Zabójcza medycyna naturalna, a poglądy zakłamanych racjonalistó

Posted on 21 października 2010. Filed under: chińska medycyna, Chęć zysku w TVN, codex alimentarius, kodeks żywnościowy, leczenie ziołami, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin,, tradycyjna medycyna chińska, zioła chińskie, zioła mongolskie | Tagi: , , , , , , |

ANH Press Release: Appeal to European herbal sector

Press Release
For immediate release


20th October 2010


Funding urgently required for ANH/Benefyt joint initiative

Download as pdf

Alliance for Natural Health International (ANH-Intl) and the European Benefyt Foundation (EBF) today launch their fundraising appeal for their joint strategy in dealing with the immense challenges facing the European herbal sector from April 2011 onwards.

The two organisations are appealing to stakeholders in the sector, particularly manufacturers, suppliers and practitioners, to help contribute to the appeal which will fund specifically legal rather than administrative costs.

The strategy itself was launched via a Position Paper issued on 1st September 2010.

Robert Verkerk PhD of ANH-Intl said, “The diverse elements within Europe’s vibrant herbal sector need now to step up to the plate, and make a contribution if they want to safeguard their ability to sell the kinds of herbal products they’ve been selling up until now. A lot of the preparatory work for our 3-pronged initiative with EBF has already been done. The main requirement for funding now is payment of our external lawyers, which are among the best available. We are not asking for a single cent to cover either EBF’s or ANH’s running costs despite so much of the work being done in-house”.

ANH-Intl and EBF have announced their appeal in advance of this coming weekend’s CAM Expo in London, launching a 5 minute ‘call to action’ video (see below) to draw attention to the need for support for its proposed judicial review of the EU directive on traditional herbal medicinal products. The video was made by a division of the UK’s largest independent television network, ITN Productions, and will be shown at CAM Expo this weekend.



ANH-Intl and EBF’s joint initiative aims to help facilitate the development of three distinct regulatory regimes for herbal products in Europe. These are: 1) a food supplement regime for common herbs and herbal products that have been associated with foods, the diet and food supplements for many years; 2) a modified, simplified product registration scheme for traditional medicinal products born out of a substantially amended European Directive (24/2004/EC) that fulfils its originally proposed purpose of allowing ready registration of over-the-counter products intended for use without the supervision of a practitioner, and; 3) a new regulatory framework specifically for statutorily regulated practitioners, in which products are dispensed following specific recommendation by the practitioner.

In this call to action, Chris Dhaenens of EBF added, “Those of us who are stakeholders have to take responsibility for doing what we can to create a fair and equitable regime for herbal products in Europe. The consumer has the right to demand safe products but at the same time we cannot allow over-regulation to deprive consumers and practitioners of choice. We have everything to play for still, but we need unity as well as funding for the vital next stages of our joint work with ANH”.

Stakeholders in the UK, Ireland and Scandinavia are asked to contact ANH-Intl, while those in all other parts of Europe, should contact EBF. Funds received by both organisations will be allocated in a fully transparent manner by a joint coordinating committee comprising key representatives of both organisations.




For further information, please contact:

ANH-Intl: Sophie Middleton (campaign administrator), tel +44(0)1306 646 600 or email

European Benefyt Foundation: Chris Dhaenens or Harrie Sandhövel, tel +31 320 251 313 or email


ANH call to action video [5 min]

QR code for video


ANH-Benefyt position paper

Position paper title: Working collaboratively to maintain the supply of products associated with traditional systems of medicine in Europe from 2011 onwards

Download PDF

About ANH International

Alliance for Natural Health International is an internationally active non-governmental organisation working towards protecting and promoting natural approaches to healthcare. ANH-Intl campaigns across a wide range of fields, including for freedom of choice and the use of micronutrients and herbal products in healthcare. It also operates campaigns that aim to restrict mass fluoridation of water supplies and the use of genetically modified foods. Through its work particularly in Europe and the USA, the ANH works to accomplish its mission through its unique application of ‘good science’ and ‘good law’. The organisation was founded in 2002 by Dr Robert Verkerk, an internationally acclaimed expert in sustainability, who has headed the organisation since this time. The ANH brought a case against the European directive on food supplements in 2003, which was successfully referred to the European Court of Justice in early 2004. The ruling in 2005 provided significant clarification to areas of EU law affecting food supplements that were previously non-transparent.

About the European Benefyt Foundation

EBF is the result of the merging interests and concerns of two parties: The Belgian professional association O.P.P.As (Oriental Plant Promotion Association) and two Dutch operators in the field of Ayurveda. Together we have monitored the evolution and the interpretation of EU and national legislation in the past few years. We have come to the conclusion that under this legislation traditional disciplines will either be exterminated or else will survive as a ludicrous caricature of the original. As far as we are concerned, under the actual directives, the EU regulatory authorities are throwing the baby away with the bathwater. We will try, in an open dialogue with our partners, to develop viable alternatives to preserve those systems in the CAM healthcare landscape in the EU.

About the Traditional Herbal Medicinal Products Directive (THMPD)

For further information about the EU directive on traditional herbal medicines (THMPD) and concerns over its implementation, please download the ANH briefing paper.

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Big Pharma – fakty i mity o marketingu i badaniach

Posted on 27 września 2010. Filed under: lekarka mongolska, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, leki syntetyczne, medycyna alternatywna, medycyna chińska, medycyna mongolska, Propaganda medialna, przekupstwo policjii, przestępstwa policjii,, zabójcza medycyna | Tagi: , , , , |

Jaki udział w cenie leków i w budżecie firm farmaceutycznych mają nakłady na badania i rozwój (R&D – research and development)? Przeciwnicy Big Pharma mogą być dużo bliżej prawdy niż obrońcy przemysłu farmaceutycznego w tej kwestii.

Od dawna już chciałem napisać coś o przemyśle farmaceutycznym, zwłaszcza o Big Pharma, czyli największych korporacjach, które zdominowały ten rynek. Tym co mnie zniechęcało jest fakt, że nie mam wystarczającej wiedzy by swobodnie poruszać się w tych dziedzinach. Nie oznacza to jednak, że nie mogę zwrócić uwagi czytelników na kilka istotnych zagadnień i zapoznać z wynikami kilku badań naukowych.

Inspiracją do napisania tekstu była dyskusja na Blog de Bart o tym jaki udział w cenie leków i w budżecie firm farmaceutycznych mają nakłady na badania i rozwój (R&D – research and development). Myślę, że w tej kwestii przeciwnicy Big Pharma mogą być dużo bliżej prawdy niż obrońcy przemysłu farmaceutycznego.

Marc-André Gagnon i Joel Lexchin w artykule The Cost of Pushing Pills: A New Estimate of Pharmaceutical Promotion Expenditures in the United States oszacowali koszty promocji leków w USA na 57,5 mld USD w 2004 roku czyli 24% wartości sprzedaży przemysłu farmaceutycznego w 2004 roku, która wyniosła 235 mld USD. W tym samym roku przemysł farmaceutyczny wydał 31,5 mld USD na R&D, czyli 13% wartości sprzedaży, przy czym kwota ta obejmuje PUBLICZNE ŚRODKI przekazane na prywatnych korporacjom na rozwój nowych leków. Czy te wyniki znacząco różnią się od rezultatów innych NIEZALEŻNYCH (nie sponsorowanych przez Big Pharma) badań? Nie.

Marcia Angell oszacowała udział marketingu (samego marketingu – bez kosztów administracyjnych) na 33% wartości przychodów sektora w 2001 roku. Uczyniła to na podstawie ekstrapolacji danych ze sprawozdania finansowego firmy Novartis, które rozdzielało marketing i administrację.

W 2006 roku Consumers International rozesłał ankiety do 20 największych europejskich firm farmaceutycznych. Na podstawie 5 odpowiedzi, które otrzymał ocenił, że wydatki na marketing stanowiły od 31% do 50% sprzedaży tych firm.

Dwa badania, z 1989 roku i 1993 roku, oszacowały, że wydatki na marketing stanowią odpowiednio 22,% i 24% całkowitej sprzedaży.

Wreszcie, profesor Prasad Naik w artykule The ‘Big Pharma’ Dilemma: Develop New Drugs Or Promote Existing Ones? oszacował, że wartość wydatków na marketing już istniejących produktów jako odsetek sprzedaży ogółem wzrósł od lat 70′ do czasów współczesnych z 32% do 39%. W tym samym czasie wartość wydatków na R&D jako odsetek sprzedaży wzrosła z 5% do 17% a wydatków na produkcję leków spadła z 43% do 23%. Dane dotyczą notowanych na giełdach firm farmaceutycznych.

Jest także analiza Public Citizen (tutaj mała uwaga: Public Citizen to centrolewicowy instytut badawczy i organizacja lobbingowa, stawiająca sobie za cel walkę z nadmierną władzą korporacji w USA i mająca w swojej agendzie min. walkę z energetyką jądrową), który w raporcie o Big Pharma przedstawił taką strukturę udziału zysków, wydatków na R&D i wydatków na marketing i administrację w przychodach ogółem firm farmaceutycznych z listy z Fortune 500 z 2002 roku. W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że wydatki na administrację nie ‘powinny’ stanowić więcej niż kilka procent przychodów.

Za Public Citizen

Za Public Citizen

Podsumowując, istnieje wystarczająco dużo badań i analiz by opinię o tym, że wydatki na R&D Big Pharmy stanowią około połowę wydatków na marketing i promocję uznać za wiarygodną. Co więcej biorąc pod uwagę nadzwyczajne wskaźniki rentowności Big Pharmy w porównaniu z resztą publicznie notowanych spółek można także przyjąć, że coroczne zyski Big Pharmy są większe niż wydatki na R&D.

Za Public Citizen

Za Public Citizen

Oczywiście na tym nie kończą się rozważania o faktach i mitach dotyczących R&D w przemyśle farmaceutycznym. Należy zwrócić uwagę na kilka istotnych czynników. Po pierwsze, zwiększanie wydatków na R&D nie zawsze przekłada się na zwiększenie ilości ‘odkrytych’ leków. W latach 1993-2005 wydatki na R&D zwiększyły się o 147%. W tym samym czasie liczba leków ‘przesłanych’ do zatwierdzenia przez FDA zwiększyła się o 38%. Po drugie, znacząca część nakładów na R&D kierowana jest na pracę nad ‘me too drugs’, czyli kopiami już istniejących leków. W latach 1989-2000 na 1035 zatwierdzonych przez FDA leków tylko 24% miało tak zwaną priorytetową ścieżka zatwierdzania przyznawaną lekom dokonującym istotny postęp w leczeniu lub zapobieganiu chorób. Po trzecie, w wydatkach na R&D zawarte są fundusze publiczne. Z pięciu najlepiej sprzedających się leków w USA w 1995 roku, wszystkie zostały opracowane przy pomocy znaczącego wsparcia środków publicznych, które dla całej grupy stanowiły 55% wartości nakładów na R&D.

Proszę nie zrozumieć powyższych danych opacznie. To nie są dowody na istnienie spisku lecz na to, że przemysł farmaceutyczny jest nieefektywny z punktu widzenia pacjentów. Po prostu, w przemyśle farmaceutycznym interesy Big Pharmy i pacjentów są w niektórych przypadkach trwale rozbieżne i firmy farmaceutyczne stosując się do rynkowego imperatywu (jedynym społecznym obowiązkiem przedsiębiorcy jest dbanie o interes akcjonariuszy) zmuszone są podejmować decyzje służące zwiększeniu zyskowności przedsiębiorstw a nie stanu zdrowia społeczeństwa.

Moim skromnym zdaniem, nic nie ilustruje tego problemu lepiej niż ‘leki sieroce’, czyli ‘orphan drugs’. Niezwykle trudno jest firmie farmaceutycznej znaleźć motywacje do produkcji leku na chorobę, na którą cierpi 5 000 ludzi na świecie jeśli koszt opracowania leku jest taki sam jak specyfiku leczącego chorobę, na którą cierpi 1 000 000 ludzi na świecie.



Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Medycyna Naturalna – co jest naturalne? – Zespół Medycyna Tybetańsko-Mongolska

Posted on 9 września 2010. Filed under: ANH, ANH fight for true, ANH walka o prawdę, dr Enji, enji, herbal medicine, homeopatia, kodeks żywnościowy, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna mongolska | Tagi: , , , , |

Working constantly in the natural health field, it is important that we have a strong understanding of what ‚natural’ is. This feature represents a multidisciplinary journey, one that perhaps raises more questions than it answers.

Feature Summary:

  • A description of ‚natural’ is reliant on individual perception. Any examination of it comes with numerous limitations due to knowledge base, perception of reality, limitation of the English language, and lack of public acceptance of ideas that don’t hold a robust scientific base
  • 1 proposal = Natural means that which exists without intervention of the human species
  • Considering the concept using physics (gamma rays in relation to our interaction with outerspace V’s human-engineered nuclear devices), chemistry (Primordial Elements that have existed in one form or another prior to the creation of planet Earth V’s new-to-nature molecules) and biology (exchange of genetic material among species V’s genetic manipulation by humans)
  • Continuum: that which occurs naturally in the absence of any interaction with the human species, to where things are generated through the activity of humans.
  • To create or not create. Our suspicion over processes, chemicals or forms of radiation that are not viewed as being natural is perhaps little more than a reflection of our need to impart a sense of responsibility over that which we are accountable. By definition, we have no control over that which exists independently of humans.

Multiple, parallel realities. Multiple universes. Multiple histories. Multiple opportunities. Over 10 dimensions. These are among the concepts we need to take on board if we are to accept some of the most current explanations for ‘what is’, as presently mapped by M-theory. M-theory, like string theory that preceded it, helps us to better understand reality. But these theories remind us of the limitation of human perception. And let’s remind ourselves that our reality is limited by our individual perception—and that our perception is, in turn, linked to the picture given to our conscious and subconscious mind from information gathered by our senses. These pictures are of course not only conditioned by the environment from which these data have been issued, they are also affected by our individual genetic and epigenetic landscape.

Planet Earth

With this ‘super-scape’ in our mind’s eye, this essay seeks to explore the meaning of the word ‘natural’. There are numerous limitations to any examination of this subject, not least of all the limitation of our knowledge base and our perception of reality, the limitation of the English language (and the author’s use of it) and the lack of public acceptance—in contemporary western society—of ideas that do not hold a robust scientific base. While it might be just as appropriate to use a metaphysical or even spiritual or religious approach to investigate the subject matter, a more broadly scientific approach will be used, if for no other reason that this approach befits the multidisciplinary scientific background of the author.

Natural: an anthropocentric concept

In the barest of terms, I would like to propose that natural means that which exists without intervention of the human species. But categorisation between natural and unnatural will often be blurred, given that the extent and type of human intervention will need to be considered. As such, we must accept that the concept of ‘natural’ is completely anthropocentric.

Humans represent just one of the multiple millions of species—both discovered and yet undiscovered—that exist, or have existed, on planet Earth. Strangely, while we regard the honey made by bees or the cyanide within apple seeds as natural, we might think differently about a toxic green slime made by an extra-terrestrial being. For the time being, let’s not only be anthropocentric, let’s also be focused primarily on those elements of our reality that most have come to accept as the human perception of reality, as experienced on planet Earth through our limited senses, awareness and intelligence. We will make this journey by considering the concept of ‘natural’ through lens of the three major disciplines of science: physics, chemistry and biology, as well as through the borders between them.

In some respects, the separation of these, and indeed of all other, scientific disciplines is a form of artificial reductionism used by humans to aid our understanding of complex processes. It is our limited intelligence that requires such reductionism, and it is reductionism that complicates our perceptions of the extent to which something is natural. So, while studies of distinct types of atoms and specific combinations of particular atoms in the form of molecules constitutes the foundation of chemistry, the physics of sub-atomic particles can be equally important. For instance, the nature of an atom’s electron configuration, or the behaviour of sub-atomic particles in relation to each other and, in turn, their relationships with other factors, can be explained, even if only partially, both in terms of physics and chemistry. The way in which these atoms, and various configurations of bonded atoms as molecules, then interact with the biotic environment can be explained, not only in terms of physics and chemistry, but also in biological terms. And, as practitioners of the metaphysical would be likely to be among the first to ask, who is to say that these three scientific disciplines, at their current level of development, are sufficient to allow us to understand reality? That’s probably why the Theory of Everything, which aims to unify or explain through a single model the theories of all fundamental interactions of nature, is still such a topic of hot debate and is unlikely to emerge from the realms of theory any time soon.

With these limitations recognised and appreciated, how might we categorise substances or processes in relation to their naturalness? Should we, for example, regard a chemical molecule that exists naturally in the environment as unnatural if the very same chemical structure is assembled by human beings within a laboratory? Or should we give such chemicals a special classification, such as ‘nature-identical synthetic’? It probably makes sense to do so, as any form of sub-categorisation tells us additional information about the origins of a substance that would otherwise be lacking. And what if a naturally occurring microorganism is forced to metabolise nature-identical substances in a laboratory, producing metabolites or by-products not normally found in the natural environment? Shall we call these ‘bio-synthetics’? For the reason given above—it probably makes sense.

Perfectly white cut apple

The same rationale can be applied to an F1 hybrid of dahlia that you may have cultivated in your garden. Or it could be applied to a variety of apple that doesn’t readily go brown after being bitten or cut? In the latter case, such apples, commonplace in today’s supermarkets, have been ‘selected’ by plant breeders because of their low content of the peroxidase, the enzyme which causes the familiar browning reaction following the exposure of the fruit tissue to oxygen. Retailers and consumers are said to prefer apples that don’t brown readily, but most don’t realise that the enzyme exists to protect the apple from attack by opportunistic pathogens. But if growers are ready with their arsenal of agro-chemicals, why should they be concerned with the peroxidase content?


In relation to our interaction with outer space, gamma rays exist naturally, being part of the cosmic radiation background to which we are exposed. We many not be able to explain every nuance and mechanism responsible for their generation, type or direction, but we think of background gamma radiation as a form of natural radiation precisely because it is not the result of our intervention.

By contrast, the high-energy gamma radiation experienced by the unfortunate inhabitants of Hiroshima and Nagasaki in 1945 cannot be seen as ‘natural’. Humans had worked hard to find ways of harnessing the radiant energy of specific types of atom. They did this within the confines of human-engineered nuclear devices. Since demonstrating the remarkable power that can be released from an atom of hydrogen, humans have continued to wield this power over their enemies as a deterrent. But this very same power, propagated through an expanding population of nuclear fission reactors, has also been harnessed to generate electricity. We think of these two contrasting applications as unnatural because they occur as a result of our meddling with the laws of nature. The gamma radiation that kills, maims or generates electricity occurs naturally, but neither its application nor its level of exposure to human beings—to our knowledge—occurs in the natural world.  Yet we feel comfortable describing the similar nuclear fission reactions as natural when they occur without any input from our species, whether this is within our own or adjacent galaxies, or perhaps, as some scientists believe, within the molten core of our planet.

Such a framework which characterises the quality and quantity of our exposure to specific elements within our environment serves a useful purpose when examining the human health consequences of particular technologies. The extremely low frequency electromagnetic radiation (ELF) that emanates from mobile telephones, telecommunications masts, DECT phones, wireless communication devices, powerlines and other sources of radiofrequency/microwave radiation (RF/MW) is a case in point. Humans have produced a plethora of sources of these forms of radiation and the resulting exposures dramatically exceed natural background levels. It is consequently the type and exposure level of ELF produced by human-made devices that concerns  the scientists investigating the human health and environmental consequences of wireless communication technologies.

In further examining the concept of ‘natural’, let us now shift away from the field of physics and look instead at another scientific discipline; chemistry.


The ‘periodic table’ gives us a useful toolbox for understanding the world around us in chemical terms. The essential configuration of the table, albeit with many gaps compared with today’s version, was first proposed in 1869 by a Russian chemist by the name of Mendeleev. Even today, chemists will admit there are more elements to be discovered, especially beyond our own planet, or as a result of nuclear experimentation. To-date, some 112 elements have been identified, and of these 94 are thought to be naturally-occurring, even though they might only exist in miniscule amounts or be short-lived. Around 80 elements are considered stable in their solid, liquid, or gaseous forms. Accordingly, they are regarded as ‘primordial elements’, in that they have existed in one form (isotope) or another prior to the creation of planet Earth. The last of these to be discovered was francium—in 1939. A small, more recently discovered group, typically itemised at the bottom of current versions of the periodic table, can be referred to as the ‘trace radioisotopes’ group. These are naturally-occurring products of radioactive decay. In relative terms, they are very short-lived and are found in the Earth’s crust or atmosphere in minute (trace) amounts. Plutonium-239 or uranium-236, produced following neutron capture within naturally-occurring uranium, are examples of such trace radioisotopes.

Periodic table

There is however one more category of elements in our current version of the periodic table. It is the ‘synthetic elements’. These are thought to be so unstable that, even if they were formed during the creation of our solar system, they have long since decayed. We consider these elements to be synthetic because they have only been found as products of experiments using nuclear reactors or particle accelerators. Elements like uranium, thorium, polonium and radon may be unstable, but since they are found naturally within the Earth’s crust or atmosphere, they cannot be regarded as synthetic. Rutherfordium, hassium and copernicium are examples of synthetic elements. Other elements have yet to be discovered or produced.

Following WWII, a massive explosion of organic chemistry occurred. This chemistry, characterised by the reaction of different elements, in different states, together with the single element carbon, provided much of the impetus for the chemical, agro-chemical and pharmaceutical industry. It allowed corporations to expand at an unprecedented rate, this capitalisation being based on the production of unique carbon-based chemical structures which could then be patented. Naturally-occurring molecules cannot be patented as their pre-existence in our natural environment precludes novelty which is required to successfully obtain a patent.

At the heart of the debate over what is a natural molecule, is of course, not just the origin of the elements that comprise the molecule, but the existence of the chemical in the absence of any manipulation by human beings. For some, understanding the divide between the naturally-occurring chemicals and those that are usefully described as ‘new-to-nature’ is a valuable way of understanding human responses to our chemical environment.


In evaluating what is constitutes a natural chemical, we should now move to the interface that divides chemistry and biology. It is both incorrect and overly simplistic to argue that natural chemicals are safer to humans than artificially created ones. However, it has been amply demonstrated that human beings, along with all other animals, have developed complex detoxification systems for chemicals that occur naturally within our bodies or those ‘environmental chemicals’ to which we are exposed naturally. Many of these are ingested in our food, especially in plant-based foods. For most of us, our ingestion of food represents our most intimate exposure to the chemical world around us. Among the natural plant-based chemicals that are most protective against cancer, are actually those that are also toxic to insects, fungi or bacteria that seek to use those plants as a food source.  The glucosinolates within brassica vegetables are good examples of this. But as Paracelsus argued around 450 years ago, it is “the dose that makes a poison”. So while such phytochemicals may indeed be toxic at high doses, their absence from our diet may be associated with an increased risk of disease.

Traditional Chinese Medicine

Some of the most valuable herbal medicines have similar characteristics. Ancient herbal medicine traditions, such as Ayurveda from the Indian subcontinent and traditional Chinese medicine, were first documented over 4,000 years. But this documentation does not represent the first usage of plants for medical purposes. Plant medicine was likely well established in hominids many thousands, or hundreds of thousands, of years prior to this. This is supported by the fact that closely related primates such as chimpanzees, bonobos and orangutans are all accomplished users of plant medicines. It follows therefore that herbal medicine may have preceded the evolution of our species.  Ingested in the right amounts, the products of particular plant parts, as well as their specific combination, can help support the proper functioning of metabolic processes within our bodies. In other words, such products can ‘heal’ us if we are diseased, or they can prevent the occurrence of disease. Most simply, they can promote homeostasis. Used incorrectly however, as with any toxic material, they can cause harm.

Importantly, if we are to accept the essential tenets of ‘natural selection’, as first proposed by Darwin, it may be that the duration of time to which we have been exposed to certain chemicals is of pivotal importance to the way by which we react to them. More exposure time means more adaptation time. Time is not only required to evolve ways of making particular chemicals less dangerous, time also offers the opportunity of enabling our bodies to utilise the beneficial properties of plants and other chemical constituents of our food.

Since life on our planet first emerged, probably a billion or more years ago, up until recently, an intricate dance between living things and non-living things has played out. In essence, this dance has existed between the biotic and abiotic natural world. The unnatural, human-created world only emerged in earnest following the Industrial Revolution of the 1800s. But the extent and nature of human interference in natural processes has catapulted forward dramatically in the last half century. In human evolutionary terms, 50 years is but the blink of an eye. It represents less than 9 seconds of a 24-hour clock depicting the possible 500,000 year evolution of our species.

Such a train of logic leads us of course to the subset of biology that we refer to as genetics. Life is coded by a series of chemicals arranged in highly specific ways. Our uniqueness can be explained genetically by understanding the precise arrangement of these chemicals to create a particular type of information. The information is in turn held within our DNA (deoxyribonucleic acid) within the sequence of pieces of DNA that we call genes. The Human Genome Project, as of 2003, informed us that all of the variation within our species is coded for by around 20,000 genes. These genes in turn express some 300,000 or so different polypeptides, enzymes and proteins, produced through the transcription of messenger RNA (mRNA). RNA differs from DNA only that it is comprised of a ribose sugar, rather than a deoxy ribose one. This revelation denigrated the ‘one gene-one polypeptide/enzyme/protein’ hypothesis that had been relied upon in molecular biology since it was first proposed by Beadle and Tatum in 1958, a proposal that led to the joint award of a Nobel Prize.

Genetic material can be exchanged among species, or, sometimes, other closely related organisms. In fact it is this fact that has been central to the taxonomic categorisation of our planet’s organisms. We therefore believe that there are preset, natural rules which govern the exchange of genetic material from the germline cells (gametes) of one organism to another. We think of this kind of genetic exchange as natural.

It is the disruption of these natural genetic rules that makes so many people question the wisdom of genetic engineering. Many are suspicious of the technology even without any awareness of scientific evidence of its harm to humans, other animals or other elements of the environment. Genetic manipulation—the domain of biotechnology—can therefore be seen to be responsible for products which can no longer be regarded as natural. While a genetically-modified (GM) maize variety, viewed by governmental regulators as ‚substantially equivalent’ to its non-GM cousin, may look outwardly identical to its non-GM cousin, it should not be regarded as natural. It may have been modified through the incorporation of an alien genetic cassette to allow it to be resistant to one company’s herbicide, as is the case with Monsanto’s Roundup resistant crops. Alternatively, genetic material encoding for a toxic protein from a species of soil bacterium, Bacillus thuringiensis (Bt), may have been introduced to the maize plants’ DNA. Neither the method of gene insertion, nor the occurrence of the foreign genes expressing the specific trait, are able to occur without manipulation by humans. It is the breach of the natural laws governing genetic exchange that provides such grounds for concern among those apprehensive about the human health and environmental risks associated with outdoor release of genetically-modified organisms (GMOs).


While plant or animal breeding programmes also lead to genetic combinations that would not normally occur in nature, the processes that actually govern genetic exchange in such programmes still work within the parameters of the laws of nature.

Like with chemicals, the precise way by which humans manipulate genetic material raises further questions over how natural a given organism might be. Simple binary logic, in which something is natural or not, just make way for a continuum which tells us something about the extent of its naturalness.

Concluding remarks

Within the scientific disciplines of physics, chemistry and biology, we’ve been able to consider a rationale—from our unashamedly anthropocentric perspective—for what makes something natural.

We’ve been able to differentiate between the substance or entity, and the process.  A chemical or radiation source might be natural, but is its existence, form, type or level of exposure within the ranges we might expect if humans had not intervened in any way? Alternatively, the process by which a substance, entity or organism is produced might be natural or unnatural. If the process is unnatural, we think of it as artificial even if the output from the process is identical to that which is yielded through processes that are independent of humans. Animal cloning or even in vitro fertilisation are thus regarded as unnatural processes, despite the fact that their progeny cannot be readily distinguished using current scientific means from those produced naturally.

We therefore must accept, as with so many forms of categorisation, that the simple distinction between natural and unnatural, or natural and synthetic or artificial, is necessarily crude. It may even be less than accurate. This greying of the boundaries between that which exists both with and without the intervention of our species yields a continuum. The continuum stretches, at one extreme, from that which occurs naturally in the absence of any interaction with the human species, to the other extreme, where things are generated through the activity of humans, the outputs being at odds with anything that might have existed previously. Most substances to which we are exposed, whether they are present in our food, our water or in the air we breathe, exist somewhere between these two extremes.

Whether a substance is identical to, a lot like, or only slightly like, one that exists naturally, might be of great consequence to our health, or even our survival. Equally, it might be of little or no significance. But whether it is of great, or little, significance, is not actually relevant to the positioning of the substance on the continuum.

We should keep reminding ourselves of the limits of our knowledge, perception and understanding. To an extra-terrestrial surveying our planet, the effects of activities of any of the organisms inhabiting the planet might be regarded as natural. Why should the effects wrought by one organism be segregated from those of millions of other organisms sharing the same planet?

As the organism responsible for such profound environmental change within our recent history, many are unsurprisingly concerned about what we are doing to our planet. These concerns are framed within our own awareness and particular systems of perception. They are also framed by our particular forms of intra-species (verbal and non-verbal) communication. Many of us will not yet be able to interpret the relevance of M-theory, or even understand how parallel universes or realities might exist. But most are guided by an innate and intuitive ‘feel’ which dictates that the more natural something is, the more acceptable it is.

Many also recognise that ‘natural’ doesn’t necessarily mean ‘safe’. In terms of today’s scientific understanding, especially within the discipline of toxicology, at least as important as the innate characteristics of the substance (or form of radiation) itself, is the nature and degree of our exposure to it. For toxicologists, dosage is seminal, although we might consider not blindly accepting over-simplistic notions about typical dose-response relationships. Toxicologists are however greatly limited by methodologies that consider the context of our exposures. Currently, very little attention is paid to the effects of mixtures of chemicals, both natural and unnatural, to which we are exposed daily. Scientific reductionism could be regarded as having hindered as well as helped our understanding of our natural environment, of which we are but one biotic component. On a daily basis we are learning more about the extraordinarily complex interactions that occur within our environment, using our much-loved, but somewhat limited, tools of physics, chemistry and biology.

We have, literally, only just began scraping the surface of what is likely to really be going on. We should therefore be modest enough to avoid making claims as to the ultimate truth (if there is such a thing) concerning both our reality and the operation of the world around us. It is always helpful to keep thinking as big as we can. After building understanding within our artificial scientific compartments, we then need to remove the compartments to achieve higher awareness. To push forward our awareness of our situation, we need to keep returning to the widest, most ‘macro’, unreduced and non-compartmentalised perspective we can find. M-theory provides us with one such perspective.

Our suspicion over processes, chemicals or forms of radiation that are not viewed as being natural is perhaps little more than a reflection of our need to impart a sense of responsibility over that which we are accountable. By definition, we have no control over that which exists independently of humans. However, we can choose either to create or not create those things we view as synthetic, semi-synthetic, bio-synthetic or even nature-identical. In this way, we are therefore able to act as arbiters over those human-created elements of our perceived existence.

Long may such responsibility continue, on the grounds that it is coupled with the highest level of awareness and understanding that we can muster.

ANH-Europe Homepage

Health Choice campaign page

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Zabójcza medycyna naturalna – czy terapie witaminowe są szkodliwe? – komentarz prof. Enkhjargal Dovchin

Posted on 5 września 2010. Filed under: dr Enji, enji, gabinet medycyny naturalnej, lekarka mongolska, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna chińska, medycyna mongolska, medycyna tybetańska, mongolska lekarka, nagonka medialna,, rasizm, sklepy zielarsko medyczne, Sprzedajni dziennikarze, zabójcza medycyna, zioła chińskie, zioła mongolskie, łapówkarstwo policjii | Tagi: , , , , , , , , , , |

Czy witaminy są zabójcze i dla kogo?

Dr Aleksandra Niedzwiecki
Dyrektor Instytutu Naukowego Dr Ratha, Santa Clara, Kalifornia
Kwiecień 2008

Wiele osób może być zaskoczonych ostatnią nagonką skierowaną przeciwko suplementacji witaminami w telewizji, czy też na polskich stronach internetowych (np.,, „Wiadomości” TVP1). Dlaczego po ponad roku od opublikowania badania grupy naukowców z Serbii, Danii i Włoch (JAMA, 28 luty 2007) właśnie dzisiaj media odwołują się znów do wyników tych badań pod dramatycznymi tytułami: „Zabójcze witaminy..”, czy „Naukowcy: witaminy mogą skracać życie”?

Każdy z nas wie, że najskuteczniejszą metodą manipulacji opinii ludzi jest strach i ta metoda została wybrana przez środki masowego przekazu. Jest to szczególnie niepokojące, gdyż ok. 54% Polaków używa multiwitamin i nieuzasadniona panika może prowadzić do uszczerbku na ich zdrowiu i nawet życiu. Szczególnie, że informacja „odgrzana” przez tzw. Cochrane Collaboration i szerzona w Polsce nie służy ani poprawie zdrowia społeczeństwa, ani też nie bazuje na rzetelnej i obiektywnej informacji naukowej.

W tym dokumencie chciałabym przedstawić niektóre aspekty związane z tą akcją.

1. Przyjrzyjmy się dokładniej pracy badawczej nad witaminami tak opublikowanej przez Cochrane Collaboration

Praca przedstawiona przez Cochrane Collaboration w kwietniu tego roku nie jest rezultatem najnowszych przeprowadzonych „testów”, ale powieleniem wcześniejszych danych opublikowanych przez tych samych autorów w czasopiśmie JAMA w lutym 2007 roku (tom 297). Badania te zawierały wiele nieprawidłowości, które autorzy skorygowali w jednej z nastepnych edycji JAMA (tom 299).

Przedstawiona praca nie jest badaniem klinicznym, ale tzw. meta-analizą, czyli statystyczną ewaluacją dostępnych publikacji różnych badań klinicznych z użyciem witamin i przedstawioną jako pojedyncze badanie. Spośród 815 badań obejmujących suplementacje witaminą A, witaminą E, beta karotenem, witaminą C i selenem autorzy z Serbii, Danii i Włoch autorytatywnie wybrali tylko 68 do swojej analizy opublikowanej w 2007 roku, a do opublikowanej obecnie – wybrano 67 badań. Spośród tej małej grupy danych, kolejne wyselekcjonowane przez nich badania (47), prowadzone na osobach cierpiących na różne choroby, wskazywały, że dodatek dietetyczny beta karotenu, witaminy A lub E zwiększa śmiertelność o 5%. Z drugiej strony pozostałe 21 badań (wersja 2007 roku) wykazało odwrotny skutek, mianowicie że suplementacja tymi mikroelementami zmniejsza śmiertelność o 9%. Z powodu subiektywnej i nie sprecyzowanej selekcji badań użytych do tej analizy, autorzy wykluczyli duże i dokładnie kontrolowane badania dokonane w prowincji Linxian w Chinach i badnia IGSSI Prevenzione we Włoszech. Badania w Chinach wykazały, że suplementacja beta karotenem, witaminami: A, C, E i selenem zmniejsza śmiertelność o 6% (Journal of the National Cancer Insitute), podczas gdy badania kliniczne we Włoszech (opublikowane w czasopismie medycznym Lancet) wykazały o 8% zmniejszoną śmiertelność przy suplementacji witaminą E. Dlaczego wyniki tych badań zostały zignorowane? Badania te zostały zaakceptowane w czołowych publikacjach naukowych w USA i Anglii, co jednak nie było wystarczającym kryterium dla autorów tej meta-analizy. Włączenie tylko tych dwóch dobrze kontrolowanych badań całkowicie zmieniłoby końcowy wniosek autorów. Jednakże autorzy dokonali już wyboru, który udowodniłby wynik, jaki chcieli otrzymać. To nie jest nauka – to jest manipulacja.

Dodatkowe problemy tej analizy:

* w wybranych przez naukowców 47 badaniach pacjenci ze zdiagnozowanymi różnymi chorobami (choroby serca, Parkinsona, choroby oczu, przewodu pokarmowego, wątroby, rak skóry itp.) przyjmowali witaminy i jednocześnie kontynuowali terapie lekami, co oczywiście miało zróżnicowany wpływ na końcowy wynik. Co więcej – w przypadku wielu z tych badań – pacjenci brali nie tylko analizowane witaminy, ale przyjmowali równocześnie inne przeciwutleniacze, zioła, suplementy diety lub dodatkowe różne leki (antybiotyki, leki przeciwko wrzodom żołądka, statyny i wiele innych), co również może maskować lub zmieniać końcowy wynik. Połączenie tak różnych badań nie daje pewności, czy wynik końcowy jest rezultatem brania jednej wybranej substancji, czy interakcji z innymi witaminami, lub też lekami.
* chociaż wybrano do analizy mikroelementy o właściwościach przeciwutleniaczy, żadne z tych badań nie testowało rozmiaru stresu oksydacyjnego przed i po braniu tych witamin. To tak jakby testowano środki na obniżenie ciśnienia nie mierząc go ani przed ani po rozpoczęciu kuracji.
* dawki suplementów w badaniach wybranych do analizy skrajnie się różniły, jak również czas ich brania, np. włączono do analizy badania zarówno dawki z użyciem 10 IU witaminy E, co jest poniżej dziennej rekomendowanej dawki (RDA = 22 IU), jak i z użyciem 5000 IU dziennie. Podobnie witamina A była podawana w ilościach 1333 IU (rekomendacja dzienna jest 2333 IU dla kobiet i 3000 IU dla mężczyzn ), jak również w dawkach 200 000 IU (maksymalny limit jest 10 000 IU), gdzie powszechnie wiadomo, że wysokie przedawkowanie witaminy A niesie działania uboczne. Nie trzeba być naukowcem, by spodziewać się innych efektów w zależności od dawki. Nawet więcej – traktowano tak samo rezultat brania witaminy przez 1 dzień (!), przez 28 dni, czy 14 lat!. Nie trzeba mieć dyplomu naukowego, by zrozumieć, że efekt np. picia szklanki mleka dziennie będzie inny po 1 dniu i po 14 latach – jednak dla autorów tej publikacji nie robi to różnicy. Co więcej, to tak jakby nie brać pod uwagę różnicy między piciem jednej szklanki mleka i kilkunastu litrów dziennie.
* śmiertelność pacjentów w różnych badaniach była rozpatrywana, jako wynik suplementacji witaminami, chociaż przyczyny śmierci były skrajnie różne. Włączały one zarówno śmierć z powodu choroby serca, raka, złamania biodra, jak i śmierć w wypadkach i z powodu samobójstwa. Jeżeli witaminy zwiększałyby ryzyko śmierci – powinno to być zaobserwowane przynajmniej w niektórych badaniach klinicznych i takie badania byłyby przerwane. Nic takiego nie miało miejsca w przeprowadzonych badaniach. Co więcej, wszystkie badania z zastosowaniem witaminy E (54 badań) i beta karotenu (24 badania) nie wykazały żadnego wpływu na śmiertelność, a do tego suplementacja selenem wskazała na statystycznie potwierdzone obniżenie śmiertelności.

Badania te były bardzo krytykowane przez wielu naukowców, lekarzy i specjalistów w dziedzinie żywienia, o czym artykuły skromnie milczą. Wśród krytyków była również Dr Bernardine Healy, poprzednio dyrektor Naukowego Instytutu Zdrowia w USA (NIH ), a obecnie dyrektor zarządu Czerwonego Krzyża i członek Prezydenckiego Komitetu Doradców w Sprawach Nauki i Technologii. Jej komentarz dotyczący badań opublikowanych w JAMA mówił, że: „Miksując tak różne badania w jedno ogromne badanie obejmujące 232 606 pacjentów i prowadząc do tak upraszczającego i zaskakującego wniosku jest bez sensu. Oczywiście statystyki mogą udowodnić wszystko. Ale to badanie zaprzecza podstawowym zasadom meta-analizy. Porównywane badania muszą być podobne. Znaczy to, że należy porównać „jabłka do jabłek”, co w tym przypadku znaczy – przynajmniej dobrać podobnych pacjentów, porównywalne dawki suplementów i podobny czas ich brania. Podstawowym pytaniem, jakie musimy sobie zadać przed zaakceptowaniem takiego badania jest, czy selekcja poszczególnych badań opiera się na zdrowym rozsądku i czy ma sens z punktu racjonalnego i medycznego. W obu przypadkach te zasady zostały pogwałcone.”

2. Ignorancja faktów na temat wpływu witamin na nasze zdrowie

Musimy zdać sobie sprawę z faktu, że badania kliniczne z zastosowaniem suplementów mają różne ograniczenia. To nie jest badanie pojedynczego leku, substancji obcej dla naszego organizmu i metabolizowanej jako toksyna. Mikroelementy są niezbędnym składnikiem metabolizmu każdej komórki naszego ciała i co więcej są one obecne zarówno w czasie, jak i przed rozpoczęciem testu, jako składniki codziennej diety, co oczywiście zmniejsza impakt statystycznej ewaluacji ich działania.

Jednocześnie od prawie stulecia nauka i praktyka wskazują na ogromny pozytywny wpływ witamin, minerałów i innych niezbędnych składników odżywczych na funkcję naszego ciała. Informacje te są udokumentowane w podręcznikach biologii i medycyny, jak i zawarte w licznych publikacjach badań klinicznych i naukowych. Szereg badań z udziałem dziesiątków tysięcy pacjentów wykazało pozytywny wpływ suplementacji na jakość i długość naszego życia. Również badania naukowe wskazują, że wyższe niż RDA dawki witamin mogą pozytywnie modulować metabolizm organizmu nawet przy zmianach genetycznych, czy też selektywnie zabijać komórki rakowe.

Dziewięć nagród Nobla zostało przyznanych za badania w dziedzinie witamin i ich wpływu na zdrowie, niestety kontynuacja tego kierunku badań ustąpiła miejsce badaniom w kierunkach farmakologicznych. Dokonane w ostanich latach odkrycia naukowe Dr Ratha i potwierdzona w pracach naszego Instytutu skuteczność działania medycyny komórkowej otwierają możliwości naturalnej kontroli wielu chorób, włączając w to choroby serca, nowotworowe, osteoporozę, czy też wzmacnianie obrony immunologicznej.

3. Jaki jest cel popularyzacji pseudo-naukowych badań dyskredytujących medycynę naturalną?

Publiczne kampanie na temat szkodliwości witamin przeczą logice, podstawom wiedzy naukowej i praktyce, jednakże pozwalają ich sponsorom osiągnąć jeden cel: sianie wątpliwości w skuteczność działania substancji naturalnych, których stosowanie konkuruje z rynkiem leków. Witaminy nie są patentowalne, w związku z tym nie zapewniają tak wysokich zysków, jak substancje chemiczne (leki), które chronione patentami są źródłem miliardowych dochodów liczonych w dolarach lub euro dla ich producentów. Co więcej, leki generują wiele niepożądanych działań ubocznych prowadząc do nowych schorzeń i tym samym zwiększając zapotrzebowanie na coraz to nowe leki. Tymczasem witaminy i inne substancje odżywcze mogą usuwać źródła chorób prowadząc do ich eliminacji, a w związku z tym zawężają rynek zbytu na leki.

Taktyka siania wątpliwości w skuteczność suplementacji witaminami nie jest nowa. Przemysł tytoniowy używał jej efektywnie przez dziesiątki lat sponsorując i popularyzując badania, których celem było i jest podważanie związku między paleniem papierosów i rakiem płuc, czy innymi chorobami. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, ale… używając naukowych metod i oczywiście ogromnej machiny marketingowej kształtującej opinię publiczną. Nie jest tajemnicą, że firmy farmaceutyczne przeznaczają ogromne sumy na finansowanie ekspertów i badań w celu obrony i powiększania swoich zysków komercyjnych. Dzisiaj zarówno metody, jak i zakres działania tej propagandy w mediach dotyka nas na każdym kroku, grając na naszej podświadomości i stosując inne metody manipulacji opinii publicznej.

Dla wielu osob Cochrane Collaboration nie jest dobrze znaną instytucją. Zgodnie z informacją dostępną na stronach Internetowych jest to organizacja przedstawiająca się, jako nie bazująca na proficie i niezależna. Skąd więc pochodzą jej fundusze? Organizacja ta jest wspierana finansowo przez wydawnictwo John Willey & Sons (czołowy wydawca czasopism i publikacji z dziedziny medycyny, nauki i techniki), jak również przez fundusze rządowe i pochodzące od prywatnych organizacji. Dyskusja nad opracowaniem zasad dotacji i utrzymaniem niezależności od dawców (włączając w to firmy farmaceutyczne) została w tej organizacji zainicjowana dopiero w końcu 2003 roku pod wpływem różnych głosów krytycznych. Dopiero w kwietniu 2006 przedstawiono nowe zasady sponsorstwa, co wskazuje, że nie był to łatwy proces. Jednakże realizacja tych zasad nie jest ani gwarantowana ani skutecznie kontrolowana.

Cochrane Collaboration została założona w 1999 roku, czyli po około roku od założenia Instytutu Naukowego Dr Ratha w Kalifornii i w 7 lat po opublikowaniu kluczowych prac naukowych przez Dr Ratha i Linusa Paulinga na temat odkryć w dziedzinie naturalnej kontroli źródła chorób serca i rozsiewu raka w organizmie. Nasz cel – budowa nowego systemu opieki zdrowotnej bazującego na naukowo udokumentowanych naturalnych metodach i rozwój kierunków badań prowadzący do obniżenia i eliminacji chorób, a nie maskowania ich symptomów, był ogólnie znany od samego początku. Oponenci tego celu, czyli biznes bazujący na ekspansji chorób, zdawali sobie sprawę, że by kontynuować działanie muszą dyskredytować lub hamować dostęp do tej informacji. Organizacje o tzw. „niezależnym” charakterze czy tzw. „eksperci naukowi” często budujący swoje kariery na finansowym sponsorstwie ze strony biznesu farmaceutycznego odgrywają dużą rolę w tym procesie.

4. Dlaczego te znane już od roku wyniki badań zostają propagowane w teraz?

Wiedza na temat medycyny komórkowej odbija się coraz szerszym echem w Polsce. Dyskusje na ten temat odbywają się na stronach Internetowych, w salach wykładowych i prywatnych mieszkaniach. Coraz więcej ludzi rozumie, że zdrowia nie mierzy się ilością zrealizowanych recept, ale odpowiednią dietą, stylem życia i suplementacją witaminami w dawkach opartych na synergistycznym działaniu ich składników.

Coraz więcej ludzi nie chce zaakceptować, że ich zdrowie to źródło miliardowych dochodów i ogromny, globalny biznes. Ma to swoje konsekwencje. Zasady maksymalizacji zysków, a nie społeczna, czy indywidualna wartość odkrycia decydują o wyborze kierunków badań naukowych. W związku z tym promowane są te dziedziny, które wiodą do rozwiązań patentowych. Jako takie – przemysł farmaceutyczny inwestuje miliardy w rozwój lekow, przemysł żywieniowy buduje swoje zyski na GMO, czy biotechnologia na rozwoju terapii genowej. Nie ma tu miejsca i funduszy na rozwoj kierunków promujących witaminy, mineraly, czy naturalne sunstancje, których nie można patentować, a które mają niezaprzeczalne wartości dla zdrowia i obniżenia kosztów opieki zdrowotnej.

Od lat nasz Instytut prowadzi badania naukowe i kliniczne, które dokumentują kluczową rolę synergii substancji naturalnych w chorobach raka, serca i innych. Działalność edukacyjna Koalicji Dr Ratha i walka w obronie praw do naturalnej medycyny ma zakres globalny. Jej osiągnięcia zostały w zeszłym roku nagrodzone największej wagi uznaniem przez tych, co przeżyli KZ Auschwitz. Przekazali oni naszej organizacji pałeczkę Sztafety Pamięci i Życia – by utrzymać dla przyszłych pokoleń pamięć o zbrodniczej działalności korporacji IG Farben (zrzeszającej również firmy farmaceutyczne Bayer, BASF i Hoechst), jako ostrzeżenie, że historia ta może się powtórzyć. To wydarzenie nie mogło ujść uwagi.

Wytworzenie klimatu, w którym ludzie obawiają się witamin pomaga zalegalizować prawa ograniczające nasz dostęp do mikroelementów, mimo ich niezbędności dla utrzymania zdrowia i życia. Dyskusja nad nową legalizacją związaną z witaminami jest w tej chwili w toku w Polsce.

Obecna kampania przeciwko suplementacji witamin pozwala nam zdać sobie sprawę, że zdrowie nie zostanie nam dane dobrowolnie – o zdrowie musimy walczyć sami. Atak na witaminy to uznanie skuteczności naszego działania – więcej witamin może skrócić życie biznesowi chorób, ale nie nam.
Komentarz Zespołu Medycyna Tybetańsko-Mongolska

Medycyna Naturalna, a w szczególności medycyna tradycyjna chińska, medycyna mongolska, medycyna tybetańsko-mongolska jest obecnie na ostrzu noża wielkich koncernów farmaceutycznych. O tej sytuacji mówi też słynna na świecie organizacja ANH z Anglii pod kierownictwem dr Roberta Verkerka. Najaktualniejsze stanowisko organizacji i gabinetów medycyny naturalnej w tym też lekarzy medycyny tradycyjnej znajdą państwo w dokumencie:

prof. Enkhjargal Dovchin

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Zioła mongolskie od mongolskiej lekarki – czyli potęga ziołolecznictwa Mongolii

Posted on 31 sierpnia 2010. Filed under: dr Enji, enji, gabinet medycyny naturalnej, lekarka mongolska, medycyna mongolska, zioła mongolskie | Tagi: , , , , , |


Uczeni z lubelskiej Akademii Medycznej sprawdzą, dlaczego mongolskie rośliny skuteczniej walczą z chorobami niż drogie, nowoczesne leki. Badania tamtejszych ziół, przeprowadzone w naszych laboratoriach, mają doprowadzić do powstania leków syntetycznych, o wiele lepszych od medykamentów obecnie stosowanych na świecie. Mongołowie odrzucili oferty współpracy z Japonii, Ameryki i Europy. Chcą pracować z Polakami, ponieważ zainteresowały ich badania prowadzone przez prof. Kazimierza Głowniaka, dziekana Wydziału Farmacji Akademii Medycznej. W Mongolii została podpisana już umowa o współpracy naszej AM z korporacją Traditional Medical Science, Technology and Production. Badaniom będą patronować ministerstwa zdrowia obydwu krajów.
Pierwszy kontakt został nawiązany w ubiegłym roku podczas zorganizowanego w Warszawie sympozjum polsko-mongolskiego poświęconego medycynie tradycyjnej.
– Strona mongolska doskonale wiedziała o pracach nad roślinami leczniczymi z Indii, Chin i Malezji prowadzonych w laboratoriach Wydziału Farmacji AM – mówi prof. Głowniak. – Dlatego chcieli poznać naszych naukowców i laboratorium. Zaprosiłem ich do Lublina.
80 proc. ludzi na świecie zamiast w przychodniach i szpitalach leczy się korzystając z medycyny tradycyjnej. Podobnie jest w Mongolii. Mimo prześladowań Sowietów i wymordowania większości mnichów zajmujących się ziołolecznictwem, receptury sprzed wieków przetrwały.
– Spisano je na pergaminie i ukryto – mówi Głowniak. – Teraz do nich wrócono. Tradycyjna medycyna mongolska robi furorę.
Chcą z niej korzystać nie tylko Mongołowie, ale najbogatsi ludzie świata. W mongolskich stepach, we współpracy z Japonią, powstaje nowoczesne sanatorium, w którym cudzoziemcy będą się leczyć akupunkturą, kumysem i niezwykle skutecznymi mongolskimi ziołami. Problem w tym, że nikt nie wie, dlaczego te, a nie inne rośliny radzą sobie z chorobami lepiej od drogich i nowoczesnych leków. To właśnie tę zagadkę Mongołowie chcą rozwiązać w Lublinie.
– Strona mongolska będzie nam dostarczać zioła, korzenie i owoce – wyjaśnia Głowniak. – W laboratorium będziemy izolować z nich substancje biologicznie aktywne i sprawdzimy ich skuteczność. Już zaczęliśmy prace nad korzeniami czterech gatunków azjatyckich irysów, które zawierają substancje uszczelniające naczynia krwionośne i podnoszące odporność na infekcje.
Lubelscy naukowcy liczą przede wszystkim, że uda się im wyodrębnić nowe związki, które pomogą chorym w walce z nowotworami, prostatą czy chorobami układu krążenia. Później można by stworzyć na ich podstawie skuteczne leki syntetyczne. To byłby sukces na miarę Nobla.

Elwira Lickiewicz

Read Full Post | Make a Comment ( 2 Komentarze )

Zabójcza medycyna naturalna, czyli pierdoły racjonalisty

Posted on 28 sierpnia 2010. Filed under: dr Enji, lekarz Enji, lekarz Enkhjargal Dovchin, medycyna mongolska, medycyna naturalna, mongolska lekarka, nagonka medialna, oszukańcze koncerny, Oszustwa mediów,, zabójcza medycyna | Tagi: , , , |

Po emisji czwartkowego wydania programu TVN „Uwaga!” na temat homeopatii w sieci rozszalała się istna burza. Dziennikarze ośmielili się przedstawić homeopatię w pozytywnym świetle, a ich przekonania zostały naukowo potwierdzone przez fizyka, który przyznał, że żyjący 200 lat temu twórca homeopatii Samuel Hahnemann miał genialną intuicję, którą dziś można potwierdzić dzięki najnowocześniejszym urządzeniom laboratoryjnym. Sceptyk został przekonany, a wszyscy wrogowie homeopatii wyszli na chemicznych ortodoksów i zwyczajnych kłamców, nie mających pojęcia o tym, co tak zawzięcie i z prawdziwą wściekłością zwalczają lub, co jeszcze gorsze (i wielce prawdopodobne), na ludzi przekupionych przez farmaceutyczne kliki.

Zabójcza medycyna naturalna, medycyna mongolska, tradycyjna medycyna tybetańsko-mongolska

Nie będę streszczać filmu, ale gorąco zachęcam do jego obejrzenia. Proszę zwrócić uwagę na postawę Konstantego Radziwiłła, który z pełną determinacją stoi na straży interesów koncernów farmaceutycznych, czym daje dowód na to, że w najmniejszym nawet stopniu nie obchodzi go dobro pacjentów, a jedynie obrona jedynie-słusznej ideologii. Co więcej, nie jest on zainteresowany poszerzaniem swoich horyzontów myślowych ani zdobywaniem wiedzy innej, niż ta, którą przekazano mu w czasie studiów. Żenada. Pan Radziwiłł powinien reprezentować całe środowisko lekarskie, a nie tylko „chemicznych Ali’ch”. Homeopaci i naturoterapeuci to też lekarze, mają dyplomy uczelni medycznych, nierzadko tytuły doktorskie, a nawet profesorskie i mają pełne uprawnienia do wykonywania zawodu lekarza. Stawianie ich przed sądem tylko dlatego, że leczą inną metodą niż się to panu Radziwiłłowi podoba świadczy o niesłychanym wprost despotyzmie i fanatyzmie światopoglądowym. Naczelna Rada Lekarska powinna szanować przysługujące pacjentom prawo do wyboru metody leczenia oraz do decydowania o tym, jak i przez kogo chcą być leczeni.

Zabójcza medycyna naturalna, czyli pierdoły racjonalisty

Jeśli chorujesz drogi czytelniku, zadaj sobie pytanie, które jest tytułem tej notki. Czy chcesz być leczony, być może jak najbardziej zgodnie z „naukową”, alopatyczną ortodoksją, czy wolałbyś raczej zostać wyleczony, nie ważne jak i przez kogo, byle szybko, skutecznie i bez skutków ubocznych?

Zabójcza medycyna naturalna, czyli pierdoły racjonalisty

Ja za Ciebie tej (ani żadnej innej) decyzji nie podejmę. Twój los jest w Twoich rękach. Najprawdopodobniej się ze mną z oburzeniem nie zgodzisz, ale zapewniam Cię, że ponosisz pełną odpowiedzialność za wszystko, co Cię w życiu spotyka. A za zdrowie w szczególności.

Masz wybór: możesz dalej chodzić po lekarzach, siedzieć w długich kolejkach, narzekać, kląć i płakać z powodu organizacji służby zdrowia, a potem wydać ostatni grosz emerytury czy nędznej pensji na leki (już słyszę to dramatyczne wzdychanie: „wszystkiego mogę sobie odmówić, ale na leki musi mi starczyć”) lub uczciwie odpowiedzieć na pytanie: „wolę się leczyć, czy zostać wyleczonym?” Jeśli uważasz, że twoja choroba nie da się wyleczyć i do końca życia będziesz skazany na kupowanie drogich leków, które nie tylko nie pomagają, ale powodują liczne, nierzadko groźne skutki uboczne, to nie czytaj dalej. Idź, połknij swoje pigułki, włącz telewizor i obejrzyj wiadomości z Polski, o tym, jak fatalnie działa nasza służba zdrowia i jak pacjenci cierpią. Miłej zabawy.

Jeśli jednak masz już dość bycia oszukiwanym i dojonym z kasy niby krowa, jeśli masz dość bólów brzucha, mdłości, zapaści, omdleń i coraz gorszego samopoczucia przebudź się z iluzji, którą karmią cię niedouczeni (uczelnie medyczne sponsorowane są przez koncerny farmaceutyczne) lub skorumpowani lekarze (za przepisywanie określonych leków lekarze otrzymują nagrody oraz wyjeżdżają na szkolenia do atrakcyjnych kurortów, nierzadko w ciepłych krajach). Zacznij czytać, googlować i samodzielnie szukać ratunku dla Twojego zdrowia.

Twoje zdrowie jest twoim największym skarbem, więc nie pozwól, żeby jacyś złodzieje pozbawiali Cię tego, co masz najcenniejsze.

Na początek poszukaj danych statystycznych, które wykażą z jednej strony ilu ludzi umiera rocznie na skutek złego leczenia, pomyłek lekarskich i skutków ubocznych leków alopatycznych, i z drugiej: ilu homeopatów zostało oskarżonych przez pacjentów o błąd w sztuce lub spowodowanie śmieci i skazanych przez sąd na więzienie. Dowiedz się również, np. pytając swoich znajomych, ilu z nich zostało skutecznie wyleczonych przez medycynę alopatyczną z tzw. chorób przewlekłych.

Znasz może kogoś, to odstawił insulinę, bo po latach jej stosowania zrobiło mu się lepiej? Albo kogoś, kto został skutecznie i na zawsze wyleczony z nadciśnienia, miażdżycy, chorób serca itp.? Ja nie znam. Znam natomiast takich, którzy po latach „leczenia” się z cukrzycy pochorowali się jeszcze bardziej, niż przed „leczeniem”: stracili wzrok, stopę, a nawet całą kończynę i resztki zdrowia. Znam też takich, którzy przyjmują coraz silniejsze leki na nadciśnienie i czują się coraz gorzej. Choroba nie tylko nie ustępuje, ale się pogłębia, co z reguły kończy się kalectwem lub śmiercią na skutek wylewu.

A teraz będzie bardziej optymistyczna część mojej notki.

Znam wielu takich (i wciąż do mnie piszą nowi), którzy zostali naprawdę skutecznie i na zawsze wyleczeni z bardzo poważnych chorób przez zwykłych dietetyków i lekarzy homeopatów. W przypadku cukrzycy wystarczy 30 dni zdrowej diety, żeby całkowicie i na zawsze wyzdrowieć. Cukrzyca jest spowodowana złym odżywianiem, więc tylko zmianą diety można ją wyleczyć. Podobne efekty uzyskuje się w przypadku każdego rodzaju grzybicy. Zamiast smarować się drogimi i nieskutecznymi maściami lub całymi latami łykać antybiotyki wystarczy odstawić słodycze (nie stosować „dietetycznych” słodzików, są rakotwórcze!!!) i zmienić dietę na taką, która „zagłodzi” chorobotwórcze grzyby.

W przypadku całego mnóstwa innych chorób najlepiej udać się i do dietetyka, i do lekarza-homeopaty. Dobrze dobrana dieta czyni cuda, a leki homeopatyczne nie tylko nie szkodzą, ale są bardzo skuteczne w przywracaniu zdrowia, i to nie tylko fizycznego, ale i psychicznego. Homeopatia uzdrawia całościowo. Dlatego lekarz zadaje pacjentowi te wszystkie pytania, które mogą wydawać się bardzo dziwne i nie związane z chorobą, na którą skarży się pacjent. Bo niby co mają wspólnego okulary z problemami gastrycznymi? Mają tyle, że pacjent jest całością. Jego oczy, żołądek i całą resztę łączą wzajemne zależności, o których alopata specjalizujący się wyłącznie w gastrologii lub okulistyce nie ma pojęcia. Lecząc homeopatycznie żołądek można wyleczyć nerwicę lub brak pewności siebie.

Dobrzy lekarz, to skuteczny lekarz. Nawet, jeśli za wizytę trzeba zapłacić i nawet jeśli wydaje się to drogo, należy się zastanowić, co się bardziej opłaca: korzystać z „darmowej”, tragicznie źle działającej służby zdrowia i do końca życia tracić majątek na trujące leki alopatyczne, czy wysupłać pieniądze na jedną lub kilka drogich wizyt w gabinecie homeopaty i potem do końca życia być w pełni zdrowym i nie wydawać już ani grosza na leczenie? Zastanówcie się nad tym sami.

I jeszcze taka mała dygresja: dlaczego homeopatia jest tak zajadle zwalczana zarówno przez medycynę alopatyczną, jak i przez Kościół? Dlaczego ludzi straszy się demonami, opętaniem lub jakimiś rzekomymi tragicznymi skutkami ubocznymi leczenia homeopatycznego?

Moim zdaniem odpowiedź jest prosta: lek homeopatyczny (oczywiście, jeśli zostanie naprawdę dobrze dobrany, indywidualnie do potrzeb pacjenta) przywraca człowiekowi równowagę na wszystkich poziomach. Nie tylko na fizycznym, ale psychicznym i duchowym. Osoba taka staje się silna psychicznie i duchowo, co sprawia, że jest niezależna, odważna i asertywna. Takim człowiekiem nie da się manipulować ani bezkarnie go oszukiwać. Władza duchowa ani świecka nie potrzebuje takich wyzwolonych jednostek. Władza kocha, żeby obywatele byli jak te barany: ciemni, bezmyślni i posłuszni. Żeby na zawołanie kupowali, szczepili się, dawali na tacę, głosowali na szubrawców i broń Boże nie myśleli.

I na zakończenie ostrzeżenie!

Jak było do przewidzenia, po emisji „Uwagi” cała banda sprzedawczyków, raczej nie bezinteresownie stojących na straży interesów przemysłu farmaceutycznego, dostała istnego szału i ataków furii. Zapluwają się biedacy w swoich blogach i komentarzach na forach dyskusyjnych jadem swojej nienawiści, ale cóż mogą zrobić wobec niezbitych faktów? Faktom nie da się zaprzeczyć.

Ci sami ludzie do niedawna toczyli na swych blogach świętą wojnę przeciwko tzw. „teoretykom spisku”, nawołującym do bojkotu szczepień przeciwko świńskiej grypie i negującym globalne ocieplenie spowodowane przez człowieka. Dziś nie muszę nikomu tłumaczyć, kto miał rację.

Bez względu na to, czy była ona naturalna, czy sztucznie wytworzona w laboratoriach, świńska grypa okazała się niegroźną mutacją tej choroby. Ani nie miała potencjału zabijania, jaki jej przypisywano, ani nie rozprzestrzeniała się tak szybko i na masową skalę, jak nam wmawiano. Ogłoszenie przez WHO pandemii 6 stopnia było nie tyle bezzasadne, co raczej było skutkiem korupcji, a wydatki, jakie rządy poniosły na zakup szczepionek okazały się wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Na szczęście zwykli obywatele wykazali dużo więcej rozsądku, niż rządy ich państw i zwyczajnie akcję szczepień zbojkotowali. Jeśli dziś ktoś czuje się chory z powodu tej grypy, to wyłącznie ministrowie odpowiedzialni za zdrowie obywateli i finanse państwa, ponieważ będą musieli stanąć przed komisją śledczą i wytłumaczyć się ze swoich nieprzemyślanych działań, którymi narazili budżety swych państw na tak wielkie straty, a zdrowie narodu na niebezpieczeństwo. Śledztwo wykazało, że szczepionki były produkowane w pośpiechu i nie spełniały norm bezpieczeństwa, dlatego podawanie ich ludziom, a zwłaszcza dzieciom mogło spowodować katastrofalne skutki.

Globalne ocieplenie również okazało się wielkim pseudonaukowym szwindlem. Obie te afery już dorobiły się miana przekrętu stulecia, a nawet wszechczasów i nie wiadomo, której z nich należy się palma pierwszeństwa. Naukowcy, których ludzie uważali do tej pory za nieskalane autorytety, stojące na straży obiektywnej, bo naukowej prawdy, okazali się przekupni i zdolni do fałszowania wyników badań. Robili to dla kariery i pieniędzy. Co gorsze, wręcz haniebne, stosowali terror wobec swoich kolegów, którzy uczciwość stawiali wyżej od kariery. Sprzedajni karierowicze wspinali się po szczeblach kariery, podczas gdy uczciwi i rzetelni uczeni, broniący prawdy tracili posady i dobre imię.

Dziś ci sami ludzie, którzy w agresywny, napastliwy i wręcz chamski sposób narzucali światu kłamstwa na temat szczepionek i klimatu, zaszczuwając i opluwając wszystkich, którzy sprzeciwiali się tej obrzydliwej kampanii dezinformacji, teraz ośmielają się opluwać homeopatię i medycynę naturalną. A co najbardziej zdumiewające – znajdują czytelników, bezkrytycznie wierzących w te odrażające brednie. Ludzie, którzy dwa razy zostali przyłapani na zbrodniczych kłamstwach są dla was wiarygodnym źródłem informacji? Zastanówcie, się co robicie! Ile razy musicie zostać oszukani, żebyście w końcu zrozumieli, że to sprzedajni psychopaci, wynajęci przez koncerny farmaceutyczne lub skorumpowanych polityków do naganiania im klientów?

Jeśli ktoś nie czuje się jeszcze przekonany, podam tutaj konkretne liczby. Dane nie są najnowsze (lata 2000-2004), ale jest oczywiste, że dziś zyski koncernów farmaceutycznych są z całą pewnością wyższe, a nie niższe. Dane pochodzą z filmu „Zdrowie na sprzedaż”.

– 2004 r.: leki na receptę przyniosły ponad 500 mld. $,

– 2002 całkowity dochód Big Pharma wyniósł 36 mld. $ i był wyższy od sumy dochodów pozostałych 490 międzynarodowych przedsiębiorstw z listy 500 najbogatszych korporacji na świecie,

– W 2004 r. Big Pharma zanotowała 205 mld. $ przychodu, prawie tyle, ile wynosi produkt krajowy brutto Danii.

Lista Top Ten leków:

– Lipitor na obniżenie poziomu cholesterolu (Pfitzer) przyniósł w ciągu roku 10 mld $ zysku,

– Zocor, także na obniżenie poziomu cholesterolu (Merck) dochód w ciągu roku 6 mld 100 mln dochodu,

– Zyprexa, lek antydepresyjny (Eli Lilly) 4 mld. 800 mln $,

– 480 mld. $ przychodu z 7 pozostałych leków (2 na wrzody, 1 na nadciśnienie, 1 antydepresyjny, 1 na choroby serca, 1 na astmę i 1 na anemię).

Leki homeopatyczne nie przyniosły koncernom z Big Pharma żadnego dochodu, a co gorsze, odebrały im wielu klientów. Odebrały ich na zawsze, ponieważ ludzie ci zostali skutecznie wyleczeni i nie kupują i kupować nie będą już żadnych leków.

Czy teraz jest już jasne, dlaczego homeopatię należy zniszczyć i zdelegalizować?

Jeszcze mamy wybór. Jeszcze chronią nas humanitarne prawa. Jeszcze wciąż obowiązuje Karta Praw Pacjenta. Ale jeśli będziemy bierni i pokorni jak te barany, nasze prawa zostaną nam odebrane, a my zostaniemy zmuszeni do spożywania GMO, aspartamu i skażonej pestycydami żywności, do będącego skutkiem tego chorowania i leczenia się jedyną legalną metodą: trującą i zabijającą chemią. A to będzie oznaczało, że już wkrótce staniemy się jedynie kolejną bezosobową cyferką w statystykach śmiertelności medycyny alopatycznej.

Pewien wróg naturalnego zdrowia z mściwą satysfakcją napisał na blipie, że produkująca leki homeopatyczne firma Boiron osiąga 500 mln. dochodu. Cóż to jest w porównaniu z miliardami Big Pharma? Ale to i tak niezwykle radosna wiadomość, bo świadczy o tym, że na świecie jest dużo więcej mądrych i dbających o zdrowie ludzi, niż przypuszczałam. Jest to świetna wiadomość również dlatego, że skoro jest nas tak dużo, to znaczy, że stanowimy potężną siłę, z którą decydenci muszą się liczyć. Znaczy to, że jeśli ktoś będzie próbował zdelegalizować homeopatię spotka się to z potężnym sprzeciwem. Tak więc jest to naprawdę świetna wiadomość.

Zabójcza medycyna naturalna –

Autor: Maria Sobolewska
Źródło: Jestem za, a nawet przeciw

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

Zabójcza medycyna naturalna, czyli ogłupianie społeczeństwa – część 1

Posted on 28 sierpnia 2010. Filed under: dr Enji, medycyna mongolska, medycyna naturalna, medycyna tybetańska, mongolska lekarka, zabójcza medycyna | Tagi: , , , , , |

Czy rząd celowo próbuje ogłupić masy? Trudno to udowodnić, ale istnieje wiele danych wskazujących na to, że elita rządząca nie tylko toleruje, ale również aktywnie prowadzi politykę, której efekty szkodzą zdrowiu fizycznemu i psychicznemu populacji. Niniejsza seria artykułów traktuje o różnych sposobach ogłupiania współczesnego człowieka. W części pierwszej przyjrzymy się truciznom, które można znaleźć w spożywanych na co dzień napojach, pożywieniu i lekach.

Temat ogłupiania i odczłowieczania mas nieraz pojawiał się w artykułach na portalu The Vigilant Citizen. Obecność tych koncepcji w popkulturze jest jednak tylko zewnętrznym, symbolicznym wyrazem głębokich zmian zachodzących w naszym społeczeństwie. Dane naukowe od lat stanowią dowód na to, że rządy na całym świecie tolerują sprzedaż wielu produktów mających bezpośredni, negatywny wpływ na nasze zdrowie fizyczne i umysłowe. Wiele spożywanych na co dzień produktów, jak się okaże w tym artykule, powoduje uszkodzenia mózgu i obniża zdolność podejmowania decyzji, a nawet IQ.

Czy elita chce otępiałego społeczeństwa? Hitler powiedział kiedyś: „Szczęśliwie się składa dla przywódców politycznych, że ludzie nie myślą.” Wykształcone społeczeństwo zna swoje prawa, rozumie pewne kwestie i podejmuje działania, jeśli stan rzeczy mu nie odpowiada. Patrząc na olbrzymią ilość dowodów, można uznać, że elita chce czegoś dokładnie odwrotnego: społeczeństwa schorowanego, przestraszonego, zdezorientowanego i apatycznego. Przyjrzymy się skutkom, jakie mają dla naszego ciała leki, pestycydy, fluoruek i aspartam, oraz temu, jak produkty te są promowane przez struktury rządzące.


W ostatnich dziesięcioleciach w Stanach Zjednoczonych obserwowano szokujący wzrost liczby recept wypisywanych na leki mające pomóc przy rozmaitych dolegliwościach. Zjawisko to dotyczy szczególnie dzieci. Od lat 90-tych XX wieku stale rośnie liczba dzieci w Stanach, u których zdiagonozowano „choroby”, takie jak zespół deficytu uwagi (z ang. Attention Deficit Disorder – ADD) i którym przepisuje się leki zmieniające świadomość, np. Ritalin.

„Urząd do Walki z Narkotykami (Drug Enforcement Administration – DEA) jest zaalarmowany wzrostem liczby przypadków przepisywania tych leków, który ma miejsce w ostatnich latach. Od 1990 roku liczba recept wypisywanych na methylphenidate wzrosła o 500 procent, a recept na amfetaminę, wypisywanych w tych samych celach – o 400 procent. Mamy obecnie do czynienia z sytuacją, w której 7-10 procent amerykańskich chłopców przymuje te leki w pewnym okresie swego życia. Wzrasta też procent dziewczynek przyjmujących leki tego typu.” (Źródło:

W dzisiejszych czasach dzieciom, które mają zbyt dużo pomysłów, energii i siły, umyślnie podaje się bardzo silne leki, wpływające bezpośrednio na funkcjonowanie ich mózgów. Czy sprawy idą w dobrym kierunku?

Mimo że ADD nie jest dokładnie zdefiniowanym i udokumentowanym zaburzeniem, wiadomo, iż nie powoduje ŻADNYCH zauważalnych skutków. A jednak u wielkiej liczby dzieci wciąż diagnozuje się tę chorobę. W związku z tym nasuwają się pytania natury etycznej.

„Pediatrzy i etycy również mają wątpliwości odnośnie użycia tych stymulantów. W artykule opublikowanym w New York Times zakwestionowali zasadność podawania leków dzieciom bez uprzedniej dokładnej diagnozy, w nadziei, że będą sobie lepiej radzić w szkole. Pytali też, czy w takim razie powinno się podawać leki dorosłym, którzy nie radzą sobie zawodowo lub odkładają wszystko na później. Kwestionują sensowność tej metody. Kwestia ta została poruszona również w styczniowym numerze magazynu Pediatrics w 2005 roku. Omówiono tam temat znacznych rażących rozbieżności między praktyką lekarską pediatrów a wytycznymi Amerykańskiej Akademii Pediatrii (AAP) odnośnie diagnozowania i leczenia dzieci z ADHD (zespołem nadpobudliwości psychoruchowej). W artykule tym wyrażono pogląd, że skoro środowisko lekarskie nie doszło do porozumienia w sprawie diagnozowania ADD i ADHD, nie powinno wydawać szczegółowych decyzji odnośnie leczenia osób, u których zdiagnozowano to zaburzenie.”

Stosowanie Ritalinu we wczesnych latach życia powoduje złamanie psychologicznej bariery, która chroni ludzi przed braniem leków na receptę, co powoduje, iż dzieci, które biorą takie leki, są bardziej narażone na to, że również w przyszłości będą przyjmować środki psychotropowe. Zatem nie powinniśmy się dziwić, jeśli w najbliższych latach będziemy świadkami dramatycznego wzrostu ilości przyjmowanych antydepresantów. Ten trend można obserwować już teraz:

„W swoich badaniach amerykańskie Centra Kontroli Chorób i Prewencji zrobiły przegląd 2,4 miliarda leków przepisanych podczas wizyt u lekarzy i w szpitalach. 118 milionów z tych recept to recepty na antydepresanty. Spożycie antydepresantów i innych środków psychotropowych, które wpływają na reakcje chemiczne w mózgu, dramatycznie wzrosło w ostatniej dekadzie: spożycie antydepresantów przez osoby dorosłe – niemal trzykrotnie w latach 1988-1994 i 1999-2000, a w latach 1995-2002, z których pochodzą najnowsze dostępne statystyki, o 48 procent, jak donosi CNN – Elisabeth Cohen, CNN.”

Przyjmowanie tabletek na receptę może bardzo pomóc w szczególnych, dobrze zdiagnozowanych przypadkach. Jednak przemysł farmaceutyczny, którego przedstawiciele mają wielu „przyjaciół” na najwyższych szczeblach władzy, promuje powszechne stosowanie leków psychiatrycznych. Od 2002 roku społeczeństwu sprzedano olbrzymie ilości tabletek, które mają rzekomo pomagać w rozmaitych przypadkach zaburzeń psychicznych, jednak wiele z tych leków dopuszczono do sprzedaży bez odpowiednich badań nad ich skutkami ubocznymi. Lub jeszcze gorzej: skutki uboczne być może były znane, lecz informację o nich zatajono przed ogółem. Poniżej zamieszczamy listę ostrzeżeń odnośnie powszechnie sprzedawanych leków psychiatrycznych. Niektóre możliwe efekty uboczne są przerażające – tabletka nie powinna mieć aż takiego wpływu na ludzki mózg. Pomyśl o tym: przed niektórymi lekami ostrzega się, bo mogą spowodować, że… popełnisz samobójstwo.


22 marca: Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration – FDA) ostrzega, że antydepresanty w typie Prozacu (należące do grupy selektywnych inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny, ang. Selective Serotonin Reuptake Inhibitors – SSRIs) mogą powodować „niepokój, pobudzenie, ataki paniki, bezsenność, drażliwość, agresję, impulsywność, akatyzję (niepokój ruchowy), hipomanię (nadmierne podekscytowanie) oraz manię (psychozę, której objawy to podwyższony nastrój oraz zawyżona samoocena)“.

Czerwiec: Agencja ds. Środków Terapeutycznych, australijski odpowiednik FDA, donosi, że najnowsze leki antypsychotyczne mogą zwiększać ryzyko zachorowania na cukrzycę.

Czerwiec: FDA nakazuje, by na opakowaniu stymulantów o nazwie Adderall zamieszczać ostrzeżenie o możliwości wystąpienia nagłej śmierci sercowej, szczególnie u dzieci chorujących na serce.

15 października: FDA zarządza oznaczanie antydepresantów przy pomocy ostrzeżenia w czarnej ramce (tzw. black box warning), uprzedzając, że mogą one powodować myśli i czyny samobójcze u osób poniżej 18. roku życia.

21 października: Nowozelandzki Komitet ds. Niepożądanych Działań Leków (New Zealand Medicines Adverse Reactions Committee – MARC) zaleca, by nie podawać antydepresantów, starej i nowej generacji, pacjentom poniżej 18. roku życia, ze względu na ryzyko samobójstwa.

17 grudnia: FDA żąda, by na opakowaniu leku stosowanego przy ADHD, o nazwie Strattera, znalazła się informacja: „Poważne uszkodzenia wątroby mogą przejść w niewydolność wątroby, powodując śmierć lub konieczność przeszczepu tego organu u niewielkiego procenta pacjentów”.


9 luty: Organizacja ds. zdrowia w Kanadzie (Health Canada), kanadyjski odpowiednik FDA, zawiesiła sprzedaż leku Adderall XR (lek o przedłużonym działaniu, ang. Extended Release, podawany raz dziennie), przez wzgląd na doniesienia o 20 przypadkach nagłych zgonów o niewyjaśnionych przyczynach (w tym 14 dzieci) i 12 zawałach (2 dzieci).

11 kwietnia: FDA ostrzega, że stosowanie leków antypsychotycznych u pacjentów w podeszłym wieku może spowodować zwiększenie ryzyka zgonu.

28 czerwca: FDA ogłasza, że planuje wprowadzić zmiany w etykietowaniu leku Concerta oraz innych leków o składzie Ritalinu, tak by etykiety zawierały informacje o skutkach ubocznych: „halucynacje wzrokowe, myśli samobójcze, zachowania psychotyczne, zachowania gwałtowne i agresywne”.

30 czerwca: FDA ostrzega, że antydepresant o nazwie Cybalta może zwiększać ryzyko myśli i zachowań samobójczych u dzieci i młodzieży. Uprzedza też o potencjalnym zwiększeniu ryzyka zachowań samobójczych u dorosłych przyjmujących antydepresanty.

Sierpień: Australijska Agencja ds. Środków Terapeutycznych znajduje powiązanie między przyjmowaniem antydepresantów a tendencjami samobójczymi, akatyzją (niepokojem ruchowym), pobudzeniem, nerwowością i niepokojem u dorosłych pacjentów. Ustalono też, że podobne symptomy mogą pojawić się podczas odstawiania tych leków.

19 sierpnia: Komitet ds. Produktów Leczniczych Europejskiej Agencji ds. Leków ostrzega przeciw przyjmowaniu antydepresantów przez dzieci, stwierdzając, że leki te wywołują próby i myśli samobójcze, agresję, wrogość, zachowania buntownicze i złość.

26 września: Agenzia Italiana del Farmaco (Włoska Agencja ds. Leków, odpowiednik FDA) ostrzega przeciw podawaniu antydepresantów starszej generacji (trójcyklicznych) pacjentom poniżej 18. roku życia. Ustala też, że istnieje związek między stosowaniem tego leku a atakami serca, bez względu na wiek pacjenta.

29 września: FDA nakazuje, aby na opakowaniu leku o nazwie Strattera, stosowanego przy ADHD, znalazło się ostrzeżenie w czarnej ramce informujące o zwiększonym ryzyku wystąpienia myśli samobójczych u przyjmujących ten lek dzieci i młodzieży.

17 października: FDA ostrzega, że antydepresant Cybalta może powodować uszkodzenie wątroby.

24 października: FDA wycofuje ze sprzedaży stymulant o nazwie Cylert ze względu na ryzyko toksycznego uszkodzenia oraz niewydolności wątroby.

Listopad: FDA ostrzega, że antydepresant o nazwie Effexor może powodować myśli mordercze.


9 luty: Komitet doradczy FDA ds. zarządzania ryzykiem użycia produktu leczniczego namawia do użycia ostrzeżenia w czarnej ramce przy znakowaniu stymulantów, ze względu na ryzyko spowodowania ataku serca, zawału i nagłej śmierci.

20 lutego: Brytyjskie władze ostrzegają, że stosowanie leku Strattera wiąże się z ryzykiem ataku serca oraz wydłużania się odstępów czasowych pomiędzy uderzeniami serca.

22 marca: Panel doradczy FDA otrzymuje raporty o prawie 1000 przypadków dzieci, które doświadczyły psychozy lub manii podczas przyjmowania stymulantów.

3 maj: Raporty FDA w sprawie niepożądanych reakcji na leki wykazują związek między przyjmowaniem leków antypsychotycznych a 45 przypadkami zgonów u dzieci oraz 1300 przypadkami poważnych reakcji niepożądanych, w tym przypadkami konwulsji i niskiego poziomu białych krwinek.

12 maja: Producent leku Paxil ostrzega, że antydepresant ten zwiększa ryzyko samobójstwa u dorosłych.

26 maja: Health Canada wydaje nowe ostrzeżenia w sprawie ryzyka wystąpienia rzadkich schorzeń serca przy stosowaniu wszelkich leków przepisywanych przy ADHD, w tym ryzyka nagłej śmierci.

2 czerwca: Badania FDA wykazują, że lek antypsychotyczny Risperdal może powodować powstawanie guzów przysadki mózgowej. Przysadka, znajdująca się u podstawy czaszki, wydziela hormony wzrostu oraz reguluje funkcjonowanie organizmu. Leki antypsychotyczne mogą zwiększać wydzielanie prolaktyny, hormonu przysadki. Nadmierne wydzielanie tego hormonu jest wiązane z zachorowaniami na raka. Odkryto, że Risperdal zwiększa wydzielanie prolaktyny częściej niż inne leki tego typu.

19 lipca: FDA oświadcza, że na opakowaniach antydepresantów powinny znaleźć się ostrzeżenia o tym, iż mogą powodować śmiertelne schorzenia płuc u niemowląt, których matki podczas trwania ciąży stosowały leki z grupy selektywnych inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRIs). Z kolei osoby mające migreny trzeba ostrzec, że łączenie leków przeciw migrenie i leków z grupy SSRI może prowadzić do wystąpienia zespołu serotoninowego – stanu, który zagraża życiu.


Współczesny człowiek spożywa w trakcie swego życia niesamowite ilości substancji chemicznych, sztucznych aromatów oraz innych dodatków. Mimo że świadomość tego, co to znaczy jeść zdrowo, rośnie, ludzie bardzo często wprowadzani są w błąd (umyślnie lub nie).

Obecnie 95% produkcji soi i 80% produkcji kukurydzy w Stanach Zjednoczonych znajduje się w rękach jednego koncernu – Monsanto. W związku z tym zarówno płatki śniadaniowe przeciętnego Amerykanina, jak i napój gazowany pity podczas lanczu oraz gulasz z wołowiny jedzony na obiad, pochodzą z patentowanych upraw Monsanto. Istnieje wiele dokumentów i filmów ujawniających fakt, że Monsanto trzyma przemysł rolniczy twardą ręką, więc nie będę się na ten temat rozwodzić. Jednak warto zauważyć, że w praktyce mamy obecnie do czynienia z monopolem na rynku spożywczym i że obserwujemy niezdrowy związek między Monsanto a rządem amerykańskim: wiele osób uchwalających ustawy dotyczące pożywienia, leków i rolnictwa figurowało w którymś momencie na liście płac Monsanto. Innymi słowy – to elita decyduje, jakie produkty spożywcze znajdziesz w sprzedaży.

Urzędnicy państwowi zatrudnieni uprzednio w Monsanto:

Justice Clarence Thomas pracował jako prawnik dla Monsanto w latach 70-tych. Thomas przedstawił opinię większości składu sędziowskiego Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych w sprawie J. E. A. Ag Supply, Inc. przeciwko Pioneer Hi-Bred International, Inc. (rok 2001), w której stwierdzono, że „nowo stworzone odmiany roślin można opatentować zgodnie z prawem patentowym Stanów Zjednoczonych”. Rozstrzygnięcie tej sprawy przyniosło korzyści wszystkim przedsiębiorstwom zarabiającym na uprawach genetycznie modyfikowanych – w tym Monsanto, jednemu z największych przedsiębiorstw tego typu.

Michael R. Taylor był Asystentem Komisarza FDA zanim w latach 1980. odszedł do firmy prawniczej, by pracować nad uzyskaniem zgody FDA na używanie sztucznego hormonu wzrostu produkowanego przez Monsanto. Następnie, latach 1991-1994, Taylor sprawował funkcję Zastępcy Komisarza FDA. W 2009 r. został ponownie wybrany do FDA przez prezydenta Baracka Obamę.

Dr Michael A. Friedman był Zastępcą Komisarza FDA zanim zatrudniono go na stanowisku starszego wiceprezesa w Monsanto.

Linda J. Fisher była asystentką administratora w Amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska (United States Environmental Protection Agency – EPA) zanim w latach 1995-2000 pracowała na stanowisku wiceprezesa Monsanto. W 2001 r. Fisher została zastępczynią administratora EPA.

Były sekretarz obrony USA Donal Rumsfeld był przewodniczącym i dyrektorem wykonawczym firmy G. D. Searle & Co., którą Monsanto kupił w 1985 r. Rumsfeld sam zarobił na tej transakcji co najmniej 12 mln dolarów.

Wiele ustaw (zatwierdzanych przez byłych pracowników Monsanto) ułatwiło wprowadzenie do sprzedaży i konsumpcję żywności genetycznie modyfikowanej.

„Według najnowszych statystyk, 45% upraw kukurydzy i 85% upraw soi w Stanach Zjednoczonych to uprawy genetycznie modyfikowane (GM). Szacuje się, że około 70-75% przetworzonej żywności w lokalnych supermarketach w Stanach Zjednoczonych zawiera składniki genetycznie modyfikowane. Wśród innych genetycznie modyfikowanych produktów spożywczych znajdują się: rzepak, papaja, radicchio (włoska odmiana cykorii), ziemniaki, ryż, dynia i cukinia, melon cantaloupe, burak cukrowy, len, pomidory i rzepa. Z kolei bawełna to jeszcze inna (niespożywcza) uprawa, którą powszechnie się modyfikuje. Prosilac, czyli rekombinowany bydlęcy hormon wzrostu (ang. recombinant bovine growth hormone – rBGH), był jednym z pierwszych genetycznie modyfikowanych produktów zatwierdzonych do spożycia. FDA zaakceptowała użycie tego hormonu w 1993 roku“ (Anna M. Salanti, „Żywność genetycznie modyfikowana”).

Mimo że nie da się jeszcze ocenić długoterminowego wpływu żywności genetycznie modyfikowanej na ludzki organizm, ustalono już pewne fakty. Żywność taka zawiera mniej składników odżywczych i, co najważniejsze, jest „przyjazna” dla środków chemicznych.

„Jedna z cech żywności genetycznie modyfikowanej to zdolność do tolerowania nieograniczonej ilości substancji chemicznych, w tym pestycydów. Stwierdzono, że bromoxynil i glifosat mogą powodować powstawanie wad rozwojowych, guzów, nowotworów i chłoniaków nieziarnicznych. Badania wykazują, że rekombinowany bydlęcy hormon wzrostu Monsanto (rBGH) powoduje, iż mleko krów, którym go podano, zawiera większą ilość hormonu IGF-1. Hormon ten może odpowiadać za zachorowania na raka u ludzi. Instytucja kontrolna amerykańskiego Kongresu (Government Accountability Office – GAO) zaleciła, by nie zatwierdzać rBGH do użycia. Unia Europejska, Kanada i inne kraje zabroniły stosowania tego hormonu. Organizacja Narodów Zjednoczonych również odmówiła potwierdzenia bezpieczeństwa stosowania rBGH” (źródło jw.).

Modyfikacje genetyczne wprowadzane przez Monsanto sprawiają, że jego produkty są większe i milsze dla oka. Innym, rzadziej wspominanym „ulepszeniem” jest zdolność tych roślin do tolerowania niemal nieograniczonych ilości pestycydu Roundup. Zachęca to rolników do używania tej właśnie marki pestycydów, produkowanych przez… Monsanto.

Badania nad Roundupem wykazują związki tego bardzo silnego pestycydu z wieloma problemami zdrowotnymi, np.:

– zwiększonym ryzykiem zachorowania na nowotwór z grupy chłoniaków nieziarnicznych,

– poronieniami,

– zespołem nadpobudliwości psychoruchowej (tym prawdziwym).


Zabójcza medycyna naturalna

Autor: Vigilant
Źródło oryginalne:

Read Full Post | Make a Comment ( None so far ) – zabójcza medycyna naturalna

Posted on 2 Maj 2010. Filed under: | Tagi: , , |

Pierdoły, zakłamanie i oszustwa racjonalistów – tak można opisać ich działania.

zabójcza medycyna naturalna – czyste brednie – plik PDF

Read Full Post | Make a Comment ( None so far )

  • Google Translator

  • STOP kłamstwu tvn!

    STOP TVN, TVN24, POLSAT I WYBIÓRCZEJ - stop zakłamaniu w mediach masowych
  • Chroń medycynę naturalną/ Protect natural medicine all over the world
  • Podpisz petycję w obronie medycyny naturalnej i tradycyjnych systemów medycznych
  • Medycyna Tybetańsko-Mongolska, Akupunktura, Moksa, Ziołolecznictwo na PINTEREST.COM
  • Polub nas na FB

  • Artykuł o nagonce

  • Czwarty Wymiar o nagonce medialnej

    Artykuł w "CZWARTYM WYMIARZE" o nagonce medialnej na lekarkę Enkhjargal Dovchin "ENJI"
  • Artykuły w „ZC”

    Znaki Czasu - to obecnie jedyne czasopismo, które ma odwagę pisać jawnie o najważniejszych sprawach dotyczących zdrowia ludzkiego czyli Kodeksie Żywnościowym, Szczepieniach oraz alternatywnych metodach leczniczych.
  • MTM in Poland

    Mongolska Tradycyjna Medycyna w Polsce - MTM in Poland

  • Chmurka kategorii

  • Ankiety

  • Szybkie menu

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...