wszystkich, których zarażono po to, by reszta świata uległa panice i dała się bezwolnie poprowadzić tam, gdzie zaplanowali nam „możni” tego świata – na rzeź.

Te wszystkie w/w posunięcia były wcześniej oczywiście poprzedzone jakimiś „badaniami” pseudo-naukowców: biologów, chemików, psychologów, socjologów, seksuologów itp. sugerujących potrzebę lansowania i wprowadzania w życie społeczeństw – różnego rodzaju dewiacji tak medycznych jak i społecznych.

Miejmy oczy otwarte na wszystkie manipulacje medialne. Dzielmy się swoją wiedzą z innymi. Internet to świetny sposób na dzielenie się informacjami z wszystkimi, którym dobrze życzymy. Oprócz rozmowy, jest to w tej chwili najefektywniejszy sposób na doinformowywanie się nawzajem. 
Ci od Nowego Porządku Świata
zgrzytają ze złości zębami. Byli tak blisko, o krok. Oni już dawno skreślili nas z listy żywych.

Tadeusz Rzeczycki

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Komu służy ekspert?

Posted on 2 kwietnia 2010. Filed under: dr Enji, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, Sprzedajni dziennikarze, Zero prawdy | Tagi: , , |


Światem rządzą eksperci. Podpowiadają politykom najważniejsze decyzje; objaśniając rzeczywistość, kreują zagrożenia albo je bagatelizują.

Świat stał się zbyt skomplikowany, dlatego potrzebujemy ekspertów. Ale jednocześnie – skazani na ich łaskę i niełaskę. Jak wybrnąć z tego zaklętego koła? Zapraszamy do debaty na naszym forum.

Trudno wyobrazić sobie sytuację, że rządy demokratycznych krajów decydują się wydać ogromne pieniądze podatników bez opinii ekspertów. Po ogłoszeniu przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) pandemii świńskiej grypy decyzja o masowym zakupie szczepionek wydawała się oczywista – eksperci WHO nie mieli przecież wątpliwości, że zagrożenie jest ogromne. Rządy wielu krajów wydały setki milionów euro na szczepionki, których teraz usiłują się pozbyć. Identycznie postąpił rząd fiński, mający w grupie doradców strategicznych WHO swojego człowieka. Jest nim prof. Juhani Eskola. Tymczasem duńska prasa niedawno doniosła, że kierowany przez niego Fiński Narodowy Instytut Zdrowia i Opieki Społecznej tylko w 2009 r. otrzymał na badania od GlaxoSmithKline, czołowego producenta szczepionek, ponad 6 mln euro i 9 mln dol. Pointą tego skandalu jest fakt, że inni eksperci WHO badający sprawę orzekli, że żadnego konfliktu interesów nie było. Grupa ekspertów WHO, związanych finansowo z koncernami farmaceutycznymi, jest zresztą dużo większa. Zidentyfikowała ją komisja śledcza powołana przez Komisję Europejską.

Prof. Andrzeja Górskiego, wiceprezesa Polskiej Akademii Nauk, próba ukrycia przez WHO skandalu pod dywanem nie dziwi. – W prasie naukowej od dawna już pojawiają się głosy, że autorytety ze Światowej Organizacji Zdrowia lobbują na rzecz przemysłu farmaceutycznego. Przed kilku laty WHO w cudowny sposób rozmnożyła grupę chorych na nadciśnienie wyrokując, że stan, który do tej pory uważany był za zadowalający (ciśnienie 140 na 90), teraz kwalifikuje się do leczenia. Rzesze ludzi, dotąd nieprzyjmujących leków kardiologicznych, ruszyły do aptek.

Wiele naszych sław medycznych też nie dostrzeże w postępowaniu fińskiego kolegi nic nagannego. Przecież nie wziął tych pieniędzy do kieszeni, tylko przeznaczył na rozwój instytutu. Dla dobra nauki, młodszych lekarzy i pacjentów. W świetle badań innych ekspertów postępowanie prof. Eskoli wydaje się mniej oczywiste. Andrzej Górski na jednej z konferencji naukowych prezentował badanie szympansów, które otrzymały cukierka. Małpy poczuwały się do wdzięczności wobec darczyńcy. W przypadku ludzi sprawa wygląda podobnie, a poczucie wdzięczności powoduje coś, co nazwano efektem sponsora. Czyli że o wynikach badań naukowych w znacznym stopniu decyduje ten, kto płaci.

Amerykańskie badaczki Deborah Barnes i Lisa Bero przestudiowały wyniki stu publikacji naukowych poświęconych szkodliwości palenia. Okazało się, że w przypadku artykułów pisanych przez ekspertów sponsorowanych przez przemysł tytoniowy ich autorzy w 94 proc. udowadniali, że bierne palenie jest dla zdrowia nieszkodliwe. Kiedy jednak badania prowadziły osoby niezwiązane z firmami tytoniowymi, w 87 proc. okazywało się, że bierne palenie szkodzi.

Na rodzimym gruncie efekt sponsora wywołał przed laty głośną wojnę masła z margaryną. Naukowcy robiący badania na zlecenie międzynarodowych koncernów, które przejęły polskie zakłady tłuszczowe, zdecydowanie orzekli, że dla naszego zdrowia margaryna jest lepsza. Inna grupa lekarzy żywieniowców, którzy – za pieniądze związku mleczarskiego – potwierdzili zdrowotne walory masła, usiłowała dać im odpór. W rezultacie w głowach konsumentów powstał kompletny zamęt, a medialną wojnę zakończyła śmierć aktora, który reklamował margarynę, zapewniając, iż dzięki niej ma serce jak dzwon. Umarł na zawał.

Eksperci naukowcy

Prof. Sheldon Krimsky z Uniwersytetu Tuftsa w swojej głośnej książce „Nauka skorumpowana?” twierdzi, że tylko nauka finansowana z pieniędzy publicznych może pozostać niezależna. W USA, gdzie coraz więcej badań finansuje biznes, ta niezależność zaczyna być niepokojąco problematyczna. Prof. Andrzej Górski uważa, że jeszcze gorzej może być w Polsce. Koncerny farmaceutyczne na badania kliniczne w naszym kraju wydają już kilka miliardów euro rocznie – to kilka razy więcej, niż wynosi budżet Ministerstwa Nauki.

Kłopot polega na tym, że trudno odpowiedzieć na pytanie, czyim interesem kierują się badacze? Nauki? Pacjentów? Czy koncernu farmaceutycznego, który za badania płaci? Etycy nie potrafią na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Gdyby bowiem badania kliniczne nowego leku prowadzono dla dobra nauki, to ich wyniki byłyby dostępne dla innych naukowców, mogłyby się przyczyniać do rozszerzania ich wiedzy. Tak jednak się nie dzieje, efekt badań jest własnością sponsora i pozostaje tajny. Bywa, że badania się przerywa i wtedy tym bardziej ukrywa przyczynę. A więc dobro nauki jako beneficjenta badań klinicznych raczej nie wchodzi w grę.

Dobro pacjentów też bywa problematyczne. Nie tylko dlatego, że czasem sponsor badacza pogania, gdyż konkurent pracuje nad podobnym lekiem i jeśli zarejestruje go pierwszy, zgarnie z rynku śmietankę. Wątpliwości etyków budzi też fakt, że w niektórych badaniach części pacjentów podaje się testowany lek, a innej grupie – placebo. W Polsce takie badania nie są rzadkością, w innych krajach lekarze zaczynają być im przeciwni.

Mamy coraz więcej przykładów, że lek, który po badaniach klinicznych ogłasza się jako cudowne remedium na jakieś schorzenie, potem okazuje się zabójczy. Jak głośny przed kilkoma laty Viox, który z powodu przypadków śmiertelnych wycofano z rynku, czy kilka specyfików psychiatrycznych, które powodowały u pacjentów skłonności samobójcze. Nie odpowiemy jednak na pytanie, czy można było ich uniknąć, gdyby badania kliniczne nadzorowało na przykład państwo.

Czy to źle, że coraz więcej badań klinicznych przeprowadza się w Polsce? Bardzo dobrze! – odpowiada prof. Andrzej Górski. – Ale nie może być tak, że ja w Internecie mogę znaleźć, jakie badania robi się na myszach, a nie ma informacji o badaniach klinicznych na ludziach. Ani kto, ani gdzie, nie mówiąc już o tym, za ile. Nikt zresztą nie postuluje, żeby ujawniać wysokość zarobków, chodzi o sam fakt gratyfikacji. Każda próba ucywilizowania tego zjawiska spotyka się z histeryczną reakcją badaczy, straszących, że koncerny wyniosą się z badaniami do Chin. W USA koncerny muszą na swoich stronach internetowych pokazywać, z jakimi lekarzami współpracują, w Polsce jest to kwestia ich dobrej woli. Tajemnicą poliszynela jest, że popularni badacze w koncernach farmaceutycznych zarabiają wielekroć więcej niż w klinice, w której robione są badania. Ale ich pacjenci o tym nie wiedzą. Powszechnie znany jest tylko jeden, publiczny, pracodawca. Kiedy więc w mediach ci sami eksperci domagają się, by państwo zapłaciło za lek, na testowaniu którego sporo zarobili, skąd mamy mieć pewność, że kierują się interesem pacjentów, a nie jest to efekt sponsora?

Forum, na którym najłatwiej odwdzięczyć się sponsorowi, są posiedzenia Rady Konsultacyjnej państwowej Agencji Oceny Technologii Medycznych. To tutaj medyczne autorytety decydują, czy rekomendować Ministerstwu Zdrowia wpisanie leku na listę refundacyjną, czyli że za specyfik zapłacą podatnicy. Dla koncernu oznacza to możliwość zarobienia ogromnych pieniędzy. Informacja, czy lekarz usilnie namawiający państwo do wydania pieniędzy na jakiś specyfik nie jest powiązany z firmą, która zarobi na tej decyzji ciężkie pieniądze, wydawała się bardzo istotna. Agencja zażądała więc od ekspertów wypełnienia oświadczenia, że w ich przypadku nie zachodzi konflikt interesów. – Grono ekspertów poważnie się uszczupliło – mówi Wojciech Matusewicz, szef AOTM.

Efekt sponsora utrudnia też funkcjonowanie publicznej służby zdrowia na niższych szczeblach. Kiedy Ministerstwo Zdrowia zaleciło szpitalom, by wyeliminować z przetargów na zakup leków czy sprzętu osoby powiązane finansowo z ich dostawcami, procedura zakupów niesamowicie się wydłużyła. Przetargów nie ma kto rozstrzygać.

Ekspert dwóch panów

Kiedy ekspert jest nie w porządku? Prof. Zbigniew Szawarski, etyk z Uniwersytetu Warszawskiego, ma krótką definicję – wtedy, gdy jest sługą dwóch panów, ale my wiemy tylko o jednym. Nie ma więc nic zdrożnego w tym, że wybitny naukowiec sprzedaje jednocześnie swoją wiedzę np. firmie biotechnologicznej. Konflikt interesów zaczyna się wtedy, gdy te role się mieszają albo też zainteresowany miesza je celowo. Jak Charles W. Thomas, profesor Uniwersytetu Florydy. W specjalistycznym piśmie zamieścił on artykuł, w którym zaprezentował swoje badania na temat recydywy wśród nieletnich skazanych.

Z analizy porównującej pensjonariuszy więzień prywatnych i publicznych wynikało, że nieletni odbywający karę w więzieniach prywatnych rzadziej stają się recydywistami. Wyniki tych badań stanowiły argument wspierający inicjatywy zmierzające do przekształcenia państwowych więzień w prywatne instytucje komercyjne.

Socjologom przyglądającym się badaniu wydawało się ono tendencyjne. Thomas byłych więźniów obserwował tylko przez rok, tymczasem większość przypadków recydywy pojawia się po 6-10 latach od odbycia kary. Okazało się, że autor badania był związany z Projektem Prywatnego Więziennictwa i zarobił na nim ponad 25 tys. dol. U nas nie ma wprawdzie prywatnych więzień, ale właśnie pojawił się pomysł sprywatyzowania Służby Granicznej na lotniskach. Warto przyglądać się, czy nie zostanie poparty jakimiś naukowymi dowodami na większą skuteczność ochroniarzy sprawdzających bagaże pasażerów. Niewykluczone, że będą to autorytety zagraniczne.

Naukowców-biznesmenów jest coraz więcej. W Ministerstwie Zdrowia twierdzą, że NFZ chętnie zakontraktowałby więcej procedur medycznych w renomowanym Instytucie Matki i Dziecka, do którego pacjentom bardzo trudno się dostać. Kłopot w tym, że nie zależy na tym samemu Instytutowi, który nie wykonuje nawet obecnych kontraktów. Zarabia bowiem nie na leczeniu, ale na rekomendacjach. Czyli na tym, żeby producenci różnych wyrobów dla dzieci mogli napisać na opakowaniu albo pochwalić się w reklamie telewizyjnej, że „danonki polecane są przez Instytut Matki i Dziecka”. Ile muszą za to zapłacić? – Umowy negocjowane są indywidualnie, zależą m.in. od tego, czy firma jest duża, czy mała – mówi pracownik IMiD. Producentom bardzo zależy na rekomendacjach, dla nich podparcie się marką Instytutu także przekłada się na pieniądze. Biznes robią obie strony, a chorzy nie mają o tym pojęcia.

Narzekamy, że polska nauka tak rzadko współpracuje z przemysłem, chyba jednak nie o taką współpracę powinno chodzić. Mali pacjenci, którzy z braku miejsc nie mają szans leczyć się w renomowanej publicznej placówce medycznej, nawet nie wiedzą, że powoli przestają być racją jej istnienia.

Eksperci akwizytorzy

Od kilku lat w polskich mediach pojawiają się eksperckie teksty znanych ekonomistów, ale do tytułu naukowego autora dodaje się nazwę jednej z kilku globalnych firm konsultingowych. Teksty są ciekawe, a merytoryczną wiedzą ich autorzy biją na głowę dziennikarzy. I można by się było tylko cieszyć, gdyby nie to logo. Dla czytelnika o wiarygodności eksperta świadczy jego tytuł naukowy i, ewentualnie, nazwa uczelni, w której prowadzi badania. Ale to nie publiczna uczelnia pojawia się w podpisie, tylko prywatny pracodawca. Intrygujące. – To eksperci akwizytorzy – stwierdza osoba z kręgów rządowych, która woli nie ujawniać swojego nazwiska.

– Rola partnera w firmie konsultingowej jest ściśle określona – uzasadnia swoją opinię mój rozmówca. – Ma zdobyć dla swojej firmy klientów, którzy sporo zapłacą za jej usługi, wiadomo, że doradztwo „wielkiej czwórki” słono kosztuje. Jeśli partner nie zdobywa klientów, przestaje być partnerem. Wielka aktywność medialna kilku znanych ekonomistów służy właśnie temu. Mój rozmówca ma dostęp do informacji, o których nie wie czytelnik. Nie jest więc do końca przekonany, że teksty pokazujące na przykład tragiczny stan polskiej nauki dyktowane są tylko obywatelską troską popularnego ekonomisty. – Po serii publikacji Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zamówiło w firmie doradczej, w której ich autor jest partnerem, strategię rozwoju polskiej nauki. Wartość zlecenia wynosi kilka milionów złotych.

Znany ekonomista jest teraz współautorem wielu tekstów, domagających się od rządu radykalnych reform. – Zabiega o następne zlecenie? – złośliwie komentuje mój rozmówca.

Medialna obecność w charakterze eksperta może być warta dużych pieniędzy, więc warto o nią zabiegać. Słuchacze czy czytelnicy mają do ekspertów zaufanie, są pewni, że opinie, które wygłaszają, wynikają z głębokiej wiedzy i podyktowane są troską o interes wspólny, warto się nimi kierować. Czasem eksperci jeżdżą po bandzie i wtedy przestajemy im ufać. Jak temu, który uparcie zapewniał w gazetach, że mieszkania będą drożeć, kiedy ceny już leciały w dół. Pomylił się? Nie, jest prezesem wielkiej firmy deweloperskiej i po prostu zabiegał o jej interesy. Przedstawiano go jednak nie jako biznesmena, ale eksperta.

Czasem ekspert z roli akwizytora próbuje wyjść z twarzą. Medyczny autorytet przyjmuje zaproszenie do wygłoszenia referatu dla młodszych lekarzy na temat jakiegoś schorzenia i leczącego go leku. Stara się nawet nie wymieniać jego nazwy. Pieniądze za wykład płaci mu firma PR, która spotkanie zorganizowała, dopiero jej zleceniodawcą jest koncern farmaceutyczny. Rozwieszone reklamy nie pozostawiają jednak słuchaczom wątpliwości, o jaki lek chodzi.

Eksperci od reumatyzmu i zaburzeń snu biorący udział w społecznej kampanii „Szlachetne zdrowie” także nie czuli się akwizytorami. Wszelkie pozory zostały zachowane. Współorganizatorem kampanii były uniwersytety trzeciego wieku, których słuchacze często cierpią zarówno na reumatyzm, jak i kłopoty ze snem. Lekarze zaś wyjaśniali, jak można je łagodzić. Niemałe znaczenie ma w tej sprawie pościel, w której śpimy. Sponsorem społecznej kampanii była firma Lama Gold, handlująca wełnianą pościelą „rehabilitacyjną”, zaś uczestnicy uniwersytetów trzeciego wieku docelową grupą jej klientów. – W trakcie wykładów pościeli nie oferowaliśmy – zapewnia były organizator kampanii. Efekty w postaci wzrostu sprzedaży miały się pojawić później.

Eksperci chałturnicy

Granicę między akwizycją a chałturą przechodzi się płynnie i, wbrew pozorom, chałtura nie oznacza wcale mniejszych pieniędzy. Zdaniem prof. Andrzeja Sławińskiego, członka odchodzącej właśnie Rady Polityki Pieniężnej, największa chałtura ostatnich lat stała się przyczyną obecnego kryzysu finansowego. – Renomowane światowe agencje ratingowe, oceniające wiarygodność instrumentów finansowych, najwyższą ocenę (AAA) dały obligacjom CDO emitowanym przez instytucje parabankowe – przypomina prof. Sławiński. Po wybuchu kryzysu nazwano je toksycznymi papierami bez wartości. Światowe agencje ratingowe ich nie badały, zadowalając się zapewnieniami emitentów. A oni słono płacili im za ocenę. Chałturnicy wzięli zapłatę za swoją markę.

Chałturnikiem wszech czasów okazał się amerykański prof. Charles Nemeroff, który w latach 2000-2007 zarobił w ten sposób 2,7 mln dol., służąc kilku panom jednocześnie. Ten znany psychiatra był jednocześnie redaktorem naczelnym prestiżowych pism naukowych z tej dziedziny. Jako redaktor sam do siebie pisał listy, w których zamawiał artykuły na temat jednego z leków, produkowanych przez firmę, na której liście płac figurował. Za napisanie jednego artykułu brał 1,5 tys. dol., za zorganizowanie napisania artykułu – 3 tys. dol.

Wykrycie, kto za kim stoi, nie jest wcale łatwe. Przypadek prof. Nemeroffa nie powinien był się w ogóle zdarzyć, prawo nakazywało mu bowiem każdy zarobek powyżej 10 tys. dol. rocznie zgłosić władzom macierzystej uczelni. Zapomniał. Wpadł na skutek pogromu skorumpowanych naukowców, jaki zorganizował senator Charles Grassley.

Grupa innych chałturników, zwanych ghostwriters, wpadła niedawno w USA na skutek procesu. Wytoczyła go liczna grupa Amerykanek, które zachorowały m.in. na raka piersi i przyjmowały lek, o którym czytały wiele entuzjastycznych artykułów w pismach naukowych. Zażądały odszkodowania od ich autorów, będących przecież autorytetami w medycynie. Dlaczego nie wspomnieli o niebezpiecznych skutkach ubocznych? W sądzie eksperci przyznali, że podpisali swoim nazwiskiem teksty dostarczone im przez producentów leku. Sprzedali nazwisko.

Zachowania poszczególnych ekspertów czy nawet całych środowisk nie muszą wynikać z nieuczciwości. Pismom branżowym czy nawet naukowym linię redakcyjną coraz częściej dyktują reklamodawcy. Konia z rzędem temu, kto w takim periodyku znajdzie artykuł krytykujący żywicieli pisma. Minie trochę czasu, zanim czytelnicy zorientują się, czyj interes pismo naprawdę reprezentuje.

Skandale związane z działalnością ekspertów biorących pieniądze od kilku panów wybuchają na całym świecie – nasz kraj wydaje się oazą spokoju. Zdaniem etyka prof. Zbigniewa Szawarskiego jest to spokój złudny. Jest członkiem komisji bioetycznych, których zadaniem jest m.in. pilnowanie prawidłowości badań klinicznych. Tymczasem badacze ujawniają komisjom tylko to, co chcą, a najczęściej chcą niewiele. Wyniki badań są przecież własnością sponsora, niekorzystne dla leku informacje są utajniane. Zdarzają się przypadki, że jeden naukowiec prowadzi jednocześnie aż 64 badania, a w komisji zasiada członek lub szef zespołu badawczego. Typowy konflikt interesów.

Nie da się go uniknąć. Nie można mieć pretensji, że ktoś, kto zdobył ogromną wiedzę w danej dziedzinie, zamienia ją na pieniądze. – Ale trzeba, żeby robił to jawnie – twierdzi prof. Andrzej Górski. Jeśli ktoś lobbuje za wpisaniem jakiegoś specyfiku na listę refundacyjną, niech poda, ile zarobił w koncernie, który stanie się beneficjentem. Podobnie ktoś, kto w interesie przyszłych emerytów optuje za konkretnymi rozwiązaniami w drugim filarze, nie może ukrywać, że bierze, jako członek rady nadzorczej, pieniądze od PTE (powszechnego towarzystwa emerytalnego). Okazać się wtedy może, że przy nazwiskach niezależnych ekspertów pojawi się także długa lista pracodawców. Łatwo się będzie zorientować, czy mamy do czynienia z efektem sponsora.

Czasem jawność likwiduje konflikt interesów w zarodku. Łódzką filmówkę zelektryzowała wiadomość, że jej rektor, znany reżyser Robert Gliński, zaangażował się w tworzenie konkurencyjnej, prywatnej szkoły w Gdyni. Miał nawet obiecać przyszłym studentom praktyki w Łodzi. Od pełnomocnika rektora prof. Jerzego Woźniaka trudno dowiedzieć się, czy taka obietnica rzeczywiście została przez rektora złożona, ale pewne jest, że „na razie nic takiego się nie dzieje”. I o to właśnie chodzi.

Artykuł pochodzi z tygodnika POLITYKA

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Dziennikarz w Polsce to szycha

Posted on 2 kwietnia 2010. Filed under: dr Enji, enji, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, matactwo, oszukana polska, Oszustwa mediów, Sprzedajni dziennikarze, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , , , |


„Dziennikarzy można ukarać tylko za oszczerstwa”

Rozmawiamy z JERZYM NAUMANNEM – Czy dziennikarz powinien ponosić odpowiedzialność karną za ujawnienie informacji ze śledztwa?

Przepisy prawa  karnego są w tej sprawie jednoznaczne i odpowiadają na to pytanie twierdząco. Jednak prawo nie uwzględnia, moim zdaniem, rozmaitych komplikacji, które przynosi życie. Prokuratorzy zwykle rozpatrują rzecz czysto formalnie, pomijając aspekt społeczny, który niejednokrotnie przemawia silniej za ujawnieniem informacji niż interesy wąsko pojętego śledztwa. Co więcej, śledztwa toczą się za długo. Dotyczy to także spraw dziennikarskich.

Czy odpowiedzialność nie powinna spoczywać na osobie, która podała informacje dziennikarzowi?

Taka zasada obowiązuje w modelu brytyjskim. Ale proszę pamiętać, że w Świętej Anglii faktycznie funkcjonuje etyka dziennikarska. W ważnych sprawach państwowych interes wydawcy schodzi na dalszy plan i materiał nie ukazuje się. W ocenie redaktora naczelnego może on zagrażać istotnym interesom Korony. Pierwszą powinnością dziennikarza jest bowiem martwić się o ważkie interesy państwa, a dopiero w dalszej – o interesy swojego wydawcy. Niestety, polscy wydawcy, a także redaktorzy naczelni, ten podstawowy obowiązek lekceważą.

W pierwszej kolejności odpowiedzialność za rozpowszechnianie materiałów ze śledztwa powinien ponosić ten, który je ujawnił. Odpowiedzialność dziennikarza musi być zawsze oceniana ad casu, a więc w ścisłym kontekście konkretnego przypadku. Praktyka w tym zakresie dostarcza wielu przypadków, które uzasadniać mogą postawienie dziennikarza w stan oskarżenia. Bywa też i inaczej. Nie ma jednej reguły – wszystko zależy od okoliczności konkretnej sprawy.

Czy odpowiedzialność karna dziennikarzy powinna w ogóle być dopuszczalna? W innych krajach należy ona do rzadkości.

Tak, powinna być dopuszczalna. Jednak wyłącznie w zakresie oszczerstwa, które jest wyjątkowo paskudnym przestępstwem. Dziennikarz ma bezpośredni dostęp do platformy komunikacji zbiorowej, którą może wykorzystywać w rozmaitych celach. Nie można wykluczyć, że dziennikarz może świadomie i z premedytacją skupić się na wykańczaniu tego, kogo uważa za osobistego wroga, względnie tego, kogo mu wskaże redakcja. To u nas powszechna praktyka.

Czy dziennikarze rzeczywiście stanowią czwartą władzę?

Pozycja mediów z naszym kraju oraz ich faktyczny wpływ na bieg spraw państwowych, społecznych i obyczajowych graniczy z aberracją. Tylko media działają sprawnie i natychmiastowo. Wszelkie inne władze grzęzną w okowach procedur oraz wymagań narzucanych przez prawo.

W Polsce prasa jest władzą nie czwartą, lecz – pierwszą, a pozostałe trzy nie mogą (lub nie chcą) przyjąć tego do wiadomości.

* Jerzy Naumann

adwokat, prezes Wyższego Sądu Dyscyplinarnego Naczelnej Rady Adwokackiej

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Jak takie media jak TVN, TVN24, Polsat i Wybiórcza modyfikują prawdę i robią z ludzi idiotów.

Posted on 30 marca 2010. Filed under: Cenzura, Chęć zysku w TVN, dr Enji, enji, Korupcja, lekarz Enkhjargal Dovchin, matactwo, Propaganda medialna, Sprzedajni dziennikarze | Tagi: , , , |


Choć najczęściej nie zdajemy sobie z tego sprawy, niejednokrotnie chcąc osiągnąć wyznaczony cel, oddziałując na innych ludzi korzystamy z technik manipulacji społecznej. Sami też wielokrotnie stajemy się ich podmiotem, a czasem również ofiarą. Najczęściej wymienia się siedem technik manipulacji społecznej:

  1. Technika „drzwiami w twarz”, nazywana również techniką nieproszonego ustępstwa – polega ona na tym, iż początkowo proponuje się osobie spełnienie większej prośby, a gdy ona odmówi oferuje się spełnienie mniejszej prośby, która jednak nigdy nie zostałaby spełniona bez tej większej.
  2. Pułapka ukrytych kosztów – polega ona na skłonieniu osoby do podjęcia jakiegoś działania i ujawnienia jego kosztów, dopiero wówczas, gdy osoba ta podjęła już to działanie lub powzięła odpowiednią decyzję.
  3. Technika „stopy w drzwiach” – polega ona na sprowokowaniu działania wiążącego się z wysokimi kosztami, po uprzedniej prośbie dotyczącej spełnienia czynności, której koszty byłyby znacznie niższe.
  4. Huśtawka emocjonalna – technika ta odwołuje się do demobilizacji umysłowej, jak następuje u osoby w związku z przeżywaniem przez nią pozytywnych emocji.
  5. „A to nie wszystko” i odwrócenie uwagi – technika ta polega na oferowaniu czegoś za określoną cenę i dodaniu do tego czegoś gratis. Takie działanie ma wywołać wrażenie dodatkowej atrakcji oraz osłabić mechanizmy obronne, powstrzymujące od nabycia danej rzeczy, czy skorzystania z danej usługi.
  6. Pułapka znikającej przynęty , odmiana techniki „niskiej piłki” – technika ta polega na nakłonieniu osoby do podjęcia określonego działania obietnicą zysków, która po zaangażowaniu się osoby w to działanie, zostaje wycofana.
  7. Uwikłanie w dialog – w tej technice wykorzystuje się prawidłowość polegającą na tym, iż osoba chętniej ulegnie prośbie, jeśli poprzedzi ją niezobowiązująca rozmowa. Aby technika ta mogła być skuteczna, podjęty dialog musi dotyczyć mało istotnych problemów, a opinie rozmówców muszą być zbieżne.

Manipulacja Wpływ Społeczny to są wszelkie sposoby oddziaływania na jednostkę lub grupę, które prowadzą do mylnego przekonania u osoby manipulowanej, że jest ona sprawcą (decydentem) jakiegoś zachowania podczas, gdy jest ona tylko narzędziem w rękach rzeczywistego sprawcy. Współczesna psychologia społeczna pojęcie manipulacji wiąże ściśle z pojęciem wpływu społecznego. Wpływ społeczny to oddziaływanie w wyniku, którego jednostka, grupa czy jakaś instytucja wywołuje zmiany w sferze poznawczej, emocjonalnej lub behawioralnej człowieka wpływ może być świadomym lub nieświadomym działaniem.Takie formy wpływu społecznego, które nie są dostępne świadomości osoby będącej jego celem nazywamy manipulacją społeczną. Rozumiana w ten sposób manipulacja jest planowym, celowym działaniem, którego autorzy wykorzystując wiedzę o mechanizmach społecznego zachowania się ludzi, wywierają na nich pożądany wpływ w taki sposób, aby nie zdawali oni sobie sprawy z tego, że podlegają jakimkolwiek oddziaływaniom. Zdaniem Podgóreckiego manipulacja zachodzi wszędzie tam, gdzie zdaniem sprawcy (tj. osoby podejmującej manipulację) nastąpiłaby rozbieżność między akceptowanym wzorem zachowania wykonawcy (osoby będącej przedmiotem manipulacji) i podsuwanym mu wzorem zachowania, gdy wykonawca nie został w jakiś sposób ograniczony w swej decyzji. Wg Podgóreckiego to ograniczenie decyzji wykonawcy jest techniką czy sposobem manipulacji.

Codzienne życie obfituje w wiele przykładów i sytuacji, w których ludzie pod wpływem innych osób nieraz zupełnie zmieniają postawy, poglądy czy zachowania. Przykładem takich zachowań jest nacisk wywierany przez formalne i nieformalne grupy na jednostki, które w efekcie zachowują się komformistycznie. W niniejszej pracy omówimy wybrane strategie manipulacji reprezentatywne dla poszczególnych grup tych technik manipulacji, będziemy starały się przybliżyć formy oddziaływania na sferę behawioralną. Pierwsza grupa technik nosi nazwę sekwencyjnych strategii manipulacyjnych. We wszystkich technikach do niej zaliczanych stosuje się następstwo co najmniej dwóch zdarzeń, które występując zawsze w tej samej sekwencji doprowadzają do zamierzonego celu.

Najbardziej znana procedurą tej grupy jest “stopa w drzwiach”. Badania nad efektem “stopy w drzwiach” zapoczątkowali Freedman i Fraser, którzy jako pierwsi opisali i zbadali eksperymentalnie technikę zwiększania uległości polegającą na poprzedzeniu właściwej prośby, tej która jest rzeczywistym celem, a której spełnienie przez daną osobę jest mało prawdopodobne, mniejszą prośbą, która prawie na pewno nie zostanie odrzucona. Człowiek, który bez żadnej presji z zewnątrz spełnia jakieś łatwe do wykonania polecenie dąży do uzasadnienia swego zachowania. Takie osobiste usprawiedliwienie zwiększa prawdopodobieństwo, że w przyszłości człowiek ten spełni kolejne, nawet znacznie większe prośby. Skuteczność strategii “najpierw – mała- potem – duża – prośba” utrzymuje się nawet wtedy, gdy autorami obu próśb są inne osoby i gdy małą oraz dużą prośbę dzieli długi okres. Jednym z warunków zwiększających efektywność omawianej techniki jest prawdopodobieństwo treściowe między prośbami oraz podobieństwo form aktywności podejmowanej w celu jej spełnienia.

Po opublikowaniu przez Freedmana i Frasera wyników ich badań pojawiło się w literaturze psychologicznej szereg eksperymentów badających warunki ograniczające lub zwiększające efektywność techniki stopy w drzwiach. Crano i Sivack do eksperymentu wprowadzili wzmocnienie pozytywne i negatywne. Wyniki ich badań potwierdziły hipotezę, że najwyższy stopień uległości wystąpił w grupie ze wzmocnieniem pozytywnym, najniższy zaś w grupie ze wzmocnieniem negatywnym. Bezpośrednim potwierdzeniem hipotezy o większej efektywności strategii “najpierw – mała – potem – duża – prośba” są wyniki badań przeprowadzonych przez Goldmana i Seevev, którzy w celu zwiększenia efektywności manipulacji połączyli procedurę “stopy w drzwiach” techniką “etykietowania”. Technika etykietowania polega na zwiększeniu prawdopodobieństwa pojawienia się u danej osoby zachowania zgodnego z treścią etykiety przypisywanej jej przez innych ludzi. Wynika to stąd, że jeżeli ktoś postrzegany jest jako dobroczynny, uczciwy to chętniej pomaga innym. Natomiast przypisywanie komuś etykiety negatywnej sprawia, że osoba ta utożsamia się z treścią takiej etykiety.

Kolejnym czynnikiem, który ma wpływ na efektywność techniki “stopy w drzwiach” jest wielkość pierwszej prośby. W wielu badaniach empirycznych wykazano, że jeżeli ta prośba jest zbyt mała, to efekt wzrostu uległości wobec następnych większych żądań nie występuje lub jest wyraźnie słabszy.

Kolejnym czynnikiem wpływającym na skuteczność omawianej techniki manipulacji jest spostrzegana przez człowieka swoboda wyboru przy podejmowaniu decyzji o spełnieniu pierwszej prośby. Wielu badaczy stwierdziło, że jeżeli osoby proszone o coś łatwego do spełnienia sądzą, że podlegają zewnętrznej presji – to dokonują one zewnętrznie atrybucji przyczyn swego zachowania, co blokuje proces autopercepcji.

Kolejny czynnik modyfikujący poziom efektywności “stopy” to dystans czasowy między pierwszą a drugą prośbą. Innym modyfikatorem skuteczności są podobieństwa treściowe między kolejnymi żądaniami. Jednym z najpowszechniejszych przykładów wpływu społecznego w praktyce jest pozyskiwanie datków na różna cele np. charytatywne.

Strategię “stopy w drzwiach” dość często stosują domokrążcy. Jeżeli uda się im namówić klienta, aby kupił jakiś drobiazg, to jest szansa, że jeżeli wejdzie do domu to może uda się mu skłonić klienta, aby kupił coś na czym można zarobić. Naukowcy zajmujący się technikami wywierania wpływu społecznego w swoich badaniach wprowadzili do techniki “stopy w drzwiach” modyfikacją znacznie zwiększającą jej skuteczność. Polegała ona na tym, że między małą a dużą prośbą wprowadzono jeszcze jedno żądanie. Ta technika nosi nazwę “dwie stopy w drzwiach”.

Inna techniką manipulacji, która jest symetrycznym odwróceniem techniki “stopy w drzwiach” jest technika “drzwi zatrzaśniętych przed nosem”, polegająca na tym, że aby skłonić przedmiot do spełnienia dość trudnej prośby, korzystnie jest najpierw sformułować prośbę bardzo trudną. Prośba ta niemal na pewno będzie przez niego odrzucona. Rosną jednak szanse, że spełni on teraz prośbę właściwą od tej, której spełnienia odmówił. Procedura metody “stopy w drzwiach” opiera się na mechanizmie autopercepcji. Natomiast technika “drzwi zatrzaśniętych przed nosem” opiera się najczęściej na regulacyjnym wpływie negatywnych emocji (zwanych poczuciem winy), których źródłem jest odmowa spełnienia pierwszej prośby.

Najczęściej przytaczanym wyjaśnieniem efektywności techniki najpierw – zbyt – dużej – aby – mogła – być – spełniona, a następnie – nieco – mniejszej – prośby, która jest właściwym celem manipulacji, jest regulacyjny wpływ, jaki wywiera na zachowanie ludzi norma wzajemnych ustępstw. Zdaniem wielu autorów ludzie spostrzegają interakcję z innymi, jako sytuację wymiany społecznej, w której obowiązuje zasada “powinno się robić ustępstwa na rzecz tych, którzy czynią je dla nas”. Aby interakcja mogła się rozwijać, jeden z jej uczestników musi uczynić pierwszy ruch, polegający na ustępstwie, na złagodnieniu swoich wymagań czy żądań. Osoba, wobec której poczyniono odstępstwo czuje się zobowiązana do odwzajemnienia tego ruchu przez własne ustępstwo. Podobnie, jak w przypadku efektu “stopy w drzwiach” naukowcy zastosowali technikę polegającą na poprzedzeniu właściwej prośby dwiema prośbami ekstremalnymi, które na pewno nie zostaną spełnione. U podstaw tego postępowania leży założenie, że jeżeli pojedynczy akt ustępstwa w postaci rezygnacji z jednego trudnego do spełnienia żądania na rzecz prośby mniejszej wywołuje napięcie motywacyjne do odwzajemnienia ustępstwa co przejawia się w wyrażeniu zgody na tę mniejszą prośbę, to dwa kolejne ustępstwa ze strony partnera interakcji powinny zwiększyć to napięcie i doprowadzić do wzrostu uległości. Badania te przeprowadzili Goldman i Creason i stwierdzili, że chociaż klasyczna procedura “drzwi zatrzaśniętych przed nosem” jest efektywnym sposobem zwiększania uległości, to jej “podwójna” wersja jest znacznie bardziej skuteczna.

Kolejną techniką manipulacyjną zaproponowaną przez Cialdiniego Cacioppo, Basetta i Millera jest technika “niskiej piłki”. Ta technika jest strategią stosunkowo często stosowaną przez amerykańskich sprzedawców samochodów, którzy podejmują wobec klientów bardzo specyficzne działania, nastawione na zainteresowania wybitnie korzystną ofertą. Polega to na przykład na zaofiarowaniu potencjalnemu nabywcy niezmiernie niskiej ceny, a gdy ten zainteresowany nadzwyczajną okazją odbywa jazdę próbną i deklaruje chęć zakupu pojazdu zaczynają się problemy. Okazuje się na przykład, że samochód z rewelacyjnie niską ceną został już przed chwilą przez kogoś kupiony i zostały tylko auta nieco droższe. Przyczyną, dla której klient zainteresował się samochodem i zdecydował na jego kupno, a mianowicie niska cena została usunięta. Teraz cena jest normalna, a klient wie, że taki samochód bardzo mu się podoba, więc prawdopodobnie nie wycofa się z transakcji i zgodzi się na kupno auta za cenę wyższą niż pierwotna. Psychologiczny mechanizm leżący u podstaw skuteczności “niskiej piłki” określany jest przez Cialdiego jako “poczucie zobowiązania”. Zgodnie z koncepcją Kieslera, jeśli człowiek podejmie jakieś zachowanie w warunkach swobody wyboru i sądzi, że to on sam bez żadnych nacisków z zewnątrz angażuje się w osiągnięcie jakiegoś celu, to zaczyna odczuwać zobowiązanie do kontynuowania działania. Tak więc, jeżeli nawet warunki zakupu zmieniają się, podmiot czuje się zobowiązany do kontynuacji rozpoczętych czynów i realizacji podjętych zamierzeń.

Burger i Petty przeprowadzili trzy eksperymenty, których wyniki pokazały, że “niska piłka” w ich wersji jest techniką bardzo skuteczną (skuteczniejszą od stopy w drzwiach) oraz że mechanizmem pośredniczący we wzroście uległości jest wytwarzanie się relacji między człowiekiem będącym obiektem manipulacji a manipulatorem. Wynika z tego, że istotnym warunkiem efektywności “niskiej piłki” jest to, aby z małą i dużą prośbą zwracała się do człowieka zawsze ta sama osoba. Jeśli jednak drugą prośbę formułowała inna osoba efekty malały. Oznacza to, że “niska piłka” oparta jest przynajmniej w niektórych przypadkach na obligacji do ustępstw wobec konkretnej osoby.

Kolejną strategią zwiększania uległości wobec żądań, które raczej nie zostałyby spełnione w normalnych warunkach jest procedura polegająca na wywołaniu u człowieka poczucia winy za negatywne konsekwencje jego postępowania, a następnie zwrócenie się do niego z prośbą o zrobienie czegoś, co jest właściwym celem manipulacji. Robert Cialdini i David Schroeder zwracają uwagę, że stosunkowo łatwo przychodzi ludziom odmawianie trudnych próśb. Jeśli ktoś zwraca się do nas o coś, co jest bardzo kosztowne materialnie, wymaga od nas dużo czasu, czy jest w inny sposób uciążliwe, to potrafimy podać mnóstwo powodów do odmowy. Zupełnie inaczej jest, gdy dotyczy to łatwej prośby, a to dlatego, że trudno jest znaleźć i podać argumenty jej niespełnienia, odmowa może również rodzić negatywne implikacje dla percepcji samego siebie.

Jeżeli prosimy o małą prośbę spełni ją wiele osób, ale z punktu widzenia interesów proszącego uległość z jaką się spotyka nie jest zbyt ważna, gdyż zapewnia mu ona zbyt małe korzyści. Cialdini i Schroeder proponują, aby zwracać się z komunikatem otwartym nie precyzując, o jak dużą pomoc chodzi, dodając zarazem, że każda oferowana pomoc, nawet najmniejsza jest bardzo cenna i zostanie przyjęta z wdzięcznością. Sens tej odpowiedzi odzwierciedla zwrot “liczy się każdy grosz”.

Techniką manipulacji różniącą się od pozostałych jest technika, której procedura opiera się wyłącznie na poznawczych mechanizmach przetwarzania informacji. Podstawą do stworzenia tej techniki dały wyniki badań Carrolla, które pokazały, że ludzie po wyobrażeniu sobie zajścia pewnych zdarzeń w życiu społecznym zgodnie z dostarczonym im dokładnym scenariuszem zaczynają wierzyć, że zdarzenia te w przyszłości rzeczywiście wystąpią. U osób tych rośnie subiektywne prawdopodobieństwo zajścia zdarzeń, które sobie wyobrażali.

Istnieje wiele sposobów wpływania na zachowanie ludzi w pożądanym kierunku bez zastosowania jakichkolwiek zewnętrznych nacisków. Stosowanie technik wpływu społecznego samo w sobie nie jest niczym nagannym ani złym pod warunkiem, że nie ma charakteru manipulacyjnego. Ich stosowanie jest korzystne dla tych, którzy chcą nas namówić do kupna czegoś, czy skorzystania z jakieś usługi, ale nieuczciwość i manipulacja przynosić mogą ewentualne korzyści tylko przez krótki okres czasu. Trudno bowiem zbudować trwałe więzi społeczne manipulując sobą nawzajem.

ENJI ENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIE

ENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJIENJI

Źródło: MobilnyPortalPsychologiczny , Psychologia.XMC.pl

dr ENJI dr ENJIdr ENJI dr ENJIdr ENJI dr ENJIdr ENJI dr ENJIdr ENJI dr ENJIdr ENJI dr ENJIdr ENJI dr ENJI

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

e-Kawiarenki przyjrzą się klientom… dla policji

Posted on 28 marca 2010. Filed under: Cenzura, Chęć zysku w TVN, Propaganda medialna, przekupstwo policjii, przestępstwa policjii, rasizm, Zero prawdy, Złe Prawo, łapówkarstwo policjii | Tagi: , , , , |


Opublikowano: 27.03.2010

WIELKA BRYTANIA. Współpraca kawiarenek internetowych z policją jest już realizowana w Wielkiej Brytanii. Użytkownicy kawiarenek są ostrzegani przed podejmowaniem nielegalnych działań, a właściciele lokali mają zwracać większą uwagę na swoich klientów. Taka współpraca policji z lokalną społecznością to niby nic złego, ale w jakiś sposób kojarzy się ze słynną sceną z “Rozmów kontrolowanych”.

W ramach inicjatywy londyńskiej policji właściciele kawiarenek mają zwracać uwagę na podejrzaną aktywność swoich klientów. Policja doradza im m.in. sporadyczne sprawdzanie pobieranych plików. Inicjatywa jest jednak absolutnie dobrowolna. Właściciele kawiarenek nie muszą w niej uczestniczyć, a na uczestników programu policja nie nakłada żadnych obowiązków w zakresie monitorowania klientów.

W kawiarenkach biorących udział w programie zawisły ostrzegawcze plakaty i pojawiły się ostrzegawcze wygaszacze ekranu (zobacz obrazek). Mają one przypominać klientom, że jeśli podejmą jakieś nielegalne działania, policja może być o tym poinformowana.

– Podczas gdy większość klientów używa internetu dla całkowicie legalnych czynności, jest mała liczba tych, którzy chcą skorzystać z anonimowości, jaką może dawać kafejka (…) Nie chodzi o policję próbującą stać na straży smaku lub moralności – chodzi o prewencję przestępstw oraz o utrudnienie ludziom dostępu do materiałów promujących lub chwalących gwałtowny ekstremizm i terroryzm – tłumaczy Mark Goldby, odpowiedzialny za strategię prewencyjną Metropolitan Police.

Proponowany przez policję program jest niewątpliwie okazją do nawiązania kontaktu między policją i lokalną społecznością, ale nawet cytowany wyżej Mark Goldby zauważył, że policja może zostać uznana za zbyt wścibską.

Przedstawiciel organizacji Privacy International Simon Davies powiedział agencji Associated Press, że taki program może się skończyć np. większą liczbą zgłoszeń dotyczących muzułmanów w kawiarenkach internetowych. Poza tym uważa on, że nikt nie powinien monitorować zachowania w kawiarence, podobnie jak nie jest monitorowane korzystanie z publicznych aparatów telefonicznych.

Porównanie do budek telefonicznych jest w istocie bardzo trafne. Z pewnością nikt nie chciałby, aby ktoś wyciągał jakieś wnioski z naszego sposobu korzystania z telefonu, z tego, gdzie dzwonimy i o jakich porach rozmawiamy. Szczególnie irytujące byłoby wyciąganie wniosków z fragmentów zasłyszanych rozmów. Czy sprawdzanie plików lub stron odwiedzanych przez użytkownika nie jest podobnym wyciąganiem wniosków z jego aktywności?

Inicjatywa policji była poprzedzona programem pilotażowym w kafejkach w gminie Tower Hamlets, który ma być rozszerzony na biblioteki i inne miejsca oferujące publiczny dostęp do sieci. Metropolitan Police twierdzi, że właściciele kafejek naprawdę chcieli współpracować i nie wynikało to z żadnej presji. Mimo to trudno nie zadawać sobie pytań o charakter i dalszy rozwój podobnych programów prewencyjnych.

Opracowanie: Marcin Maj
Na podstawie: Metropolitan Police, AP
Źródło: Dziennik Internautów

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Policjanci przejęli bez nakazu tysiące dokumentów procesowych

Posted on 22 marca 2010. Filed under: 1 | Tagi: , , , , , , , , , |


Policjanci z Komendy Rejonowej Policji Warszawa IV, mieszczącej się przy ul. Żytniej wtargnęli do Lex Nostrum Sp. o.o., która reprezentuje m.in. interesy tysięcy osadzonych występujących przeciwko Skarbowi Państwa w związku z naruszeniem dóbr osobistych dotyczących warunków tymczasowego aresztowania i odbywania kary.

Policja przejęła materiały procesowe i dowodowe w toczących się i przygotowywanych postępowaniach przed dziesiątkami sądów w kraju, a także przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu.

Działania policji nie były poparte nakazem prokuratorskim.

Świadczy to o działaniu policji bez właściwego nadzoru, co musi budzić niepokój w demokratycznym państwie prawa Unii Europejskiej i przywołuje najgorsze wspomnienia okresu PRL, oraz ostatnie działania reżimu Łukaszenki na Białorusi w stosunku do Związku Polaków na Białorusi.

Maciej Lisowski
Prezes Lex Nostrum Sp. z o.o.
Źródło: http://wolnemedia.net/?p=20689

Więcej informacji:
Tak działa mafia? – http://wolnemedia.net/?p=20650
Ciąg dalszy afery w białostockiej prokuraturze” – http://wolnemedia.net/?p=20296

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Ciąg dalszy afery w białostockiej prokuraturze

Posted on 22 marca 2010. Filed under: Niebezpieczne, Oszustwa mediów, Prawo, Sprzedajni dziennikarze, Urzędy, Wojna, Wolność, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , , , , , , |


2010-02-25

Zasadność umorzenia śledztwa w sprawie afery w białostockiej prokuraturze ma zbadać sąd z apelacji białostockiej !

Otrzymaliśmy informację, iż zasadność zażalenia na umorzenie śledztwa w sprawie afery w białostockiej prokuraturze przez Prokuraturę Okręgową w Lublinie ma zbadać Sąd w Olsztynie, podległy Sądowi Apelacyjnemu w Białymstoku. Jest to decyzja Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Podsumowując sprawę:

1.      Prokuratura Rejonowa w Białej Podlaskiej stawia zarzuty dotyczące afery w białostockich prokuraturach.
2.      Wkrótce po tym, śledztwo przejmuje Prokuratura Okręgowa w Lublinie i je umarza.
3.      Postanowienie o umorzeniu zostaje zaskarżone.
4.      Prokuratura Okręgowa w Lublinie przekazuje sprawę zbadania swojej decyzji – do sądu w apelacji białostockiej.

Takich spraw, gdzie lubelskie i białostockie organy ścigania wzajemnie „pomagają sobie” w tuszowaniu spraw, albo „aresztowaniach na zlecenie” – jest więcej. Będziemy sukcesywnie je ujawniać.

Afera w białostockiej prokuraturze: http://www.lexnostrum.eu/index.php/interwencjefull/items/afera-w-bialostockiej-prokuraturze-prokuratura-okregowa-w-lublinie-tuszuje-sprawe-.html

Maciej Lisowski

Dyrektor Fundacji „LEX NOSTRUM”

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Nurse Practitioners to Patients: Can We Talk?

Posted on 19 marca 2010. Filed under: Niebezpieczne, Petycje, Prawo, Wolność, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , , |


New Survey Shows NPs Want to Educate Patients About Dietary Supplement Usage

PR Newswire

WASHINGTON, March 10

WASHINGTON, March 10 /PRNewswire/ — Eighty-five percent of nurse practitioners agree that one of the roles of healthcare professionals is to provide their patients with information about dietary supplements, according to new research from the „Life…supplemented” 2009 Healthcare Professionals (HCP) Impact Study.

„Supplements can be overlooked, but they shouldn’t be,” says Barbara Dehn, RN, MS, NP with Women’s Physicians in Mountain View, Calif. and advisor to the „Life…supplemented” program. „Nurse practitioners are very interested in integrative healthcare options, looking at the overall wellness picture, and figuring out how we focus on health maintenance and preventive approaches.  I recommend my patients start with the basics: eat right, incorporate vitamins and other supplements, and exercise regularly.”

Nurse Dehn is not alone.  According to the study, nurse practitioners are personally incorporating the three pillars of health into their own lives:  84 percent said they try to eat a balanced diet, 95 percent take dietary supplements, and 64 percent exercise regularly.

Ninety-six percent of nurse practitioners recommend supplements, and their reasons are varied—most often for bone health (63 percent recommend for this reason), overall health and wellness (47 percent) and to fill nutrition gaps (44 percent).

Not only are they recommending supplements to their patients, but they’re talking about them.  Eighty-one percent of nurse practitioners personally inquire about which supplements patients are taking (and only three percent state that no one in the practice inquires about supplements).  When asked who brings up the subject of supplements most often, 55 percent of nurse practitioners say they personally ask, with 28 percent crediting nurse practitioners and patients equally, and only 17 percent crediting solely the patient.

Eighty-three percent of nurse practitioners say their patients are generally comfortable telling them about their supplement usage, but a smaller percentage (70 percent) feel their patients are generally honest and forthcoming about their use of dietary supplements.

„That dynamic has to change,” says Nurse Barb, of the latter statistic.  „I hope that patients know how open we are to hearing about their supplement use, especially if they’re on medications.  This is so we can ensure they’re aware of potential interactions with their drugs, but equally as important, so we can help address any nutrient depletions caused by medications.  At the same time, nurse practitioners, doctors, and all healthcare professionals have to do a better job being open to listening to patients when it comes to supplements.  These are mainstream products, and it’s our job to help our patients figure out which supplements best meet their individual needs.”

So which supplements are nurse practitioners taking?  Some examples include: multivitamins (79 percent) and calcium (63 percent); specialty supplements, such as Omega 3/fish oil (48 percent) and glucosamine/chondroitin (18 percent): and herbals/botanicals, such as green tea (23 percent); and fiber (17 percent).

„Patients should feel free to initiate the conversation about living a healthy lifestyle. Taking a proactive stance towards personal wellness is the best way to ensure optimal health for the future,” says Nurse Dehn.

Consumers can take that first proactive step by filling out „My Wellness Scorecard,” an online, free interactive tool that, once completed, provides an initial personalized wellness assessment with realistic steps to take toward better health. Individuals can take their results to a nurse practitioner or other healthcare professional, who can help develop a wellness regimen that works for them.

Methodology: Results from the 2009 „Life…supplemented” HCP Impact Study went public in December 2009 and comprise three separate surveys – (300) nurse practitioners, (300) pharmacists and (300) registered dietitians. Margins of sampling error at a 95 percent confidence level are +/- 5.7 percentage points for each of the groups of healthcare professionals surveyed. A nominal honorarium was given to each healthcare professional for completing the survey. Ipsos Public Affairs conducted the survey online. The first „Life…supplemented” HCP Impact Study of physicians, OB/GYNs and nurses was conducted online in November 2007. The second study of cardiologists, orthopaedic specialists and dermatologists was conducted online in September 2008.

About the „Life…supplemented” HCP Impact Study: The study is part of the „Life…supplemented” consumer wellness campaign, which is dedicated to driving awareness about the mainstream use of dietary supplements as an integral part of a proactive personal wellness regimen that combines a healthy diet, supplements and exercise. The study evaluates the personal attitudes and use of dietary supplements by healthcare professionals and whether their attitudes toward supplements affect their clinical behavior and recommendations to patients. The „Life…supplemented” campaign is managed by the CRN Foundation, an educational affiliate of the Council for Responsible Nutrition, the leading trade association for the dietary supplement industry. For more information: www.lifesupplemented.org.

SOURCE Life…supplemented

Read Full Post | Make a Comment ( 1 so far )

« Poprzednie wpisy
  • Google Translator

  • STOP kłamstwu tvn!

    STOP TVN, TVN24, POLSAT I WYBIÓRCZEJ - stop zakłamaniu w mediach masowych
  • Chroń medycynę naturalną/ Protect natural medicine all over the world
  • Podpisz petycję w obronie medycyny naturalnej i tradycyjnych systemów medycznych
  • Medycyna Tybetańsko-Mongolska, Akupunktura, Moksa, Ziołolecznictwo na PINTEREST.COM
  • Polub nas na FB

  • Instagram prof Enji

    There was an error retrieving images from Instagram. An attempt will be remade in a few minutes.

  • Artykuł o nagonce

  • Czwarty Wymiar o nagonce medialnej

    Artykuł w "CZWARTYM WYMIARZE" o nagonce medialnej na lekarkę Enkhjargal Dovchin "ENJI"
  • Artykuły w „ZC”

    Znaki Czasu - to obecnie jedyne czasopismo, które ma odwagę pisać jawnie o najważniejszych sprawach dotyczących zdrowia ludzkiego czyli Kodeksie Żywnościowym, Szczepieniach oraz alternatywnych metodach leczniczych.
  • MTM in Poland

    Mongolska Tradycyjna Medycyna w Polsce - MTM in Poland
  • LIST OTWARTY

    LIST OTWARTY PUBLICYSTÓW W OBRONIE TOLERANCJI I WOLNOŚCI WYKONYWANIA ZAWODU
  • Chmurka kategorii

  • Ankiety

  • Szybkie menu

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...