Dziennikarzom puszczają nerwy

Posted on 5 kwietnia 2010. Filed under: Cenzura, Chęć zysku w TVN, koncerny, Korupcja, matactwo | Tagi: , |


Opublikowano: 01.03.2010 

Jednym z dobrych znajomych mojego taty był pewien leśniczy. Był on byłym żołnierzem. Walczył we wrześniu 1939 roku. Często rozmawiał z tatą o walkach z Niemcami. Ale w sumie wracał do kilku tych samych opowieści. On sam był amunicyjnym przy ciężkim karabinie maszynowym. Celowniczym karabinu był Białorusin. Przy odpieraniu ataku chodziło o to, by pozwolić Niemcom podejść jak najbliżej, nie bliżej jednak niż na rzut granatem. Rozpoczęcie strzelania ze zbyt dużej odległości mogło spowodować dwie rzeczy: niezbyt skuteczne strzelanie do Niemców, wykrycie stanowiska cekaemu i następnie zlikwidowanie obsługi karabinu maszynowego. Taki sam skutek dawało pozwolenie na zbyt bliskie podejście Niemców. Celowniczy cekaemu musiał nie tylko mieć bardzo dobry wzrok, musiał także mieć wielkie opanowanie i odwagę. Nie wszyscy wytrzymywali.

Według opowiadań znajomego, wielkie wrażenie na nim robiło opanowanie Białorusina. Tak było w czasie odpierania ataków Niemców, tak było w czasie nocnych ataków na bagnety w czasie zdobywania Piotrkowa Trybunalskiego, który przechodził kilkakrotnie z rąk do rąk. W dzień miasto zdobywali Niemcy, w nocy odbijali je Polacy. Znajomy mojego ojca później razem z tym samym celowniczym brali udział w obronie Warszawy aż do jej kapitulacji i pójścia do niewoli niemieckiej 28 września 1939. Kiedykolwiek tato spotykał się ze znajomym przy małej wódce i herbacie, w jakimś momencie powracał wątek walk we wrześniu 1939 roku. Wielokrotnie bliskie spotkania ze śmiercią, widok załamujących się psychicznie żołnierzy, widok innych, którzy dawali przykład swoim zachowaniem, pozostał na trwale w pamięci leśniczego.

Później, w książkach, we wspomnieniach o II wojnie światowej wielokrotnie natykałem się na pozytywne opinie Polaków o postawie Białorusinów. Ci ostatni nie musieli walczyć do ostatnich dni września. Mogli dezerterować, opuszczać szeregi, kiedy wiadomo było, że wojna z Niemcami we wrześniu 1939 była już przegrana. Polska w końcu była krajem wielonarodowym. Różnie się układało między Polakami a mniejszościami narodowymi pod okupacją niemiecką lub okupacją ZSRS. Kiedy przywołuję w pamięci przeczytane książki, artykuły, rozmowy, odnajduję mało ocen negatywnych dotyczących zachowań Białorusinów wobec Polaków w czasie okupacji.

Aktualnie w mediach w Polsce co rusz pokazuje się Białoruś. Aleksander Łukaszenka jest dyżurnym prezydentem kraju wrogo nastawionego do mniejszości polskiej.

W oglądanym przeze mnie programie telewizyjnym rozmówcy mówili o tym, że na Białorusi mieszka 4 proc. osób pochodzenia polskiego. Statystyki zaś podają, że na Białorusi mieszka 10.045.000 osób. W tym 1.142.000 to Rosjanie, 237.000 to Ukraińcy. Oficjalne statystyki mówią, że na Białorusi ma być 396.000 osób pochodzenia polskiego.

No więc o co chodzi? Gdzie jest problem? Jeśli za przykład weźmiemy Rosjan, to jest ich w porównaniu do mniejszości polskiej trzy razy więcej, a o problemach z tą mniejszością się nie słyszy?

W czasie mojego niedawnego pobytu w Polsce zapytałem znajomych, którzy mają rodziny na Białorusi, o to, na czym polega problem Polaków mieszkających w tym kraju?

Moi rozmówcy powiedzieli mi, że prawda jest taka, że osób pochodzenia polskiego mieszkających na Białorusi jest według nich prawie 10 proc., czyli około miliona. Sprawa stosunków osób polskiego pochodzenia z Białorusinami jest złożona. Według moich rozmówców, osoby pochodzenia polskiego należą do białoruskiej elity. Są to lekarze, weterynarze, dentyści, prawnicy. Polacy są często nieco zamożniejsi od Białorusinów.

W okresie kiedy Białoruś była jedną z republik dawnego ZSRS, na stanowiskach kierowniczych w administracji państwowej republiki białoruskiej, w milicji, w wojsku, w KGB przeważnie byli Rosjanie.

Według moich rozmówców, w latach dziewięćdziesiątych paru ministrów białoruskiego rządu miało polskie pochodzenie.

Od roku 1994, kiedy to prezydentem Białorusi został Aleksander Łukaszenka, następuje stopniowe zastępowanie osób pochodzenia rosyjskiego i polskiego na stanowiskach kierowniczych w administracji państwowej, milicji, rdzennymi Białorusinami. Wiele osób nie afiszuje się polskim pochodzeniem, obawiając się utraty uprzywilejowanych stanowisk pracy.

Aleksander Łukaszenka utrzymuje dobre stosunki z Rosją. Białoruś kupuje od Rosji surowce energetyczne, czyli gaz, ropę naftową. Białoruś nie ma możliwości ze względu na swe położenie geograficzne na dokonanie zakupu gazu i ropy od innego państwa poza Rosją.

Sugestie polityków i komentarze dziennikarzy mówiące o tym, by Białoruś była mniej prorosyjska, są po prostu nierealne. To tak, jakby powiedzieć Białorusinom, marznijcie w domach, bo w ten sposób będziecie bardziej Europejczykami. Za to że nie kupicie gazu od Rosji, będą was kochać w Polsce i w Unii Europejskiej… Bzdura, prawda?

Według mnie, prezydent Łukaszenka nie jest prorosyjski. On manewruje. Chce, by Białoruś była bardziej dla Białorusinów. Według mnie, nie jest on też komunistą, którego czasami przezywa się poniżająco kołchoźnikiem. Według mnie, to raczej realista, który rozumie, że gwałtowne otwarcie gospodarki na kapitalizm może dla mieszkańców Białorusi, kraju, w którym nie ma ludzi doświadczonych regułami gry w gospodarce kapitalistycznej, przynieść więcej negatywnych skutków niż pozytywnych.

Weźmy przykład Rosji. Po upadku komunizmu potworzyły się tam mafie. Przemysł naftowy został wykupiony przez zagranicznych biznesmenów. Często biznesmeni ci nie płacili podatków. Szło to w parze z przedstawianiem tych ludzi przez nierosyjskie media jako osoby tworzące demokrację w Rosji. Dopiero powrót ludzi z aparatu służb specjalnych doprowadził do tego, że biznes naftowy zaczął płacić podatki, Rosjanie zaczęli otrzymywać emerytury i świadczenia socjalne.

Część z czytelników tego tekstu być może była na Kubie. Wielu zapewne zadało sobie pytanie o to, czy ten kraj powinien tak jak Polska dokonać obalenia tamtejszego systemu własności państwowej. Odpowiedź nie jest łatwa. Jeśli jutro dokonałaby się taka zmiana, to z miejsca pojawia się olbrzymi kapitał zagraniczny i pierwsze, co robi, to wykupi wybrzeże. W konsekwencji biedacy z wewnątrz wyspy nie będą mogli nawet wykąpać się w morzu, którego są współwłaścicielami. Nie obalać komunizmu, to pogrążać się w biedzie. I tak źle, i tak niedobrze. Myślę, że postrzeganie zagrożeń związanych z napływem obcego kapitału jest jednym z powodów tego, że na Kubie nie ma za dużo zwolenników obalenia tamtejszego systemu własności państwowej.

Upadek Związku Sowieckiego zaskoczył Białoruś i Białorusinów. Elity białoruskie były bardzo skromne. Na dodatek nie było tak jak w Polsce prywatnego rolnictwa, małego biznesu, nie było wolnego kapitału.

Aleksander Łukaszenka powoli otwiera się na kapitalizm i Europę. Wygląda na to, że chce zyskać na czasie, że chce wykształcić własne kadry, chce stopniowo nauczyć Białorusinów gospodarki rynkowej i stopniowo oddać im ich kraj w ich własne ręce. Osobiście nie widzę w tej postawie nic złego. Jak my, Kanadyjczycy czy Polacy, zachowalibyśmy się, gdyby nagle stało się tak, że przedstawiciele mniejszości zajmowaliby większość stanowisk kierowniczych w administracji, policji itd.?

Wydaje mi się, że część dziennikarzy polskich pisze o rządzie białoruskim źle, bo może tak pisać. Polscy dziennikarze nie oglądają się przy tym na przeszłość stosunków historycznych między Polakami a Białorusinami. Nie były one złe. Dziennikarze nie wybiegają też myślami w dalszą przyszłość.

Czy Białoruś będzie w przyszłości częścią Rosji, jak sugerują niektórzy? Uważam, że nie. Uważam też, że nie jest to intencja prezydenta Łukaszenki ani intencja samych Białorusinów. Gdyby tak miało być, to Łukaszenka nie zastępowałby Rosjan na stanowiskach kierowniczych w wojsku, administracji Białorusinami. Łukaszenka powoli chce uniknąć niezadowolenia samych Białorusinów, chce, by Białorusini stawali się bogatsi, by stawali się lepiej wykształceni i by stawali się właścicielami swego kraju. Prezydent Łukaszenka robi dokładnie to samo co nasz prezydent Lech Kaczyński. Paradoksalnie tego ostatniego też polskie i niepolskie media przedstawiają jako skrajnego nacjonalistę. Ponieważ polskie elity stoją jakoś na drodze do budowy elit białoruskich, prezydent Łukaszenka od czasu do czasu postraszy bogatszą i prężną mniejszość polską. Z drugiej strony, nie widać na Białorusi żadnych represji w sferze wolnych zawodów. Tutaj Polacy mają pełne pole do rozwoju.

Uważam, że w perspektywie 10 lat Białoruś będzie starała się otworzyć i bardziej współpracować z Unią Europejską. Dlaczego? Białoruś ma mało zasobów naturalnych. Kraj ten będzie musiał nauczyć się sprzedawać swoją wiedzę i swoją pracę. Rosja jeszcze długo nie będzie oferowała poziomu wiedzy, poziomu życia równego Unii Europejskiej. Dobrze by było, by polscy dziennikarze i polscy politycy dostrzegali, co daje Rosja, co oferuje Unia Europejska i by byli dalekowzroczni. Białoruś będzie potrzebowała bogatej mniejszości polskiej. Chodzi o to, żeby polscy politycy w przypływie miłości nie zaszkodzili mniejszości polskiej na Białorusi.

Delikatna jest różnica między kimś, kogo się naśladuje i od kogo chciałoby się uczyć, a kimś komu się zazdrości i kogo w sumie się nie lubi.

Przyjaźń, neutralność łatwo można zniszczyć. Polska miała w swej dalszej i bliższej historii wystarczająco dużo wrogów i ludzi jej nieprzychylnych.

Z punktu widzenia długofalowych interesów Polski, dobrze będzie, jeśli Białoruś będzie stabilna. Trzeba liczyć na to, że będzie częścią Unii Europejskiej. Do tego pobudzi Białorusinów impuls naśladowania zamożniejszych i lepiej żyjących Polaków.

Jestem w tej mierze optymistą. Dobrem jest to, że po stronie białoruskiej nie ma negatywnych dla Polaków wzorców-bohaterów, wzorców, które by dzieliły oba narody. Na Białorusi nie było kogoś na miarę Stepana Bandery.

Mam wrażenie, że Łukaszenka chce, żeby Białoruś była neutralna, żeby miała elity, i chce z tymi elitami wejść kiedyś do Unii Europejskiej. Dziennikarze w Polsce nie powinni oczekiwać od Białorusi niczego więcej niż tego, czego oczekiwaliby od polskiego rządu, gdyby przyszło mu pracować w podobnych do Białorusi warunkach. Nie powinny puszczać im nerwy. Dziennikarze w Polsce ulegają zbyt łatwo politycznej poprawności. Wydaje się, że uważają, że jak ktoś był w przeszłości dobry, to niezależnie jak się go opisze, to i tak dalej dobrym będzie. O kimś, kto, no cóż, w przeszłości nie zawsze zachował się tak, jak od niego oczekiwano, na wszelki wypadek pisze się dobrze.

Na Białorusi bardzo wiele osób, w tym i osób niepolskiego pochodzenia, mówi i czyta po polsku. Przyglądają się one temu, co się w Polsce pisze i mówi o ich kraju.

Lekarze mają zasadę, która mówi: po pierwsze, nie szkodzić. W odniesieniu do dziennikarzy zasada ta oznacza zachowanie spokoju, roztropności i optymizmu.

Autor: Janusz Niemczyk
Źródło: Tygodnik “Goniec” z Toronto

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Komu przeszkadzają chińskie inwestycje w Afryce?

Posted on 27 marca 2010. Filed under: rasizm, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , , , , , , |


Opublikowano: 21.03.2010 

Z czym kojarzy się nam Afryka? Zaryzykuję stwierdzenie, że 75% z nas, głównie z głodem, biedą, analfabetyzmem i konfliktami. Na drugim największym kontynencie świata (drugim również pod względem ludności) bieda aż piszczy. Pomimo ogromnych złóż naturalnych bogactw jest to najbiedniejszy i najsłabiej rozwinięty kontynent Globu pozostający nawet za plecami biednej Azji, a pomoc udzielana Afryce przez organizacje charytatywne ma charakter wybitnie doraźny i nie rozwiązuje codziennych problemów mieszkańców Czarnego Lądu, takich jak wysokie bezrobocie i brak jakichkolwiek szans na zmianę swojego położenia i odmianę losu.

W ostatnich latach w zacofanej Afryce inwestycje rozpoczęły Chiny, co wywołało… oburzenie (!) w wielu państwach zachodnich, pojawiły się nawet głosy o chińskim neokolonializmie. Tymczasem Chińczycy do biznesu w Afryce podchodzą niesłychanie poważnie. Minister Spraw Zagranicznych Yang odbywał w styczniu tradycyjne coroczne tournee po m.in. Maroku, Algierii, Nigerii, Kenii i Sierra Leone, a pod koniec roku podczas chińsko-afrykańskiego szczytu w Kairze, Kraj Środka udzielił krajom afrykańskim 10 mld pożyczki.

Chińczycy poczuli się wywołani do tablicy zadając słuszne pytanie – cóż złego jest w inwestowaniu w krajach, gdzie brak nawet najprostszej infrastruktury, dróg, kanalizacji czy szkół, a aby myśleć o wykorzystywaniu lokalnych złóż trzeba setek milionów dolarów inwestycji? Cóż złego jest w tworzeniu nowych miejsc pracy i dawaniu ludziom szansy zarobienia na chleb? Pojawiły się oczywiście zarzuty o to, że Chiny inwestują także w krajach, w których panują reżimy – chodzi głównie o Sudan i Zimbabwe, ale oczywiście nikt nie pamięta o tym jak tragicznie zadziałało embargo USA na Kubie, które w żaden sposób nie dotknęło elit Fidela Castro, ale za to potwornie zubożyło zwykłych kubańskich obywateli. Nikt również nie chce pamiętać, że embargo na leki nałożone na Irak doprowadziło do śmierci tysięcy irackich dzieci, dla których zabrakło najprostszych środków jak penicylina, podczas gdy irackie świty pławiły się w bogactwie. Podobną sytuację mamy w Sudanie i Zimbabwe, ale tęgie głowy w ONZ jakoś nie potrafią tego dostrzec, a może… po prostu nie chcą.

Skąd więc oburzenie zachodu? Skąd absurdalne zachowanie USA i części państw europejskich, dla których Afryka stanowiła dotąd zupełny margines? Dość powiedzieć, że subsydia w UE bardzo często rujnują niektóre sektory rolnicze w krajach subsaharyjskich, a niesiona Afryce pomoc to bardzo często przysłowiowa ryba, którą ludność najada się do syta na dwa dni, ale ta ludność potrzebuje de facto wędki – a zatem wykształcenia, pomocy w inwestycjach w infrastrukturę, nowych miejsc pracy – zamiast litościwych datków bogatych państw zachodu.

Analitycy są zgodni, pogrążone w kryzysie USA nie są w stanie ścigać się z poszerzającymi swoje wpływy Chinami, z kolei dla firm europejskich inwestycje w wielu afrykańskich krajach niosłyby ze sobą zbyt wielkie ryzyko finansowego fiaska. Chińczycy tymczasem są zdeterminowani, skorzy do podjęcia ryzyka nawet jeśli korzyści przyjdzie im czerpać dopiero w perspektywie kilku lat. Uzyskanie przez Chińczyków dostępu do złóż naturalnych Afryki jest oczywiście nie w smak gigantom świata zachodniego, którzy nie są w stanie dotrzymać kroku chińskim koncernom, stąd absurdalne zarzuty i pożałowania wręcz godna krytyka.

Yang w odpowiedzi na zarzuty odpowiada „To oczywiste, że nikt nigdzie nie inwestuje charytatywnie, również my liczymy na zyski, ale dajemy coś konkretnego w zamian, nowe miejsca pracy, szkolenia pracowników, rozbudowę infrastruktury (…). Nie rozumiem głosów oburzenia – Chiny w chwili obecnej importują jedynie 13% całego eksportu ropy z Czarnego Lądu, podczas gdy Europa i USA ponad 30%. Cała inwestycja naszego państwa w przemysł naftowy w Afryce stanowi 1/16 światowych inwestycji, znacznie mniej niż Europy i USA, a przecież ludność Chin stanowi 1/4 ludności globu”.

Najzabawniejsze jest to, że w tych politycznych przepychankach, o których czytamy w zachodniej prasie nikt nie zapyta o zdanie głodujących i bezrobotnych Afrykańczyków. Nikt nie zapyta czy mają ochotę nadal żyć za 1,5 dolara dziennie, a nierzadko przymierać z pragnienia i głodu, czekając być może kolejnych 30 lat na jaśniepanów z USA i Europy czy raczą, a może nie, wysupłać trochę grosza na inwestycje…

Źródło: Arabicae

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Matactwa w sprawie Drzewińskich?

Posted on 22 marca 2010. Filed under: lex nostrum, matactwo, Oszustwa mediów, przekupstwo policjii, przestępstwa policjii, łapówkarstwo policjii | Tagi: , , , , , , , |


Zdaniem Krzysztofa Czumy nieprawidłowości w sprawie uprowadzenia małżeństwa Drzewińskich nie mogły być zupełnie przypadkowe – podaje dziennik „Polska”.

Syn i były asystent obecnego ministra sprawiedliwości jako pierwszy nadał rozgłos sprawie zaginięcia Elżbiety i Wiesława Drzewińskich, małżeństwa zamieszkałego w Milanówku.  Kobieta zniknęła w październiku 2006 r. Wyszła z domu na próbę kościelnego chóru. Została uprowadzona z ulicy w biały dzień. Rok później – w równie tajemniczych okolicznościach – zaginął Wiesław Drzewiński, który został najprawdopodobniej siłą wyciągnięty z domu.
Błędy i zaniechania

Według ustaleń gazety policja oraz prokuratura nie sprawdziły co w dniu porwania Elżbiety Drzewińskiej robili lokalni gangsterzy. Według eksperta od spraw bezpieczeństwa, Jerzego Dziewulskiego, takie działanie byłoby wręcz obowiązkowe.

Śledczy nie podjęli też dość oczywistego wątku milanowskiej nieruchomości należącej do Wiesława Drzewińskiego. Otrzymał ją w roku 1982 od wujka mieszkającego w USA. Od lat usiłował wymeldować z domu wartego ok. 2,5 miliona złotych uciążliwego lokatora Piotra B., który starał się przejąć posesję na własność.

Zakupem domu było zainteresowane małżeństwo Kamili i Adama Krawczyków, które chciało na terenie nieruchomości zorganizować hurtownię zabawek. Mimo spotkań z Drzewińskimi w tej sprawie do transakcji nie doszło, ponieważ w roku 1994 Krawczykowie zostali zastrzeleni na parkingu samochodowym w Milanówku. Ten wątek również został bez wyraźnej przyczyny zlekceważony.

Podejrzani

W pierwszej fazie śledztwa za podejrzanych o uprowadzenie małżeństwa Drzewińskich zostali ich synowie: Wiktor i Piotr. Motywem miała być chęć przejęcia cennej nieruchomości. Policjanci argumentowali swoje podejrzenia tym, że synowie uprowadzonych z pewnym opóźnieniem informowali o zniknięciach rodziców.

– To oczywista nieprawda – mówi Krzysztof Czuma. – Obaj synowie zawiadomili policję jeszcze tego samego dnia, gdy nie wróciła matka, i kilka godzin po zniknięciu ojca. Twierdzenie, że zwlekali z zawiadomieniem organów ścigania, to po prostu kłamstwo.
Skandaliczne zachowanie policji

Policja starała się uwiarygodnić swoją wersję rozpowszechniając w Grodzisku Mazowieckim informacje, jakoby synowie Drzewińskich powiadomili organa ścigania dopiero kilka dni po zniknięciu ojca, nie podejmując przez ten czas żadnych działań, mających na celu wyjaśnienie tajemniczego zdarzenia.

Wersji policji nie potwierdza dokumentacja sprawy. Wynika z niej, że Wiktor i Piotr Drzewińscy alarmowali organa ścigania o obydwu sprawach, wielokrotnie nawołując do podjęcia prób ich wyjaśnienia. Pomimo tego policja nie przesłuchała pięciu świadków uprowadzenia Elzbiety Drzewińskiej oraz nie zabezpieczyła taśm miejskiego monitoringu z miejsca zdarzenia.

– Śledczy, którzy popełnili błędy tego kalibru, powinni usłyszeć zarzuty mataczenia i otrzymać za to surowy wyrok – twierdzi Maciej Lisowski dyrektor Fundacji „Lex Nostrum” zajmującej się pomocą osobom poszkodowanym przez wymiar sprawiedliwości.

Synowie Drzewińskich wyznaczyli nagrodę w wysokości 100 tys. złotych dla osoby, która udzieli informacje mogące stanowić pomoc w odnalezieniu ich rodziców. Nie przyniosło to żadnego skutku.

js, Polska The Times

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Ciąg dalszy afery w białostockiej prokuraturze

Posted on 22 marca 2010. Filed under: Niebezpieczne, Oszustwa mediów, Prawo, Sprzedajni dziennikarze, Urzędy, Wojna, Wolność, Zero prawdy, Złe Prawo | Tagi: , , , , , , , |


2010-02-25

Zasadność umorzenia śledztwa w sprawie afery w białostockiej prokuraturze ma zbadać sąd z apelacji białostockiej !

Otrzymaliśmy informację, iż zasadność zażalenia na umorzenie śledztwa w sprawie afery w białostockiej prokuraturze przez Prokuraturę Okręgową w Lublinie ma zbadać Sąd w Olsztynie, podległy Sądowi Apelacyjnemu w Białymstoku. Jest to decyzja Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Podsumowując sprawę:

1.      Prokuratura Rejonowa w Białej Podlaskiej stawia zarzuty dotyczące afery w białostockich prokuraturach.
2.      Wkrótce po tym, śledztwo przejmuje Prokuratura Okręgowa w Lublinie i je umarza.
3.      Postanowienie o umorzeniu zostaje zaskarżone.
4.      Prokuratura Okręgowa w Lublinie przekazuje sprawę zbadania swojej decyzji – do sądu w apelacji białostockiej.

Takich spraw, gdzie lubelskie i białostockie organy ścigania wzajemnie „pomagają sobie” w tuszowaniu spraw, albo „aresztowaniach na zlecenie” – jest więcej. Będziemy sukcesywnie je ujawniać.

Afera w białostockiej prokuraturze: http://www.lexnostrum.eu/index.php/interwencjefull/items/afera-w-bialostockiej-prokuraturze-prokuratura-okregowa-w-lublinie-tuszuje-sprawe-.html

Maciej Lisowski

Dyrektor Fundacji „LEX NOSTRUM”

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Co jeszcze wmówi nam telewizja?

Posted on 19 marca 2010. Filed under: Chęć zysku w TVN, Oszustwa mediów, Propaganda medialna, Sprzedajni dziennikarze, Zero prawdy | Tagi: , , , , , , , |


Nie daj sobą manipulować.

Kilka dni temu w Gruzji wybuchła panika po tym, jak w telewizji Imedi wyemitowano reportaż pokazujący inwazję rosyjskich czołgów i samolotów na ten kraj. Nagrania pochodziły z wojny rosyjsko-gruzińskiej o Osetię Południową w 2008 roku, jednak o tym, że materiał jest mistyfikacją, jego twórcy poinformowali dopiero na zakończenie, kiedy wielu widzów wpadło już w panikę. Jak doniosły agencję, podczas emisji materiału co najmniej jedna osoba zmarła w wyniku zawału serca, a telefony przerażonych Gruzinów spowodowały zawieszenie linii telefonicznych.

http://www.youtube.com/watch?v=YNB3gx3v1Bo&feature=player_embedded

Reportaż z miejsca budzi skojarzenia z legendarnym słuchowiskiem radiowym Orsona Wellesa „Wojna Światów” wyemitowanym w 1938 roku. Zdarzenia przedstawione tam były tak sugestywnie, że wielu Amerykanów uwierzyło w atak Marsjan na naszą planetę. Dziś przekazy radiowe nie mają już takiego wpływu na ludzi, rolę radia przejęła telewizja.

Telewizja jest medium wprost wymarzonym do manipulacji ludźmi. Sam przekaz telewizyjny sprawia wrażenie realności, nie wymaga przy tym dużego wysiłku intelektualnego ani użycia wyobraźni. Telewizja jest dostępna. Dla wielu ludzi telewizor jest meblem, a jego oglądanie tak naturalne jak jedzenie czy picie. Dostępność, naturalność i przeźroczystość jest wskazywana przez socjologów jako głównie czynniki sprawiające, że telewizja jest wymarzonym narzędziem manipulacji.

Manipulacja w programach informacyjnych

Przykładem serwisu informacyjnego stosującego manipulację na szeroką skalę jest amerykańska stacja FOX News, przez niektórych nazywana tubą republikanów i Georgea W. Busha. Manipulacja wiadomościami była tam dokładnie zaplanowana i zorganizowana. Medioznawczyni Sylwia Krajewska pisze, że władze Fox News instruowały dziennikarzy, które materiały prezentować w pierwszej kolejności, które potem, a które zupełnie pomijać.

Skutecznym zabiegiem okazał się staranny dobór zaproszonych gości. Analiza czasu antenowego w II połowie 2003 roku wykazała, że republikanie stanowili 83% rozmówców. Wobec przeciwników politycznych na wizji stosowano takie triki jak gwałtowne przerywanie rozmowy, wyłączanie mikrofonu czy światła.

Ale najgroźniejszą bronią Fox News był strach. Stacja umiejętnie wzbudzała w ludziach poczucie zagrożenia sprawiające, że Amerykanie wpadli w spirale paranoi, domagając się silnej władzy. Efekt? W sondażu z 2.10.2003 roku widzom Fox News i PBS/NPR zadano identyczne pytanie: „Czy światowa opinia publiczna popiera inwazję USA na Irak?” Pozytywnie odpowiedziało 7 razy więcej widzów Fox News niż widzów PBS/NPR.

Na tym klipie doskonale widać, jak Fox News szczuje Amerykanów na Irak i Iran:


http://www.youtube.com/watch?v=hohIgioeb0E&feature=player_embedded

Ale z informacją manipulującą mieliśmy do czynienia także w polskiej telewizji. 18 stycznia 2002 r. w programie Fakty telewizja TVN wyemitowała materiał dotyczący instalacji Pasja artystki Doroty Nieznalskiej. Przedstawiała ona fotografię męskich genitaliów na krzyżu.

Szokująca „Pasja” Doroty Nieznalskiej Fot. Stefan Kraszewski/PAP

Relacja telewizyjna tak poruszyła kilka osób – w tym dwoje posłów LPR – że artystka została oskarżona o obrazę uczuć religijnych, a sprawą zajął się sąd. Jego werdykt był zaskakujący. Sąd uniewinnił Nieznalską, uznając że to media wypaczyły sens jej pracy. Sędzia podkreśliła, że pokrzywdzeni mogli poczuć się dotknięci przedstawionymi przez media treściami. Problem w tym, że treści te znacząco różniły się od sensu całej instalacji.

TVN dokonała w tym przypadku manipulacji w celu wywołania skandalu i zwiększenia oglądalności – uznał sąd powołując się na jednego z biegłych.

Manipulacja w reklamie

Oczywistym kanałem manipulacji jest reklama telewizyjna. Tworzy styl życia, nowe potrzeby, narzuca swój punkt widzenia.

Doskonałym przykładem manipulacji jest reklama podprogowa. Co to takiego? Najkrócej można rzec, że mamy z nią do czynienia wówczas, gdy człowiek reaguje na bodźce, których istnienia nie jest świadomy. Klasycznym jej przykładem jest wklejanie w taśmę filmową 1/20 sekundowych klatek zawierających dany przekaz. Ich oddziaływanie jest kodowane w pamięci z pominięciem świadomości.

Psychologowie do dziś spierają się co do skuteczności reklamy podprogowej. Przeciwnicy argumentują, że jednoznaczne zjawisko progu nie istnieje, faktem jest jednak to, że ten typ reklamy jest zakazany w wielu krajach.

Jednak manipulację niesie ze sobą nie tylko reklama podprogowa. Niebezpieczna jest reklama przekazująca informacje, których wiarygodności odbiorca nie może sprawdzić. Przykładem mogą być reklamy funduszy emerytalnych, które masowo pojawiły się w polskiej telewizji na początku tego wieku. Obiecywały one dostatnią, wręcz luksusową jesień życia. Dla Polaków fundusze emerytalne były wówczas absolutną nowością, co agencjom reklamowym stwarzało idealną okazję do zastosowania technik manipulacyjnych. Odbiorcy nie byli w stanie w żaden sposób sprawdzić, czy mogą dać wiarę informacjom przedstawionym w reklamie.

O manipulacji możemy śmiało mówić także w przypadku reklam z gwiazdkami odsyłającymi odbiorcę do informacji nieco ukrytych, napisanych mniejszą czcionką. To celowa robota, wielu odbiorców jej nie przeczyta. Przykład? Ta lokata daje 7% zysku w skali roku. Drobnym drukiem jest dopisane: przy kwotach powyżej 100 tysięcy złotych.

Manipulacja w spotach wyborczych

Oskarżenie o manipulację pojawiło się w trakcie ostatniej kampanii wyborczej na Ukrainie. Wywołał ją klip wyborczy Olgi Tymoszenko, w którym prezydent Francji Nicholas Sarkozy, kanclerz Niemiec Angela Merkel, premier Polski Donald Tusk ściskają dłoń Julii Tymoszenko. Lektor mówił w tym czasie, ze oświadczają oni, że Tymoszenko jest jedynym demokratycznym i proeuropejskim kandydatem na prezydenta Ukrainy.

Klip wywołał ostrą reakcję sztabu jej rywala Wiktora Janukowycza.

Tymoszenko jest samozwańcem. Ani Sarkozy, ani Merkel, ani Tusk nie wygłaszali żadnych oświadczeń z poparciem dla jej kandydatury w wyborach prezydenckich – oświadczyła w odpowiedzi Hanna Herman, wiceprzewodnicząca Partii Regionów i bliska współpracownica Janukowycza.

Źródło: http://www.hotmoney.pl/artykul/co-jeszcze-wmowi-nam-telewizja-12409

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

  • Google Translator

  • STOP kłamstwu tvn!

    STOP TVN, TVN24, POLSAT I WYBIÓRCZEJ - stop zakłamaniu w mediach masowych
  • Chroń medycynę naturalną/ Protect natural medicine all over the world
  • Podpisz petycję w obronie medycyny naturalnej i tradycyjnych systemów medycznych
  • Medycyna Tybetańsko-Mongolska, Akupunktura, Moksa, Ziołolecznictwo na PINTEREST.COM
  • Polub nas na FB

  • Instagram prof Enji

    There was an error retrieving images from Instagram. An attempt will be remade in a few minutes.

  • Artykuł o nagonce

  • Czwarty Wymiar o nagonce medialnej

    Artykuł w "CZWARTYM WYMIARZE" o nagonce medialnej na lekarkę Enkhjargal Dovchin "ENJI"
  • Artykuły w „ZC”

    Znaki Czasu - to obecnie jedyne czasopismo, które ma odwagę pisać jawnie o najważniejszych sprawach dotyczących zdrowia ludzkiego czyli Kodeksie Żywnościowym, Szczepieniach oraz alternatywnych metodach leczniczych.
  • MTM in Poland

    Mongolska Tradycyjna Medycyna w Polsce - MTM in Poland
  • LIST OTWARTY

    LIST OTWARTY PUBLICYSTÓW W OBRONIE TOLERANCJI I WOLNOŚCI WYKONYWANIA ZAWODU
  • Chmurka kategorii

  • Ankiety

  • Szybkie menu

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...