Zabójcza medycyna naturalna, a poglądy zakłamanych racjonalistów.pl

Posted on 21 października 2010. Filed under: chińska medycyna, Chęć zysku w TVN, codex alimentarius, kodeks żywnościowy, leczenie ziołami, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, racjonalista.pl, tradycyjna medycyna chińska, zioła chińskie, zioła mongolskie | Tagi: , , , , , , |


ANH Press Release: Appeal to European herbal sector

Press Release
For immediate release

 

20th October 2010

 

APPEAL TO EUROPEAN HERBAL SECTOR
Funding urgently required for ANH/Benefyt joint initiative

Download as pdf

Alliance for Natural Health International (ANH-Intl) and the European Benefyt Foundation (EBF) today launch their fundraising appeal for their joint strategy in dealing with the immense challenges facing the European herbal sector from April 2011 onwards.

The two organisations are appealing to stakeholders in the sector, particularly manufacturers, suppliers and practitioners, to help contribute to the appeal which will fund specifically legal rather than administrative costs.

The strategy itself was launched via a Position Paper issued on 1st September 2010.

Robert Verkerk PhD of ANH-Intl said, “The diverse elements within Europe’s vibrant herbal sector need now to step up to the plate, and make a contribution if they want to safeguard their ability to sell the kinds of herbal products they’ve been selling up until now. A lot of the preparatory work for our 3-pronged initiative with EBF has already been done. The main requirement for funding now is payment of our external lawyers, which are among the best available. We are not asking for a single cent to cover either EBF’s or ANH’s running costs despite so much of the work being done in-house”.

ANH-Intl and EBF have announced their appeal in advance of this coming weekend’s CAM Expo in London, launching a 5 minute ‘call to action’ video (see below) to draw attention to the need for support for its proposed judicial review of the EU directive on traditional herbal medicinal products. The video was made by a division of the UK’s largest independent television network, ITN Productions, and will be shown at CAM Expo this weekend.

 

 

ANH-Intl and EBF’s joint initiative aims to help facilitate the development of three distinct regulatory regimes for herbal products in Europe. These are: 1) a food supplement regime for common herbs and herbal products that have been associated with foods, the diet and food supplements for many years; 2) a modified, simplified product registration scheme for traditional medicinal products born out of a substantially amended European Directive (24/2004/EC) that fulfils its originally proposed purpose of allowing ready registration of over-the-counter products intended for use without the supervision of a practitioner, and; 3) a new regulatory framework specifically for statutorily regulated practitioners, in which products are dispensed following specific recommendation by the practitioner.

In this call to action, Chris Dhaenens of EBF added, “Those of us who are stakeholders have to take responsibility for doing what we can to create a fair and equitable regime for herbal products in Europe. The consumer has the right to demand safe products but at the same time we cannot allow over-regulation to deprive consumers and practitioners of choice. We have everything to play for still, but we need unity as well as funding for the vital next stages of our joint work with ANH”.

Stakeholders in the UK, Ireland and Scandinavia are asked to contact ANH-Intl, while those in all other parts of Europe, should contact EBF. Funds received by both organisations will be allocated in a fully transparent manner by a joint coordinating committee comprising key representatives of both organisations.

ENDS.

 

CONTACT

For further information, please contact:

ANH-Intl: Sophie Middleton (campaign administrator), tel +44(0)1306 646 600 or email info@anhinternational.org

European Benefyt Foundation: Chris Dhaenens or Harrie Sandhövel, tel +31 320 251 313 or email info@benefyt.eu

EDITOR’S NOTES

ANH call to action video [5 min]

QR code for video

qrcode

ANH-Benefyt position paper

Position paper title: Working collaboratively to maintain the supply of products associated with traditional systems of medicine in Europe from 2011 onwards

Download PDF

About ANH International

www.anhinternational.org
www.anh-europe.org

Alliance for Natural Health International is an internationally active non-governmental organisation working towards protecting and promoting natural approaches to healthcare. ANH-Intl campaigns across a wide range of fields, including for freedom of choice and the use of micronutrients and herbal products in healthcare. It also operates campaigns that aim to restrict mass fluoridation of water supplies and the use of genetically modified foods. Through its work particularly in Europe and the USA, the ANH works to accomplish its mission through its unique application of ‘good science’ and ‘good law’. The organisation was founded in 2002 by Dr Robert Verkerk, an internationally acclaimed expert in sustainability, who has headed the organisation since this time. The ANH brought a case against the European directive on food supplements in 2003, which was successfully referred to the European Court of Justice in early 2004. The ruling in 2005 provided significant clarification to areas of EU law affecting food supplements that were previously non-transparent.

About the European Benefyt Foundation

EBF is the result of the merging interests and concerns of two parties: The Belgian professional association O.P.P.As (Oriental Plant Promotion Association) and two Dutch operators in the field of Ayurveda. Together we have monitored the evolution and the interpretation of EU and national legislation in the past few years. We have come to the conclusion that under this legislation traditional disciplines will either be exterminated or else will survive as a ludicrous caricature of the original. As far as we are concerned, under the actual directives, the EU regulatory authorities are throwing the baby away with the bathwater. We will try, in an open dialogue with our partners, to develop viable alternatives to preserve those systems in the CAM healthcare landscape in the EU.

About the Traditional Herbal Medicinal Products Directive (THMPD)

For further information about the EU directive on traditional herbal medicines (THMPD) and concerns over its implementation, please download the ANH briefing paper.

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Big Pharma – fakty i mity o marketingu i badaniach

Posted on 27 września 2010. Filed under: lekarka mongolska, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, leki syntetyczne, medycyna alternatywna, medycyna chińska, medycyna mongolska, Propaganda medialna, przekupstwo policjii, przestępstwa policjii, racjonalista.pl, zabójcza medycyna | Tagi: , , , , |


Jaki udział w cenie leków i w budżecie firm farmaceutycznych mają nakłady na badania i rozwój (R&D – research and development)? Przeciwnicy Big Pharma mogą być dużo bliżej prawdy niż obrońcy przemysłu farmaceutycznego w tej kwestii.

Od dawna już chciałem napisać coś o przemyśle farmaceutycznym, zwłaszcza o Big Pharma, czyli największych korporacjach, które zdominowały ten rynek. Tym co mnie zniechęcało jest fakt, że nie mam wystarczającej wiedzy by swobodnie poruszać się w tych dziedzinach. Nie oznacza to jednak, że nie mogę zwrócić uwagi czytelników na kilka istotnych zagadnień i zapoznać z wynikami kilku badań naukowych.

Inspiracją do napisania tekstu była dyskusja na Blog de Bart o tym jaki udział w cenie leków i w budżecie firm farmaceutycznych mają nakłady na badania i rozwój (R&D – research and development). Myślę, że w tej kwestii przeciwnicy Big Pharma mogą być dużo bliżej prawdy niż obrońcy przemysłu farmaceutycznego.

Marc-André Gagnon i Joel Lexchin w artykule The Cost of Pushing Pills: A New Estimate of Pharmaceutical Promotion Expenditures in the United States oszacowali koszty promocji leków w USA na 57,5 mld USD w 2004 roku czyli 24% wartości sprzedaży przemysłu farmaceutycznego w 2004 roku, która wyniosła 235 mld USD. W tym samym roku przemysł farmaceutyczny wydał 31,5 mld USD na R&D, czyli 13% wartości sprzedaży, przy czym kwota ta obejmuje PUBLICZNE ŚRODKI przekazane na prywatnych korporacjom na rozwój nowych leków. Czy te wyniki znacząco różnią się od rezultatów innych NIEZALEŻNYCH (nie sponsorowanych przez Big Pharma) badań? Nie.

Marcia Angell oszacowała udział marketingu (samego marketingu – bez kosztów administracyjnych) na 33% wartości przychodów sektora w 2001 roku. Uczyniła to na podstawie ekstrapolacji danych ze sprawozdania finansowego firmy Novartis, które rozdzielało marketing i administrację.

W 2006 roku Consumers International rozesłał ankiety do 20 największych europejskich firm farmaceutycznych. Na podstawie 5 odpowiedzi, które otrzymał ocenił, że wydatki na marketing stanowiły od 31% do 50% sprzedaży tych firm.

Dwa badania, z 1989 roku i 1993 roku, oszacowały, że wydatki na marketing stanowią odpowiednio 22,% i 24% całkowitej sprzedaży.

Wreszcie, profesor Prasad Naik w artykule The ‘Big Pharma’ Dilemma: Develop New Drugs Or Promote Existing Ones? oszacował, że wartość wydatków na marketing już istniejących produktów jako odsetek sprzedaży ogółem wzrósł od lat 70′ do czasów współczesnych z 32% do 39%. W tym samym czasie wartość wydatków na R&D jako odsetek sprzedaży wzrosła z 5% do 17% a wydatków na produkcję leków spadła z 43% do 23%. Dane dotyczą notowanych na giełdach firm farmaceutycznych.

Jest także analiza Public Citizen (tutaj mała uwaga: Public Citizen to centrolewicowy instytut badawczy i organizacja lobbingowa, stawiająca sobie za cel walkę z nadmierną władzą korporacji w USA i mająca w swojej agendzie min. walkę z energetyką jądrową), który w raporcie o Big Pharma przedstawił taką strukturę udziału zysków, wydatków na R&D i wydatków na marketing i administrację w przychodach ogółem firm farmaceutycznych z listy z Fortune 500 z 2002 roku. W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że wydatki na administrację nie ‘powinny’ stanowić więcej niż kilka procent przychodów.

Za Public Citizen

Za Public Citizen

Podsumowując, istnieje wystarczająco dużo badań i analiz by opinię o tym, że wydatki na R&D Big Pharmy stanowią około połowę wydatków na marketing i promocję uznać za wiarygodną. Co więcej biorąc pod uwagę nadzwyczajne wskaźniki rentowności Big Pharmy w porównaniu z resztą publicznie notowanych spółek można także przyjąć, że coroczne zyski Big Pharmy są większe niż wydatki na R&D.

Za Public Citizen

Za Public Citizen

Oczywiście na tym nie kończą się rozważania o faktach i mitach dotyczących R&D w przemyśle farmaceutycznym. Należy zwrócić uwagę na kilka istotnych czynników. Po pierwsze, zwiększanie wydatków na R&D nie zawsze przekłada się na zwiększenie ilości ‘odkrytych’ leków. W latach 1993-2005 wydatki na R&D zwiększyły się o 147%. W tym samym czasie liczba leków ‘przesłanych’ do zatwierdzenia przez FDA zwiększyła się o 38%. Po drugie, znacząca część nakładów na R&D kierowana jest na pracę nad ‘me too drugs’, czyli kopiami już istniejących leków. W latach 1989-2000 na 1035 zatwierdzonych przez FDA leków tylko 24% miało tak zwaną priorytetową ścieżka zatwierdzania przyznawaną lekom dokonującym istotny postęp w leczeniu lub zapobieganiu chorób. Po trzecie, w wydatkach na R&D zawarte są fundusze publiczne. Z pięciu najlepiej sprzedających się leków w USA w 1995 roku, wszystkie zostały opracowane przy pomocy znaczącego wsparcia środków publicznych, które dla całej grupy stanowiły 55% wartości nakładów na R&D.

Proszę nie zrozumieć powyższych danych opacznie. To nie są dowody na istnienie spisku lecz na to, że przemysł farmaceutyczny jest nieefektywny z punktu widzenia pacjentów. Po prostu, w przemyśle farmaceutycznym interesy Big Pharmy i pacjentów są w niektórych przypadkach trwale rozbieżne i firmy farmaceutyczne stosując się do rynkowego imperatywu (jedynym społecznym obowiązkiem przedsiębiorcy jest dbanie o interes akcjonariuszy) zmuszone są podejmować decyzje służące zwiększeniu zyskowności przedsiębiorstw a nie stanu zdrowia społeczeństwa.

Moim skromnym zdaniem, nic nie ilustruje tego problemu lepiej niż ‘leki sieroce’, czyli ‘orphan drugs’. Niezwykle trudno jest firmie farmaceutycznej znaleźć motywacje do produkcji leku na chorobę, na którą cierpi 5 000 ludzi na świecie jeśli koszt opracowania leku jest taki sam jak specyfiku leczącego chorobę, na którą cierpi 1 000 000 ludzi na świecie.

Autor

Trystero

http://blogi.ifin24.pl/trystero/2010/01/10/big-pharma-%E2%80%93-fakty-i-mity-o-marketingu-i-badaniach/

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Zioła medycyny chińskiej – Zespół Medycyna Tybetańska prof. Enkhjargal Dovchin

Posted on 15 września 2010. Filed under: gabinet medycyny naturalnej, leczenie ziołami, lekarka mongolska, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna chińska, medycyna mongolska, medycyna tybetańska, mongolska lekarka, racjonalista.pl, tradycyjan medycyna chińska, walka o prawdę, zioła | Tagi: , , , , , |


Zioła w medycynie chińskiej zajmują szczególne miejsce, to właśnie za ich pomocą leczono wszelkiego typu choroby i drobne dolegliwość. Leki te nie tylko mieszanki roślin ale też i składniki zwierzęce oraz liczne minerały. Leki te mają na celu nie tylko leczenie chorób ale też i działalność typowo profilaktyczną polegającą na ochronie przed chorobą i jej nie dobrymi skutkami. Według legendy Kucinskiej przygoda z ziołami zaczęła się do prostego rolnika który próbował wielu ziół , ponad stu po to aby ratować się przed chorobą.

Z czasem zauważono że nie które odmiany roślin mają wartość leczniczą i już w jedenastym wielu przed nasza erą powstały w Chinach pierwsze zapiski na temat ziół leczniczych. Rozwój zielarstwa przypada na okres panowania dynastii tang w tym czasie gospodarka zaczęła się gwałtowanie rozwijać do doprowadziło do rozwoju zielarstwa, powstała nawet specjalna księga z rysunki ponda ośmiuset gatunków roślin zielarskich.

Wcześniejsze opisy ziół opierały się tylko i wyłącznie na obserwacji ich działania dopiero w okresie panowania chińskiej republiki ludowej zaczęto je bardzo gruntowanie badać od strony botanicznej. Dzięki tego typu badaniom ustalono rzeczywiste działanie ziół oraz ich skład chemiczny. Jednocześnie założono fabryki ziół które sprzedawały je masowo. Chiny czerpią swZioła- prof. Enji - dr Enjioje zioła z otoczenia pozwala na to bardzo różnorodny klimat dzięki któremu rośnie tutaj wiele ziół. Obecnie można na terenach Chin spotkać nawet osiemset gatunków ziół nic więc dziwnego że są one rozprowadzane na skale światową w ogromnych ilościach. Najważniejszym jednak etapem w dziedzinie zielarstwa jest zbiór ziół, jest ona tak ważny ponieważ w rożnych etapach wzrostu roślin mają one nie co inne właściwości i trzeba to wiedzieć aby z rośliny uzyskać najmocniejsze preparaty.

Jeśli chodzi o zioła to korzysta się z ich rożnych części nie koniecznie muszą być to liście ponieważ bardzo często jest to na przykład korzeń tak jest w przypadku korzenia lubczyku który to ma największe właściwości lecznicze. Zioła w kulturze chińskiej zajmował zawsze bardzo ważne miejsce po dziś dzień sytuacja ta prawie nie uległa zmianie ponieważ głęboko wierzy się w uzdrawiaczom moc tych roślin. Co ważne Chińczycy potrafili wykorzystać naturalne dobra natury ponieważ wszystkie leki jakich używali brały się właśnie z ich otoczenia. Najczęściej zioła spotkać można było nie tylko w lesie ale tez na polu czy w lesie .Chiny są nie tylko największym światowym potentatem w dziedzinie zielarstwa ponieważ tam zioła produkuje się masowo ale też najwięcej go eksportują do innych krajów.

W Chinach mało kto korzysta z pomocy lekarza ponieważ woli sam leczyć się domowymi ziołami które nie są tak inwazyjne i przede wszystkim bardzo naturalne. Co jest bardzo ważne w Chinach na leczenie choroby nigdy nie stosuje się jednego zioła tylko kilka mieszanek które dobrze ze sobą współgrają do tego jednak trzeba mieć odpowiednią wiedzę medyczną którą doskonali się nawet latami po to aby dojść do precyzji.

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Dieta z zastosowaniem ziół

Posted on 14 września 2010. Filed under: dieta, zielarstwo, zioła, ziołolecznictwo | Tagi: , , , |


Bardzo pomocna w kształtowaniu odporności organizmu ludzkiego jest również dieta, powinna być ona przede wszystkim bogata w antyoksydanty, czyli przeciwutleniacze. Związki te przede wszystkim walczą z wolnymi rodnikami, dzięki czemu nasz system odpornościowy jest bardziej skuteczny w walce z wirusami. Do grupy antyutleniaczy można zaliczyć witaminy z grupy a, c można ich szukać w owocach i warzywach. Najwięcej jest ich w marchwi i brokułach nie można pominąć też wszelkich cytrusów. Witaminy, jaki składniki mineralne są bardzo ważne w naszej diecie, ponieważ wspomagają nasz układ odpornościowy, jeśli ich brakuje wtedy nasz organizm jest wyraźnie osłabiony i szybko łapie wszelkie wirusy. Wystarczy jedynie, aby dieta była różnorodna i zbilansowana i wtedy nie musimy się martwić o to, że zmiana temperatury może wywołać chorobę lub spadek odporności. Zioła

Dlatego tez warto jadać dużo, ale zdrowo tak, aby nasz organizm mógł z pokarmu czerpać wszystko to, czego aktualnie potrzebuje i naturalnie bronił się przed chorobą. To, co jemy widoczne jest w naszym wyglądzie, czyli możemy mieć do czynienia z nadwagą lub niedowagą każdy z tych stanów odbija się naturalnie na naszym zdrowiu. Dieta to nie tylko warzywa i owoce czy też mięso to również zioła a tych nie powinno w niej zabraknąć. Niestety zazwyczaj zamieniamy je solą i pieprzem a nie jest to zbyt zdrowe. Stosując tego typu przyprawy możemy tylko wywołać u siebie zgagę oraz szereg poważniejszych przypadłości. Wszystko jednak można zmienić, jeśli tylko w naszej kuchni używane będą odpowiednie zioła, mamy ich bardzo wiele od wyboru.

Wystarczy już nawet sam pieprz zamienić na ziołowy, aby zmniejszyć ryzyko wystąpienia zgagi oraz innych nie miłych objawów. Zioła oprócz tego, że zmniejszają możliwość wystąpienia rożnych schorzeń dodatkowo wzbogacają smak i aromat każdej potrawy. Najczęściej w kuchni polskiej spotykamy takie zioła jak bazylia tymianek wszystkie one są zdrowe i aromatyczne, przez co zyskują na tym nasze potrawy. Trzeba zaznaczyć, że nawet nadmiar soli jest szkodliwy i sprzyja wielu chorobom w tym też zawałowi, dlatego też watro ją zamieniać na zioła typu bazylia suszone warzywa. Dieta to nie tylko to, co jemy, ale tez i co pijemy. Jeśli pokusimy się o coś tłustego na posiłek wtedy możemy być pewni ze wystąpią pewne nie dogodności ze strony układu pokarmowego, wszystko jednak można zneutralizować wystarczy tylko po posiłku napić się mięty, aby pobudzić trawienie lub nawet zjeść kleik z lnu, aby osłonić przełyk i w ten sposób nie dopuścić do zgagi, która jest bardzo nie przyjemna.

Jak widać zioła nie tylko można jadać z rożnymi potrawami można je również pić i wtedy możemy być spokojni o nasza dietę oraz o wagę. Zioła znakomicie spisują się jako przyprawy, ale tez i jako leki, ponieważ chronią organizm ludzki przed różnego typu dolegliwościami, które nie koniecznie są pożądane a często występują z powodu naszej nie wiedzy. Jeśli nie stosujemy ich jako przyprawy to zawsze możemy je wykorzystać jako napoje do picia będzie to na pewno zdrowe dla nas.

http://www.bioking.com.pl/dieta-z-ziol.html

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Medycyna Naturalna – co jest naturalne? – Zespół Medycyna Tybetańsko-Mongolska

Posted on 9 września 2010. Filed under: ANH, ANH fight for true, ANH walka o prawdę, dr Enji, enji, herbal medicine, homeopatia, kodeks żywnościowy, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna mongolska | Tagi: , , , , |


Working constantly in the natural health field, it is important that we have a strong understanding of what ‚natural’ is. This feature represents a multidisciplinary journey, one that perhaps raises more questions than it answers.

Feature Summary:

  • A description of ‚natural’ is reliant on individual perception. Any examination of it comes with numerous limitations due to knowledge base, perception of reality, limitation of the English language, and lack of public acceptance of ideas that don’t hold a robust scientific base
  • 1 proposal = Natural means that which exists without intervention of the human species
  • Considering the concept using physics (gamma rays in relation to our interaction with outerspace V’s human-engineered nuclear devices), chemistry (Primordial Elements that have existed in one form or another prior to the creation of planet Earth V’s new-to-nature molecules) and biology (exchange of genetic material among species V’s genetic manipulation by humans)
  • Continuum: that which occurs naturally in the absence of any interaction with the human species, to where things are generated through the activity of humans.
  • To create or not create. Our suspicion over processes, chemicals or forms of radiation that are not viewed as being natural is perhaps little more than a reflection of our need to impart a sense of responsibility over that which we are accountable. By definition, we have no control over that which exists independently of humans.

Multiple, parallel realities. Multiple universes. Multiple histories. Multiple opportunities. Over 10 dimensions. These are among the concepts we need to take on board if we are to accept some of the most current explanations for ‘what is’, as presently mapped by M-theory. M-theory, like string theory that preceded it, helps us to better understand reality. But these theories remind us of the limitation of human perception. And let’s remind ourselves that our reality is limited by our individual perception—and that our perception is, in turn, linked to the picture given to our conscious and subconscious mind from information gathered by our senses. These pictures are of course not only conditioned by the environment from which these data have been issued, they are also affected by our individual genetic and epigenetic landscape.


Planet Earth

With this ‘super-scape’ in our mind’s eye, this essay seeks to explore the meaning of the word ‘natural’. There are numerous limitations to any examination of this subject, not least of all the limitation of our knowledge base and our perception of reality, the limitation of the English language (and the author’s use of it) and the lack of public acceptance—in contemporary western society—of ideas that do not hold a robust scientific base. While it might be just as appropriate to use a metaphysical or even spiritual or religious approach to investigate the subject matter, a more broadly scientific approach will be used, if for no other reason that this approach befits the multidisciplinary scientific background of the author.

Natural: an anthropocentric concept

In the barest of terms, I would like to propose that natural means that which exists without intervention of the human species. But categorisation between natural and unnatural will often be blurred, given that the extent and type of human intervention will need to be considered. As such, we must accept that the concept of ‘natural’ is completely anthropocentric.

Humans represent just one of the multiple millions of species—both discovered and yet undiscovered—that exist, or have existed, on planet Earth. Strangely, while we regard the honey made by bees or the cyanide within apple seeds as natural, we might think differently about a toxic green slime made by an extra-terrestrial being. For the time being, let’s not only be anthropocentric, let’s also be focused primarily on those elements of our reality that most have come to accept as the human perception of reality, as experienced on planet Earth through our limited senses, awareness and intelligence. We will make this journey by considering the concept of ‘natural’ through lens of the three major disciplines of science: physics, chemistry and biology, as well as through the borders between them.

In some respects, the separation of these, and indeed of all other, scientific disciplines is a form of artificial reductionism used by humans to aid our understanding of complex processes. It is our limited intelligence that requires such reductionism, and it is reductionism that complicates our perceptions of the extent to which something is natural. So, while studies of distinct types of atoms and specific combinations of particular atoms in the form of molecules constitutes the foundation of chemistry, the physics of sub-atomic particles can be equally important. For instance, the nature of an atom’s electron configuration, or the behaviour of sub-atomic particles in relation to each other and, in turn, their relationships with other factors, can be explained, even if only partially, both in terms of physics and chemistry. The way in which these atoms, and various configurations of bonded atoms as molecules, then interact with the biotic environment can be explained, not only in terms of physics and chemistry, but also in biological terms. And, as practitioners of the metaphysical would be likely to be among the first to ask, who is to say that these three scientific disciplines, at their current level of development, are sufficient to allow us to understand reality? That’s probably why the Theory of Everything, which aims to unify or explain through a single model the theories of all fundamental interactions of nature, is still such a topic of hot debate and is unlikely to emerge from the realms of theory any time soon.

With these limitations recognised and appreciated, how might we categorise substances or processes in relation to their naturalness? Should we, for example, regard a chemical molecule that exists naturally in the environment as unnatural if the very same chemical structure is assembled by human beings within a laboratory? Or should we give such chemicals a special classification, such as ‘nature-identical synthetic’? It probably makes sense to do so, as any form of sub-categorisation tells us additional information about the origins of a substance that would otherwise be lacking. And what if a naturally occurring microorganism is forced to metabolise nature-identical substances in a laboratory, producing metabolites or by-products not normally found in the natural environment? Shall we call these ‘bio-synthetics’? For the reason given above—it probably makes sense.


Perfectly white cut apple

The same rationale can be applied to an F1 hybrid of dahlia that you may have cultivated in your garden. Or it could be applied to a variety of apple that doesn’t readily go brown after being bitten or cut? In the latter case, such apples, commonplace in today’s supermarkets, have been ‘selected’ by plant breeders because of their low content of the peroxidase, the enzyme which causes the familiar browning reaction following the exposure of the fruit tissue to oxygen. Retailers and consumers are said to prefer apples that don’t brown readily, but most don’t realise that the enzyme exists to protect the apple from attack by opportunistic pathogens. But if growers are ready with their arsenal of agro-chemicals, why should they be concerned with the peroxidase content?

Physics

In relation to our interaction with outer space, gamma rays exist naturally, being part of the cosmic radiation background to which we are exposed. We many not be able to explain every nuance and mechanism responsible for their generation, type or direction, but we think of background gamma radiation as a form of natural radiation precisely because it is not the result of our intervention.

By contrast, the high-energy gamma radiation experienced by the unfortunate inhabitants of Hiroshima and Nagasaki in 1945 cannot be seen as ‘natural’. Humans had worked hard to find ways of harnessing the radiant energy of specific types of atom. They did this within the confines of human-engineered nuclear devices. Since demonstrating the remarkable power that can be released from an atom of hydrogen, humans have continued to wield this power over their enemies as a deterrent. But this very same power, propagated through an expanding population of nuclear fission reactors, has also been harnessed to generate electricity. We think of these two contrasting applications as unnatural because they occur as a result of our meddling with the laws of nature. The gamma radiation that kills, maims or generates electricity occurs naturally, but neither its application nor its level of exposure to human beings—to our knowledge—occurs in the natural world.  Yet we feel comfortable describing the similar nuclear fission reactions as natural when they occur without any input from our species, whether this is within our own or adjacent galaxies, or perhaps, as some scientists believe, within the molten core of our planet.

Such a framework which characterises the quality and quantity of our exposure to specific elements within our environment serves a useful purpose when examining the human health consequences of particular technologies. The extremely low frequency electromagnetic radiation (ELF) that emanates from mobile telephones, telecommunications masts, DECT phones, wireless communication devices, powerlines and other sources of radiofrequency/microwave radiation (RF/MW) is a case in point. Humans have produced a plethora of sources of these forms of radiation and the resulting exposures dramatically exceed natural background levels. It is consequently the type and exposure level of ELF produced by human-made devices that concerns  the scientists investigating the human health and environmental consequences of wireless communication technologies.

In further examining the concept of ‘natural’, let us now shift away from the field of physics and look instead at another scientific discipline; chemistry.

Chemistry

The ‘periodic table’ gives us a useful toolbox for understanding the world around us in chemical terms. The essential configuration of the table, albeit with many gaps compared with today’s version, was first proposed in 1869 by a Russian chemist by the name of Mendeleev. Even today, chemists will admit there are more elements to be discovered, especially beyond our own planet, or as a result of nuclear experimentation. To-date, some 112 elements have been identified, and of these 94 are thought to be naturally-occurring, even though they might only exist in miniscule amounts or be short-lived. Around 80 elements are considered stable in their solid, liquid, or gaseous forms. Accordingly, they are regarded as ‘primordial elements’, in that they have existed in one form (isotope) or another prior to the creation of planet Earth. The last of these to be discovered was francium—in 1939. A small, more recently discovered group, typically itemised at the bottom of current versions of the periodic table, can be referred to as the ‘trace radioisotopes’ group. These are naturally-occurring products of radioactive decay. In relative terms, they are very short-lived and are found in the Earth’s crust or atmosphere in minute (trace) amounts. Plutonium-239 or uranium-236, produced following neutron capture within naturally-occurring uranium, are examples of such trace radioisotopes.


Periodic table

There is however one more category of elements in our current version of the periodic table. It is the ‘synthetic elements’. These are thought to be so unstable that, even if they were formed during the creation of our solar system, they have long since decayed. We consider these elements to be synthetic because they have only been found as products of experiments using nuclear reactors or particle accelerators. Elements like uranium, thorium, polonium and radon may be unstable, but since they are found naturally within the Earth’s crust or atmosphere, they cannot be regarded as synthetic. Rutherfordium, hassium and copernicium are examples of synthetic elements. Other elements have yet to be discovered or produced.

Following WWII, a massive explosion of organic chemistry occurred. This chemistry, characterised by the reaction of different elements, in different states, together with the single element carbon, provided much of the impetus for the chemical, agro-chemical and pharmaceutical industry. It allowed corporations to expand at an unprecedented rate, this capitalisation being based on the production of unique carbon-based chemical structures which could then be patented. Naturally-occurring molecules cannot be patented as their pre-existence in our natural environment precludes novelty which is required to successfully obtain a patent.

At the heart of the debate over what is a natural molecule, is of course, not just the origin of the elements that comprise the molecule, but the existence of the chemical in the absence of any manipulation by human beings. For some, understanding the divide between the naturally-occurring chemicals and those that are usefully described as ‘new-to-nature’ is a valuable way of understanding human responses to our chemical environment.

Biology

In evaluating what is constitutes a natural chemical, we should now move to the interface that divides chemistry and biology. It is both incorrect and overly simplistic to argue that natural chemicals are safer to humans than artificially created ones. However, it has been amply demonstrated that human beings, along with all other animals, have developed complex detoxification systems for chemicals that occur naturally within our bodies or those ‘environmental chemicals’ to which we are exposed naturally. Many of these are ingested in our food, especially in plant-based foods. For most of us, our ingestion of food represents our most intimate exposure to the chemical world around us. Among the natural plant-based chemicals that are most protective against cancer, are actually those that are also toxic to insects, fungi or bacteria that seek to use those plants as a food source.  The glucosinolates within brassica vegetables are good examples of this. But as Paracelsus argued around 450 years ago, it is “the dose that makes a poison”. So while such phytochemicals may indeed be toxic at high doses, their absence from our diet may be associated with an increased risk of disease.


Traditional Chinese Medicine

Some of the most valuable herbal medicines have similar characteristics. Ancient herbal medicine traditions, such as Ayurveda from the Indian subcontinent and traditional Chinese medicine, were first documented over 4,000 years. But this documentation does not represent the first usage of plants for medical purposes. Plant medicine was likely well established in hominids many thousands, or hundreds of thousands, of years prior to this. This is supported by the fact that closely related primates such as chimpanzees, bonobos and orangutans are all accomplished users of plant medicines. It follows therefore that herbal medicine may have preceded the evolution of our species.  Ingested in the right amounts, the products of particular plant parts, as well as their specific combination, can help support the proper functioning of metabolic processes within our bodies. In other words, such products can ‘heal’ us if we are diseased, or they can prevent the occurrence of disease. Most simply, they can promote homeostasis. Used incorrectly however, as with any toxic material, they can cause harm.

Importantly, if we are to accept the essential tenets of ‘natural selection’, as first proposed by Darwin, it may be that the duration of time to which we have been exposed to certain chemicals is of pivotal importance to the way by which we react to them. More exposure time means more adaptation time. Time is not only required to evolve ways of making particular chemicals less dangerous, time also offers the opportunity of enabling our bodies to utilise the beneficial properties of plants and other chemical constituents of our food.

Since life on our planet first emerged, probably a billion or more years ago, up until recently, an intricate dance between living things and non-living things has played out. In essence, this dance has existed between the biotic and abiotic natural world. The unnatural, human-created world only emerged in earnest following the Industrial Revolution of the 1800s. But the extent and nature of human interference in natural processes has catapulted forward dramatically in the last half century. In human evolutionary terms, 50 years is but the blink of an eye. It represents less than 9 seconds of a 24-hour clock depicting the possible 500,000 year evolution of our species.

Such a train of logic leads us of course to the subset of biology that we refer to as genetics. Life is coded by a series of chemicals arranged in highly specific ways. Our uniqueness can be explained genetically by understanding the precise arrangement of these chemicals to create a particular type of information. The information is in turn held within our DNA (deoxyribonucleic acid) within the sequence of pieces of DNA that we call genes. The Human Genome Project, as of 2003, informed us that all of the variation within our species is coded for by around 20,000 genes. These genes in turn express some 300,000 or so different polypeptides, enzymes and proteins, produced through the transcription of messenger RNA (mRNA). RNA differs from DNA only that it is comprised of a ribose sugar, rather than a deoxy ribose one. This revelation denigrated the ‘one gene-one polypeptide/enzyme/protein’ hypothesis that had been relied upon in molecular biology since it was first proposed by Beadle and Tatum in 1958, a proposal that led to the joint award of a Nobel Prize.

Genetic material can be exchanged among species, or, sometimes, other closely related organisms. In fact it is this fact that has been central to the taxonomic categorisation of our planet’s organisms. We therefore believe that there are preset, natural rules which govern the exchange of genetic material from the germline cells (gametes) of one organism to another. We think of this kind of genetic exchange as natural.

It is the disruption of these natural genetic rules that makes so many people question the wisdom of genetic engineering. Many are suspicious of the technology even without any awareness of scientific evidence of its harm to humans, other animals or other elements of the environment. Genetic manipulation—the domain of biotechnology—can therefore be seen to be responsible for products which can no longer be regarded as natural. While a genetically-modified (GM) maize variety, viewed by governmental regulators as ‚substantially equivalent’ to its non-GM cousin, may look outwardly identical to its non-GM cousin, it should not be regarded as natural. It may have been modified through the incorporation of an alien genetic cassette to allow it to be resistant to one company’s herbicide, as is the case with Monsanto’s Roundup resistant crops. Alternatively, genetic material encoding for a toxic protein from a species of soil bacterium, Bacillus thuringiensis (Bt), may have been introduced to the maize plants’ DNA. Neither the method of gene insertion, nor the occurrence of the foreign genes expressing the specific trait, are able to occur without manipulation by humans. It is the breach of the natural laws governing genetic exchange that provides such grounds for concern among those apprehensive about the human health and environmental risks associated with outdoor release of genetically-modified organisms (GMOs).

MON810

While plant or animal breeding programmes also lead to genetic combinations that would not normally occur in nature, the processes that actually govern genetic exchange in such programmes still work within the parameters of the laws of nature.

Like with chemicals, the precise way by which humans manipulate genetic material raises further questions over how natural a given organism might be. Simple binary logic, in which something is natural or not, just make way for a continuum which tells us something about the extent of its naturalness.

Concluding remarks

Within the scientific disciplines of physics, chemistry and biology, we’ve been able to consider a rationale—from our unashamedly anthropocentric perspective—for what makes something natural.

We’ve been able to differentiate between the substance or entity, and the process.  A chemical or radiation source might be natural, but is its existence, form, type or level of exposure within the ranges we might expect if humans had not intervened in any way? Alternatively, the process by which a substance, entity or organism is produced might be natural or unnatural. If the process is unnatural, we think of it as artificial even if the output from the process is identical to that which is yielded through processes that are independent of humans. Animal cloning or even in vitro fertilisation are thus regarded as unnatural processes, despite the fact that their progeny cannot be readily distinguished using current scientific means from those produced naturally.

We therefore must accept, as with so many forms of categorisation, that the simple distinction between natural and unnatural, or natural and synthetic or artificial, is necessarily crude. It may even be less than accurate. This greying of the boundaries between that which exists both with and without the intervention of our species yields a continuum. The continuum stretches, at one extreme, from that which occurs naturally in the absence of any interaction with the human species, to the other extreme, where things are generated through the activity of humans, the outputs being at odds with anything that might have existed previously. Most substances to which we are exposed, whether they are present in our food, our water or in the air we breathe, exist somewhere between these two extremes.

Whether a substance is identical to, a lot like, or only slightly like, one that exists naturally, might be of great consequence to our health, or even our survival. Equally, it might be of little or no significance. But whether it is of great, or little, significance, is not actually relevant to the positioning of the substance on the continuum.

We should keep reminding ourselves of the limits of our knowledge, perception and understanding. To an extra-terrestrial surveying our planet, the effects of activities of any of the organisms inhabiting the planet might be regarded as natural. Why should the effects wrought by one organism be segregated from those of millions of other organisms sharing the same planet?

As the organism responsible for such profound environmental change within our recent history, many are unsurprisingly concerned about what we are doing to our planet. These concerns are framed within our own awareness and particular systems of perception. They are also framed by our particular forms of intra-species (verbal and non-verbal) communication. Many of us will not yet be able to interpret the relevance of M-theory, or even understand how parallel universes or realities might exist. But most are guided by an innate and intuitive ‘feel’ which dictates that the more natural something is, the more acceptable it is.

Many also recognise that ‘natural’ doesn’t necessarily mean ‘safe’. In terms of today’s scientific understanding, especially within the discipline of toxicology, at least as important as the innate characteristics of the substance (or form of radiation) itself, is the nature and degree of our exposure to it. For toxicologists, dosage is seminal, although we might consider not blindly accepting over-simplistic notions about typical dose-response relationships. Toxicologists are however greatly limited by methodologies that consider the context of our exposures. Currently, very little attention is paid to the effects of mixtures of chemicals, both natural and unnatural, to which we are exposed daily. Scientific reductionism could be regarded as having hindered as well as helped our understanding of our natural environment, of which we are but one biotic component. On a daily basis we are learning more about the extraordinarily complex interactions that occur within our environment, using our much-loved, but somewhat limited, tools of physics, chemistry and biology.

We have, literally, only just began scraping the surface of what is likely to really be going on. We should therefore be modest enough to avoid making claims as to the ultimate truth (if there is such a thing) concerning both our reality and the operation of the world around us. It is always helpful to keep thinking as big as we can. After building understanding within our artificial scientific compartments, we then need to remove the compartments to achieve higher awareness. To push forward our awareness of our situation, we need to keep returning to the widest, most ‘macro’, unreduced and non-compartmentalised perspective we can find. M-theory provides us with one such perspective.

Our suspicion over processes, chemicals or forms of radiation that are not viewed as being natural is perhaps little more than a reflection of our need to impart a sense of responsibility over that which we are accountable. By definition, we have no control over that which exists independently of humans. However, we can choose either to create or not create those things we view as synthetic, semi-synthetic, bio-synthetic or even nature-identical. In this way, we are therefore able to act as arbiters over those human-created elements of our perceived existence.

Long may such responsibility continue, on the grounds that it is coupled with the highest level of awareness and understanding that we can muster.

ANH-Europe Homepage

Health Choice campaign page

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Zabójcza medycyna naturalna – czy terapie witaminowe są szkodliwe? – komentarz prof. Enkhjargal Dovchin

Posted on 5 września 2010. Filed under: dr Enji, enji, gabinet medycyny naturalnej, lekarka mongolska, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna chińska, medycyna mongolska, medycyna tybetańska, mongolska lekarka, nagonka medialna, racjonalista.pl, rasizm, sklepy zielarsko medyczne, Sprzedajni dziennikarze, zabójcza medycyna, zioła chińskie, zioła mongolskie, łapówkarstwo policjii | Tagi: , , , , , , , , , , |


Czy witaminy są zabójcze i dla kogo?

Dr Aleksandra Niedzwiecki
Dyrektor Instytutu Naukowego Dr Ratha, Santa Clara, Kalifornia
Kwiecień 2008

Wiele osób może być zaskoczonych ostatnią nagonką skierowaną przeciwko suplementacji witaminami w telewizji, czy też na polskich stronach internetowych (np. TVN24.pl, onet.pl, „Wiadomości” TVP1). Dlaczego po ponad roku od opublikowania badania grupy naukowców z Serbii, Danii i Włoch (JAMA, 28 luty 2007) właśnie dzisiaj media odwołują się znów do wyników tych badań pod dramatycznymi tytułami: „Zabójcze witaminy..”, czy „Naukowcy: witaminy mogą skracać życie”?

Każdy z nas wie, że najskuteczniejszą metodą manipulacji opinii ludzi jest strach i ta metoda została wybrana przez środki masowego przekazu. Jest to szczególnie niepokojące, gdyż ok. 54% Polaków używa multiwitamin i nieuzasadniona panika może prowadzić do uszczerbku na ich zdrowiu i nawet życiu. Szczególnie, że informacja „odgrzana” przez tzw. Cochrane Collaboration i szerzona w Polsce nie służy ani poprawie zdrowia społeczeństwa, ani też nie bazuje na rzetelnej i obiektywnej informacji naukowej.

W tym dokumencie chciałabym przedstawić niektóre aspekty związane z tą akcją.

1. Przyjrzyjmy się dokładniej pracy badawczej nad witaminami tak opublikowanej przez Cochrane Collaboration

Praca przedstawiona przez Cochrane Collaboration w kwietniu tego roku nie jest rezultatem najnowszych przeprowadzonych „testów”, ale powieleniem wcześniejszych danych opublikowanych przez tych samych autorów w czasopiśmie JAMA w lutym 2007 roku (tom 297). Badania te zawierały wiele nieprawidłowości, które autorzy skorygowali w jednej z nastepnych edycji JAMA (tom 299).

Przedstawiona praca nie jest badaniem klinicznym, ale tzw. meta-analizą, czyli statystyczną ewaluacją dostępnych publikacji różnych badań klinicznych z użyciem witamin i przedstawioną jako pojedyncze badanie. Spośród 815 badań obejmujących suplementacje witaminą A, witaminą E, beta karotenem, witaminą C i selenem autorzy z Serbii, Danii i Włoch autorytatywnie wybrali tylko 68 do swojej analizy opublikowanej w 2007 roku, a do opublikowanej obecnie – wybrano 67 badań. Spośród tej małej grupy danych, kolejne wyselekcjonowane przez nich badania (47), prowadzone na osobach cierpiących na różne choroby, wskazywały, że dodatek dietetyczny beta karotenu, witaminy A lub E zwiększa śmiertelność o 5%. Z drugiej strony pozostałe 21 badań (wersja 2007 roku) wykazało odwrotny skutek, mianowicie że suplementacja tymi mikroelementami zmniejsza śmiertelność o 9%. Z powodu subiektywnej i nie sprecyzowanej selekcji badań użytych do tej analizy, autorzy wykluczyli duże i dokładnie kontrolowane badania dokonane w prowincji Linxian w Chinach i badnia IGSSI Prevenzione we Włoszech. Badania w Chinach wykazały, że suplementacja beta karotenem, witaminami: A, C, E i selenem zmniejsza śmiertelność o 6% (Journal of the National Cancer Insitute), podczas gdy badania kliniczne we Włoszech (opublikowane w czasopismie medycznym Lancet) wykazały o 8% zmniejszoną śmiertelność przy suplementacji witaminą E. Dlaczego wyniki tych badań zostały zignorowane? Badania te zostały zaakceptowane w czołowych publikacjach naukowych w USA i Anglii, co jednak nie było wystarczającym kryterium dla autorów tej meta-analizy. Włączenie tylko tych dwóch dobrze kontrolowanych badań całkowicie zmieniłoby końcowy wniosek autorów. Jednakże autorzy dokonali już wyboru, który udowodniłby wynik, jaki chcieli otrzymać. To nie jest nauka – to jest manipulacja.

Dodatkowe problemy tej analizy:

* w wybranych przez naukowców 47 badaniach pacjenci ze zdiagnozowanymi różnymi chorobami (choroby serca, Parkinsona, choroby oczu, przewodu pokarmowego, wątroby, rak skóry itp.) przyjmowali witaminy i jednocześnie kontynuowali terapie lekami, co oczywiście miało zróżnicowany wpływ na końcowy wynik. Co więcej – w przypadku wielu z tych badań – pacjenci brali nie tylko analizowane witaminy, ale przyjmowali równocześnie inne przeciwutleniacze, zioła, suplementy diety lub dodatkowe różne leki (antybiotyki, leki przeciwko wrzodom żołądka, statyny i wiele innych), co również może maskować lub zmieniać końcowy wynik. Połączenie tak różnych badań nie daje pewności, czy wynik końcowy jest rezultatem brania jednej wybranej substancji, czy interakcji z innymi witaminami, lub też lekami.
* chociaż wybrano do analizy mikroelementy o właściwościach przeciwutleniaczy, żadne z tych badań nie testowało rozmiaru stresu oksydacyjnego przed i po braniu tych witamin. To tak jakby testowano środki na obniżenie ciśnienia nie mierząc go ani przed ani po rozpoczęciu kuracji.
* dawki suplementów w badaniach wybranych do analizy skrajnie się różniły, jak również czas ich brania, np. włączono do analizy badania zarówno dawki z użyciem 10 IU witaminy E, co jest poniżej dziennej rekomendowanej dawki (RDA = 22 IU), jak i z użyciem 5000 IU dziennie. Podobnie witamina A była podawana w ilościach 1333 IU (rekomendacja dzienna jest 2333 IU dla kobiet i 3000 IU dla mężczyzn ), jak również w dawkach 200 000 IU (maksymalny limit jest 10 000 IU), gdzie powszechnie wiadomo, że wysokie przedawkowanie witaminy A niesie działania uboczne. Nie trzeba być naukowcem, by spodziewać się innych efektów w zależności od dawki. Nawet więcej – traktowano tak samo rezultat brania witaminy przez 1 dzień (!), przez 28 dni, czy 14 lat!. Nie trzeba mieć dyplomu naukowego, by zrozumieć, że efekt np. picia szklanki mleka dziennie będzie inny po 1 dniu i po 14 latach – jednak dla autorów tej publikacji nie robi to różnicy. Co więcej, to tak jakby nie brać pod uwagę różnicy między piciem jednej szklanki mleka i kilkunastu litrów dziennie.
* śmiertelność pacjentów w różnych badaniach była rozpatrywana, jako wynik suplementacji witaminami, chociaż przyczyny śmierci były skrajnie różne. Włączały one zarówno śmierć z powodu choroby serca, raka, złamania biodra, jak i śmierć w wypadkach i z powodu samobójstwa. Jeżeli witaminy zwiększałyby ryzyko śmierci – powinno to być zaobserwowane przynajmniej w niektórych badaniach klinicznych i takie badania byłyby przerwane. Nic takiego nie miało miejsca w przeprowadzonych badaniach. Co więcej, wszystkie badania z zastosowaniem witaminy E (54 badań) i beta karotenu (24 badania) nie wykazały żadnego wpływu na śmiertelność, a do tego suplementacja selenem wskazała na statystycznie potwierdzone obniżenie śmiertelności.

Badania te były bardzo krytykowane przez wielu naukowców, lekarzy i specjalistów w dziedzinie żywienia, o czym artykuły skromnie milczą. Wśród krytyków była również Dr Bernardine Healy, poprzednio dyrektor Naukowego Instytutu Zdrowia w USA (NIH ), a obecnie dyrektor zarządu Czerwonego Krzyża i członek Prezydenckiego Komitetu Doradców w Sprawach Nauki i Technologii. Jej komentarz dotyczący badań opublikowanych w JAMA mówił, że: „Miksując tak różne badania w jedno ogromne badanie obejmujące 232 606 pacjentów i prowadząc do tak upraszczającego i zaskakującego wniosku jest bez sensu. Oczywiście statystyki mogą udowodnić wszystko. Ale to badanie zaprzecza podstawowym zasadom meta-analizy. Porównywane badania muszą być podobne. Znaczy to, że należy porównać „jabłka do jabłek”, co w tym przypadku znaczy – przynajmniej dobrać podobnych pacjentów, porównywalne dawki suplementów i podobny czas ich brania. Podstawowym pytaniem, jakie musimy sobie zadać przed zaakceptowaniem takiego badania jest, czy selekcja poszczególnych badań opiera się na zdrowym rozsądku i czy ma sens z punktu racjonalnego i medycznego. W obu przypadkach te zasady zostały pogwałcone.”

2. Ignorancja faktów na temat wpływu witamin na nasze zdrowie

Musimy zdać sobie sprawę z faktu, że badania kliniczne z zastosowaniem suplementów mają różne ograniczenia. To nie jest badanie pojedynczego leku, substancji obcej dla naszego organizmu i metabolizowanej jako toksyna. Mikroelementy są niezbędnym składnikiem metabolizmu każdej komórki naszego ciała i co więcej są one obecne zarówno w czasie, jak i przed rozpoczęciem testu, jako składniki codziennej diety, co oczywiście zmniejsza impakt statystycznej ewaluacji ich działania.

Jednocześnie od prawie stulecia nauka i praktyka wskazują na ogromny pozytywny wpływ witamin, minerałów i innych niezbędnych składników odżywczych na funkcję naszego ciała. Informacje te są udokumentowane w podręcznikach biologii i medycyny, jak i zawarte w licznych publikacjach badań klinicznych i naukowych. Szereg badań z udziałem dziesiątków tysięcy pacjentów wykazało pozytywny wpływ suplementacji na jakość i długość naszego życia. Również badania naukowe wskazują, że wyższe niż RDA dawki witamin mogą pozytywnie modulować metabolizm organizmu nawet przy zmianach genetycznych, czy też selektywnie zabijać komórki rakowe.

Dziewięć nagród Nobla zostało przyznanych za badania w dziedzinie witamin i ich wpływu na zdrowie, niestety kontynuacja tego kierunku badań ustąpiła miejsce badaniom w kierunkach farmakologicznych. Dokonane w ostanich latach odkrycia naukowe Dr Ratha i potwierdzona w pracach naszego Instytutu skuteczność działania medycyny komórkowej otwierają możliwości naturalnej kontroli wielu chorób, włączając w to choroby serca, nowotworowe, osteoporozę, czy też wzmacnianie obrony immunologicznej.

3. Jaki jest cel popularyzacji pseudo-naukowych badań dyskredytujących medycynę naturalną?

Publiczne kampanie na temat szkodliwości witamin przeczą logice, podstawom wiedzy naukowej i praktyce, jednakże pozwalają ich sponsorom osiągnąć jeden cel: sianie wątpliwości w skuteczność działania substancji naturalnych, których stosowanie konkuruje z rynkiem leków. Witaminy nie są patentowalne, w związku z tym nie zapewniają tak wysokich zysków, jak substancje chemiczne (leki), które chronione patentami są źródłem miliardowych dochodów liczonych w dolarach lub euro dla ich producentów. Co więcej, leki generują wiele niepożądanych działań ubocznych prowadząc do nowych schorzeń i tym samym zwiększając zapotrzebowanie na coraz to nowe leki. Tymczasem witaminy i inne substancje odżywcze mogą usuwać źródła chorób prowadząc do ich eliminacji, a w związku z tym zawężają rynek zbytu na leki.

Taktyka siania wątpliwości w skuteczność suplementacji witaminami nie jest nowa. Przemysł tytoniowy używał jej efektywnie przez dziesiątki lat sponsorując i popularyzując badania, których celem było i jest podważanie związku między paleniem papierosów i rakiem płuc, czy innymi chorobami. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, ale… używając naukowych metod i oczywiście ogromnej machiny marketingowej kształtującej opinię publiczną. Nie jest tajemnicą, że firmy farmaceutyczne przeznaczają ogromne sumy na finansowanie ekspertów i badań w celu obrony i powiększania swoich zysków komercyjnych. Dzisiaj zarówno metody, jak i zakres działania tej propagandy w mediach dotyka nas na każdym kroku, grając na naszej podświadomości i stosując inne metody manipulacji opinii publicznej.

Dla wielu osob Cochrane Collaboration nie jest dobrze znaną instytucją. Zgodnie z informacją dostępną na stronach Internetowych jest to organizacja przedstawiająca się, jako nie bazująca na proficie i niezależna. Skąd więc pochodzą jej fundusze? Organizacja ta jest wspierana finansowo przez wydawnictwo John Willey & Sons (czołowy wydawca czasopism i publikacji z dziedziny medycyny, nauki i techniki), jak również przez fundusze rządowe i pochodzące od prywatnych organizacji. Dyskusja nad opracowaniem zasad dotacji i utrzymaniem niezależności od dawców (włączając w to firmy farmaceutyczne) została w tej organizacji zainicjowana dopiero w końcu 2003 roku pod wpływem różnych głosów krytycznych. Dopiero w kwietniu 2006 przedstawiono nowe zasady sponsorstwa, co wskazuje, że nie był to łatwy proces. Jednakże realizacja tych zasad nie jest ani gwarantowana ani skutecznie kontrolowana.

Cochrane Collaboration została założona w 1999 roku, czyli po około roku od założenia Instytutu Naukowego Dr Ratha w Kalifornii i w 7 lat po opublikowaniu kluczowych prac naukowych przez Dr Ratha i Linusa Paulinga na temat odkryć w dziedzinie naturalnej kontroli źródła chorób serca i rozsiewu raka w organizmie. Nasz cel – budowa nowego systemu opieki zdrowotnej bazującego na naukowo udokumentowanych naturalnych metodach i rozwój kierunków badań prowadzący do obniżenia i eliminacji chorób, a nie maskowania ich symptomów, był ogólnie znany od samego początku. Oponenci tego celu, czyli biznes bazujący na ekspansji chorób, zdawali sobie sprawę, że by kontynuować działanie muszą dyskredytować lub hamować dostęp do tej informacji. Organizacje o tzw. „niezależnym” charakterze czy tzw. „eksperci naukowi” często budujący swoje kariery na finansowym sponsorstwie ze strony biznesu farmaceutycznego odgrywają dużą rolę w tym procesie.

4. Dlaczego te znane już od roku wyniki badań zostają propagowane w teraz?

Wiedza na temat medycyny komórkowej odbija się coraz szerszym echem w Polsce. Dyskusje na ten temat odbywają się na stronach Internetowych, w salach wykładowych i prywatnych mieszkaniach. Coraz więcej ludzi rozumie, że zdrowia nie mierzy się ilością zrealizowanych recept, ale odpowiednią dietą, stylem życia i suplementacją witaminami w dawkach opartych na synergistycznym działaniu ich składników.

Coraz więcej ludzi nie chce zaakceptować, że ich zdrowie to źródło miliardowych dochodów i ogromny, globalny biznes. Ma to swoje konsekwencje. Zasady maksymalizacji zysków, a nie społeczna, czy indywidualna wartość odkrycia decydują o wyborze kierunków badań naukowych. W związku z tym promowane są te dziedziny, które wiodą do rozwiązań patentowych. Jako takie – przemysł farmaceutyczny inwestuje miliardy w rozwój lekow, przemysł żywieniowy buduje swoje zyski na GMO, czy biotechnologia na rozwoju terapii genowej. Nie ma tu miejsca i funduszy na rozwoj kierunków promujących witaminy, mineraly, czy naturalne sunstancje, których nie można patentować, a które mają niezaprzeczalne wartości dla zdrowia i obniżenia kosztów opieki zdrowotnej.

Od lat nasz Instytut prowadzi badania naukowe i kliniczne, które dokumentują kluczową rolę synergii substancji naturalnych w chorobach raka, serca i innych. Działalność edukacyjna Koalicji Dr Ratha i walka w obronie praw do naturalnej medycyny ma zakres globalny. Jej osiągnięcia zostały w zeszłym roku nagrodzone największej wagi uznaniem przez tych, co przeżyli KZ Auschwitz. Przekazali oni naszej organizacji pałeczkę Sztafety Pamięci i Życia – by utrzymać dla przyszłych pokoleń pamięć o zbrodniczej działalności korporacji IG Farben (zrzeszającej również firmy farmaceutyczne Bayer, BASF i Hoechst), jako ostrzeżenie, że historia ta może się powtórzyć. To wydarzenie nie mogło ujść uwagi.

Wytworzenie klimatu, w którym ludzie obawiają się witamin pomaga zalegalizować prawa ograniczające nasz dostęp do mikroelementów, mimo ich niezbędności dla utrzymania zdrowia i życia. Dyskusja nad nową legalizacją związaną z witaminami jest w tej chwili w toku w Polsce.

Obecna kampania przeciwko suplementacji witamin pozwala nam zdać sobie sprawę, że zdrowie nie zostanie nam dane dobrowolnie – o zdrowie musimy walczyć sami. Atak na witaminy to uznanie skuteczności naszego działania – więcej witamin może skrócić życie biznesowi chorób, ale nie nam.
Komentarz Zespołu Medycyna Tybetańsko-Mongolska

Medycyna Naturalna, a w szczególności medycyna tradycyjna chińska, medycyna mongolska, medycyna tybetańsko-mongolska jest obecnie na ostrzu noża wielkich koncernów farmaceutycznych. O tej sytuacji mówi też słynna na świecie organizacja ANH z Anglii pod kierownictwem dr Roberta Verkerka. Najaktualniejsze stanowisko organizacji i gabinetów medycyny naturalnej w tym też lekarzy medycyny tradycyjnej znajdą państwo w dokumencie:

http://www.anh-europe.org/files/100824_ANH-Briefing_Paper_THMPD_final.pdf

prof. Enkhjargal Dovchin

http://www.enji.pl

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Zabójcza medycyna naturalna, a zysk wielkich koncernów farmaceutycznych

Posted on 28 sierpnia 2010. Filed under: dr Enji, medycyna mongolska, medycyna naturalna, medycyna tybetańska, mongolska lekarka, zabójcza medycyna | Tagi: , , , , , , |


Tak twierdzą opłacani przez koncerny farmaceutyczne naganiacze, których zadaniem jest rozprawić się z nieuczciwą (bo skuteczną) konkurencją na rynku zdrowia. W tym celu koncerny wynajmują „blogerów” i komentatorów trollujących na różnych portalach, którzy „bezinteresownie” i z „punktu widzenia nauki” przedstawiają „racjonalne” argumenty za tym, że tylko chemiczna i chirurgiczna medycyna alopatyczna oraz powszechne szczepienia gwarantują nam bezpieczne i skuteczne dbanie o zdrowie. Oczywiście, jednym z chętnie podnoszonych pod adresem „szarlatanów leczących chwastami i placebo” zarzutów jest i ten, że biorą za to OGROMNE pieniądze. No i przemysł zielarski to też OGROMNE pieniądze, więc jak sugeruje Konstanty Radziwiłł, jest wielce prawdopodobne, że ktoś w WHO wziął od zielarzy w łapę i tylko dzięki temu to znachorstwo jest jeszcze legalne.

Pomyślmy przez chwilkę, to naprawdę nie boli…

Czy przemysł suplementów i zielarstwo oraz szeroko pojęta medycyna naturalna mają jakikolwiek udział w podziale łupów, które przypadają medycynie alopatycznej z racji pobierania przez państwo od każdego bez wyjątku obywatela przymusowych i ogromnych składek na ubezpieczenie zdrowotne? Nie mają! Wszystko to, co do grosza, przypada „naukowej” medycynie, która mimo to stale podnosi głośny i dramatyczny lament, że pieniędzy jest za mało, że szpitale są niedoinwestowane, że pacjenci głodują i marzną i że trzeba sprzedawać cegiełki lub zarządzać dodatkowe składki na świadczenia bardziej wyrafinowane, niż porada w sprawie kataru lub wyrwanie zęba.

Gdyby każdy z nas odkładał na własne konto te pieniądze, które wpłaca w postaci składek zdrowotnych, po kilku latach stać by go było na najbardziej wymyślne usługi medyczne, z operacjami plastycznymi włącznie. Ale wpłaca je na cudze konto. A o cudze nikt nie dba.

Do ziół nikt z naszych składek nie dopłaca. Zioła zbierają i odstawiają do punktów skupu zwykli ludzie, którzy dostają za to marne grosze. Ubezpieczalnie nie finansują również gabinetów medycyny naturalnej ani homeopatycznych, nawet jeśli prowadzone są przez lekarzy.

Jeśli ktoś był na tyle lekkomyślny, że niewłaściwą dietą i zabójczym trybem życia sam doprowadził się do ciężkiej choroby ma dwa wyjścia:

1. Skorzystać z dobrodziejstw medycyny, na którą przez całe lata płacił przymusowy haracz i położyć się w szpitalu lub

2. Pójść wreszcie po rozum do głowy i zawrócić ze ścieżki wiodącej ku samozagładzie.

Rozważmy teraz dokładniej każdą z tych opcji:

1. WYBIERAMY MEDYCYNĘ ALOPATYCZNĄ

W szpitalu dobrzy doktorzy podtrują pacjenta obcą naturze chemią jeszcze bardziej, niż czynił to sam. A czynił to nieświadomie (bo nie interesowało go, czy to, co jest wymienione jako skład danego produktu spożywczego jest bezpieczne), z powodu cenienia kariery wyżej niż zdrowia („nie mam czasu na gotowanie, więc przyrządzę sobie ‘Gorący kubek’ lub zamówię hamburgera bądź inny ‘fast food’”) lub za sprawą nadmiernego zaufania do przemysłu spożywczego i do państwa, które przecież stoi na straży naszego zdrowia i bezpieczeństwa („w życiu nie uwierzę, że jakikolwiek zatwierdzony przez instytucje powołane do kontrolowania żywności dodatek może być szkodliwy dla zdrowia, przecież to absurd i kompletna bzdura!”). Dodajmy do tego niedobory witamin (bo chleb razowy jest dla wiejskiej biedoty) oraz miłość do Coli Light, odświeżających oddech miętusków i gumy Orbit (są dietetyczne, bo nie zawierają szkodliwego cukru) oraz życie w permanentnym stresie wywołanym koniecznością konkurowania o pozycję w korporacji i… katastrofa gotowa.

Co robi nowoczesny, racjonalnie myślący człowiek, gdy poczuje się chory? Oczywiście – idzie do lekarza. A co robi będący przedstawicielem naukowej medycyny lekarz? Oczywiście – leczy! Leczy, to znaczy przepisuje proszki lub zastrzyki. Nowoczesny reprezentant naukowej medycyny ma leczyć, a nie uzdrawiać. Uzdrawianie jest domeną szarlatanów, czyli oszustów wciskających pacjentowi zwykłe chwasty, wodę lub kulki z cukru.

Uczciwy lekarz nigdy nie wspomni o uzdrawiającej sile natury, bo natura jest prymitywna, brudna i nienaukowa, a jego uczono, że z jej usług korzystano w czasach kołtunów, zabobonu i wszechobecnego brudu (o wszach nawet nie wspomnę, brrr, ohyda). Naukowy lekarz leczy. A jeśli to nie pomoże (a kto powiedział, że musi pomóc? Farmaceuci robią co mogą, ale widocznie więcej nie mogą) wytnie całe mnóstwo narządów, nie zważając na to, że zostały dane człowiekowi przez naturę (Boga lub ewolucję, wybierzcie sami, co wolicie), żeby jego organizm mógł właściwie funkcjonować. No, a jak i to nie pomoże, to trudno, medycyna musi przyznać się czasem do porażki lub bezsilności. Widocznie choroba była nieuleczalna. Takie jest życie, nic na to nie poradzimy.

Zabójcza medycyna naturalna

2. WYBIERAMY NATUROTERAPIĘ

Tu musimy od razu powiedzieć sobie jasno: całą naszą niewyobrażalnie wielką kasę, którą z nas zdarto w ramach przymusowego ubezpieczenia zdrowotnego szlag trafi i nigdy jej nie odzyskamy. Zmarnuje się. Albo skorzysta z niej ktoś inny, kto padnie ofiarą naukowej medycyny (patrz punkt pierwszy). My nie tylko nie odzyskamy nawet procenta z tego, co musieliśmy zapłacić za ubezpieczenie, ale będziemy musieli wyłożyć kolejną sumę z własnej kieszeni. Jeśli myśl o bezpowrotnej stracie pieniędzy jest dla Ciebie nie do zniesienia, nie czytaj dalej, idź do lekarza i wykorzystaj swoje zainwestowane w służbę zdrowia pieniądze. A my zajmiemy się teraz nienaukowym przywracaniem zdrowia za własne pieniądze.

Jeśli poważnie chorujesz, np. na raka, lepiej skorzystaj z pomocy lekarza. Ale nie alopatycznego, lecz specjalisty od leczenia metodami naturalnymi. Nie jest prawdą, że medycyną naturalną zajmują się wyłącznie znachorzy. Jest wielu lekarzy, którzy skończyli normalne, „naukowe” uczelnie medyczne, mają dyplom lekarza i prowadzą legalne, prywatne gabinety. Oczywiście, nie mogą oni przyjmować pacjentów za darmo. Ponieważ leczenie metodami naturalnymi nie jest refundowane, musimy za nie zapłacić. Czy jest coś cenniejszego, niż zdrowie? Nie bądźmy więc skąpi, to się i tak opłaci.

Możliwe, że dla potrzeb terapii trzeba będzie wyjechać w miejsce oddalone od cywilizacji i skażeń. To oczywiście też kosztuje. Trzeba opłacić pobyt i wyżywienie, a lekarze i terapeuci też nie mogą pracować za darmo. Może jednak warto sprawić sobie taki mały prezent?

Jeśli Twoja choroba nie zagraża życiu możesz się leczyć sam/a.

Hipokrates powiedział, że zdrowie jest zbyt cenną rzeczą, żeby powierzać je lekarzom, więc każdy powinien sam o nie zadbać. Nauczał też, że pożywnie ma być naszym lekarstwem. Ale musi to być żywność naturalna i świeża. Ekologiczne owoce i warzywa są drogie, bo dziś są rzadkością, ale leczenie się nimi i tak wyjdzie taniej niż kuracja chemią. A co najważniejsze dzięki nim odzyskamy zdrowie i umkniemy grabarzowi spod łopaty. I nie martwcie się, że nie macie czasu na takie zabawy. Dzisiejszy przemysł wychodzi naprzeciw potrzebom zapracowanych i zalatanych. Nie musimy kroić warzyw ręcznie ani ręcznie wyrabiać razowego chleba. Dla zaoszczędzenia czasu należy sobie sprawić dobry robot kuchenny z przystawką do mielenia ziarna, maszynkę do wyrabiania i wypiekania domowego chleba (cały proces jest zautomatyzowany), maszynkę do robienia makaronu oraz zainwestować w prasę do wyciskania soków. Prasa jest najdroższa, ale i tak warto ją mieć.

Gdy już wyposażymy swoją kuchnię należy zacząć od oczyszczenia organizmu. Można robić głodówki (ale nie zimą!!!), jednak to lepiej robić pod okiem lekarza lub terapeuty, który się na tym zna. Można też oczyścić organizm sokami z owoców i warzyw (tego również nie należy robić zimą).

A po oczyszczeniu organizmu należy przejść na naturalną dietę z możliwie jak najmniejszą ilością mięsa pochodzącego spoza przemysłowej hodowli. Oczywiście na zawsze trzeba zrezygnować z wszelkich gotowych wyrobów: zupek, kubków, napojów, chrupek i rzeczy dostępnych w każdym supermarkecie.

Zabójcza medycyna naturalna

Autor: Maria Sobolewska
Źródło: Jestem za, a nawet przeciw

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Zabójcza medycyna naturalna czyli pierdoły racjonalista.pl

Posted on 2 Maj 2010. Filed under: Chęć zysku w TVN, koncerny, Korupcja, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna naturalna, nagonka medialna, Oszustwa mediów, Propaganda medialna, przekupstwo policjii, przestępstwa policjii, zakłamane media, Zero prawdy, łapówkarstwo policjii | Tagi: , , , , |


zabójcza medycyna naturalna – czyste brednie racjonalista.pl – plik pdf

Read Full Post | Make a Comment ( 3 Komentarze )

  • Google Translator

  • STOP kłamstwu tvn!

    STOP TVN, TVN24, POLSAT I WYBIÓRCZEJ - stop zakłamaniu w mediach masowych
  • Chroń medycynę naturalną/ Protect natural medicine all over the world
  • Podpisz petycję w obronie medycyny naturalnej i tradycyjnych systemów medycznych
  • Medycyna Tybetańsko-Mongolska, Akupunktura, Moksa, Ziołolecznictwo na PINTEREST.COM
  • Polub nas na FB

  • Instagram prof Enji

    There was an error retrieving images from Instagram. An attempt will be remade in a few minutes.

  • Artykuł o nagonce

  • Czwarty Wymiar o nagonce medialnej

    Artykuł w "CZWARTYM WYMIARZE" o nagonce medialnej na lekarkę Enkhjargal Dovchin "ENJI"
  • Artykuły w „ZC”

    Znaki Czasu - to obecnie jedyne czasopismo, które ma odwagę pisać jawnie o najważniejszych sprawach dotyczących zdrowia ludzkiego czyli Kodeksie Żywnościowym, Szczepieniach oraz alternatywnych metodach leczniczych.
  • MTM in Poland

    Mongolska Tradycyjna Medycyna w Polsce - MTM in Poland
  • LIST OTWARTY

    LIST OTWARTY PUBLICYSTÓW W OBRONIE TOLERANCJI I WOLNOŚCI WYKONYWANIA ZAWODU
  • Chmurka kategorii

  • Ankiety

  • Szybkie menu

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...